Tag Archives: zespół stresu pourazowego ptsd

Co robić, kiedy pod wpływem stresu rozpadamy się na kawałki? (repost)

Zazwyczaj trzymam się tematycznie na tym blogu Biegnącej z Wilkami, ewentualnie psychologii Carla Gustava Junga, ale dzisiaj publikuję wywiad z psychoterapeutą na temat PTSD. Zaznaczam, że nie mam informacji na temat metody, której używa ten terapeuta, ale w wielu sprawach trafia w sedno, dlatego polecam do przeczytania.

—————————————

Jak sobie radzić z presją mówi David Berceli, psychoterapeuta.

Newsweek Psychologia: Czy każdy człowiek ma na swoim koncie wydarzenie traumatyczne?

David Berceli: Tak, tylko dla każdego są to inne zdarzenia. Dla jednych to przemoc w dzieciństwie, dla innych rozwód, wypadek, powódź, nawet poród.

Czym jest trauma?

– Gigantycznym stresem, na który nasz organizm potrafi zareagować tak, żeby przetrwać, bo jesteśmy na niego ewolucyjnie zaprogramowani. Trauma zmienia biochemię mózgu. Zwiększa się produkcja kortyzolu – hormonu stresu i adrenaliny – neuroprzekaźnika odpowiedzialnego za pobudzenie (wzrost ciśnienia, rozszerzenie źrenic, przyspieszenie bicia serca). Jednocześnie zmniejsza się produkcja serotoniny i wzmaga się agresja. Pojawia się też mechanizm dysocjacji, czyli odcięcia od emocji – również w celu przetrwania. To tak, jakby człowiek spotkał lwa i nie mógł uciec. Wiadomo, że dozna obrażeń, a jego organizm zareaguje, wydzielając opioidy, które znieczulą i ból poczuje dopiero po pewnym czasie.

Problem w tym, że przeżycie jest tak silne i reakcja naszego ciała tak mocna, że część ludzi nie wraca potem do normalnego funkcjonowania. Część mózgu odpowiedzialna za obróbkę tych informacji – czyli traumy – uznaje, że są zbyt ciężkie i je omija. W związku z tym złe wspomnienia krążą po ciele i wyświetlają się te, które bolą, gdy cokolwiek przypomni tamto zdarzenie – jakiś przedmiot, zapach, kolor. Generalnie jesteśmy w kawałkach, zamiast w całości. Odcięci od ciała, reagujący agresywnie. Męczy bezsenność, pojawiają się choroby – nawracające migreny, bóle kręgosłupa, poczucie, że nogi odmawiają posłuszeństwa, spada odporność organizmu. Bywa, że pojawia się depresja i ucieczki w używki, żeby choć przez chwilę nie czuć bólu.

Jak sobie z tym radzić?

– Z jednorazowym traumatycznym zdarzeniem, którego doświadcza dorosły, można uporać się szybko. Najgorsze są traumy długotrwałe, które miały miejsce w dzieciństwie. Rozprawienie się z nimi wymaga dłuższej pomocy psychologicznej, ponieważ po pierwsze, trzeba „odkodować” tamto zdarzenie, po drugie, nauczyć człowieka mechanizmów regulacji emocji. Chodzi o to, że potraumatyczny dorosły nie potrafi się ukoić w stresie, zaopiekować sobą, tylko prowadzi wyniszczający styl życia. W tych jednorazowych zdarzeniach traumatycznych szybko zadziała opracowana przeze mnie metoda – TRE (Trauma Releasing Exercises). Polega ona na aktywacji mechanizmu drżenia, w które wyposażyła nas natura. Mają go też inne ssaki. Nieszczęście ludzkie polega na tym, że zamiast pozwolić ciału się wytrząść, zaczynamy analizować i interpretować. I zamiast uwolnić traumę z ciała, zatrzymujemy ją. Metodą TRE można pracować z całą rodziną uchodźców i dużymi grupami ludzi np. po trzęsieniu ziemi czy tsunami. To nie jest analiza charakteru ani trwająca latami terapia. To naturalne leczenie ciała poprzez umożliwienie mu robienia tego, co i tak potrafi.

W jaki sposób drżenie uzdrawia ciało?

– Kiedy dźwigasz duży ciężar, twoje ciało drży – ten mechanizm informuje cię, że sobie nie poradzisz. Drżenie idzie do mięśni, które są najbardziej napięte, i zaczyna nimi potrząsać. Kiedy napięcia zostaną uwolnione, drżenie przesuwa się przez ciało bez wielkich ruchów. Problem polega na tym, że w ciele są traumy z całego życia. I ci, którym nie udaje się przetworzyć traumatycznego zdarzenia w dorosłym życiu, to ludzie, którzy mają w swoim ciele zbyt wiele innych traum.

W jakich miejscach najczęściej zapisuje się traumatyczne zdarzenie?

– W każdym, nawet w palcu, bo dłonie, usta, policzki też drżą. Wszystko nosi w sobie traumę, mówi nam, że ten mięsień brał udział w bardzo trudnym doświadczeniu.

Patrząc z boku na ludzi, którzy poddają się TRE, można odnieść wrażenie, jakby dopadł ich atak epilepsji. To może być niepokojące dla człowieka Zachodu, który lubi mieć ciało pod kontrolą. Pracował pan z ludźmi na całym świecie, jak kultura wpływa na myślenie o ciele?

– Różne kultury mają różne podejście do ciała, ale mechanizm drżenia jest ponadkulturowy, bo tak działa nasz organizm. Pracując w różnych miejscach świata, muszę liczyć się na kulturą miejscową. Z Arabkami siadam w pewnej odległości, daję im koc, żeby nakryły nogi. Muszą czuć się bezpieczne, dlatego mają możliwość otwartych kolan lub zamkniętych. Mogą też zaktywować mechanizm drżenia, nie kładąc się na podłodze z rozwartymi kolanami, ale opierając się o ścianę. Czasem od tego zaczynają, a potem, kiedy czują się bezpieczne, swobodnie drżą na podłodze. Podobnie pracuję z kobietami po przemocy seksualnej. Ale na przykład w Azji, gdzie joga jest popularna, otwieranie nóg jest powszechnym doświadczeniem i nie ma seksualnych konotacji – nie budzi niepokoju.

Czy kobiety mają inne problemy z ciałem niż mężczyźni?

– Są tylko dwie różnice – kobiety mają więcej traum związanych z przemocą seksualną i z porodem. Reszta jest identyczna. A na marginesie powiem, że TRE można wykorzystać przy porodzie. Każda kobieta po narodzinach dziecka drży w sposób naturalny. Niestety środki znieczulające blokują reakcje systemu nerwowego. Gdy matki dochodzą do siebie i następuje naturalne drżenie, lekarze podają leki, żeby ten proces zatrzymać. To wielka nieświadomość mechanizmów ciała.

A drżenie podczas orgazmu?

– To to samo. Niezależnie od tego, czy jest to pozytywne, czy negatywne uczucie, ciało drży, bo pobudzony jest system nerwowy. Bo czym jest orgazm? Skurczem, również podczas porodu.

Można mieć orgazm podczas porodu?

– Jak najbardziej! Dla ciała to bez różnicy, bo poród to skurcze, tylko kontekst inny. Orgazm jest bardzo naturalny dla ludzkiego ciała, tylko kultura zabrała mu tę naturalność, nadając piętno grzechu.

Pracując TRE, zobaczyłem, że ludzie Zachodu odczuwają wstyd, poruszając biodrami i ramionami, jakby nie mieli zgody na swoją seksualność, bali się własnej cielesności. Kobiety uznają to za zbyt prowokujące. Tymczasem kiedy patrzę na Brazylijczyków, widzę, że dla nich to naturalne. To jest również ta kulturowa różnica.

Mnóstwo kobiet nie ma orgazmu. Nawet go udają, żeby nie sprawić przykrości partnerowi.

– Pracowałem z wieloma kobietami mającymi problem z orgazmem albo z zajściem w ciążę. Nierzadko zachodziły już po trzech miesiącach drżenia. Spięte mięśnie miednicy zostały uwolnione.

Ludzie Zachodu są bardziej zamrożeni, odcięci od swoich ciał?

– Zdecydowanie tak. Ludzie z Ameryki Południowej, Afryki i Azji są o wiele bardziej swobodni. Kiedy mówię: „chodźmy na ćwiczenia”, są podekscytowani. Kiedy mówię to ludziom Zachodu, czują się zaniepokojeni, boją się utraty kontroli. Nie ufamy naszym ciałom, nie czujemy ich.

Dlaczego?

– Bo od dzieciństwa słyszymy: „nie rycz”, „nie złość się”, „nie pyskuj”. Nie przytulamy dzieci, gdy płaczą, tylko ignorujemy albo wpędzamy w poczucie winy. Nie jesteśmy nauczeni przeżywania emocji i odcinamy się od siebie. Uciekamy od bólu, złości, lęku. Mamy być tylko silni. Jesteśmy wychowywani przez opresyjny system. W naszej zachodniej kulturze wielu ludzi, którzy wciąż się uśmiechają i wyglądają na wyluzowanych, w środku jest bardzo napiętych. To ci po traumach dziecięcych, takich jak przemoc domowa.

Pracując z człowiekiem wie pan, jakie traumy przeżył i na jakim etapie życia się wydarzyły?

– Mechanizm drżenia przechodzi przez wszystkie części ciała. Patrzę, gdzie brakuje tej energii drżenia, to mi mówi, gdzie są blokady. Zastanawiam się, jak mogę wyprowadzić to przez mięśnie. Uwolnić. Dotykam ciała i po napięciu wiem, jak silna była ta trauma.

Pracował pan także z ofiarami Breivika po tragedii na wyspie Utøya. Czy rozpoczynając pracę z traumą tuż po zdarzeniu, chronimy człowieka przed jej konsekwencjami?

– Zdecydowanie tak, bo jeśli pozostaje w ciele długo, to tworzy się neurofizjologiczna sieć, w którą człowiek plącze się coraz bardziej. Za sprawą skurczy uwolni się szybko, no i ciało nie nauczy się z traumą funkcjonować. Wzorzec życia z tym obciążeniem nie zostanie utrwalony.

Dlaczego po trzęsieniu ziemi czy wypadku samochodowym, po wojnie, nawet po Holokauście jedni mają zespół stresu pourazowego (PTSD), a inni nie?

– Z większym problemem borykają się ci, którzy mają już na koncie inne traumy. Bez złej przeszłości leczysz tylko mały kawałek, razem z nią to już większa praca. Czasem zdrowego kawałka jest niewiele.

Chodzimy chorzy, choć tego nie widać?

– Wielu żołnierzy w Stanach Zjednoczonych mówiło mi, że woleliby stracić rękę, niż nosić w psychice te obciążenia powojenne, których nie widać. To też rany, blizny, kalectwo, tylko psychiczne. PTSD nie widać. Tylko rodzina wie, że z tym człowiekiem jest coś nie tak.

Żołnierze uważają się za silnych i nie sięgają po pomoc. Cierpią uwięzieni w micie bohaterstwa. Po powrocie z wojny bywają agresywni, wręcz przemocowi.

– Badania potwierdzają zależność między traumami wojennymi a przemocą domową. Przemoc domowa częściej występuje w rodzinach żołnierzy, którzy byli na wojnie. Chodzi o wspomniany kortyzol, adrenalinę, serotoninę. Jeden z żołnierzy powiedział mi: „To tak, jakbyś biegł z prędkością 1000 km na godzinę, a inni idą w tempie 30”. To samo dotyczy policjantów, strażaków, ratowników medycznych. Ofiar przemocy też.

Do zawodowej armii, a potem na wojnę idą często ludzie z historią przemocy w tle. Stają jakby po dobrej stronie mocy, to potrzeba odreagowania złego dzieciństwa.

– To prawda. Cały czas używają tych samych mechanizmów. Pozbywają się tej traumy, powtarzając ją. Jestem tego przykładem. Doświadczałem przemocy w dzieciństwie, straumatyzowany poszedłem do zawodowej armii. Mój tata alkoholik był nieobliczalny. Wojsko było sposobem na ucieczkę z rodzinnego domu. Kiedy wstąpiłem do wojska, nie miałem pojęcia, co ta trauma mi zrobiła. Pamiętam, jak mój dowódca darł się na mnie, a ja pomyślałem sobie, że i tak mnie nie uderzy, bo to nielegalne. Dotarło do mnie, że mogę czuć się bezpieczny, kiedy ktoś jest zły. Powoli, w bezpieczniejszych warunkach niż w domu wracałem do ciała, czyli zaczynałem coś czuć, mieć emocje, przestawałem się bać. Zacząłem proces zdrowienia.

Ile lat to panu zajęło?

– Cztery lata spędziłem w wojsku, potem byłem pracownikiem socjalnym. Około trzydziestki było już nieźle. Wielu żołnierzy podobnie jak ja pochodzi z rodzin o niskim statusie społecznym. Idąc na wojnę, wybierasz coś, co dobrze znasz, bo taki człowiek miał poligon w domu. Można taki wybór tłumaczyć patriotyzmem, ale prawda o bohaterach jest taka, że na wojnie czują się jak u siebie, bo znają przemoc. Wojna jest jak dom. Potem, kiedy się kończy i wracasz, twój system nerwowy jest rozwibrowany, nie radzisz sobie w spokoju i pokoju. Mili ludzie doprowadzają do szału. Taki człowiek szuka podobnego pobudzenia, jakby znowu chciał być na wojnie. Podobnie dzieje się z ludźmi po przemocy domowej, również z tymi wykorzystanymi seksualnie w dzieciństwie. Mają olbrzymią trudność z nawiązaniem zdrowej relacji. Znajdą sobie partnera, który źle ich potraktuje, bo to coś, co znają najlepiej.

Gdzie jest centrum człowieka?

– A to taki spór: serce czy głowa? Moim zdaniem nie ma centrum dowodzenia, bo jesteśmy całością. Podzieliliśmy nasze ciała na kawałki, komórki, tkanki, kości, a ono jest jednością.

Dziś większość ludzi Zachodu ma jeden problem: stres w pracy, wypalenie, mobbing. Wypłata to brak poczucia sensu życia. Co za tym stoi?

– TRE pomaga zmniejszyć stres związany z pracą, ale jeśli człowiek czuje, że życie nie ma sensu, to trzeba wrócić do przeszłości. Co się stało, że odciął się od ciała i niewiele już czuje? Nie czuje do tego stopnia, że żyć mu się nie chce? Struktury korporacyjne odzwierciedlają rodzinne patologie. I podobnie jak w przypadku żołnierzy można zadać sobie pytanie, co takiego się zdarzyło, że tkwisz w tym toksycznym układzie? Dlaczego dajesz sobą pomiatać? Dlaczego pozwalasz się poniżać i uważasz, że tak być musi? Znamy przecież już ten stres, tę toksyczność i pozwalamy sobie przeżyć go na nowo. Jeśli uda nam się z niego wyleczyć, zobaczymy, czym tak naprawdę był – trudnym, traumatycznym dzieciństwem. Dopiero mając tego świadomość, możemy stać się zdrowi.

Czy każdy może wyzwolić się z traumy?

– Tak, ale nie chodzi o to, by zapomnieć, bo to nie jest możliwe, ale by funkcjonować bez nieustannego cierpienia i potrzeby odtwarzania koszmaru. Nasze ciało jest w stanie się uzdrawiać, tak jest zaprogramowane, tylko trzeba mu pomoc. Uważam, że gdybyśmy mieli zdrowsze społeczeństwo, mniej opresyjny system edukacji, takie traumy jak wypadki czy kataklizmy można by leczyć szybko. Tymczasem leczenie polega na dokopywaniu się do dziecięcych traum. Bez bezpieczeństwa w dzieciństwie trudno o bezpieczne dorosłe życie. Największy ból na świecie to kochać kogoś i wiedzieć, że nie można mu pomóc, bo to on musi przejść swój Rubikon.

źródło: Newsweek Psychologia Extra

Advertisements

Nie Potrafimy Się Ze Sobą Obchodzić

Tym razem robię przerwę w przybliżaniu psychologii wg Carla Gustawa Junga, ponieważ od dawna leży mi na sercu pewna sprawa i chyba najwyższy czas dać jej wyraz na blogu.

Otóż praktycznie nie ma takiego dnia, by nie trafił tutaj ktoś szukając fraz ‘jak wyjść z PTSD’, ‘jak sobie radzić z traumą po wypadku/włamaniu/gwałcie’, etc.

Jest to smutne z trzech powodów.

Po pierwsze: dlatego, że ktoś musiał przeżyć traumatyczne doświadczenie.

Po drugie: dlatego, że skoro szuka w Internecie to znaczy, że nie ma zaprogramowanej kulturowo wiedzy jak sobie radzić ze zranieniem psychicznym tak jak ze zranieniem fizycznym (gdzie w naszych głowach mamy gotowy wzorzec postępowania czyli ‘obmyć i zabandażować/przykleić plaster’)

Po trzecie: dlatego, że skoro szuka w Internecie to najprawdopodobniej nie znajduje zrozumienia i akceptacji w otoczeniu. Nie musi przy tym wcale być samotnym, może mieć męża/żonę, dzieci, rodziców, rodzeństwo, wnuki i przyjaciół, a przy tym nadal czuć się wyalienowanym. Pamiętajmy słowa Junga: Samotność nie wynika z tego, że nie ma przy Tobie ludzi, ale z tego, że nie jesteś w stanie zakomunikować rzeczy, które są dla Ciebie istotne.

Tak jak zawsze powtarzam nie jestem psychologiem z wykształcenia ani żadnym guru, nie chcę nikogo oceniać ani mówić jak żyć, ale mam swoje spostrzeżenia co do tego, dlaczego tak właśnie się dzieje i pozwolę sobie się nimi podzielić.

Otóż nie potrafimy się ze sobą obchodzić.

Ani z własnym wnętrzem, ani – tym bardziej – z innymi osobami.

Wszystko wydaje się być dobrze dopóki funkcjonujemy tylko w codzienności i działamy z poziomu ego oraz masek, jakie nakładamy na zewnątrz, wtedy możemy spokojnie udawać zadowolonych z życia nawet jeżeli w środku czujemy się sfrustrowani, niedocenieni i przygnębieni. Nieraz już pisałam w tym miejscu o ego, jeżeli ktoś jest zainteresowany szerszym podejściem do tematu to proponuję kliknąć tag ‘ego’ w kolumnie po lewej stronie. Tutaj chciałabym się ograniczyć tylko do tego, że ta części naszej psychiki, jaką jest ego zawsze będzie dążyć, żeby zaprezentować się z jak najlepszej strony, a najchętniej nawet jeszcze lepiej od innych, będzie widzieć tylko natychmiastowe korzyści i dążyć do tego, żeby cenzurować wewnątrz i na zewnątrz uczucia, które takiemu stanowi rzeczy zagrażają. Ego nie lubi naturalności, autentyczności, wrażliwości, empatii i tolerancji, bo zagrażają one jego podstawowym celom czyli poczuciu samozadowolenia i sprawianiu odpowiedniego wrażenia. Zazwyczaj mamy te delikatne, wrażliwe cechy w naszej naturze od początku istnienia, ale na skutek doświadczeń w rodzinie, społeczeństwie i kulturze, chowamy je głęboko do wewnątrz i pozwalamy, by rządziło nami ego.

Czyli, przekładając to na nasz konkretny przykład osoby dotkniętej PTSD, jeżeli ktoś mówi drugiej osobie, że czuje się źle, jest bezsilny i smutny, to daje sygnał jej psychice, że takie uczucia istnieją i w ten sposób przypomina, że ona sama  też może ich doświadczyć. A jeżeli osoba taka funkcjonuje głównie na poziomie ego, to najprawdopodobniej sięgnie do środków obrony psychicznej, z których najczęstszymi są zaprzeczanie odczuciom pierwszej osoby albo wywoływanie u niej poczucia winy. Oczywiście, obydwie te techniki są domeną ego.

Na czym polega największy problem, jaki dostrzegam dookoła? Otóż ludzie zbyt często działają z poziomu ego, a sprzyja temu również współczesna kultura, która generalnie poprzez media, “mądre” głowy w telewizji czy nawet memy w serwisach społecznościowych komunikuje: bądź szczęśliwy, chwytaj dzień, ciesz się każdym momentem życia, uśmiechaj się, bądź wdzięczny za każdą sekundę życia, nawet jeżeli obudzisz się rano w złym humorze to ciesz się tym, że żyjesz etc.

Otóż to jest tischnerowska gówno prawda!

Jesteśmy robieni w balona i masowo manipulowani przez ego. Tak, jeżeli faktycznie czujesz się szczęśliwym, to dawaj temu upust, to bardzo dobre i naturalne. Jeżeli jednak czujesz się przygnębionym, złym i smutnym, to nie udawaj, że wszystko jest dobrze tylko pozwól sobie przeżywać te emocje. Nie cenzuruj swoich uczuć.

Masz prawo tak się czuć.

Życie nie polega jedynie na szczęściu, radości, sukcesie i wdzięczności, życie to często strach, ból, frustracje i cierpienie, niezależnie od tego jak bardzo współczesna kultura próbuje je wykorzenić z naszej świadomości. To, że pozwolisz sobie nie przyklejać wymuszonego uśmiechu, gdy czujesz się źle, nie oznacza, że jesteś nieudacznikiem, oznacza tylko tyle, że jesteś w kontakcie ze swoimi emocjami i nie cenzurujesz ich. Nie chodzi o to, żeby być zawsze szczęśliwym i zadowolonym, chodzi o to, by być całością jako człowiek.

Bo, wracając do tego od czego wyszłam w tych rozważaniach, jeżeli uznajesz te uczucia we własnym wnętrzu, to uznasz je także u innej osoby. Twoje ego nie będzie już na tyle dominujące, by strofować i pouczać. Druga osoba łatwiej odnajdzie się w twoim towarzystwie, może nawet dojdzie do tego momentu, gdy poczuje się na tyle bezpiecznie, że ośmieli się zwierzyć właśnie tobie z trudnych, skomplikowanych i bolesnych przeżyć.

Nie bój się wtedy, nie pozwalaj tylko ego rządzić twoimi krokami, a na pewno cię to nie przerośnie.

Nie musisz rozumieć.

Nie musisz dokładnie wiedzieć na czym polega problem.

Nie musisz mieć fachowej wiedzy.

Nie musisz dawać rad.

Wystarczy, że zrobisz herbaty i usiądziesz z pokaleczoną psychicznie osobą.

Wystarczy, że posłuchasz.

Albo pomilczysz.

Wystarczy, że nie będziesz wątpić.

Wystarczy, że przytulisz.

Wystarczy, że wyjdziesz poza granice ego i otworzysz się na wrażliwość.

To już będzie bardzo dużo.

Ty też poczujesz się przy tym lepiej, bo jakaś delikatna i wrażliwa, ale zazwyczaj stłamszona część ciebie, której może na co dzień nie dajesz dojść do głosu, zostanie usłyszana i uznana.

Możliwe, że zauważysz podobne reakcje do tych, które widziałeś/-aś już u kogoś w otoczeniu, a dotychczas nie rozumiałeś/-aś. Dzięki temu, kto zdobył się na odwagę by ci się zwierzyć, będziesz w stanie zrozumieć ich powody.

Możliwe nawet, że zauważysz je u kogoś, kogo nie znosisz i uważasz za wroga. I wiesz co? Całkiem możliwe, że znielubisz tą osobę trochę mniej… Oj, ego bardzo tego nie lubi, przecież musi mieć rzeczy podane prosto na tacy: ja to samo dobro – przeciwnik to samo zło, zero – jeden, czarne – białe. Wpływ  ego na twoje działanie osłabnie jeżeli spojrzysz z innej perspektywy i więcej zrozumiesz, dlatego broni się przed tym gwałtownie i nakazuje ci oceniać czy uważać, że to ty na pewno masz rację.

Tak jak już napisałam, nie chcę nikogo pouczać ani radzić jak żyć, ale naprawdę, naprawdę mam już dosyć życia wśród ludzi, którzy chowają się za maskami, cenzurują swoje uczucia i projektują swoje nieprzerobione Cienie na innych ludzi. Jestem cierpliwa, ale ile można to wytrzymywać? Podstawową zasadą psychiczną w relacjach międzyludzkich powinny być zrozumienie, nie ocenianie i nie krytykowanie, o ile zachowanie drugiej osoby nie rani innych. Krytykujesz mnie, strofujesz i pouczasz, chociaż nie rozumiesz mnie, nie znasz i nie chcesz poznać moich motywacji? To ja nie chcę z tobą przebywać, niezależnie od tego czy należysz do grona mojej rodziny, współpracowników czy znajomych. I koniec. Krótka piłka. Nie będziesz wyładowywał na mnie swoich własnych problemów. Zdecydowanie powinniśmy stosować takie same zasady dla higieny psychicznej jak fizycznej. Podałbyś/podałabyś rękę komuś kto wyciąga do ciebie ubłoconą dłoń?

Dla tych, którzy tego potrzebują linkuję jeszcze raz rady dr Estes co do PTSD, jakie przetłumaczyłam.

A dla lepszego zrozumienia tematu obchodzenia się z sobą i z innymi podaję kilka linków:

http://pastuh.blog.pl/2015/09/26/sens-cierpienia-szansa-dla-neurotykow/

http://psychologiazdrowia.pl/czego-nie-mowic-osobie-chorujacej-na-depresje/

https://kerimfilo.wordpress.com/2015/09/27/o-pozytkach-z-depresji/

http://zwierciadlo.pl/2015/psychologia/empatia-pomaga-zjednac-sobie-ludzi-%E2%80%93-5-porad

http://zwierciadlo.pl/psychologia/rozwoj/jak-nauczyc-sie-sluchac

http://kobieta.wp.pl/kat,49400,title,5-mitow-na-temat-pozytywnego-myslenia,wid,17779347,wiadomosc.html?ticaid=115ac2

A na koniec:

Jestem jak najdalej od polityki, ale postanowiłam zalinkować dwa artykuły na wypadek, gdyby ktokolwiek z czytających wątpił, że to jak traktuje inne osoby nie ma większego i szerszego wpływu na innych:

http://natemat.pl/156037,to-uksztaltowalo-jaroslawa-kaczynskiego-jakim-znamy-go-dzisiaj-5-cytatow-z-nowej-biografii-prezesa-pis?fb

http://natemat.pl/155981,ojciec-nie-akceptowal-jaroslawa-kaczynskiego-dlaczego-bo-prezes-ma-charakter-po-nim-czesto-sie-spierali

I to tyle, jedyne co mogę dodać na koniec jest zdumiewające w swojej prostocie, ale szalenie trudne do wykonania w życiu codziennym. Jednak mimo wszystko chciałabym o to zaapelować:

Odważ się być autentycznym.

Bycie ze sobą szczerym to ciężki kawałek chleba.

Potrzeba wiele siły, żeby być silnym, ale jeszcze więcej, żeby być wrażliwym.

Pozdrawiam wszystkich czytających

Anna ‘Lawenda’ Solun

Odcinek 15: Skóra Foki. O powrocie duszy do domu

biegnaca z wilkami skora foki

“I’ll tell you something banal. We’re emotional illiterates. And not only you and I — practically everybody, that’s the depressing thing. We’re taught everything about the body and about agriculture in Madagascar and about the square root of pi, or whatever the hell it’s called, but not a word about the soul. We’re abysmally ignorant, about both ourselves and others. There’s a lot of loose talk nowadays to the effect that children should be brought up to know all about brotherhood and understanding and coexistence and equality and everything else that’s all the rage just now. But it doesn’t dawn on anyone that we must first learn something about ourselves and our own feelings. Our own fear and loneliness and anger. We’re left without a chance, ignorant and remorseful among the ruins of our ambitions. To make a child aware of it’s soul is something almost indecent…How can you understand other people if you don’t know anything about yourself? Now you’re yawning, so that’s the end of the lecture.”
Ingmar Bergman

Skóra Foki — Skóra Duszy

Dawno temu, w porze, która teraz przeminęła, lecz wkrótce powróci, każdy dzień wypełniało tylko białe niebo i biały śnieg, a małe czarne punkciki widoczne w oddali okazywały się ludźmi, psami albo niedźwiedziami.
W tych stronach nie żyje się za darmo. Wicher wieje tak silny, że ludzie rozmyślnie zakładają parki i mamleki (wysokie buty z foczej skóry) odwrócone na drugą stronę. Wymawiane słowa zamarzają w powietrzu, a żeby zrozumieć całe zdanie, trzeba je mówiącemu wyłamywać siłą spomiędzy warg i topić przy ogniu. Tutaj ludzie żyją pośród białych bujnych włosów starej Annuluk, naszej babki, prastarej czarownicy, która jest Ziemią. I w tej to właśnie krainie żył sobie człowiek… tak samotny, że z biegiem lat łzy wyżłobiły na jego policzkach głębokie bruzdy.
Próbował się uśmiechać, być szczęśliwy. Polował. Zastawiał sidła, tropił zwierzynę, twardo sypiał. Ale brakowało mu ludzkiego towarzystwa. Czasami, osiadłszy w kajaku na mieliźnie, patrzył na zbliżające się foki i przypominał sobie, co mówią stare legendy — foki były kiedyś ludźmi, a teraz jedynym śladem po tym są ich oczy, w których widać te same spojrzenia, mądre, gorące, kochające. Czasami czuł tak wielki przypływ bólu i samotności, że łzy toczyły mu się po głębokich bruzdach na twarzy.
Pewnej nocy wyruszył na polowanie tuż po świcie, ale niczego nie znalazł. Kiedy księżyc podnosił się na niebie, a kry lodowe zalśniły w jego świetle, człowiek podpłynął do wielkiej skały na morzu, a jego bystrym oczom wydało się, że coś się na niej porusza z nieskończonym wdziękiem.
Płynął powoli, głęboko zanurzając wiosła, by znaleźć się bliżej. Na szczycie skały wypatrzył grupkę tańczących dziewcząt, nagich jak w chwili narodzin. A że tak długo był samotny i po ludziach zostały mu tylko wspomnienia, zatrzymał się i patrzał. Kobiety wyglądały jak utkane z księżycowego mleczka, ich skóra migotała srebrnymi kropelkami jak łososie na wiosnę, a ich stopy i dłonie były smukłe, długie i piękne.
Tak niezwykłej urody były te dziewczęta, że usiadł oniemiały w łodzi, a woda uderzała o burtę, coraz bardziej przysuwając go do skały.
Słyszał śmiech tych pięknych istot… tak przynajmniej sądził, choć może to woda się śmiała, rozbijając się o urwisko. Był zmieszany i olśniony. W dziwny sposób poczucie osamotnienia, które ciążyło mu na piersiach jak mokra skórzana odzież, opuściło go i bez namysłu, jakby tak właśnie miało być, wyskoczył na skałę i zabrał jedną z foczych skór, które tam leżały. Ukrył się za występem skalnym i schował skórę za qutnguq (parką).
Wkrótce jedna z kobiet zawołała głosem tak pięknym, jakiego dotąd nie słyszał… zupełnie jak wieloryby śpiewające o świcie… nie, raczej jak małe wilczki baraszkujące wiosną… nie, ten głos był jeszcze piękniejszy, ale to nieważne, bo… co one robią?
A one zakładały na siebie focze skóry i jedna za drugą zsuwały się do morza, piszcząc i wołając radośnie. Oprócz jednej. Najwyższa z dziewcząt szukała wszędzie swojej skóry, lecz nigdzie jej nie było. I wtedy mężczyzna poczuł się ośmielony. Wyszedł zza skały i odezwał się:
Kobieto… zostań moją żoną. Jestem taki samotny…
Nie, nie mogę być niczyją żoną — powiedziała. — Nie jestem z twego rodu, jestem z rodu tych, co żyją temeqvanek — pod wodą.
Zostań moją żoną — nalegał mężczyzna. — Po siedmiu latach oddam ci foczą skórę i zrobisz, jak zechcesz, odejdziesz albo zostaniesz.
Dziewczyna-foka przyglądała się długo jego twarzy oczami, które wbrew jej pochodzeniu wydawały się ludzkie. Niechętnie odrzekła:
— Dobrze, pójdę z tobą. Po siedmiu latach zdecyduję, co robić.

Po jakimś czasie urodziło im się dziecko, które nazwali Uruk. Był to chłopczyk gibki i pulchny. W zimie matka opowiadała mu baśnie o podwodnych stworzeniach, podczas gdy ojciec strugał mu nożem niedźwiadki i wilki. Kiedy matka kładła Uruka spać, pokazywała mu przez otwór w suficie obłoki o różnych kształtach. Jednak nie widziała w nich kruków, niedźwiedzi ani wilków, lecz morsy, wieloryby, foki i łososie, bo te stworzenia dobrze znała.
Z biegiem czasu jej ciało zaczęło wysychać. Najpierw zwiotczało, potem zaczęło się kruszyć. Łuszczyła się skóra na powiekach. Wypadały włosy na głowie. Stała się naluaą — blada, prawie biała. Kiedyś tak krągła, schudła straszliwie. Usiłowała ukryć, że kuleje. Z każdym dniem jej wzrok się pogarszał. Musiała wyciągać ręce, by znaleźć drogę, bo prawie nic nie widziała.
I tak było, aż pewnej nocy Uruka obudził krzyk i chłopiec usiadł na futrzanym posłaniu. Ktoś ryczał niczym niedźwiedź — to jego ojciec wymyślał matce. Usłyszał też płacz, jakby srebrny pręt uderzał o kamień. To płakała jego matka.
– Siedem długich lat temu ukryłeś moją foczą skórę, idzie już na ósmą zimę. Chcę, żebyś mi zwrócił to, z czego jestem zrobiona — płakała kobieta-foka.
– Jeśli ci ją oddam, to zostawisz mnie, kobieto — grzmiał mąż.
– Nie wiem, co zrobię. Wiem tylko, że muszę mieć to, do czego należę.
– Zostanę bez żony, a chłopiec bez matki. Jesteś złą kobietą.
To mówiąc, mąż zerwał zasłonę z drzwi i zniknął w ciemności nocy.
Chłopiec bardzo kochał matkę. Bał się ją stracić i płakał tak długo, aż zasnął z wyczerpania. Obudził go wiatr. Dziwny to był wiatr; zdawało się, że woła jego imię:
— Uuuuruk, Uuuuruk.
Wstał z posłania i ubrał się tak pospiesznie, że założył parkę na odwrotną stronę, a mukluki (buty z foczej skóry) wciągnął tylko do połowy. Wciąż słysząc swe imię, wyszedł w rozgwieżdżoną noc.
— Uuuuruk.
Pobiegł na skalne urwisko i patrząc stamtąd na morze, daleko pośród wzburzonych fal na morzu zobaczył olbrzymią, kudłatą srebrzystą fokę… z wielką głową, z wąsami do piersi i żółtymi oczami.
— Uuuuruk.
Chłopiec spuścił się w dół po skale i poczuł pod stopami jakiś kamień… nie, to tobołek, który wytoczył się ze skalnej rozpadliny. Włosy chłopca opadły na twarz tysiącem zlodowaciałych kosmyków.
— Uuuuruk.
Chłopiec rozerwał tobołek i wytrząsnął jego zawartość — to była focza skóra jego matki. Poczuł jej zapach. A kiedy tulił skórę do twarzy i wdychał jej woń, dusza skóry zaczęła w nim trzepotać niczym letni powiew wiatru.
Zapłakał z bólu i radości i znów uniósł skórę do twarzy, i znów dusza matki przeszła przez jego duszę. Płakał, bo przepełniła go bezbrzeżna miłość do matki.
A stara srebrzysta foka w oddali zanurzyła się z wolna pod wodę.
Chłopiec wspiął się na urwisko i pobiegł do domu; focza skóra powiewała za nim, kiedy wpadł jak burza do domu. Matka podniosła go na rękach razem ze skórą i przymknęła oczy, wdzięczna losowi, że oboje są bezpieczni.

Zaczęła się ubierać w skórę.
— Matko, nie! — zakrzyknął chłopczyk.
Przygarnęła go, otoczyła ramieniem i kulejąc, biegła w stronę wzburzonego morza.
— Mamo, nie zostawiaj mnie!
Widać było, że pragnie zostać przy dziecku, chce tego, ale coś ją wzywało, coś starszego, potężniejszego od niej, od niego, od czasu.
— Mamo, nie! — odwróciła się do niego z wyrazem bezbrzeżnej, tragicznej miłości w oczach. Ujęła w dłonie jego głowę i tchnęła słodki oddech w jego płuca, raz, drugi, trzeci. I trzymając go pod pachą jak cenny tobołek, zanurkowała w morze, w dół, głęboko, a pod wodą oddychali lekko i swobodnie.
Płynęli przez głębiny, aż dotarli do podwodnej groty fok, gdzie przeróżne stworzenia śpiewały i jadły, tańczyły i rozmawiały, a olbrzymia stara foka, która nocą wołała Uruka, objęła go i nazwała wnukiem.
— Jak ci się wiedzie tam na górze, córko?

Kobieta-foka spojrzała w bok i rzekła:
– Skrzywdziłam człowieka, mężczyznę, który dał mi wszystko, co miał. Ale wrócić do niego nie mogę, bo zostałabym jego więźniem.
– A chłopiec? — spytał stary. — Mój wnuk? — Jego głos drżał z dumy, gdy to mówił.
– On musi wrócić, ojcze. Nie może tu zostać z nami. Jeszcze nie przyszedł jego czas. — I zapłakała, a po chwili płakali wszyscy razem.
Minęło tak kilka nocy i dni, dokładnie siedem, a w tym czasie blask powrócił we włosy i oczy kobiety-foki. Nabrała rumieńców, jej wzrok się poprawił, ciało odżyło, pływała z wielką gracją. Wreszcie przyszedł czas, by chłopiec wrócił na ląd. Tej nocy dziadek i piękna matka chłopca popłynęli, trzymając go między sobą. Wypłynęli na powierzchnię. Łagodnie umieścili Uruka na skalistym brzegu w promieniach księżyca.
Matka zapewniała go:
— Zawsze będę z tobą. Dotknij tylko, czego ja kiedyś dotykałam, moich patyków do krzesania ognia, mego ulu (noża), kościanych wydr i fok, które dla ciebie wyrzeźbiłam, wtedy tchnę oddech w twoje płuca, byś mógł wyśpiewać swe pieśni.
Stara srebrzysta foka i jej córka ucałowali dziecko wiele razy. Wreszcie oderwali się od niego, odpłynęli w morze i rzuciwszy na chłopca ostatnie spojrzenie, znikli w kipieli fal. A Uruk został, bo jego czas jeszcze nie nadszedł.
Z biegiem czasu chłopiec wyrósł na znaczącego bębniarza, pieśniarza i gawędziarza, a ludzie powiadali, że to wszystko dlatego, że w dzieciństwie potężne focze duchy wywiodły go w morską głębinę. Potem często widywano go, jak w szarej porannej mgle, uwiązawszy kajak, klęczał na morskiej skale i rozmawiał z foczą samicą, która często pojawiała się na brzegu. Choć wielu na nią polowało, nikomu nie udało się jej złowić. Nazywają ją Tanqigcaq (jasna) i mówią, że chociaż jest foką, w jej oczach widać ludzkie spojrzenie, mądre, gorące i kochające.
———————————————————

Ta opowieść to wyższa szkoła jazdy, dlatego zostawiłam ją niemal na koniec.

Ta opowieść wymaga spojrzenia głębiej w swoją duszę.

Dusza. Niezbyt chętnie używane słowo, prawda? Zbyt mocno kojarzy się z religią, ponadto w mocno zracjonalizowanej kulturze zachodniej wszystko co nie jest jasne, logiczne, ściśle odmierzone i odważone może wydawać się podejrzane.

Dlatego właśnie spojrzenie wgłąb siebie i zadbanie o swoją duszę wydają się takie trudne. Jednak zakładam, że po czternastu odcinkach jesteśmy na to wszyscy gotowi, a czytając to o czym pisze dr E, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że już gdzieś tę opowieść czytałam i to nie raz, tylko w innej wersji. Ale o tym na samym końcu.

Motyw opuszczenia domu w krainie sił nadprzyrodzonych i zejścia na ziemię pojawia się we wszelkich mitologiach od niepamiętnych czasów, motyw ukrycia prawdziwej natury pod postacią zwierzęcia znamy z wielu legend z całego świata. Baśnie o zwierzętach tajemniczo spokrewnionych z ludźmi opowiada się na całym świecie, bo przekazują one archetypową, uniwersalną wiedzę o duszy. Czasem baśnie i opowieści ludowe tkwią korzeniami w duchu konkretnego miejsca, szczególnie bliskiego duszy. Baśń, którą przytoczę, powstała w zimnych krajach Północy, a opowiada się ją wszędzie tam, gdzie jest lodowate, zamarzające morze lub ocean. Jej różne wersje spotykamy u Celtów (np. Szkotów), plemion Indian Ameryki Północnej, na Syberii i w Islandii. Opowieść zwykle nazywa się Dziewczyna-foka, Selkie-o, Pamrauk, Mała Foka albo Eyalirtaą, Ciało Foki (…) U różnych ludów świata, nie wyłączając mieszkańców regionów okołopolarnych i zachodniej Afryki, spotykamy wierzenie, że człowiek dopóty nie może zacząć prawdziwego życia, dopóki jego dusza nie zrodzi ducha, dopóki go nie wychowa, nie wykarmi, nie napełni siłą. Według tych wierzeń dusza powraca potem do swego dawnego, dalekiego domu, a duch zaczyna samodzielne życie w świecie.

FOKA JAKO SYMBOL DUSZY

Aby zrozumieć dlaczego foka ma taką a nie inną symbolikę trzeba najpierw przyjrzeć się życiu tego zwierzęcia. Jest stworzeniem wodnym, to oznacza, że na co dzień obcuje z wodą symbolizującą uczucia i nieświadomość. Na brzeg wychodzi tylko po to by urodzić i wychować młode. Cały proces zajmuje około dwóch miesięcy, po tym czasie pielęgnowane troskliwie małe foki są gotowe by żyć samodzielnie. Ludzie żyjący w pobliżu tych zwierząt twierdzą, że foki są z natury łagodne, ufne i przystępne, łatwo się przywiązują, ale potrafią też szybko wyczuć niebezpieczeństwo i oddalić się z niebezpiecznego miejsca albo obronić przed atakiem przeciwnika.

Continue reading

Odcinek 14: Włos Niedźwiedzia. O gniewie i wybaczaniu

biegnaca z wilkami wlos niedzwiedzia

Każdy może się rozgniewać – to bardzo łatwe.
Ale rzadką umiejętnością jest złoszczenie się
na właściwą osobę, we właściwym stopniu i
właściwym momencie, we właściwym celu
i we właściwy sposób – to bardzo trudne.
Arystoteles

Wybieraj swoje bitwy.
Sun Tzu

WŁOS NIEDŹWIEDZIA

Była sobie kiedyś młoda kobieta, która mieszkała w pachnącym sosnowym lesie. Jej mąż wiele lat spędził na wojnie. Kiedy wreszcie skończył służbę, powrócił bardzo przygnębiony. Za nic nie chciał wejść do domu, bo przyzwyczaił się do spania na gołych kamieniach. Całymi dniami i nocami przesiadywał samotnie w lesie.

Młoda żona ucieszyła się na wieść o jego powrocie. Zrobiła wielkie zakupy, przyrządziła mnóstwo przysmaków: zsiadłe sojowe mleko, trzy gatunki ryby, trzy rodzaje glonów morskich, ryż z papryką i pyszne zimne krewetki.

Z nieśmiałym uśmiechem nosiła jedzenie do lasu, przyklękała u boku zmęczonego wojowaniem małżonka i podsuwała mu przysmaki. Ale on zrywał się na równe nogi i przewracał talerze z jedzeniem. Mleko się lało, ryby fruwały w powietrzu, glony i ryż lądowały w piasku, a dorodne pomarańczowe krewetki toczyły się po drodze.

– Zostaw mnie w spokoju! — ryczał małżonek i odwracał się plecami. Wpadał w taką wściekłość, że żona zaczęła się go bać. Tak było za każdym razem, aż wreszcie zrozpaczona młoda kobieta udała się do starej znachorki, która mieszkała w grocie na krańcu wioski.

– Mój mąż wrócił z wojny strasznie zmieniony — skarżyła się. — Ciągle się złości i nic nie je. Nie chce wejść do domu i nie żyje ze mną tak jak dawniej. Czy dasz mi takie zioła, żeby znów był dobry i kochający jak kiedyś?

Znachorka zapewniła ją:

— Mogę to dla ciebie zrobić, ale brakuje mi pewnego składnika. Niestety, skończyły mi się niedźwiedzie włosy. Musisz więc wspiąć się na tę wysoką górę, znaleźć czarnego niedźwiedzia i przynieść mi włos z białego półksiężyca na jego szyi. Wtedy będę mogła dać ci to, czego żądasz, a twoje życie będzie takie jak dawniej.

Wiele kobiet przestraszyłoby się takiego zadania. Wiele uznałoby je za niemożliwe. Ale nie ona, bo ona kochała prawdziwie.

— Nie wiem, jak się odwdzięczę — rzekła. — Tak dobrze usłyszeć, że jest na to jakaś rada.

Wyruszyła więc skwapliwie w drogę i już następnego ranka stanęła u stóp góry. Śpiewała przy tym Arigato zaishó, co jest pozdrowieniem dla góry i podziękowaniem za to, że pozwala się wspinać na swoje ciało.

Minęła podnóże góry pełne głazów jak wielkie bochny chleba. Wspięła się na wysoką równinę porośniętą lasem. Drzewa miały długie, nisko zwieszone gałęzie i liście w kształcie gwiazd.

Arigato zaishó — zaśpiewała młoda kobieta. W ten sposób dziękowała drzewom, że podnosiły swe włosy i pozwalały jej przejść pod nimi. Tak przebrnęła przez las i znowu zaczęła się wspinać pod górę.

A było coraz trudniej. Na stoku rosły cierniste kwiaty, które zaczepiały się o jej kimono, ostre skały drapały jej drobne dłonie. O zmroku nadleciały dziwaczne czarne ptaki. Przestraszyła się, bo wiedziała, że to muen-botoke — duchy zmarłych, którzy nie mieli krewnych. Zaczęła śpiewać modlitwy:

— Będę waszą krewniaczką, pochowam was, złożę na spoczynek.

Wspinała się coraz wyżej, bo kochała prawdziwie. Wspinała się długo, aż dotarła do ośnieżonego szczytu. Wkrótce przemoczyła stopy i przemarzła do kości, ale szła coraz wyżej, bo prowadziła ją miłość. Zerwała się burza, mokry śnieg sypał w oczy i uszy. Oślepiona szła dalej. A kiedy śnieg ustał, wyśpiewała Arigato zaishó, by podziękować wiatrom, że przestały nią targać.

Schroniła się w płytkiej grocie, by tam odpocząć. Choć miała spory zapas jedzenia, nie tknęła go, ale nakryła się liśćmi i zasnęła. Ranek był spokojny i bezwietrzny, a spod śniegu tu i tam wystawały nawet małe zielone roślinki. „Teraz trzeba znaleźć niedźwiedzia”, pomyślała.

Szukała cały dzień, a gdy zaczęło się zmierzchać, trafiła na gruby kawał zwierzęcych odchodów i nie musiała już szukać dłużej, bo olbrzymi czarny niedźwiedź wygramolił się zza śnieżnej zaspy, zostawiając za sobą głębokie ślady łap i pazurów. Niedźwiedź zaryczał wściekle i wlazł do swojej nory. Kobieta sięgnęła do tobołka i włożyła do miski jedzenie, które ze sobą przyniosła. Postawiła miskę przed legowiskiem i ukryła się. Niedźwiedź zwęszył pokarm i wyjrzał z gawry, rycząc tak grzmiąco, że kamienie się toczyły. W pewnej odległości obszedł jedzenie dookoła, węszył długo, wreszcie połknął wszytko jednym haustem. Cofnął się, powęszył i znów zniknął w norze.

Następnego wieczoru kobieta postąpiła tak samo, położyła jedzenie przed jamą, ale tym razem nie ukryła się, tylko cofnęła w pół drogi.

Niedźwiedź zwietrzył jedzenie, wysunął się z gawry, ryknął, aż gwiazdy na niebie zadrżały, zrobił okrążenie, powęszył czujnie w powietrzu, wreszcie zjadł i wpełzł na powrót do swej kryjówki. Tak było przez wiele wieczorów, aż pewnego dnia kobieta nabrała dość odwagi, żeby się zbliżyć do jaskini.

Jak zwykle postawiła misę u wejścia i stała tuż przy nim. Kiedy niedźwiedź poczuł jedzenie i wynurzył się z jamy, obok swej codziennej porcji zobaczył małe ludzkie stopy. Porozglądał się nieufnie na boki i zaryczał tak głośno, że kości w kobiecie jęknęły.

Cała drżała, ale nie cofnęła się. Niedźwiedź uniósł się na tylnych łapach, kłapnął szczęką i tak zaryczał, że widać było czerwonobrązowe podniebienie. Kobieta nie uciekła. Niedźwiedź ryczał dalej, wyciągnął łapy, jakby chciał ją pochwycić; pazury, jak długie noże, zawisły nad jej głową. Trzęsła się biedna jak listek na wietrze, ale nie uciekała.

— Niedźwiedziu, mam do ciebie prośbę — odezwała się. — Przeszłam tę długą drogę, bo potrzebuję lekarstwa dla mojego męża.

Niedźwiedź postawił przednie łapy na śniegu i zaczął się wpatrywać w jej przerażoną twarz. Przez chwilę zdawało się kobiecie, że widzi całe łańcuchy górskie, doliny, rzeki i wioski odbite w jego bardzo starych oczach. Ogarnął ją niespodziewany spokój i przestała się trząść.

— Niedźwiedziu, karmiłam cię przez tyle dni. Czy mogłabym dostać jeden z twoich białych włosów na szyi?

Niedźwiedź znieruchomiał; ta słaba istota byłaby dlań łatwym łupem. Ale nagle poczuł dla niej litość.

— To prawda — powiedział — byłaś dla mnie dobra. Możesz sobie wziąć mój włos. Ale zrób to szybko, a potem zostaw mnie i wracaj, skąd przyszłaś.

Uniósł pysk, odsłaniając biały półksiężyc na gardzieli, a kobieta widziała, jak mocno dudni jego serce. Przyłożyła jedną rękę do szyi, drugą złapała pojedynczy lśniący biały włos. Wyrwała go jednym ruchem. Niedźwiedź odskoczył do tyłu i ryknął jak raniony. A ból przeszedł w niecierpliwe sapanie.

— Dzięki, niedźwiedziu, wielkie dzięki. — Długo kłaniała się przed nim. Ale niedźwiedź warknął i posunął się o krok. Ryknął, a w jego ryku brzmiały słowa, których nie rozróżniała, choć wydawały się znajome od dawna. Odwróciła się i ile sił w nogach pobiegła w dół. Biegła pod drzewami o liściach w kształcie gwiazd. A przez całą drogę wołała Arigato zaishó, by podziękować drzewom, że unosiły gałęzie i pozwalały jej przejść. Potykała się o głazy wielkie jak bochny chleba i śpiewała Arigato zaislio w podzięce górze za to, że pozwoliła jej wejść na swój szczyt.

Poszarpana, z włosami w nieładzie, z twarzą umorusaną biegła w dół po kamiennych schodach prowadzących do wioski, potem piaszczystą drogą przez miasteczko, aż do samotnej groty, gdzie stara znachorka siedziała, pilnując ognia.

– Patrz! Patrz! Mam go! Znalazłam, zdobyłam włos niedźwiedzia! — krzyczała.

– To bardzo dobrze — uśmiechnęła się znachorka.

Przyjrzała się bacznie młodej kobiecie, ujęła bielutki włos i obejrzała go pod światło. Ważyła go w dłoni, mierzyła palcem i wreszcie wykrzyknęła:

— Tak! To prawdziwy włos z białego półksiężyca niedźwiedzia.
Odwróciła się raptownie i wrzuciła go w ogień, gdzie zwinął się, skwiercząc, i zniknął w płomieniach.

– Nie!! — zakrzyknęła młoda żona. — Coś ty zrobiła?!

– Uspokój się. Wiem, co robię. Wszystko w porządku — zapewniła znachorka. — Pamiętasz każdy krok na swojej drodze pod wielką górę? Pamiętasz wszystko, co robiłaś, żeby zdobyć zaufanie niedźwiedzia? Pamiętasz wszystko, co tam widziałaś, co słyszałaś, co czułaś?

— Tak — odrzekła kobieta — pamiętam dokładnie.
Znachorka uśmiechnęła się łagodnie i rzekła:

— Proszę teraz, córko, idź do domu z tym wszystkim, czego się nauczyłaś, i postępuj tak samo ze swoim mężem.

————————————————————————————–

Przedstawiłam już kilkanaście opowieści zamieszczonych w Biegnącej z Wilkami i być może czytając, zadaliście sobie pytanie: Ale co było potem? Co działo się, kiedy bohater/bohaterka powrócił/-a już z wyprawy? Co czuli się poranieni i doświadczeni po tym jak ich udręka się skończyła? Co czuła młoda żona Sinobrodego, po tym zginął? Gdy minęło już zagrożenie, czy nie była wściekła, że została zdradzona przez człowieka, którego wybrała sobie na towarzysza życia? Jak radziła sobie Bezręka Dziewczyna z tym, że została zdradzona przez rodziców, teoretycznie najbliższe jej osoby? Płakała, o tym jest mowa w baśni, ale czy nie czuła gniewu? Furii wręcz? Przecież jesteśmy ludźmi, nie aniołami, gniew jest naszą naturalną emocją na niesprawiedliwość, odrzucenie i wykorzystanie. Tłumienie go nie prowadzi do niczego dobrego, ale też niezdrowe jest odczuwanie go przez cały czas. Jak go przeżywać tak aby nie zatruwał nas od środka i nie stanowił zagrożenia dla innych? Jak radzić sobie z gniewem po przeżyciu traumy, która przestawiła życie do góry nogami? I jak nauczyć się wybaczać?

Na dłuższą metę ciągły gniew jest niszczący, bo odcina nas od pozytywnych uczuć i „nakręca” na powtarzanie negatywnych emocji, a co najgorsze sprawia, że tracimy nadzieję i wiarę w zmiany na lepsze. Brak nadziei, gniew i ból są ze sobą połączone, jeżeli straciłaś/straciłeś nadzieję, to z powodu rany, a co za tym idzie bólu i gniewu. Cykl gniewu nie różni się od innych cykli życia: wznosi się, opada, zamiera i uwalnia się w postaci nowej energii. Skupienie uwagi na gniewie zaczyna proces przeobrażenia. Jeśli pozwolimy, by gniew stał się naszym mistrzem, i w ten sposób go odmienimy, to pozbawimy go oręża.

O tym jak tego dokonać opowiada przytoczona powyżej japońska baśń Tsukina Waguma, niedźwiedź z białym półksiężycem.

Uzdrawiający Przedmiot

A zatem ponownie wyruszamy na wyprawę, tym razem naszym celem magiczny przedmiot posiadający nadnaturalne zdolności. Ten motyw znany jest w legendach całego świata, czy będzie to włos, czy ząb, czy broń, czy naczynie (Graal), czy biżuteria (najbardziej znanym przykładem jest zapewne wędrówka Froda i jego towarzyszy po Śródziemiu, chociaż jego zadaniem jest zniszczyć pierścień dający władzę). Kiedy dotrzemy do celu okaże się jednak ku naszemu zdumieniu i rozczarowaniu, że nie wystarczy zdobyć ów talizman, trzeba będzie zmienić swoje zapatrywania, zachowania, a co za tym idzie swoje życie. Włos niedźwiedzia należy do kategorii baśni, które nazywam opowieścią z podwójnym dnem. Ukazują one swe ukryte uzdrowicielskie warstwy i głębsze znaczenie, a nie tylko powierzchowną treść. Zewnętrzna treść mówi o tym, że cierpliwość jest lekarstwem na gniew, lecz głębszy przekaz baśni dotyczy szczegółów tego, co kobieta powinna zrobić, żeby odzyskać ład psychiczny i uzdrowić gniewną jaźń. Opowieść z podwójnym dnem nie mówi wprost, ale operuje symbolem i aluzją. Ukryta struktura tej baśni zawiera całkowity, skończony wzorzec radzenia sobie z gniewem i leczenia się zeń: szukanie mądrej, spokojnej siły uzdrawiającej (udanie się do znachorki); przyjęcie wyzwania, które polega na zagłębieniu się w nieznane psychiczne terytorium (wspinaczka na górę); rozpoznanie własnych iluzji (pokonywanie głazów, przejście przez gąszcz drzew); uspokojenie ciągłych obsesyjnych myśli i uczuć (spotkanie zmuen-botoke — niespokojnymi duchami, których nikt nie pogrzebał); zabieganie o pomoc wielkiej współczującej Jaźni (cierpliwe karmienie niedźwiedzia, zdobywanie jego wdzięczności); zrozumienie burzliwej strony współczującej psychiki (zrozumienie, że niedźwiedź — współczująca jaźń — nie jest łagodny ani oswojony). Opowieść podkreśla doniosłość wykorzystywania psychicznej wiedzy w prawdziwym życiu (zejście z góry z powrotem do wioski), zrozumienia, że uzdrowienie polega na długim procesie poszukiwania i praktyki, a nie na pojedynczej idei (zniszczenie włosa). Sedno opowieści tkwi w zdaniu: „Postępuj tak samo ze swoim gniewem, a wszystko będzie dobrze” (ostatnia rada czarownicy). I znowu okazuje się, że baśń jest w rzeczywistości opowieścią o nas samych: mąż wracający z wojny to udręczony i wycieńczony aspekt naszej osobowości, a żona to kochający, opiekuńczy element pomagający odzyskać równowagę.

Wspinaczka pod górę

Zazwyczaj nasze radzenie sobie z gniewem rozpoczynamy od tego co jest przyjęte kulturowo (szczególnie dla kobiet) jako metoda pozbycia się złości czyli od wypierania jej. Udajemy, że jesteśmy miłe, nie, nie nic się nie stało, wcale się nie gniewamy, tymczasem ogień w nas rośnie i wybucha potem przy byle okazji, powodem może być byle drobiazg, ale zniszczenia są nieodwracalne jak po wybuchu wulkanu. Dlatego najlepszym co możemy zrobić dla siebie i dla otoczenia jest zastanowić się skąd się ów gniew bierze i co go powoduje.

Na początku jest ciężko. Gniew chce się rządzić własnymi prawami, nie zamierza pozwolić się zrozumieć ani poddawać się kontroli tak jak mąż w bajce. Po prostu „jest na nie”. Nie bo nie i tyle. Aby okiełznać jakoś jego furię, żona prosi o radę znachorkę czyli tę najbardziej dojrzałą, najmądrzejszą część naszego „ja”, która zachowuje spokój i nie daje się wytrącić z równowagi przez kaprysy ego.

Najbardziej narażone na trudności w kontrolowaniu gniewu są osoby, którym na wczesnym etapie rozwoju otoczenie odmawiało życzliwości, akceptacji i szacunku, które były lekceważone, zaniedbywane czy upokarzane albo które tresowano „metodą kija i marchewki”. U tych osób wrażliwość na emocje innych jest większa niż przeciętna (np. dla dzieci z rodzin, gdzie panowała przemoc, hiperczujność czyli ciągłe pozostawanie w stanie gotowości na atak i uważne obserwowanie otoczenia w oczekiwaniu na nagłą zmianę nastroju wywołującą awanturę, była jedną z metod radzenia sobie z opresją), ponadto obawiając się kolejnych rozczarowań emocjonalnych starają się ich za wszelką cenę uniknąć, pozbawiając się w ten sposób również szansy na pozytywne rozwiązania. Na pewno wielu z nas pamięta te uczucia z dzieciństwa, kiedy na skutek szorstkiego traktowania czuliśmy się niewarci troski, szacunku i czułości, na pewno wielu myślało w bezsilnej złości, że „kiedy dorosną, nie pozwolą tak się traktować”. Jeśli kobietę wychowywano w przekonaniu, że powinna oczekiwać od życia mniej niż reszta członków rodziny, jeśli narzucano jej surowe reguły dotyczące wolności osobistej, dobrych manier, języka, to jej normalny gniew potęguje się pod wpływem sytuacji, tonu głosu, gestów, słów czy innych bodźców, które przypominają przykre doświadczenia z przeszłości. Czasem można trafnie rozpoznać rany odniesione w dzieciństwie, badając to, co u dorosłych powoduje irracjonalną utratę panowania nad sobą.

Gniew nie jest zły sam w sobie, to czy będzie destruktywny, czy konstruktywny zależy czy naszego nastawienia. Jeżeli pozwolimy by w nas rósł i się rozwijał, to zacznie hulać jak pożar po lesie, jeżeli jednak pozwolimy znachorce w nas znaleźć sposób aby go okiełznać, to zamieni się w siłę mobilizującą i twórczą. Jeżeli czujesz, że ogarnia cię gniew, to nie czuj się z tym źle. Wkurz się! Ale nie zapomnij wyprowadzić swój gniew na zewnątrz. Gniew pozostający wewnątrz będzie niszczył cię od środka, i psychicznie, i często fizycznie (pewne choroby takie jak fibromialgia wiązane są ze zbyt długim oddziaływaniem stresu na organizm, podobnie istnieją przypuszczenia co do zależności między długotrwałymi negatywnymi przeżyciami a rozwojem nowotworów, chorób układu krążenia i cukrzycy). Złość można i należy wyładowywać w bezpieczny sposób, nie krzywdząc osób trzecich, do najlepszych sposobów należą aktywność fizyczna (sport, spacer) oraz krzyk, w programie Doroty Zawadzkiej Superniania widziałam też sposoby tak proste że aż wierzyć mi się nie chciało, że nie były wcześniej powszechnie stosowane (darcie gazety, okładanie pięściami poduszki). Ale nawet po tym jak się zneutralizuje bezpośredni atak gniewu, i tak warto zadać sobie pytania: Co mnie tak zdenerwowało? I dlaczego akurat to? Znachorka potwierdza, że gniew można przeobrazić, ale potrzeba czegoś, co pochodzi z innego świata, ze świata instynktów, świata zamieszkanego przez duchy i zwierzęta mówiące ludzkim głosem — potrzeba czegoś, co pochodzi z ludzkiej wyobraźni.

Aby osiągnąć owo głębsze zrozumienie trzeba wspiąć się na górę. Góra to w opowieściach często symbol etapu życia, który musimy przerobić zanim przejdziemy do kolejnego, jej podnóże to symbol chęci kierowania się wyższą świadomością, wyższe partie to trudny etap prób, kiedy sprawdzamy jak działa to, czego nauczyliśmy się dotychczas, a wierzchołek to konfrontacja z najwyższą mądrością. Po drodze, im wyżej docieramy, tym bardziej przechodzimy transformację, tym łatwiej przekraczamy dotychczasowe granice w myśleniu i wzorcach zachowań oraz tym więcej potrafimy przejrzeć iluzje, jakie dotychczas nas ograniczały na dole. Góra uczy wytrwałości i cierpliwości, a także nowego spojrzenia. Im wyżej jesteśmy, tym więcej dostrzegamy. Potrafimy wyjść poza własne cierpienie, krzywdę i poczucie żalu, zauważamy że pomimo coraz trudniejszych warunków, na górze dalej kwitnie życie. Bohaterka śpiewa pieśń Arigato zaishó, dziękując górze i drzewom za to, że pozwalają jej przejść. Poczucie wdzięczności to jeden ze znaków, że nasza świadomość wkracza na wyższy poziom, a przejawiać radość z tego co się ma pomimo problemów i przeszkód to znak prawdziwej dojrzałości. W opowieści góra pozwala kobiecie przejść po sobie, a drzewa unoszą gałęzie, by ustąpić jej miejsca. To symbol rozwiewających się złudzeń, dzięki czemu kobieta może dalej dążyć do celu. Buddyzm powiada, że istnieje siedem zasłon iluzji. Unosząc je, zgłębiamy i poznajemy kolejny aspekt prawdziwej natury życia i własnej tożsamości. Uniesienie tych zasłon daje siłę do znoszenia trudów życia, pozwala wejrzeć we wzorce wydarzeń, przejrzeć pozory stwarzane przez ludzi i rzeczy, a na koniec zrozumieć, że pierwszego wrażenia nie można traktować śmiertelnie poważnie, że trzeba patrzeć w głąb, poza nie.

Wspinając się do góry, bohaterka spotyka muen – botoke, duchy zmarłych w postaci czarnych ptaków, to duchy, które nie zostały należycie pogrzebane i opłakane po śmierci. Podobnie w naszej psychice zamieszkują duchy przeszłości, plany, które się nie zrealizowały, pomysły, które nie zostały wcielone w życie etc., co wzmaga nasze poczucie rozczarowania i wystawia na działanie gniewu. O tym jak je pochować jest dalej mowa w Kroku 3.

Oswajanie niedźwiedzia

Dlaczego akurat niedźwiedź i co reprezentuje?

Niedźwiedź był od zawsze symbolem żeńskim i powiązanym z księżycem (poniżej przedstawienie bogini księżyca i fauny Artemis z talii Sandry Stanton).

Artemis

Jest także symbolem odrodzenia, ponieważ zapada w sen zimowy, w którym aktywność jego ciała wyraźnie spada i budzi się z wiosną. Żyje ściśle według cykli i rytmów przyrody, dlatego z wszystkich tych powodów przedstawia on w baśni najgłębszą, instynktowną warstwę psychiki. Nie tylko w kręgu helleńsko – rzymskim miało to zwierzę szczególne miejsce, było również czczone wśród ludów prekolumbijskiej (bogini Hecoteptl u Azteków), w plemieniu Ajnów na północy Japonii uważano, że niedźwiedź może rozmawiać bezpośrednio z bogiem i przekazywać jego polecenia, również potężna azjatycka bogini współczucia Kuan Yin wysyła niedźwiedzia himalajskiego jako swojego wysłannika, nosi on na szyi półksiężyc, jej emblemat.

Bohaterka karmi niedźwiedzia tak jak my karmimy naszą psychikę wykonując czynności, które sprawiają nam radość, czy będzie to pisanie, czy malowanie, czy śpiewanie, czy czytanie, czy bieganie, czy uprawianie sportu, czy podróżowanie, wszystko to co wywołuje w nas pozytywne uczucia i doładowuje pozytywną energią. W ludzkiej psychice niedźwiedź może symbolizować zdolność do porządkowania własnego życia, zwłaszcza uczuciowego. Siłą niedźwiedzia jest harmonia z naturalnymi cyklami, pełna czujność i wyciszenie podczas snu zimowego, w którym odradza się energia do następnego cyklu. Przykład niedźwiedzia uczy, że można regulować ciśnienie życia emocjonalnego jak za pomocą manometru, zwłaszcza że człowiek może być gwałtowny i wspaniałomyślny jednocześnie. Będąc skrytym samotnikiem, można być jednocześnie kimś wartościowym. Można zaciekle bronić swego terytorium, wyznaczać wyraźne granice, potrząsać niebem i ziemią, jeśli trzeba, nie przestając być zarazem uczynną, miłosierną, wspaniałomyślną osobą. Włos z niedźwiedziej gardzieli jest talizmanem, który pozwala zachować w pamięci zdobytą wiedzę. Jak widzimy, jest bezcenny.

Dzięki cierpliwości bohaterki niedźwiedź pozwala sobie wyrwać włos, a ona sama schodzi z góry i z triumfem biegnie do znachorki. Ta jednak, gdy młoda kobieta nacieszy się swoim osiągnięciem, wrzuca włos do ognia i tłumaczy zdenerwowanej bohaterce: Przebyłaś trudną drogę, wiele się dzięki temu nauczyłaś, a teraz wracaj do siebie i wykorzystuj tę wiedzę w praktyce. Młoda kobieta jest rozgniewana, bo przyszła po jakiś środek, który w magiczny sposób rozwiąże jej problem, znachorka zapewniała ją przecież, że jej życie będzie takie jak dawniej. Tak się nie da. Nie można wejść na górę i zejść z niej niezmienionym. Nic już nie będzie takie jak dawniej. Tak jak to ujął Haruki Murakami: A kiedy burza się skończy, sam nie będziesz wiedział, jak ci się udało przeżyć. Nie będziesz nawet wiedział czy już minęła. Ale jedno powinno być jasne — kiedy z niej wyjdziesz, nie będziesz już tym samym człowiekiem, który w nią wszedł. Właśnie na tym polega sens tej burzy (Haruki Murakami, Kafka Nad Morzem). Jeżeli przeżyłeś/przeżyłaś ciężki wypadek, rujnujący związek czy dzieciństwo pełne przemocy, to nie będziesz patrzył na świat tak jak osoby, które tego nie doświadczyły. Jeżeli czyjś gniew zniszczył twoją ufność i pozbawił nadziei, to nie da się ich odzyskać za pomocą jednego cudownego sposobu, ale to nie znaczy, że nie da się ich odzyskać w ogóle. Według buddyzmu zen moment, kiedy włos ląduje w ogniu, a znachorka wymawia te proste słowa, jest momentem najwyższego oświecenia. Zauważmy, że oświecenie nie następuje na szczycie góry. Przychodzi dopiero wtedy, gdy po spaleniu niedźwiedziego włosa rozwiewa się wyobrażenie o magicznym lekarstwie. Wszystkie w życiu napotykamy takie sytuacje, ponieważ wszystkie się łudzimy nadzieją, że po ciężkiej pracy i uświęconych poszukiwaniach czeka nagroda, coś namacalnego, uchwytnego, choć niekoniecznie materialnego, co w mgnieniu oka wprowadzi ład w nasze życie i rozwiąże wszystkie problemy. Tak nie jest. Jest tak, jak oddaje to baśń. Możemy zdobyć całą wiedzę wszechświata, ale sprowadza się ona do jednej jedynej rzeczy: praktyki i samodyscypliny. Oznacza to, że wróciwszy do domu, musimy krok po kroku wprowadzać w życie zdobytą mądrość.

Zazwyczaj jest tak, że najszybciej mija świeży gniew wywołany niedawnymi wydarzeniami, a najbardziej dokucza nam i „gryzie” ta nawarstwiona przez lata, nieposprzątana i nieusunięta złość, szczególnie jeżeli była wywołana przez bliską nam osobę. A już szczególnie jeżeli za pomocą manipulacji psychologicznych i kulturowych („nadstaw drugi policzek”, „nieś swój krzyż”) zmusza się nas do milczenia i bezsilnego znoszenia tego jak nadużywa się naszego zaufania i dobrej woli. W takiej sytuacji zazwyczaj, zależnie od charakteru, wykonujemy dwie niebezpieczne rzeczy:

1. internalizujemy gniew, stres i ból, pozostają one dosłownie w naszych organach, gruczołach, mięśniach, naczyniach krwionośnych, a co najgorsze w naszym umyśle, prześladują nas i nie pozwalają się uspokoić

2. wyrzucamy gniew pośrednio poprzez złośliwość, komentowanie, dogryzanie, plotkowanie, szantaże emocjonalne, perfidne karanie i poniżanie innych pod pozorami życzliwości albo zachowania reguł (tzw. pasywna agresja)

W obydwóch przypadkach TRUJEMY, czy to siebie, jak w pierwszym, czy to otoczenie, jak w drugim. To bardzo okrutne traktować w ten sposób siebie i innych. Często próbujemy nie dopuszczać do tego obiecując, że „będziemy milsze” albo „nie będziemy się tym przejmować”, ale potem albo wpadamy ze skrajności w skrajności i stajemy się służalcze, albo powracamy do starych wzorców.

Prawda jest taka, że jeżeli nam nie okazano empatii, to, o ile się nie obudzimy, my także nie będziemy okazywać jej innym. To spowolnienie reakcji jest rezultatem okaleczenia instynktu już w dzieciństwie, kiedy dziewczynki są usilnie zachęcane do ustępliwości, niewdawania się w kłótnie, grzeczności za wszelką cenę, niewtrącania się do innych i znoszenia upokorzeń dopóty, dopóki problem sam nie zniknie. Kobiety, które odebrały takie wychowanie, zazwyczaj nie okazują odczuwanej złości, ale przedwcześnie ją uciszają; często muszą upłynąć całe tygodnie, miesiące czy lata, zanim kobieta zrozumie, co powinna była, mogła była powiedzieć lub zrobić. Najczęściej przyczyną takiego stanu rzeczy nie jest nieśmiałość czy skrytość, ale raczej za dużo spekulacji, staranie, by „dobrze wypaść” i niezdolność do kierowania się uczuciami. Spontaniczna dusza wie, kiedy i jak zadziałać, ale kobieta nie chce jej słuchać. Właściwa reakcja jest sumą intuicji, współczucia i siły charakteru. Okaleczony instynkt trzeba leczyć, wyznaczając silnie strzeżone granice, ucząc się reakcji stanowczych i jeśli to możliwe, wyrozumiałych, lecz zawsze konsekwentnych.

Takie postępowanie wygasza również gniew zbiorowy: oburzenie na niesprawiedliwość, które wywołuje z kolei chęć zmian, wprowadzenia ulepszeń, wzięcia odpowiedzialności etc. Ten gniew jest dobry, bo napędza do działania, to naturalny element psychiki.

Bez umiejętności kontrolowania gniewu i wyładowywania go w bezpieczny sposób będziemy wobec niego bezbronne. Wilki na ogół unikają konfrontacji, ale kiedy muszą umocnić swoje terytorium, kiedy coś lub ktoś stale je nęka, tropi, osacza, potrafią się zdobyć na skuteczną, gwałtowną reakcję. Zdarza się to rzadko, ale zdolność do wyrażenia gniewu jest stale w ich repertuarze, tak jak powinna się znaleźć w naszym (…) Dla kobiety oznacza to, że są chwile, gdy trzeba obnażyć kły, pokazać, że potrafi się bronić swego terytorium i powiedzieć: „Ani kroku dalej, ja też mam coś do powiedzenia, to się musi zmienić”.

Dobre relacje z kimkolwiek opierają się na obustronnym szacunku, dobrej woli i zasadzie wzajemności. Jeżeli ktoś bierze je od ciebie, ale nie daje ich w zamian to jest to wykorzystywanie emocjonalne. Jeżeli ktoś narusza twoje granice, oskarża, gra na uczuciach, szantażuje emocjonalnie, manipuluje, składa obietnice bez pokrycia, to do jasnej cholery, tak, masz prawo się wkurzyć! I masz potem również święte prawo nie dać się przekonać, że „jesteś przewrażliwiona/-y”, że „ci się wydawało” etc., bo to kolejna technika manipulacji, jaką stosuje agresor/-ka, żeby osłabić twoją pewność siebie.

Pamiętaj, że każda zaczepka, obelga czy argument to zaproszenie do kłótni, ale wcale nie musisz wchodzić na ten ring. Podobnie jeżeli już nawet pokłócisz się z kimś i nie widzisz możliwości przekonania go, możesz zupełnie spokojnie wycofać się i przestać kłócić, zachowując własne zdanie oczywiście. Jeżeli myślisz „ale wyjdzie na jego”, „pomyśli, że to on ma rację”, „wyjdę na głupią”, to pamiętaj, że to są podpowiedzi ego. Ego kocha wartościować i porównywać się do innych, nie twierdzę, że jest kompletnie niepotrzebne, ale warto pamiętać, że to tylko część twojej osobowości. Nie jesteś tylko swoim ego. Osoby, które nie potrzebują potwierdzania swojej wartości od zewnątrz, bo stały się silne od wewnątrz, nie dają się wciągać w pyskówki, nie traktują każdego sprzeciwu jako ataku na swoją osobę. Potrafią określić granice do których warto jeszcze walczyć, a po ich przekroczeniu są w stanie odpuścić. To jak przeciąganie liny, kiedy puszczasz swoją, osoba po przeciwnej stronie przewraca się. Gniew jest jak ogień, aby płonąć potrzebuje czyichś emocji, uwagi i energii, jeżeli je odetniesz, nie ma się na czym pożywić. Wybieraj swoje bitwy, zastanawiaj się czy warto angażować w dany temat swoje emocje, uwagę i energię.

Ale, tak jak napisałam, najbardziej boli stary, zadawniony gniew i ten zadany przez bliskich (często te pojęcia są tożsame). Mąż bohaterki symbolizuje tę część nas, która przeszła olbrzymie, wyczerpujące bitwy emocjonalne i która nie chce się już angażować, nie chce walczyć, stawiać oporu ani nawet myśleć o gniewie i gwałtowności. Ta część nas już się poddała. Może być też wręcz przeciwnie: ktoś wszczyna kłótnie, uparcie broni swojego i nie chce widzieć innych racji, bo gniew daje mu poczucie władzy i słuszności, umacnia jego ego i utrzymuje złudzenia.

Ludzie, którzy przeszli wiele w życiu mogą widzieć, rozumieć oraz czuć więcej niż przeciętniacy, pod warunkiem, że nie zasklepią się w sobie i odmówią patrzenia wyłącznie przez pryzmat własnej krzywdy. Jednak każde takie trudne wydarzenie kosztuje emocjonalnie, mądrości nie otrzymuje się za darmo. Trzeba opłakać nasze wewnętrzne straty, nie ma sensu dłużej ich wypierać ani zaprzeczać ich istnieniu. Tak jak to robi bohaterka baśni, trzeba zatrzymać się przy nich, poświęcić uwagę, zatroszczyć się i wypuścić wolno.

Kobiety, zanim skończą dwadzieścia lat, umierają tysiąc razy. Poszły taką czy inną drogą i zostały podcięte w pół kroku. Miały wiele nadziei i marzeń, które nie doczekały realizacji. Ktokolwiek twierdzi inaczej, jeszcze się nie przebudził. (…)W życiu każdej kobiety, najczęściej w średnim wieku, przychodzi czas, kiedy musi ona dokonać wyboru — być może najważniejszego psychicznego wyboru co do dalszego życia — czy być zgorzkniałą czy nie. Zbliżając się do czterdziestki lub nieco później, kobiety bywają rozczarowane życiem. Dochodzą do punktu, kiedy przepełnia się czara goryczy, kiedy mają wszystkiego dość, czują się zawiedzione i niespełnione. Marzenia młodości prawdopodobnie legły w gruzach. Mają za sobą złamane serca, rozbite małżeństwa, nie dotrzymane obietnice. Każdy organizm w ciągu długiego życia gromadzi zbędne, toksyczne substancje. Nie można tego uniknąć. Ale jeśli kobieta, zamiast się zasklepiać w goryczy, powróci do naturalnych instynktów, to odżyje i narodzi się na nowo. Wilczęta rodzą się każdej wiosny. Te małe, skomlące, sennookie, ciemne stworzonka, utytłane w kurzu i liściach, od chwili narodzin są żwawe, skore do zabawy, serdeczne, przejawiają potrzebę bliskości i miłości. Chcą się bawić, chcą rosnąć. Kobieta, która powraca do swej instynktownej, twórczej natury, też powróci do pełni życia. Poczuje chęć do zabawy. Zapragnie rosnąć i rozwijać się, na zewnątrz i w głąb. Wcześniej jednak musi dokonać oczyszczenia.

Jak można to osiągnąć? Jak po katastrofie można powrócić do życia będąc mądrzejszym i silniejszym?

Poprzez wybaczenie.

Dlaczego? Nie dlatego, że osoba, która nas skrzywdziła jest tego godna. Robimy to dla siebie, bo jak to ktoś kiedyś powiedział: Trzymanie w sobie gniewu to tak jakby pić truciznę i oczekiwać, że umrze ktoś inny.

Wybaczenie to nie zapomnienie o winie ani przyznanie racji osobie, która nas skrzywdziła. To stan, w którym ani ona, ani jej wina nie zajmują już miejsca w naszym umyśle i sercu. To umiejętność zdystansowania się, a nie samooszukiwania.

10603983_884096984936141_472063906732083292_o

Wokół wybaczenia narosło już tyle mitów, że trzeba chyba stworzyć instrukcję ze sposobem postępowania, aby uniknąć wszystkich tych nieporozumień i przekłamań. Dr E wyszczególnia cztery, ale na podstawie własnych doświadczeń widziałabym pięć. Przyjrzyjmy się czterem etapom przebaczenia. Opracowałam je na cele pracy terapeutycznej i stosowałam przez długie lata. Każdy poziom ma wiele warstw. Można się nimi zajmować w dowolnym porządku i dowolnie długo, wymieniam je jednak w kolejności takiej, jaką uważam za najwłaściwszą dla moich pacjentek.

Cztery fazy przebaczenia

  1. zaniechać — ustąpić z pola bitwy,
  2. rozgrzeszyć — powstrzymać się od kary,
  3. zapomnieć — wymazać z pamięci, nie roztrząsać dłużej,
  4. wybaczyć — darować wszelkie winy.

Ja zaczęłabym od tego co jest moim zdaniem absolutnie konieczne do całego procesu: odcięcia się. Jeżeli źródłem naszego gniewu jest złośliwy znajomy czy wymagający szef, to małe piwo: od znajomego można się odciąć przestając się z nim widywać, odpisywać na smsy czy wyrzucając z grona znajomych, szef może sobie gderać, ale po prostu wykonujemy swoje obowiązki, a po pracy i tak idziemy do domu, w ostateczności szukamy nowej pracy i lepszego szefa. To nie złośliwy znajomy ani upierdliwy szef są tak naprawdę źródłem gniewu. Największy gniew i ból wywołują ci, których obdarzyliśmy miłością i zaufaniem, a oni go nadużyli. W praktyce są to osoby najbliższe: rodzice, dzieci, partnerzy…Tu odcięcie się przychodzi trudniej ze względów i praktycznych, i kulturowych, ale nadal jest możliwe do wykonania, wymaga jednak większej siły i konsekwencji. Dlatego mój Krok 1 to odseparowanie się fizyczne.

KROK 1: Odseparuj się fizycznie

To jeszcze nie wybaczenie samo w sobie, ale pierwszy krok do niego i bez niego nigdzie nie ruszysz. Jeżeli żyjesz w tej samej przestrzeni, co osoba, która cię krzywdzi (nieważne czy to będzie partner/-ka, matka, ojciec czy ktoś inny), to będziesz tę krzywdę przeżywać cały czas od nowa, niezależnie od tego czy odbywa się na poziomie fizycznym, emocjonalnym, werbalnym czy duchowym. Musisz odciąć od siebie osobę, która na tobie pasożytuje. Bez wyraźnego zakreślenia granic nadal będziesz tkwić w zamkniętym kole tłamszonego gniewu. Jeżeli ktoś nie szanuje granic, które mu nakreślasz, to nie masz innego wyjścia niż odsunąć się fizycznie, inaczej twoje granice nadal będą naruszane, a przez to będzie malało twoje poczucie wartości i godności.

Uciekaj. Ratuj się. Zabierz najpotrzebniejsze rzeczy i szukaj tymczasowego miejsca u rodziców, rodzeństwa, przyjaciół, ostatecznie w schronisku dla ofiar przemocy. Już. Teraz. Nie zwlekaj. Ja mówię zupełnie poważnie. Sama straciłam lata na przekonywaniu do siebie rodziny, która absolutnie nie zamierzała okazać mi życzliwości, szacunku ani akceptacji i wiecznie podnosiła poprzeczkę, nigdy nie byłam wystarczająco dobra, chociaż, mówiąc obiektywnie, niejeden rodzic przyjąłby takie dziecko jak ja z otwartymi rękami. To wyjątkowo wyniszczające dla psychiki, kiedy jest się związanym z prześladowcą więzami krwi, z początku dziecko nie czuje się jeszcze, że coś jest nie tak z dorosłym, a nie z nim i obwinia się o wszelkie przewinienia, które słusznie czy nie wytykają mu rodzice. Kiedy rośnie, zaczyna zauważać, że coś nie pasuje w tej układance, ale jego poczucie własnej wartości jest już skrzywione i zatrute przez niesprawiedliwe traktowanie, więc myśli, że nie umie, nie potrafi, nie uda mu się…

Nieprawda. Uda ci się. Potrafisz. Dasz radę. Ucieczka od tego, co jest chore, ale co znasz w to, co może być o niebo lepsze, ale czego nie znasz to trudna decyzja, jeżeli nie masz mocnego poczucia własnej wartości, to będziesz zwlekać, opóźniać i czekać na lepsze warunki. Tak pracuje nasza podświadomość, ona gromadzi jedynie doświadczenia, nie przetwarza ich, bo od tego mamy świadomość, ale ogromna ilość trudnych przeżyć wykrzywia współpracę podświadomości ze świadomością. Możemy świadomie chcieć uciec, ale podświadomie blokować to i jeszcze wynajdować całkiem logiczne argumenty, dlaczego nie możesz uciec natychmiast, tu i teraz. Wiem o tym. Sama to przerabiałam.

Ale uwierz mi, nie ma nic gorszego niż pozostawać dalej w toxycznym, negatywnym środowisku. Jeżeli chcesz zmienić swoje życie na lepsze to musisz otoczyć się pozytywnymi ludźmi, którzy będą cię wspierać i rozumieć. Pozostawanie w toxycznym środowisku nie tylko naraża cię na dalsze rany, ale też sprawia, że dokonujesz autocenzury swojego zachowania (‘jeżeli nie będę robić tego czy tamtego, to on/-a się nie wścieknie i nie zacznie wrzeszczeć’, ‘jeżeli nie założę tej bluzki tylko tamtą, to oszczędzę sobie jego/jej kąśliwych komentarzy’ etc.). Nie ma nic gorszego niż długotrwała autocenzura. Wysysa duszę kawałek po kawałku aż zostaje tylko suchy wiór.

Dlatego uciekaj. Nie wahaj się. Jeżeli podejmiesz decyzję, to świat zacznie pomagać ci w przejściu w nowe warunki, pojawią się nowe możliwości, życzliwi ludzie, okaże się, że osoby które bałeś/-aś się prosić o pomoc chętnie ci jej udzielą. Wiem, bo sama to przeżyłam. Najtrudniej jest podjąć decyzję, wprowadzić ją w życie i przetrwać pierwsze chwile po zmianie, potem dzień po dniu życie staje się coraz łatwiejsze, aż w końcu pewnego dnia zaczynasz się dziwić jak mogłeś/-aś tak długo znosić podobne traktowanie.

Nie bój się. Uciekaj.

KROK 2: Przyzwyczaj się do nowych warunków

Teraz, kiedy jesteś w bezpiecznym miejscu, skoncentruj się na sobie. To nic złego, nawet jeżeli całe lata wmawiano ci, że twoje potrzeby nie są tak ważne jak innych. Poznawaj nowe otoczenie, przyzwyczajaj się do nowego rytmu dnia, wyrabiaj nowe nawyki, zapamiętuj nowe twarze i odkrywaj nowe możliwości. Spokojnie, powoli, krok po kroku, dzień za dniem. Być może czujesz się rzucony/-a na głębokie wody, a nie umiesz pływać. Bez paniki. Nie rzucaj się gwałtownie na fale, tylko połóż na wodzie, rozluźnij i dryfuj. Ostatecznie morze wyrzuci cię na brzeg. W tym czasie nie zakładaj wielkich planów ani nie zaczynaj wielkich projektów, po prostu żyj i odtruwaj się z negatywów, powoli i spokojnie. Nie myśl o prześladowcy, unikaj kontaktu z nim/nią, a jeżeli to niemożliwe, ogranicz go do minimum. Nie reaguj na jego/jej zaczepki. Nie musisz. Już nic nie musisz. Twoje wyleczenie nie zależy od prześladowcy, twoje wyleczenie zależy wyłącznie od ciebie. Moja uwaga techniczna: dbaj o siebie. To bardzo istotne. Jedz zdrową, nieprzetworzoną żywność, pij dużo wody (najlepiej wyciskaj do niej trochę soku z cytryny), wysypiaj się (jeżeli na skutek traumatycznych wydarzeń nasz problemy z zasypianiem, zgłoś się od razu do lekarza, bezsenność można wyleczyć szybciej, jeżeli nie staje się nawykiem) i funduj sobie regularną porcję ruchu, chociażby poprzez spacer. To naprawdę istotne, wierz mi. Ciało nasiąka negatywami równie łatwo jak psychika, zwłaszcza jeżeli masz tendencje do internalizowania stresu, trzeba je z nich odtruwać i ładować pozytywną energią. Na początku trudnej drogi do wybaczenia dobrze jest na chwilę ustąpić z pola bitwy. Trzeba przestać myśleć o danej osobie czy wydarzeniu. Nie będzie to zostawianie nie dokończonych spraw, ale coś w rodzaju urlopu od nich. Dzięki temu unikniemy skrajnego wyczerpania, umocnimy się w innych sferach życia, zaczniemy dostrzegać inne radości. Takie ćwiczenie sprzyja późniejszemu całkowitemu odpuszczeniu win, które ma przyjść z wybaczeniem. Trzeba się starać zostawić daleko przykre wydarzenia, wspomnienia, konflikty. Nie chodzi o to, by przymykać oko na czyjeś przewinienia, ale by nabrać wprawy i siły w dystansowaniu się od nich. Zaniechanie może oznaczać zajęcie się ulubioną czynnością — tkanie, pisanie, wyjazd nad morze, naukę i miłość, wszystko, co przywraca siły i pozwala na jakiś czas porzucić myśl o gniewie. To słuszne, dobre i uzdrawiające. Problemy związane z dawnym urazem są dla kobiety o wiele mniejszą udręką, jeśli przekona swą zranioną psychikę, że teraz tylko nakłada kojący balsam, a całością sprawy zajmie się niebawem.

KROK 3: Obserwuj swoje wnętrze

Kiedy już poczujesz się bezpiecznie i stabilnie, zwróć szczególną uwagę na to co dzieje się w twoim wnętrzu. Jakie uczucia w nim dominują? Co jest ich przyczyną? Co je nasila? Co je redukuje? Teraz, kiedy jesteś bezpieczny/-a i na nowo zakotwiczyłeś/-aś się w życiu, możesz rozpocząć odbudowywanie siebie z gruzów. Pisz dziennik, w którym zanotujesz swoje odczucia i wrażenia. Jeżeli możesz zacząć współpracę z terapeutą albo dołączyć do grupy wsparcia, to rozważ to, doświadczeni ludzie pomogą ci dostrzec głęboko zakorzenione lęki, zahamowania, wzorce zachowań, komplexy etc. Nie jesteś sam/-a, wiele osób przed tobą borykało się z tym problemem i udało im się je przezwyciężyć. Poradzili sobie. Dlaczego tobie miałoby się nie udać? Koncentrujesz się na tym co jest tu i teraz, a także na tym co będzie, nie jesteś już niewolnikiem przeszłości. Dawne wydarzenia ukształtowały cię, ale cię nie definiują. Zapomnieć, znaczy usunąć z pamięci, zaprzestać roztrząsania sprawy — innymi słowy, dać spokój i nie rozgrzebywać wspomnień. Nie chodzi o absolutne zapomnienie. Świadome zapominanie oznacza odłożenie bolesnego wydarzenia do przeszłości, nie wysuwanie go na pierwszy plan, lecz usunięcie ze sceny, na plan drugi. Świadome puszczanie win w niepamięć jest w praktyce powstrzymaniem się od zaogniania konfliktu, odrzuceniem bolesnych wspomnień. Jest to wysiłek aktywny. Nie wywlekamy starych spraw, nie wałkujemy ich w nieskończoność, nie zadręczamy się powracającymi myślami, obrazami, emocjami. To wysiłek woli, by nie poddać się obsesjom, nabrać dystansu i nie patrzeć wstecz. Dzięki temu możemy zacząć żyć w nowym krajobrazie, tworzyć sobie inne życie, zdobywać nowe doświadczenia, które nas pochłoną, zamiast wciąż się dręczyć przeszłością. Takie zapominanie oczywiście nie oznacza kompletnej amnezji, pozwala natomiast złożyć na wieczny spoczynek uczucia wzbudzane przez pamięć.

To także czas aby pochować stary gniew i ból. Dr E opowiada o tym, że z pacjentką rysują mapę jej życia i zaznaczają, gdzie wydarzyły się większe i mniejsze straty emocjonalne: las muertes chiąuitas (małe śmierci) i las muertes grandotas (wielkie śmierci), gdy jakaś jej część umarła. Rysują przy nich krzyż tak jak stawia się krzyże przy drogach w miejscu, gdzie ktoś zginął tragiczną śmiercią. Należy zrobić swoje descansos [miejsca wiecznego spoczynku – przyp. A.L.] — pomyśleć nad linią swego losu i zadać sobie pytania: „Gdzie stoją moje krzyże? Które miejsca w życiu powinnam upamiętnić, otoczyć czcią?” Wszystkie one są istotne dla teraźniejszego życia. Trzeba o nich pamiętać, a zarazem zapomnieć o nich. Na to trzeba czasu. I cierpliwości.

KROK 4: Przyjrzyj się prześladowcy

Zazwyczaj ten krok przychodzi razem z Krokiem 3 albo wkrótce po nim. Przyjrzyj się swojemu prześladowcy, zastanów nad powodami, dla których zachowywał/-a się tak a nie inaczej. Nie rozgrzeszaj go/jej. Nie usprawiedliwiaj. Nie zdejmuj z niego/jej odpowiedzialności za to co zrobił/-a. Przyjrzyj się jego/jej życiu, zauważ okoliczności i prawidłowości, które zaprowadziły go/ją, do takich a nie innych wyborów. Tu nie chodzi o negowanie win twojego prześladowcy, chodzi o spojrzenie w szerszym świetle. Jeżeli jako dziecko twój mąż widział ojca bijącego w alkoholowym amoku matkę to najprawdopodobniej zaowocowało to jego znęcaniem się nad tobą. Jeżeli twojej matce jako dziecku wyznaczano sztywne ramy „bądź taka a taka” i karano surowo za ich przekroczenie, to gdy dorośnie, będzie w ten sam sposób terroryzować ciebie. Nie, to absolutnie ich nie usprawiedliwia. W każdym momencie życia mogli się zatrzymać i zmienić ścieżkę. Jednak dostrzeżenie szerszego obrazu, uruchamia w tobie współczucie, a współczucie jest emocją oczyszczającą i neutralizującą gniew. [Kolejna] faza to rozgrzeszenie, szczególnie w sensie powstrzymania się od wymierzenia kary; nie planujemy jej i nie staramy się mścić ani na małą, ani na dużą skalę. Takie zapanowanie nad emocjami jest ćwiczeniem niezwykle owocnym, ponieważ sprowadza problem w jedno miejsce, zamiast rozprzestrzeniać go na wszystkie sfery życia. W ten sposób przygotowujemy się do chwili przejścia do następnych kroków. Oczywiście nie oznacza to, że mamy stać się ślepe, głuche i zatracić samozachowawczą czujność. Musimy natomiast okazać wyrozumiałość i sprawdzić, jak ona zadziała (…) Zrób w tym kierunku tyle, ile akurat potrafisz (…) Możesz się powstrzymać od karzących półsłówek, uszczypliwych uwag, pretensji, wrogości. Rezygnacja z niepotrzebnych sankcji podkreśla prawość twego charakteru i czynów. Rozgrzeszenie wiąże się z okazaniem wspaniałomyślności; w ten sposób pozwalasz, by twoja szlachetna strona mogła uczestniczyć w rozwiązaniu problemów, które dawniej wzbudzały w tobie cały wachlarz emocji, od nieznacznego poirytowania do wybuchów furii.

KROK 5: Przebaczaj tyle ile możesz

Dopiero w tym momencie jesteś gotowy/-a na przebaczenie. Nie dawaj sobie wmówić, że ‘musisz wybaczyć, bo…’. Wybaczasz TYLKO WTEDY gdy jesteś na to wewnętrznie gotowy/-a. Zewnętrzne wydarzenia nie mogą przyspieszać twojego rytmu wewnętrznego. Nie spiesz się. Im większa była krzywda i im dłużej trwała, tym więcej czasu zajmie wybaczenie. Nie wierz również w to, że wybaczenie jest aktem jednorazowym i że koniecznie musisz wybaczyć całkowicie. Wybaczaj po trochu, krok za krokiem, tyle ile w danej chwili możesz. Rozważcie to: wiele osób nie umie przebaczać, ponieważ wpojono im mylne przekonanie, że jest to pojedynczy akt, którego można dokonać podczas jednej rozmowy. Nic bardziej fałszywego. Przebaczenie ma wiele warstw, wiele faz. W naszej kulturze panuje opinia, że przebaczenie powinno być stuprocentowe. Wszystko albo nic. Uczy się nas także, że przebaczyć to patrzeć przez palce na przewinienia i zachowywać się tak, jak gdyby nic się nie stało. To także nieprawda. Kobieta, która umie wybaczyć wielką krzywdę w dziewięćdziesięciu pięciu procentach, kwalifikuje się niemal do beatyfikacji, jeśli nie do świętości. Jeśli przebacza w siedemdziesięciu pięciu procentach, a w dwudziestu pięciu nie jest pewna i nawet nie wie, czy tego pragnie, to i tak jest to nieprzeciętnie dużo. W zupełności wystarczy, że przebaczy w sześćdziesięciu procentach przy czterdziestu: „Nie wiem, nie jestem pewna, wciąż nad tym pracuję”. Jeśli jesteśmy w stanie przebaczyć w pięćdziesięciu procentach, to praca psychiczna wciąż jest w toku. A jeśli to mniej niż dziesięć procent? Dopiero zaczęłaś, a może jeszcze nie podjęłaś naprawdę poważnych prób.Ja powiem tak: jeżeli nie będziesz czuć gniewu ani chęci zemsty w stosunku osoby, która cię skrzywdziła, to jest już naprawdę w porządku. Dobra robota. Idziesz w prawidłowym kierunku, bądź cierpliwy/-a.

Co jeszcze istotne: nie dawaj się omotać osobom, które powołując się na wiarę, będą naciskać, że trzeba wybaczyć prześladowcy, bo to zachowanie godne chrześcijanina. Odeślij ich wtedy do Biblii, do Ewangelii Łukasza (Łk 17:3), która mówi wyraźnie: Jeśli brat twój zawini, upomnij go; i jeśli żałuje, przebacz mu I jeśliby siedem razy na dzień zawinił przeciw tobie i siedem razy zwróciłby się do ciebie, mówiąc: “Żałuję tego”, przebacz mu!». Nie może być tak, że jesteś zmuszany/-a do wybaczenia i wystawiania się na dalszą przemoc, a twojemu prześladowcy wolno robić co się mu/jej żywnie podoba. Dla osób znających angielski polecam świetną stronę: http://www.luke173ministries.org/. Nie przeceniałabym też wartości przeprosin, wiem że dzieci z rodzin dotkniętych przemocą chcą często usłyszeć przeprosiny z ust rodziców, ale jeżeli mogę coś sugerować, to powiedziałabym raczej, żeby jednak nie uzależniać wyzdrowienia od przeprosin ze strony oprawcy tylko zadbać o siebie, z dwóch przyczyn: po pierwsze, praktycznej – nie mamy wpływu na postrzeganie i zachowanie innych osób, ale mamy na swoje. Po drugie, nie zawsze te przeprosiny mają faktyczną wartość, jeżeli prześladowca nie zrozumiał rozmiaru krzywdy jaką wyrządził, to staną się wręcz farsą, a ofiara poczuje się jeszcze bardziej dotknięta i upokorzona. Ponadto w przypadku osób z psychopatycznymi zaburzeniami charakteru takimi jak narcyzi, te przeprosiny będą odegrane o ile będzie to dla niego/niej opłacalne lub wymuszone przez otoczenie.

Niektórym wybaczenie przychodzi łatwiej, inni potrzebują więcej czasu i włożonego wysiłku. Nie ma sensu porównywać się, bo znowu aktywujemy myślenie według wzorów ego. Ani ktoś komu wybaczenie przychodzi łatwo nie jest święty, ani ten, komu jest ciężej to osiągnąć nie jest zły. Jednak żeby się rzeczywiście uleczyć, trzeba wpierw powiedzieć sobie prawdę, i to nie tylko o żalu i bólu, ale i o doznanych krzywdach, wściekłości i wstręcie, a także o pragnieniu ukarania samej siebie i zemsty, o wszystkich uczuciach, które w nas wzbierają. Stara znachorka w naszej psychice rozumie ludzką naturę ze wszystkimi ułomnościami i wybacza, znając nagą prawdę. Daje nie tylko jeszcze jedną szansę, daje ich całe mnóstwo.

Trzeba pamiętać, że ostateczne wybaczenie nie jest kapitulacją. To świadoma decyzja, że odtąd przestajemy żywić żal i pretensje, że darujemy wszelkie winy i rezygnujemy z zaprzysiężonej zemsty. To ty zdecydujesz, kiedy wybaczyć i jaki rytuał zastosować, by podkreślić to wydarzenie. To ty ogłosisz, że nie chcesz już żadnej spłaty długów.

A na koniec najważniejsze: wybaczenie należy zacząć od siebie. Trzeba wybaczyć sobie błędy, braki i zaniechania. To być może jedna z najtrudniejszych i najbardziej mozolnych psychicznych robót, ale niezbędna dla dalszego rozwoju. Wybaczenie jest aktem twórczym. Jest wiele starych, wypróbowanych sposobów do wyboru. Można wybaczyć na razie, do jakiegoś czasu, do następnego razu, można wybaczyć, nie dając więcej szans — jeśli incydent się powtórzy, to zupełnie inna sprawa. Można dać jedną czy więcej szans, ale tylko pod jakimś warunkiem. Można wybaczyć częściowo, całkowicie, tylko w połowie. Można odkryć przebaczenie absolutne. Decydujesz ty.

Odcinek 13: Bezręka Dziewczyna. O wytrwałości, umiejętności rozróżniania i wierności sobie

biegnaca z wilkami bezreka dziewczyna

Bezręka Dziewczyna

Pewnego razu, parę dni temu, człowiek, który mieszka przy końcu drogi, miał wielki młyn i mełł ziarna na mąkę dla wszystkich wieśniaków. Ale w końcu przyszła na niego bieda i nic mu nie zostało oprócz wielkiego młyńskiego kamienia w starej szopie i rozłożystej, kwitnącej jabłoni, która za nią rosła.

Pewnego dnia, kiedy z siekierą o srebrzystym ostrzu szedł do lasu, by narąbać drewna, zza drzewa wyłonił się nieznajomy, który rzekł:

– Nie musisz się już trudzić rąbaniem drewna. Obsypię cię wszelkim bogactwem, jeśli dasz mi to, co stoi za twoim młynem.

Przecież za młynem jest tylko kwitnąca jabłoń — pomyślał młynarz i zgodził się dobić targu.

– Za trzy lata przyjdę zabrać, co do mnie należy — zarechotał niemiłym śmiechem nieznajomy i kulejącym krokiem odszedł, znikając w gąszczu drzew.

Wracając do domu, młynarz spotkał na drodze swą żonę. Biegła od strony domu w powiewającym fartuchu, z rozrzuconymi włosami.

—        Mężu, mężu, coś się dzieje w naszym domu, nowy zegar na ścianie, nasze liche drewniane krzesła zmieniły się w fotele wyściełane aksamitem, półki w spiżarni uginają się od przysmaków, a skrzynie i pudła pełne są wszelakiego dobra. Jak to się mogło stać?

A kiedy to mówiła, na jej palcach pojawiły się złote pierścienie, a we włosach drogocenny diadem.

Ach —rzekł młynarz, patrząc z niedowierzaniem, jak jego stary kubrak zmienia się w oczach w atłasy, a drewniane chodaki o zdartych obcasach w piękne nowe buty.

To ten dziwny nieznajomy — wysapał. — Spotkałem dziś w le­sie niezwykłego człowieka w czarnym surducie. Obiecał mi wielkie bogactwa, jeśli dam mu to, co mam za młynem. Żono moja, przecież możemy zasadzić sobie nową jabłoń.

-— O, nieszczęsny — zapłakała kobieta i spojrzała tak, jakby jej zadano śmiertelny cios. — Człowiek w czarnym surducie to sam Diabeł, a za młynem, oprócz jabłoni, jest teraz nasza córka i miotłą z witek zamiata podwórze.

Pobiegli więc rodzice do domu, lejąc gorzkie łzy na nowe piękne stroje. Ich córka przez następne trzy lata nie wyszła za mąż; a charakter miała słodki jak pierwsze letnie jabłka. W dniu, kiedy Diabeł po nią przyszedł, wykąpała się, założyła czystą białą suknię, a wyrysowawszy kredą krąg, stanęła pośrodku niego. Kiedy Diabeł wyciągnął ręce, by ją pochwycić, niewidzialna siła odepchnęła go przez całe podwórze. Diabeł krzyknął

— Nie wolno jej się kąpać, aż po nią nie wrócę!

Rodzice i córka poczuli wielką trwogę. Dziewczyna nie myła się przez kilka tygodni, aż włosy jej zmatowiały, za paznokciami widniały czarne półksiężyce, skóra poszarzała, a ubranie było ciemne i sztywne od brudu.

Z każdym dniem coraz bardziej przypominała dziką bestię, aż w końcu Diabeł znów się pojawił. Dziewczyna płakała i płakała. Łzy kapały na palce i ramiona, płynęły strumieniem tak, że jej brudne ręce znów stały się czyste i białe. Diabeł się rozgniewał.

— Odrąbać jej ręce, bo inaczej nie mogę się do niej zbliżyć.

Ojciec był wstrząśnięty i przerażony.

—Żądasz, żebym odrąbał ręce własnemu dziecku?

Diabeł zagrzmiał:

— Jeśli tego nie zrobisz, wszystko zginie, wszyst­ko umrze, ty i twoja żona, i pola jak okiem sięgnąć.

Ojciec ze strachu usłuchał i błagając córkę o przebaczenie, zaczął ostrzyć siekierę o srebrnym ostrzu. Córka poddała się jego woli, mówiąc:

— Jestem twoim dzieckiem, rób to, co musisz zrobić.

Odrąbał jej ręce i nie wiadomo, kto bardziej rozpaczał i głośniej wył w udręce, córka czy ojciec. Tak się skończyło życie dziewczyny, jakie dotychczas znała.

Kiedy Diabeł znów po nią przyszedł, dziewczyna dalej płakała; płakała tak mocno, że kikuty pozostałe po jej dłoniach znów były czyste i diabeł jeszcze raz przeleciał przez podwórze, odepchnięty nieznaną siłą. Przeklinając tak siarczyście, że w lesie zapalały się drzewa, zniknął na zawsze, bo stracił już do niej wszelkie prawa.

Po tym wydarzeniu ojciec i matka postarzeli się jakby o sto lat. Ale jako prości ludzie chcieli żyć dalej, najlepiej jak mogli. Stary ojciec chciał zatrzymać córkę w nowym pięknym zamku, pośród wszelkich bogactw, ale ona rzekła, że teraz bardziej jej przystoi zostać żebraczką i żyć z łaski dobrych ludzi. Owinęła kikuty czystymi bandażami i o świcie zostawiła za sobą swoje dotychczasowe życie.

Długo szła przed siebie. W południowym słońcu ociekała potem. Wiatr rozwiewał jej włosy, aż wyglądały jak gniazdo bocianie, splątane i skołtunione. W środku nocy doszła do królewskiego sadu. Promienie księżyca padały na owoce wiszące na drzewach.

Nie mogła jednak tam wejść, bo sad otoczony był fosą. Upadła na kolana, tak była osłabiona głodem. Wtedy pojawił się przed nią duch w bieli, zamknął śluzę i opróżnił fosę z wody.

Dziewczyna weszła między grusze i w niewiadomy sposób wyczuła, że wszystkie gruszki na drzewach są policzone i dobrze pilnowane. Ale jedna z gałęzi pochyliła się nisko, cicho skrzypiąc, tak że dziewczyna mogła dosięgnąć owocu. Przyłożyła wargi do jego złocistej skórki i stojąc w księżycowej poświacie, posilała się z rękami w bandażach, z rozczochranymi włosami — wyglądała jak zjawa.

Widział to wszystko ogrodnik, ale poznał się na czarach ducha, który był z dziewczyną, i nie śmiał im przeszkadzać. Kiedy dziewczyna skończyła jeść, wyszła z ogrodu przez fosę i schroniwszy się w lesie, zasnęła.

Nazajutrz król przybył, by policzyć gruszki. Poznał, że jednej brakowało, i choć szukał wszędzie, nie wypatrzył jej. Ogrodnik opowiedział mu wszystko, co zdarzyło się nocą.

Król postanowił, że tej nocy sam będzie pilnował sadu. Po zmroku przyszedł tam z ogrodnikiem i magiem, który umiał rozmawiać z ducha­mi. Cała trójka usiadła pod drzewem i patrzyła. O północy ujrzeli dziewczynę, która jak zjawa przemknęła przez las, w brudnych łachmanach, z rozczochranymi włosami, z podrapaną twarzą, bez rąk. Towa­rzyszył jej duch w bieli.

Tak jak poprzedniej nocy, weszła do sadu. I znowu drzewo nachyliło gałąź, żeby mogła dosięgnąć owocu ustami.

Mag podszedł bliżej, ale nie za blisko, i zapytał:

— Powiedz, czy jesteś z tego świata czy nie z tego świata?

A dziewczyna odrzekła:

— Kiedyś należałam do świata, ale nie jestem z tego świata.

Król zapytał maga:

— Czy to istota ludzka, czy zjawa?

Czarownik odparł, że dziewczyna jest jednym i drugim. Serce króla zabiło mocniej, podbiegł do niej i rzekł:

— Nie opuszczę cię. Od tej pory będę się tobą opiekował.

W swoim zamku kazał dla niej zrobić parę srebrnych dłoni, które przymocowano jej do rąk. I tak się stało, że król wkrótce poślubił bezręką dziewczynę.

Po jakimś czasie król musiał się udać na wojnę do odległych krain i prosił swą matkę, by dobrze dbała o młodą królową, bo kochał ją całym sercem.

— Jeśli urodzi dziecko, to przyślij niezwłocznie posłańca z wieścią.

Młoda królowa urodziła śliczne maleństwo, a królowa matka wysłała tę dobrą nowinę królowi. Ale po drodze do króla posłaniec poczuł znużenie, a kiedy znalazł się nad rzeką, zaczęła go ogarniać coraz większa senność i wreszcie położył się na brzegu i usnął. Wtedy zza drzew wyszedł Diabeł, odebrał mu list i podłożył inny, który obwiesz­czał, że młoda królowa powiła pół dziecko, pół psa.

Zgroza ogarnęła króla na tę wieść, ale odpisał matce, by w tych ciężkich chwilach dbała o młodą królową i otaczała ją miłością. Kiedy chłopak niosący wiadomość dotarł nad rzekę, znów poczuł nieprzezwy­ciężoną senność i wkrótce zasnął nad wodą. Znów Diabeł wyrósł jak spod ziemi i znów zamienił listy. Tym razem napisał: „Zabić i dziecko, i królową”.

Stara matka przeraziła się rozkazu syna i jeszcze raz wysłała posłań­ca, by król rozkaz potwierdził. Posłaniec biegał tam i z powrotem, ale za każdym razem zapadał w sen nad rzeką, a diabeł podkładał mu coraz to straszniejsze listy. Ostatni z nich nakazywał: „Zatrzymaj język i oczy królowej na dowód, że nie żyje”.

Stara matka nie mogła jednak zabić młodej niewinnej królowej. Kazała więc poświęcić łanię, wyjęła jej oczy i język, po czym je ukryła. Później pomogła młodej matce przywiązać dziecko przy piersi i zarzu­cając na jej twarz zasłonę, kazała uciekać, by ratować życie. Obie kobiety płakały rzęsiście i ucałowały się na pożegnanie.

Młoda królowa tułała się po świecie, aż doszła do największego, najdzikszego lasu, jaki w życiu widziała. Brnęła przez tę puszczę, daremnie próbując znaleźć jakąś ścieżkę. Tuż przed zachodem słońca pojawił się przy niej duch w bieli, ten sam co niegdyś, i poprowadził ją do ubogiej gospody prowadzonej przez dobrych ludzi z lasu. Tam dziewczyna w białej sukni zabrała ją do wnętrza, nazywając po imieniu. Dziecko ułożono do snu.

– Skąd wiesz, że jestem królową? — spytała bezręka dziewczyna.

My, mieszkańcy lasu, wiemy takie rzeczy, moja pani. A teraz proszę odpocząć.

Królowa została tam przez siedem lat i żyła szczęśliwie, wychowując swe dziecko. Jej ręce zaczęły odrastać; najpierw pojawiły się małe, różowe jak perełki niemowlęce rączki, potem ręce małej dziewczynki, wreszcie ręce dojrzałej kobiety.

Tymczasem król wrócił z wojny, a stara matka powitała go z płaczem.

—        Czemuś mi kazał zabić te dwie niewinne istoty? — I pokazała mu oczy i język.

Słysząc tę straszną nowinę, król zadrżał i zapłakał niepocieszony. Matka, ujrzawszy jego żal, powiedziała mu prawdę, że oczy i język należą do łani, a królowa z dzieckiem wyruszyła do puszczy.

Król przysiągł, że nic do ust nie weźmie i pójdzie nawet na kraj świata, byle ich odnaleźć. Szukał przez siedem lat. Jego ręce poczernia­ły, broda pachniała mchem, oczy nabiegły krwią. W tym czasie nic nie jadł i nie pił, ale przy życiu trzymała go moc silniejsza od niego.

Wreszcie przybył do gospody leśnych ludzi. Kobieta w bieli zapro­siła go do środka i tam spoczął wreszcie, wyczerpany. Wtedy gospodyni zasłoniła mu twarz zasłoną i zasnął. Kiedy oddychał we śnie, zasłona falowała i w końcu zsunęła mu się z twarzy. Przebudził się, by zobaczyć nad sobą przyglądającą mu się piękną kobietę i urocze dziecko.

— Jestem twą żoną, a to twoje dziecko.

Król chciał uwierzyć, ale widział, że kobieta ma zdrowe ręce.

— W trudach i radościach życia ręce mi odrosły — powiedziała. A kobieta w bieli przyniosła srebrne dłonie ze skrzyni, gdzie je złożono. Król podniósł się, objął królową i dziecko i w lesie zapanowała wielka radość.

Wszyscy obecni urządzili świetną ucztę. Potem król, królowa i dziecko wrócili do starej królowej matki, wyprawili drugie wesele i mieli więcej dzieci, które opowiedziały tę historie swoim dzieciom, które przekazały ją jeszcze dalej, tak jak ja ci ją opowiadam.

————————————————-

Dr E opowiada tę historię niemal na końcu książki, sugerując, że zawiera się w niej cały cykl życia kobiety, ale dla mnie osobiście Bezręka Dziewczyna stanowi zwieńczenie tryptyku, jaki tworzy wraz z historiami Sedny i Kobiety – Szkieletu (dlatego zachęcam do zapoznania się z nimi, przekaz robi się wtedy wyjątkowo jasny). Dr E w analizie używa wielu odniesień do symboliki i dawnych wierzeń, ale ja patrzę akurat na tę opowieść trochę inaczej, na bardzo praktycznym poziomie kontaktów międzyludzkich. Ponadto jest dla mnie przykładem tego, że dawne mity i legendy tak naprawdę opowiadają o zupełnie współczesnych problemach, używają do tego jedynie ładniejszych wyrażeń czy metafor. Baśń ta wprowadza nas w świat leżący dużo głębiej niż korzenie drzew. Z tej perspektywy widzimy, że Bezręka Dziewczyna zawiera materiał obejmujący pełny proces życia kobiety. Porusza temat prawie wszystkich najważniejszych podróży kobiecej psychiki. W odróżnieniu od innych omawianych w tej książce baśni, które zajmują się określonym zadaniem, wyzwaniem czy zdobywaniem konkretnej wiedzy w cią­gu kilku dni lub tygodni, Bezręka Dziewczyna obejmuje okres wielu lat —   wędrówkę całego życia. Kluczami w tej baśni są wytrwałość, umiejętność rozróżniania  i wierność sobie, a nagrodą trwały sojusz elementu męskiego i kobiecego w psychice.

FAZA PIERWSZA: PAKT Z DIABŁEM

Myślę, że motywu paktu z diabłem nie trzeba specjalnie przybliżać, w końcu od dziecka karmieni byliśmy opowieściami o Mistrzu Twardowskim, który za wszelką cenę usiłował się wymigać od zawartej nieopatrznie umowy. Na gruncie realnym, tak jak o tym pisałam w analizie baśni o Czerwonych Trzewiczkach, chodzi najczęściej o pójście na skróty, chęć łatwego zdobycia tego, za co normalnie trzeba zapłacić o wiele drożej. W baśni o Bezrękiej Dziewczynie ten błąd popełnia Ojciec, archetypowy władca integralności psychiki, który w pozytywnej wersji broni głębszych i delikatniejszych jej warstw przed wewnętrznymi oraz zewnętrznymi drapieżnikami (tak jak ma to miejsce w historii o Manawee). Niestety, Ojciec naszej bohaterki nie dorósł do tej roli. Nie ma rozeznania, jakie powinien już mieć na tym etapie, daje się z łatwością nabrać drapieżcy pojawiającemu się tu tak jak w wielu baśniach w postaci Diabła. Ta bardziej świadoma część naszej psychiki wie, że aby osiągnąć coś ważnego i znaczącego, trzeba się zawsze natrudzić (motyw rąbania drewna), ale ta mniej świadoma, leniwa i idąca na łatwiznę część nas proponuje szybsze i łatwiejsze rozwiązania (motyw diabła). Ojciec w pozytywnej, potrafiącej dokonać rozróżnienia roli, wysłałby Diabła do diabła grin i dalej rąbał drewno, ale tak się nie dzieje. Ten, który powinien nas chronić, daje się skusić. Jeśli porzucimy rąbanie drewna, to psychiczne dłonie zostaną za to odrąbane… bo bez pracy psychicznej psychiczne ręce zanikają. Ale chęć wykorzystania nadarzającej się okazji i porzucenia ciężkiej pracy jest ludzka i tak powszechna, że trudno spotkać żywą osobę, która nie poszłaby na taką ugodę. Jest to wybór tak nagminny, że długo by trzeba wymieniać przykłady kobiet (i mężczyzn), które z ochotą zapłacą utratą rąk za życie wolne od wysiłku, od rąbania drew.

Jeżeli w sklepie zobaczysz coś bardzo ekskluzywnego w bardzo niskiej cenie to a) z radością to kupujesz lub b) od razu nabierasz podejrzeń, że coś tu nie jest w porządku. Ojciec bohaterki wybiera opcję „a”. Co mnie, szczerze powiedziawszy, wcale nie dziwi, bo zbyt wiele takich historii dzieje się nie w baśniach, a w jak najbardziej realnej rzeczywistości. Szczerze powiedziawszy, ogół tych bardziej zaawansowanych wiekowo ludzi z jakimi osobiście mam do czynienia, nie jest ani specjalnie bystry ani rozgarnięty. Zbyt często dorośli są nimi tylko metrykalnie, podczas gdy wewnątrz skrywają niekochane, nieodpowiednio pokierowane dziecko, co często prowadzi do sytuacji, gdzie okaleczone dziecko okalecza potem własne dziecko. I zazwyczaj nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, unika przyznania się do winy i odpowiedzialności jak tylko może. W końcu co to za problem mieć dziecko? Przecież dzieci się po prostu ma, no nie? Jak by to było nie mieć dzieci? Przecież nie ma rodziców idealnych (co, owszem, jest faktem, ale zazwyczaj wykorzystuje się to jako wymówkę aby się nie starać). Aby wykonywać zawód trzeba mieć dyplom. Aby prowadzić samochód trzeba mieć prawo jazdy. A żeby mieć dziecko trzeba jedynie osiągnąć dojrzałość płciową. Każdy emocjonalny ślepiec może sprowadzić na świat nowe życie i zazwyczaj właśnie tak robi, wydając je potem na pożarcie drapieżcom. Baśń zaczyna się więc od nieumyślnej, ale bolesnej zdrady, której doświadcza młoda kobieta, wcielenie niewinności. Można powiedzieć, że ojciec, reprezentujący funkcję psychiczną, która ma prowadzić ją po zewnętrznym świecie, w gruncie rzeczy sam niewiele wie o wspólnym funkcjonowaniu świata wewnętrznego i zewnętrznego. Kiedy ojcowska funkcja w psychice ponosi klęskę i nie potrafi zrozumieć spraw duszy, łatwo ulegamy zdradliwym podszeptom. Ojciec nie rozumie podstawowej prawdy rządzącej światem duszy i światem materialnym — to jest tego, że nic nie jest takie, jakie się wydaje na pierwszy rzut oka. Dr E koncentruje się na psychice, ale w świecie realnym nadal zbyt wiele jest rodziców, którzy zawierają pakt z diabłem. Nadal zbyt wiele dzieci wywodzi się z rodzin, gdzie panował problem z nałogiem, przemoc fizyczna, emocjonalna, werbalna i sexualna, zaniedbanie. Dziecko nie jest winne, że zostało boleśnie skrzywdzone, ale to ono będzie ponosić tego konsekwencje.

Nie na darmo dziewczyna znajduje się przy jabłoni, to drzewo młodości, mądrości oraz nieśmiertelności, związane i z Edenem, i Avalonem, i z Hesperydami, i z Idunn, a zerwanie jabłka ze świętego drzewa przynosiło zawsze poważne konsekwencje, ponieważ owoc symbolizuje wiedzę. Trzeba dorosnąć do tego aby być w stanie tę mądrość skonsumować, podobnie jak jabłek nie ma sensu zrywać zbyt wcześnie, bo są jeszcze kwaśne. Drzewo symbolizuje bujność i bogactwo dzikości i wolnej natury kobiecej psychiki; jednak psychika nie zdaje sobie sprawy z ich wartości. Kwitnąca jabłoń oznacza żywy intelekt i duże siły twórcze pracujące wspólnie i stanowiące o bogatym życiu wewnętrznym. Jeżeli ktoś chce kobietę tego pozbawić tak jak ojciec bohaterki mówiący jej matce: Możemy zasadzić nowe drzewo, to oznacza że nie ma pojęcia o wewnętrznym świecie i nie powinien być do niego wpuszczany. A znowu tłumacząc to na język realiów: dziecko jest nieświadome i chłonne, to co usłyszy i podpatrzy od rodziców traktuje jako normę. Jeżeli rodzic mówi mu, że jest do niczego, to jego podświadomość zakoduje właśnie taki wzór myślenia o sobie. Możecie mu potem jako dorosłemu mówić godzinami, że jest mądre, zdolne i inteligentne, ale podświadomość będzie nadal twierdziła, że jest do niczego, bo ona sama w przeciwieństwie do świadomości nie analizuje, ona tylko rejestruje. A jeżeli widzi rodzica pijanego, wrzeszczącego, wyzywającego, żądającego posłuszeństwa, nie okazującego miłości, nie chwalącego, nie szanującego, żądającego określonych zachowań aby dziecko udowodniło że go kocha etc., to Diabeł ma otwartą drogę i pole do działania.

Młodość przedstawia to co nowe, świeże, piękne, nieskażone i spontaniczne, jest zatem łakomym kąskiem dla wszelkiego rodzaju drapieżców, którzy nie mając w sobie ciepła, życzliwości i miłości, żywią się nimi napadając innych. Niekorzystna transakcja z diabłem nie jest charakterystyczna wyłącznie dla psychiki młodych kobiet; może się zdarzyć w każdym wieku u tych, które nie przeszły inicjacji albo utknęły w połowie drogi. Warto przyjrzeć się temu, jakie jest tło wydarzeń: młynarz wpada w biedę, nie ma zboża aby przerobić go na mąkę, z której piecze się chleb. Jeżeli brakuje nam czegoś co daje nam pasję, radość i satysfakcję, jeżeli nie używamy swojej intuicji i umysłu, jeżeli nie wcielamy pomysłów w życie, to popadamy w marazm, otępienie i nudę, a przez to wystawiamy się prosto w ręce drapieżcy. Nie da się przeżyć życia służąc wszystkim dookoła tylko nie sobie. Przypomina mi się rozkład kart bogiń, który robiłam dla znajomej, na pozycji tego jak działa świadomość pokazała mi się Kuan Yin, bogini współczucia, miłosierdzia i opieki podczas gdy na pozycji podświadomości pojawiła się Baba Jaga. Dziewczyna pokazywała dookoła uśmiechniętą twarz, wyrozumiałe spojrzenie i słodki uśmiech, ale wewnątrz miotała się i aż zgrzytała zębami ze złości i frustracji, bo nie otrzymywała tego samego od otoczenia. Tak już jakoś jest, że im bardziej chcemy pomagać i spełniać marzenia innych, tym bardziej otoczenie zakłada, że my same nie potrzebujemy pomocy i spełniania własnych marzeń. Prześladowca w naszej psychice będzie oferował nam akceptację otoczenia jako złoto w zamian za porzucenie instynktu, który każe stawiać granice. Nasz pakt z diabłem może jak najbardziej polegać na tym, że nikomu nie odmawiamy aby być przez wszystkich kochaną. To ważne i konieczne dawać z siebie to co najlepsze innym, ale nie masz obowiązku być matką Teresą z Kalkuty. Kiedy kobieta traci instynkt podpowiadający, kiedy należy powiedzieć „tak”, a kiedy „nie”, gdy wyrzeka się intuicji, głosu przeczucia, wnikliwości, spostrzegawczości i innych cech danych przez naturę, wówczas znajduje się w typowej sytuacji, kiedy po obiecanym złocie zostaje tylko żal. Niektóre kobiety poświęcają swą sztukę dla grotesko­wych małżeństw dla pieniędzy; inne porzucają największe życiowe marzenia, żeby zostać „przykładną” żoną, córką, dziewczyną, albo rezygnują z prawdziwego powołania, żeby wieść życie, które — jak mają nadzieję — będzie bardziej akceptowane przez otoczenie, da większe spełnienie i, co najważniejsze, będzie bezpieczniejsze (…)Mnóstwo kobiet, na przykład, wychodzi za mąż z niskich pobudek i w ten sposób kończy swoje twórcze życie. Mają jakieś preferencje seksualne, ale zmuszają się do innych. Pragną żyć, być w ruchu, dokonywać wielkich rzeczy, ale siedzą w domu i liczą spinacze. Chcą, by ich życie było autentyczne, ale zachowują tylko jego małe strzępki. Są odrębnymi osobami, ale oddają ręce, nogi, oczy pierwszemu lepszemu kochankowi. Promieniują energią twórczą, ale zapraszają do jej źródeł przyjaciół, którzy wysysają ją jak wampiry. Chcą dalej żyć tak, jak żyły, ale coś w nich mówi: „Nie, w klatce jest bezpieczniej”. To właśnie diabelskie podszepty: „Jeśli oddasz mi to, czego chcę, to dostaniesz coś za to”. To układ zawarty w niewiedzy. Ale właśnie wtedy może nastąpić bolesne przebudzenie.

Córka młynarza jest jak Wasylisa, próbuje zaskarbić sobie miłość wypełniając obowiązki domowe, ale tak jak ona nie może zostawać dłużej w domu, skoro przerasta otoczenie. Trzeba wyruszyć na wyprawę inicjacyjną. Matka bohaterki zauważyła już jaki straszny błąd popełnił Ojciec oddając potencjał dziewczyny za bezcen i podnosi alarm. Ten szczodry nieznajomy nie jest przyjacielem, trzeba mu się przeciwstawić, bo inaczej wyciągnie z nas całe soki życiowe i porzuci szukając kolejnej ofiary.

FAZA II – ROZCZŁONKOWANIE

Kiedy diabeł przychodzi po swą ofiarę ta nie jest już dawnym słodkim, niewinnym dziewczęciem. Bierze kąpiel, zakłada białą szatę i białą kredą rysuje dookoła siebie krąg ochronny. Nie trzeba być wielkim ezoterykiem, żeby zauważyć że to rytuały ochronne przed negatywnym, zachłannym bytem. Mechanizmy obronne działają i drapieżnik nie jest w stanie ot tak, po prostu wziąć tego co, jak mu się wydaje, po prostu do niego należy. Dziewczyna reaguje spokojnie na kolejne wściekłe ataki, podczas gdy jej rodzice płaczą i bezradnie załamują ręce. Postaci matki i ojca można oczywiście rozpatrywać na poziomie psychologicznym jako wewnętrzne konstrukty rodzicielskie, ale i na polu jak najbardziej realnym całkiem często zdarza się sytuacja, gdzie dziecko jest dojrzalsze i wewnętrznie mądrzejsze od rodziców. Bo przecież nie ma rodziców idealnych

Z kolei łzy dziewczyny wypływają z jej głębi, mają charakter oczyszczający tak jak żywioł wody i trzymają od niej z daleka drapieżcę. Diabeł próbuje się zbliżyć do córki młynarza, ale nie może, bo ta wykąpała się i płakała. Przyznaje, że ta „święcona woda” osłabia jego moc, i żąda, żeby dziewczyna przestała się kąpać. To jednak jej nie upokarza, ale odnosi przeciwny skutek. Zaczyna przypominać dzikie zwierzę obdarzone mocami pierwotnej, dzikiej przyrody, które także ją chronią. Na tym etapie może się zdarzyć, że kobieta mniej dba o swój wygląd zewnętrzny. Może chodzić ubrana w byle co, niestarannie ucze­sana. Kiedy kontempluje swoje obecne psychiczne położenie, jej dawniejsze zainteresowania odsuwają się na dalszy plan. — Dobrze — mówi diabeł — jeśli zedrę z ciebie tę cywilizowaną powłokę, to może wówczas na zawsze skradnę z ciebie życie. — Prześladowca pragnie ją poniżyć, upodlić, osłabić swoimi zakazami. Sądzi, że jeśli dziewczyna będzie brudna i niechlujna, to łatwiej pozbawi ją duszy. Ale staje się odwrotnie, bo kobieta brudna od sadzy i błota jest istotą szczególnie ukochaną i chronioną przez Dziką Kobietę. Demon zdaje się nie rozumieć, że jego nakazy tylko zbliżają kobietę do jej potężnej dzikiej natury.

A do tej nie ma dostępu. Wściekły nakazuje Ojcu odciąć jej ręce kończąc dotychczasowe życie w dawnej formie. Znamy ten motyw z mitu o Sednie, ale tu dodatkowo po raz pierwszy pojawia się symbol srebra: Od starych chorwackich „bajarek” usłyszałam, że w dawnych obrzędach stosowano małe rytualne siekierki do odcina­nia pępowiny noworodków — obrzęd ten miał wyzwalać dziecko od władzy zaświatów, aby mogło żyć w tym świecie. Odcięcie rąk w baśni skazuje na bezradność, bo ręce są symbolem działania. Większość rzeczy, jakie robisz w ciągu dnia wykonujesz właśnie dzięki pracy rąk. Wystarczy, że skaleczysz się czy w inny sposób unieruchomisz kciuk i już mnóstwo rzeczy staje się trudne albo wręcz niemożliwe do wykonania. Co więcej, ręce i dotyk to nasze źródło informacji, dotykamy powierzchni i wiemy czy jest gładka, czy chropowata, chłodna czy gorąca. To także szereg gestów, za pomocą których komunikujemy się z innymi: potrząśnięcie ręki na przywitanie, machanie na pożegnanie, poklepanie po ramieniu, publiczne wzięcie za rękę ukochanej osoby, przybicie „piątki” etc. Jednak odcinając dłonie ojciec jednocześnie uwalnia dziewczynę, bo od tej chwili nie należy już do jego rodziny, plemienia, tradycji i wszystkiego co rości sobie do niej prawa. To tak jak Kali trzymająca w dłoni odciętą głowę, symbol ego, które zostaje zwyciężone i wznosząca do góry miecz, jakim to zrobiła. To co w nas nieustannie gada, jęczy, narzeka, chce wszystkiego zaraz, natychmiast, co namawia do ulegania, porównywania się z innymi i nie szukania głębiej, powinno zostać odcięte. Aby jabłoń kwitła trzeba usunąć zeschłe gałęzie.

FAZA III – TUŁACZKA

Dziewczyna po takich przeżyciach nie może pozostawać dłużej w starym miejscu, bo niczego więcej już się nie dowie ani nie rozwinie w sobie zdolności, które pomogłyby jej odzyskać dłonie. Nie mogą jej zatrzymać rodzice tkwiący w starych schematach, wprawdzie oferują jej opiekę, ale nie jest ona warta tego by zrezygnować dla niej z prób odzyskania własnych rąk. Matka i ojciec — zbiorowe egoistyczne aspekty psychiki — nie mają już swojej dawnej władzy nad nami. Zostali ukarani krwią przelaną na skutek ich beztroskiej ignorancji. I choć teraz chcą zapewnić córce wygodę i dostatek, nie mogą już pokierować jej życiem, bo przeznaczenie każe jej rozpocząć życie tułacze. W pewnym sensie matka i ojciec umierają. Nowymi rodzicami zostają droga i wiatr.

To etap, gdzie na płaszczyźnie fizycznej kobieta wycofuje się z życia, czy to wewnętrznie czy wręcz zewnętrznie. Nie ma ochoty wychodzić z przyjaciółkami na zakupy albo ploty przy kawie. Mechanicznie wykonuje czynności w pracy. Rozstaje się z wieloletnim chłopakiem. Wyłącza telefon, TV i radio. Kiedy otoczenie niepokoi się o nią, po prostu wzrusza ramionami. Nie chce się jej tłumaczyć. Jak wytłumaczyć komuś, że widzi się o wiele więcej niż on? Jak powiedzieć komuś, że wyrosło się dwie głowy ponad niego? Jakby zostało to przyjęte przez osobę o przeciętnej kondycji umysłowo – emocjonalnej? Więc milczy się i przygląda z dystansem na szefa wylewającego swoją złość na Bogu ducha winnych pracowników, koleżanki chwalące się dziećmi czy rodzinę gadającą przy grillu o tym, co z głębszego punktu widzenia jest zupełnie zbędne. Oni są w jej krajobrazie, ale nie na jej drodze. Mija ich, ale nie zatrzymuje na nich uwagi większej niż potrzebna do codziennych czynności. Jest osłabiona brakiem rąk, ale wewnątrz zdeterminowana i nieugięta. Nie da się odrąbać jej duszy. Wyruszamy więc w głąb, do innego świata, pod inne niebo, by poczuć nieznany grunt pod stopami. Ale w tej podróży jesteśmy bezradne, bo pozbawiono nas rąk, nie mamy czym chwytać, podeprzeć się, trzymać, wyczuwać drogi przed sobą (…)Bohaterka nie ma wstępu do szczęśliwych rodzin z mijanych wiosek, wędruje w chłodzie, z dala od ciepłych izb. Takie jest teraz jej życie. Jest to żywa metafora kobiety w podróży. Staje się jakby nieczuła, niewrażliwa na życie toczące się wokół niej. Zgiełk świata do niej nie dociera, kupcy i kramarze, cały olśniewający cyrk zewnętrznego świata chwieje się i wali w proch, kiedy schodzi coraz głębiej do świata podziemi. Następuje to, o czym wspominałam już w Czasie Powrotu Słońca: wizyta w krainie ciemności, do której zstąpienie jest czymś naturalnym i potrzebnym.

Taka wędrówka bez odpoczynku i wsparcia wyczerpuje. Dziewczyna znowu jest zaniedbana, brudna i głodna gdy dociera do tajemniczego sadu. Pomaga jej osuszający fosę duch w bieli, istota ze świata niematerialnego, która prowadzi ją tam gdzie może się posilić odpowiednim dla niej pokarmem. Postać przewodnika czy łącznika między światami pojawia się w historiach starożytnych (Hermes, Charon) i średniowiecznych (Beatrycze czy Wergiliusz u Dantego), to on bezpiecznie wprowadza w sfery niedostępne i niebezpieczne dla zwykłych zjadaczy chleba. Sad, do którego prowadzi ją tajemniczy przewodnik, nie jest zwykłym sadem. To sad królewski, a owoce w nim rosnące mają magiczną moc. Do tego miejsca nie można trafić ot tak, po prostu, jest pilnie strzeżone. Dziewczynie udaje się wejść do niego, bo jest przez to miejsce rozpoznana jako swoja istota, która ma prawo tam przebywać. Grusza sama nachyla się do niej i pozwala jeść owoce, symbol żywotności, rozkwitu i płodności (w miąższu jest ukryta pestka, zarodek następnego drzewa, tak jak w kobiecie już w chwili narodzenia znajdują się jajeczka, z których może potem powstać nowe życie). Baśń wskrzesza pamięć o bardzo starej obietnicy, że podczas wędrówki przez podziemną krainę nie zabraknie pożywienia, mimo że panuje mrok, mimo że czujemy się tam zagubione. Pośród niewiedzy, ciemności, nieomal ślepoty, jest przy nas Coś, jakaś nieokreślona obecność dotrzymująca nam kroku. Czy idziemy w prawo czy w lewo, towarzyszy nam, wspiera, toruje drogę.

FAZA IV – MIŁOŚĆ W PODZIEMNYM ŚWIECIE

W sadzie dziewczyna spotyka Ogrodnika, Maga i Króla, wszyscy trzej symbolizują dojrzałe aspekty męskości.

Ogrodnik jest tym, który sprawuje kontrolę nad cyklami twórczymi  psychiki, rozumie je i podąża za nimi, pomagając rozkwitać. To on zasiewa ziarno, nawozi, przycina zeschłe pędy, zbiera plony i przygotowuje do odpoczynku.

Król jest tym, który sprawuje kontrolę nad siłą i wytrwałością, ma umiejętność wcielania w życie tego, co podpowiada mądrość. Nie waha się, działa przemyślanie i stanowczo, chociaż nie przeszedł jeszcze takiej próby jak Bezręka Dziewczyna. To solidny i wytrwały partner, który pójdzie za nią dosłownie na koniec świata.

Mag jest tym, który sprawuje kontrolę nad zdolnością głębokiego wglądu, intuicji i jasnowidzenia. To on wyprowadza tę instynktowną sferę na zewnątrz, pomaga się komunikować i porozumiewać.

Wszyscy trzej są przyjaźnie nastawieni do dziewczyny, nie przerażają ich ani kikuty jej rąk, ani zaniedbana postać, na której odcisnęły się zmęczenie i trudy tułaczki. To mądra, dojrzała strona męskości, która widzi więcej, nie zniechęca się i potrafi stale regenerować. Król zobowiązuje się wziąć dziewczynę pod opiekę, żeni się z nią i wprowadza do domu swojej matki. Stara Królowa stanowi archetyp staruchy, źródła wyższej mądrości, jaki w czasach starożytnych reprezentowały boginie takie jak ochraniająca podróżników i władająca magią Hekate czy pomagająca w narodzinach Ixchel. Wśród bohaterów można symbolicznie wyodrębnić męską triadę (Ogrodnik – Mag – Król) odpowiadającą żeńskiej, składającej się z dziewczyny, matki i staruchy*. Ich wspólne zamieszkiwanie w jednej krainie mówi o zjednoczonej, dobrze działającej psychice. Tak więc w podziemnym ogrodzie czeka zgromadzenie potężnych męskich i żeńskich elementów psychiki. Tworzą one coniunctio. Jest to termin alchemiczny oznaczający wyższy, przeobrażający związek substancji o przeciwnych właściwościach. Kiedy te przeciwieństwa się zespalają, następuje aktywacja pewnych wewnątrzpsychicznych procesów. Spotkanie to działa jak krzemień uderzony o skalę, żeby skrzesać ogień. Coniunctio i nacisk przeciwstawnych elementów zamieszkujących tę samą przestrzeń psychiczną powodują powstanie duchowej energii, intuicji i wiedzy.

Coniunctio, figura geomantyczna służąca do najstarszych wróżb

To że gruszki, symbol nowego życia są strzeżone i policzone, oznacza, że po pierwsze: nie każdy ma wstęp do tej krainy, a po drugie, król sprawdza, czy nie pojawił się w niej ktoś nowy, kto przechodzi transformację. Jako syn starej Królowej władającej mądrością jest połączony z dziką naturą, sprawuje opiekę nad dziewczyną, która przebyła długą drogę, aby zawitać do krainy, gdzie się jej oczekuje i gdzie jest już dla niej przygotowane miejsce. Ciekawe, że jego sadu strzeże kolista fosa, tak jak krąg, który dziewczyna wyrysowała dookoła siebie dla ochrony przed Diabłem. Przekroczenie jej jest jak przekroczenie Rubikonu, zostawieniem dawnego życia czy świadomości i wejściem w nowe; dr E porównuje ją do podziemnych rzek w Hadesie czyli Styxu i Lete. Pytana przez Maga, dziewczyna odpowiada, że istnieje w krainie umarłych choć nadal żyje i mimo że znajduje się w świecie to już do niego nie należy. Kiedy kobiety (albo mężczyźni) znajdują się w stanie „podwójnego obywatelstwa”, czasami sądzą błędnie, że złotym środkiem będzie odsunąć się od świata, zostawić ziemskie sprawy, męczące obowiązki, wszystkie uciążliwości, które nie tylko wciąż wzywają, ale i bezbrzeżnie irytują. Nie jest to najlepsza z dróg, ponieważ zewnętrzny świat w takich chwilach jest jedyną liną ratunkową przywiązaną do nogi osoby, która błąka się zagubiona w swej podziemnej pracy. Jest to czas nadzwyczaj ważny — czas, kiedy ziemski świat ma odegrać swą właściwą rolę w równoważeniu ciśnienia „z innego świata” (…) Kobiety w tym stanie często czują niezwykłe podniecenie, podobne do olśnienia na widok wymarzonego mężczyzny. To niesamowity czas, pełen paradoksów, bo jesteśmy nad ziemią, a zarazem pod ziemią. Tułamy się samotnie, a jednak jesteśmy kochane. Jesteśmy ubogie, ale mamy co jeść. Jung określa ten stan jako „napięcie przeciwieństw”, w którym przeciwne bieguny psychiki konstelują jednocześnie, tworząc nową płaszczyznę.

Król żeni się z bezręką włóczęgą, podobne małżeństwa między skrajnie różnymi postaciami zdarzają się w baśniach często: królewicz i Kopciuszek, Piękna i Bestia, rybak i dziewczyna – foka, Iwan Carewicz i zaklęta w żabę Wasylisa Mądra. Podobnie jak w życiu małżeństwa te są trudne i wymagają pokonywania przeszkód, a trwają albo na wieki, albo dopóki obie strony nie nauczą się czegoś istotnego.

Dziewczyna otrzymuje srebrne protezy, dzięki którym odzyskuje w pewnym stopniu sprawność i może swobodniej działać. Ten motyw również jest znany od starożytnych czasów, najpopularniejszą postacią, która została okaleczona i używała protez jest Hefajstos (łac. Wulkan), bóg kowali i rzemieślników. Zrzucony przez Zeusa z Olimpu kuleje, ale nie poddaje się smutkowi i bezradności. Wykuwa sobie najpierw kule ze złota, a potem dwa posągi w kształcie dziewcząt służebnych będących w stanie samodzielnie się poruszać i podpierających go przy chodzeniu. Hefajstos i dziewczyna ze srebrnymi dłońmi są archetypowym rodzeństwem — oboje mają rodziców, którzy nie rozumieją ich wartości. Takie przykłady znajdziemy nie tylko w starożytności, ilu bogów germańskich jest okaleczonych, a mimo tego całkiem sprawnie funkcjonuje! Chociażby najważniejszy, ojciec bogów, Odyn, który sam wyłupia sobie oko po to by poznać runy, magiczne znaki, czy też Tyr, pozwalający wilkowi Fenrisowi odgryźć dłoń by ratować innych. Tracą część ciała, ale oddają ją bez lęku, bo dzięki temu zyskują coś innego. Na punkcie psychologicznym nie od dziś wiadomo, że tragiczne wydarzenia czy traumatyczne przeżycia pozwalają (choć nie gwarantują) osobie spojrzeć głębiej i rozumieć więcej w kontaktach międzyludzkich. Dzięki temu, że sama przeszła labirynt, pomaga przejść przez niego innym. Nie jest przypadkiem, że ludziom jednookim, kalekim, chromym czy w jakiś inny sposób ułomnym przypisywano od wieków nadprzyrodzoną wiedzę i zdolności. Ich kalectwo lub odmienność wcześnie pozwala im rozbudzić te obszary psychiki, które normalnie są zarezerwowane dla ludzi sędziwych.

Mogę potwierdzić wszystko to co mówi dr E do tego momentu. Moje dłonie nie zostały odcięte nagle, raczej były precyzyjnie odcinane skalpelem przez wiele lat, nerw po nerwie, mięsień po mięśniu, żyła po żyle, tętnica po tętnicy, aż w końcu nie zostały nawet kości. Wykrwawiałam się psychicznie, cierpiałam w milczeniu i płakałam wewnątrz. Byłam zaszczuta i bezradna do tego stopnia, że panicznie bałam się wychodzić z pokoju. Cała ta psychiczna katorga trwała latami, stanowczo zbyt długo, ale w pewnym momencie zaczęłam uczyć się jak sobie radzić, dostrzegać mechanizmy, odnajdywać materiały, ostrożnie je badać, potem przerabiać aż w końcu założyłam swoje własne srebrne protezy. W wielu dziedzinach życia nagle przestałam być bezradna. Chorobliwa nieśmiałość, jąkanie się i paniczna obawa przed wystąpieniami publicznymi ustąpiły niemal całkowicie do tego stopnia, że bez problemów pracuję teraz z ludźmi (prowadzę  ćwiczenia ze studentami). Obawa przed wyśmianiem, uparte dążenie do udowodnienia własnej racji i kłótliwość przeszły dzięki dobrej lekturze (znowu polecam tu m.in. blog Świat Ducha), samoobserwacji oraz obniżeniu roli ego w działaniu. Naturalnie bystry intelekt, łatwość nauki i dobra pamięć pogłębiły się jeszcze kiedy zaczęłam poważnie interesować się psychologią, duchowością i filozofią. Niechęć do ciała i samoocena dorównująca ujemnością Rowowi Mariańskiemu przestały być problemem, kiedy zmieniłam image i nagle okazało się, że moimi atutami są uroda, urok oraz wyjątkowo młody wygląd. Udało się. Stworzyłam siebie od nowa. Jednak dzięki temu wszystkiemu wiem również, że o ile w pewnych dziedzinach życia potrafiłam się odnaleźć, to niektóre pozostają (i chyba raczej pozostaną) dla mnie zamknięte.

Srebrne ręce pomagają manewrować w codziennym życiu, ale to nadal protezy. Można dzięki nim radzić sobie w pracy, w codziennych kontaktach z ludźmi i w tych bardziej powierzchownych relacjach. Natomiast w kontaktach wymagających zaufania i miłości nie wystarczają. Tutaj potrzeba prawdziwych, żywych kończyn, jakie odrastają dzięki zaufaniu oraz sprzyjającemu środowisku. Przyznaję, że dobrze mi z moimi srebrnymi rękami. Na co dzień wystarczają w zupełności, a po takiej ilości rozczarowań emocjonalnych, jakie przeżywałam praktycznie od dzieciństwa czuję się wypalona uczuciowo. Na poziomie praktycznym nie ma problemu: mogę pracować, mam zainteresowania, chętnie pomagam jeżeli tylko mogę, ale myśl o głębszych niż przyjaźń relacjach wywołuje w moim wnętrzu od razu stanowczy sprzeciw, bo w podświadomości mam głęboko zakodowane, że przynoszą one ból i rozczarowanie. Tak jak ktoś kiedyś określił miłość jako włożenie w dłoń ukochanej osoby sztyletu z nadzieją, że nas nim nie ugodzi w serce. Skoro tyle razy zostałam ugodzona to po co ryzykować po raz kolejny? Bo aby dłonie mogły odrosnąć trzeba odłożyć srebrne protezy do skrzyni i wystawić się ponownie na ryzyko bezradności, a do tego nie potrafię dopuścić. Nie twierdzę, że to dobrze i nie zachęcam nikogo aby brać ze mnie przykład. Twierdzę tylko, że to jest właśnie faza w której się znajduję i czuję się bezpiecznie w moim podziemnym sadzie. Może kiedyś wyruszę w dalszą drogę, nie wiem, niczego nie da się przewidzieć. Jednak nawet gdybym miała tu pozostać, to jestem przekonana, że srebrnymi protezami także można zdziałać wiele dobrego. Teraz, kiedy bezręka dziewczyna zbliża się do końca swej czwartej pracy, mogłybyśmy powiedzieć, że jej zadania w podziemnym świecie zostały wypełnione, ponieważ uczyniono ją królową życia i śmierci. Jest księżycową istotą, która wie, co dzieje się w nocy, nawet samo słońce musi przejść przez jej mroki, by o świcie wyłonić się spod ziemi. Ale to jeszcze nie lysis (ostateczne rozwiązanie). Jesteśmy dopiero w połowie transformacji, w miejscu dostąpienia miłości, lecz przed nami wciąż powolny skok w kolejną otchłań. Idźmy więc dalej.

plate1

FAZA PIATA – UDRĘKA DUSZY

Zaślubiny się dokonują i przez chwilę Król, Młoda Królowa oraz Królowa – Matka żyją ze sobą razem tak jak powinny ze sobą współistnieć zintegrowane elementy psychiki. Jednak wkrótce Król wyrusza na wyprawę i pozostawia ciężarną żonę pod opieką matki. Co ciekawe, motyw odejścia bohatera niedługo po rozpoczęciu związku pojawia się w wielu opowieściach (jak chociażby w Sinobrodym), ponadto od czasu do czasu animus ma prawo zmęczyć się i stracić czujność tak jak była o tym mowa w Trzech Złotych Włosach. Młoda Królowa spodziewa się dziecka, a zatem żegna stare życie i rozpoczyna nowe. Dla wielu osób ten symboliczny motyw przejawia się w jak najbardziej realnym życiu, gdy nagle zaczynają interesować się czymś zupełnie nowym, odkrywają dotychczas zaniedbywane aspekty życia, podejmują ważne decyzje, ale również gdy porzucają długotrwałe związki, zapisują się na dawno odkładane studia czy ruszają w podróż, o jakiej zawsze marzyli. Często te pragnienia były tak głęboko spychane do podświadomości, że wytryskują z impetem gejzera i trudno je pohamować. Tego, za czym głęboko tęsknimy, nie zaspokoi żaden partner, praca, pieniądze, nowy kosztowny przedmiot. Tęsknimy wszak za innym światem, za światem, dzięki któremu żyjemy jako kobiety. A dziecko-Jaźń, którego oczekujemy, rodzi się właśnie za sprawą oczekiwania. Podczas gdy żyjemy i pracujemy nad sobą w podziemnym świecie, dziecko rozwija się w naszym łonie i wkrótce przyjdzie na świat. W tym czasie sny kobiet przeważnie zapowiadają narodziny; kobiety w dosłownym sensie śnią o nowym dziecku, nowym domu, nowym życiu.

Kiedy następuje szczęśliwe rozwiązanie, Królowa – Matka wysyła posłańca do Króla, jednak znowu szyki miesza Diabeł, podmieniając wiadomości. Podobnie jest w życiu, nawet jeżeli nasza psychika staje się dobrze uformowana i zintegrowana, przy braku męskiego elementu sprawczego i obronnego, może zapaść w sen i nie dostrzec zagrożenia. Biegnący posłaniec, który ma umożliwić komunikację między dwoma głównymi komponentami nowej psychiki, nie potrafi jeszcze przeciwstawić się destrukcyjnej kuszącej sile w psychice (…) Ten błąd popełniają wszystkie kobiety, nie raz w życiu, ale wielo­krotnie. Zapominamy o istnieniu diabła. Triumfalna nowina: „Królowa urodziła śliczne dziecię” zostaje podle wypaczona: „Królowa urodziła półpsa”. Istnieje podobna wersja baśni, gdzie zmieniona wiadomość brzmi jeszcze bardziej dosadnie: „Królowa urodziła półpsa, ponieważ miała stosunek z dziką bestią w lesie**”. Skąd się wziął ten pies? Oczywiście z Podziemia. Już wspominałam o powiązania tego zwierzęcia z Hekate, boginią podróżnych, rozstai, czarów i ukrytego świata. Jej kult podobnie jak Kory Persefony sięga bardzo odległych czasów, kiedy bóstwa były często przedstawiane jako pół – ludzie, pół – zwierzęta (w mitologii helleńskiej przede wszystkim satyrowie, trytony, centaury etc, nie wspominając nawet o całym panteonie starożytnego Egiptu). Diabeł wie, że jego była ofiara jest teraz związana ze światem podziemnym i przez niego chroniona. Nie potrafi znieść, że nie oddała mu się jako dziewczyna, a teraz jako Młoda Królowa znalazła schronienie, do którego on nie ma dostępu i otoczona jest osobami, które nie słuchają jego rozkazów. Diabeł nie znosi sprzeciwu i nie przestanie nękać skoro pragnie zemsty, więc wykoślawia faktyczny stan rzeczy wysyłając fałszywą wiadomość. Na pewno wszyscy się z tym spotkaliśmy. Możemy mieć jak najlepsze intencje, możemy być pełni dobrych chęci, ale zawsze znajdzie się dookoła nas Diabeł w umysłach, świadomości czy słowach innych osób. Możesz przyjść do pracy w ubraniu, które uważasz po prostu za w miarę eleganckie, ale jakaś współpracownica i tak syknie do ucha innej, że się wystroiłaś. Tak już jest. Od wpływów Diabła nie uciekniemy, będzie się czaił w naszym otoczeniu. O ile mamy szczęście to niektórzy będą nas kochać za to kim jesteśmy, ale znacznie częściej będą nas kochać za to co możemy dla nic zrobić, niektórzy będą nas lubić bez żadnych głębszych uczuć, a niektórzy nigdy nas nie polubią ani nie zaakceptują. Tak już jest. Choćby się było najsłodszym, najbardziej dojrzałym i soczystym jabłkiem to zawsze znajdzie się ktoś komu jabłka nie smakują albo ma na nie alergie. Kobieta, przechodząc proces nauki w podziemnym świecie, staje przed psychicznym faktem, że kiedy rodzi się coś pięknego, jednocześnie rodzi się zło, zazdrość, brak zrozumienia, pogarda, nawet jeśli tylko chwilowo. Nieustępliwi przeciwni­cy obrzucają nowe dziecko kalumniami, potępiają, znieważają. Naro­dziny nowości powodują, że kompleksy negatywnego ojca i negatyw­nej matki oraz inne nieprzychylne istoty wyłaniają się z psychicznych otchłani i w najlepszym razie ostro krytykują nastały porządek, a w naj­gorszym — próbują pozbawić kobietę i jej nowe potomstwo idei, życia i marzeń. I znowu można odnieść się tu do mitologii. O ojcach Sedny i Kobiety – Szkieletu z legend inuickich była już mowa, ale motyw okrutnego ojca pojawia się także w opowieściach helleńskich, czy jest to Uranos zamykający synów w Tartarze, czy Kronos – Saturn pożerający dzieci czy Zeus zrzucający je z Olimpu – to wszystko personifikacje elementu, który nie ma świadomości, ale niestety, ma władzę. Na tej samej zasadzie działa wg Junga komplex – to zespół uczuć i myśli zakodowanych w podświadomości i pomniejszających naszą wartość, które dyktują nam jak się zachowywać. Ego nie ma bladego pojęcia o ich istnieniu, jest przekonane, że wyłącznie ono nami kieruje, potrafi nawet racjonalnie wytłumaczyć dlaczego działa tak a nie inaczej, gdy tymczasem w rzeczywistości wodze powozu trzyma z tylniego siedzenia mały, wredny komplex. Jedynym lekiem na niego jest świadomość. Nie ma innego wyjścia jak samoobserwacja i uważność. Przywołując słynny cytat Carla Gustava: Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem.

Diabeł jest jeszcze bardziej perfidny niż Sinobrody, jako że nie ogarnia go żądza natychmiastowego zabijania. Jego działanie jest przebieglejsze, bo wykrzywiające rzeczywistość tak jak rozbite lustro w Królowej Śniegu. Wydaje się nam że mamy wolną wolę, a tak naprawdę wewnątrz cali jesteśmy skrępowani. Istnieje wiele aspektów kultury i zbiorowych myślokształtów odcinających nas od naszej własnej natury, to przede wszystkim, te które narzucają nadmierne i ścisłe standardy takie jak „to sprawia, że jesteś kobietą”, „to sprawia że jesteś mężczyzną”, „to sprawia, że jesteś Polakiem, etc. Diabeł w kul­turze i wewnątrzpsychiczny prześladowca, tnąc, ćwiartując, zamazując, podcinając korzenie, zasklepiając otwory, sprawia, że całe pokolenia kobiet przejęte strachem błąkają się, nie mając pojęcia, co się z nimi dzieje, nie zdając sobie sprawy z utraty własnej dzikości, która mogłaby przed nimi odsłonić całą prawdę. Demon żąda od Królowej – Matki by zachowała język oraz oczy dziewczyny; najpierw odebrał jej dłonie by nie działała, teraz pragnie jeszcze więcej, chce by nie patrzyła i nie wyrażała się, bo w ten sposób stanie się mu uległa i będzie postępowała według jego zasad.

Diabeł postępuje wyjątkowo przebiegle: skoro nie ma wstępu do podziemnej krainy i nie może sam zabić Młodej Królowej to chce to zrobić rękami osób z jej otoczenia. Jednak bardzo się przeliczy. Król choć zaskoczony reaguje mądrze, ma czułość dla żony i zrozumienie dla sytuacji, jest ostrożny i nie daje się ponieść namiętnościom. Królowa – Matka, personifikacja głębokiej, starej mądrości, zna go dobrze, więc nie daje się nabrać na diabelskie sztuczki, przeczuwa, że coś jest nie tak. Nie „kupuje” tego co Diabeł próbuje jej wmówić, nie daje sobą manipulować. Obydwoje okazują się sprzymierzeńcami Młodej Królowej, pozostają wobec niej lojalni mimo diabelskich intryg. Królowa – Matka zdaje sobie sprawę, że dziewczyna powinna przejść kolejny etap inicjacji i udać się w kolejne miejsce, więc wysyła ją w kolejną podróż, narzucając na twarz zasłonę aby nie została wytropiona i rozpoznana przez Diabła. To jest dla niej czas dojrzewania, nic tak by jej nie przeszkadzało jak głos demona czy byłyby to wściekłe krzyki, czy trujący szept***. Jednak psychika nigdy nie pozostaje w miejscu, więc i Młoda Królowa musi udać się w kolejną wyprawę.

FAZA SZÓSTA – W DZIEDZINIE DZIKIEJ KOBIETY

Trafia do najgłębszej i najdzikszej puszczy, gdzie nie ma wydeptanych żadnych ścieżek i błądzi aż znowu natknie się na białego ducha, który doprowadza ją do gospody. Tam wychowuje się jej dziecko, a jej samej odrastają dłonie. Tak jak sad również i las przedstawia miejsce, do którego dziewczyna, jako personifikacja jabłoni, należy w sposób naturalny. Gospodyni na powitanie oznajmia jej, że dobrze ją zna, podobnymi słowy Baba Jaga przemawia do Wasylisy. Dr E tłumaczy, że dziewczyna nieprzypadkowo spędza tu siedem lat, jest to cykl życiowy kobiety. Metafory, które proponuję, nie są wyczerpujące. Ale na ich podstawie, z tego, co wiemy i przeczuwamy na temat pradawnej wiedzy, może­my zbudować nowe spojrzenie na świat, z jednej strony boskie i ducho­we, z drugiej pożyteczne tu i teraz. Opieram te metafory na empirycznym doświadczeniu i obserwacji, psychologii rozwojowej oraz zjawiskach obecnych w mitach stworzenia, w których znajdujemy najstarsze ślady psychologii człowieka. Fazy te nie są nierozerwalnie związane z wiekiem mierzonym w latach, bo przecież niektóre kobiety w wieku lat osiemdziesięciu wciąż pod względem rozwoju duchowego są młodymi dziewczętami, są czterdziestolatki, które weszły w psychiczny świat istot mgielnych, a dziew­czyny dwudziestoletnie nierzadko mają już tyle blizn po bitwach ile sędziwe staruszki. Przedziały wiekowe nie stanowią układu hierarchicznego, ale po prostu korespondują ze stopniem świadomości kobiety i rozwojem jej życia wewnętrznego. Koniec każdej fazy reprezentuje zmianę postaw, zadań i wartości.

0-7          wiek ciała i marzeń; socjalizacja bez utraty wyobraźni

7-14        wiek rozdzielenia i splatania się rozumu i wyobraźni

14-21        wiek nowego ciała; wiek dziewczęcy; pączkująca, jeszcze skrywana zmysłowość

21-28        wiek nowego świata; nowe życie; poznawanie różnych świa­tów

28-35        wiek macierzyństwa; nauka matkowania sobie i innym

35-42        wiek poszukiwań; matkowanie własnej tożsamości; poszuki­wanie tożsamości

42-49        początek starczej mądrości; odnalezienie swej dalekiej sie­dziby; dodawanie otuchy innym

49-56        wiek podziemnego świata; poznawanie znaczenia słów i ob­rzędów

56-63        wiek wyboru; wybór swojego świata i pracy, jaka została jeszcze do zrobienia

63-70        wiek strażniczki; przewodniczki; przetworzenie całej zdoby­tej wiedzy

70-77        wiek odmłodzenia; pogłębianie wiedzy staruchy

77-84        wiek istoty mgielnej; znajdowanie wielkich rzeczy w małych

84-91        wiek snucia szkarłatnej nici; zrozumienie splotów życia

91-98        wiek eteryczności; mniej słów, więcej istnienia

98-105      wiek pneumy — oddechu, ducha, tchnienia życia, powiewu

105+         wiek nieskończoności

 

Wspomniałam już kiedyś o wieku duszy, mam wrażenie, że podobnie jest tutaj: na początku uczymy się rzeczy podstawowych: jeść, chodzić, wyrażać się etc., potem stopniowo kształcimy się, działamy, pracujemy, przynosimy na świat nowe życie, uczymy je rzeczy podstawowych…Przez pierwszą część życia, podczas tych „ciężkich” cykli, koncentrujemy się na materii oraz ciele, potem te mocne, grube warstwy opadają i coraz bardziej przebijają przez nie dusza i subtelniejsze wymiary osobowości.

Bezręka Dziewczyna uczy się w trakcie pobytu w lesie, a namacalnym tego dowodem jest fakt, że powoli, faza po fazie, odrastają jej dłonie: najpierw to dłonie niemowlęcia, gdy potrafi jedynie imitować innych, potem dziecka, które się uczy, a w końcu dłonie kobiety wcielającej w życie to co już potrafi. Dla mnie osobiście ta faza to ów odległy etap w relacjach z ludźmi (szczególnie w związkach), do którego dochodzą (lub nie) wszystkie osoby, jakie doświadczyły fizycznej, psychicznej czy sexualnej przemocy ze strony otoczenia. Kiedy otworzyło się i zostało zranionym, trudno jest otworzyć się po raz kolejny, a im więcej złych czy wręcz traumatycznych doświadczeń tym bardziej staje się to trudniejsze…czasem wręcz karkołomne i heroiczne. Tak jak to ostatnio obrazowo tłumaczyłam: problem w tym, że po kolejnym zawodzie zaufanie przychodzi coraz trudniej tak jak z dzbankiem – jeżeli rozbije się raz to można poskładać kawałki, posklejać je jakoś i używać dalej, ale potem upadnie drugi raz, trzeci, czwarty…w końcu nie ma co zbierać. A jeżeli zbierało się baty praktycznie od dzieciństwa to, o ile nie miało się szczęścia natrafić na mądrego i dobrego partnera, zawsze nadchodzi ta ostatnia faza. Osoby po ciężkich przejściach czasem nie radzą sobie same z sobą, więc znalezienie partnera/partnerki tak mądrego/mądrej, że byłby/byłaby w stanie pozbierać odłamki, skleić je i używać z taką ostrożnością, aby dzban już nigdy nie pękł graniczy z cudem. Nie twierdzę, że to niemożliwe, ale do takiego procesu potrzeba nie tylko woli ofiary, ale i sprzyjających warunków zewnętrznych. Cytując Allies in Healing Laury Davis: W odpowiednich warunkach 100% osób, które przeżyły traumę jest w stanie całkowicie wyzdrowieć. Są jak nasiona: przy sprzyjających czynnikach takich jak światło, powietrze, ciepło, nawożenie i nawadnianie, wyrastają z nich rośliny. Tak samo jest z ofiarami przemocy, jeżeli tylko ich pragnienie wyleczenia ran trafi na sprzyjający grunt w postaci informacji, biegłych w udzielaniu pomocy osób i bezpiecznego otoczenia, zaczynają rosnąć w taki sposób, o jakim nigdy nawet nie marzyli. Jednak przy braku chociaż jednego z tych warunków, wyrastanie staje się trudne, o ile wręcz niemożliwe.

Do tego trzeba dodać fakt, że osobom, które przeżyły traumę jest naprawdę o wiele trudniej radzić sobie niż przeciętnemu człowiekowi (dobrze o tym wiedzą ci, którzy przeszli przez zaawansowany etap depresji, kiedy nawet ruszenie ręką, wstanie z łóżka czy wyjście z domu są poważnymi wyzwaniami). Napiszę o tym jeszcze, kiedy powrócę do tematu PTSD, teraz ograniczę się tylko do stwierdzenia, że po wyczerpujących emocjonalnie przeżyciach, kiedy ciało zużywało mnóstwo energii na radzenie sobie z sytuacją, bardzo trudno jest odzyskać taki jej poziom, który pozwala na bezproblemowe działanie w codziennym życiu. Biorąc to wszystko pod uwagę, uważam że trzeba nie lada odwagi i mocnych cojones/ovarios, aby odłożyć swoje srebrne ręce do skrzyni i ponownie zaufać. Odrastanie rąk rozumiem jako stan, w którym przeżyta trauma nie przesłania nam już sposobu patrzenia na miłość, związki, rodzinę czy wszystkie te obszary, gdzie zostaliśmy okaleczeni. To stan zaufania do życia i wszystkiego co ze sobą niesie, wiara że nawet jeżeli zdarzy się coś co nas zrani, to uda nam się z tym uporać. Jest to stan nie ignorancji, kiedy nie zdajemy sobie sprawy z zagrożenia, a niewinności, gdy wiemy, że w rzece życia mogą czyhać na nas niebezpieczeństwa, mimo tego nie zostajemy na brzegu i nie boimy się w niej zanurzyć. Ogromną odwagą jest włożyć ponownie nóż do ręki osoby, którą kochamy, ale zapewne jeżeli nas jednak nim nie ugodzi, to radość i spełnienie są ogromne. Niestety, tak jak już powiedziałam, do tego etapu nie doszłam, więc nie mogę wam służyć swoim własnym doświadczeniem. Musimy zrewidować zakorzenione mocno przekonanie, że skoro raz zostałyśmy pozbawione mocy (rąk), to będzie tak już zawsze. Po wszystkich stratach i cierpieniach przekonujemy się, że jeśli wyciągniemy ra­miona, to zostaniemy za to nagrodzone i uda się nam pochwycić najdroższe nam dziecko.

plate2

FAZA SIÓDMA – DZIKA OBLUBIENICA I OBLUBIENIEC

Król powraca z wyprawy. Odkrywa knowania diabła, wpada w rozpacz i przysięga odszukać Królową. Szuka długo i wytrwale, koncentrując się tylko na tym celu, przechodzi przemianę, staje się zaniedbany i upodabnia fizycznie do dziewczyny, gdy ta tułała się po świecie. Tak już jest w psychice, że kiedy przeobraża się jeden jej element, inne nie mogą pozostać takie jak dawniej. Tej osłabionej, poszukującej, odrzuconej przez wszystkich dziewczyny którą poślubił, już nie ma, więc i on musi przejść transformację. Król, by się rozwijać, musi przejść przez cierpienia. Pod pewnymi względami jest częścią podziemnego świata, ale jako wyobrażenie animusu symbolizuje przystosowanie kobiety do życia w zbiorowości — to on przenosi do zewnętrznego świata lub społeczeństwa wszystkie idee, które zgłębiła w podróży. Jednak, by mógł przenieść do zewnętrz­nego świata wszystko to, czym jest i co wie dziewczyna, musi doświad­czyć tego, co ona (…)Jest to jego inicjacja w dziką jaźń, siedem lat zwierzęcego życia na łonie przyrody odziera go ze wszystkich cywilizowanych warstw osobowości. Animus dokonuje autentycznego wysiłku, który przygotowuje go do zamanifestowania duszy-Jaźni kobiety w codziennym życiu.. Dopiero gdy oboje, animus i anima, przejdą swoją inicjację, będą mądrze służyć psychice.

Przykładem najprostszym, jaki przychodzi mi do głowy, są postacie Różyczki i Lulejki z Pierścienia i Róży: oboje są królewskimi dziećmi, którym matka chrzestna Czarna Wróżka (odpowiednik Królowej – Matki) jako prezent urodzinowy nie może ofiarować nic ponad odrobinę cierpienia, wywołując tym oburzenie dworu. Jednak w miarę upływu czasu okazuje się to wielkim darem: ich rodzice tracą trony, oni sami zostają zepchnięci z piedestału do roli służącej i ubogiego krewnego, w tym czasie obserwują i uczą się, aż w końcu każde wyrusza w podróż, która ostatecznie przyniesie im małżeństwo i połączone trony dwóch krajów. Kontrastem jest ich kuzynka księżniczka Angelica, uwielbiana i wychwalana od dziecka, która nie przechodzi próby tak jak oni i wyrasta na próżną egoistkę. Podobnie w Bezrękiej Dziewczynie koniec – początek stanowi ponowny ślub Króla i Młodej Królowej.

 

Traktaty alchemiczne opisują trzy stadia konieczne do transformacji: nigredo — czarne, mroczne stadium rozpadu, rubedo — stadium czerwieni lub ofiary oraz albedo — stadium bieli lub odrodzenia. Pakt z diabłem to nigredo — zaciemnie­nie; odrąbanie rąk stanowi fazę rubedo — krwawej ofiary, natomiast opuszczenie domu w bieli to albedo — narodziny nowego życia. Pod­czas tułaczki bohaterka powraca do nigredo. Ale teraz jej dawne ja należy już do przeszłości, a naga, najgłębsza jaźń staje się potężnym wędrowcem (…)Dziewczyna w baśni kilkakrotnie zstępuje w podziemny świat. Po opanowaniu jednego etapu zstąpienia i transformacji zagłębia się w na­stępny. Te alchemiczne szczeble stanowią pełne cykle, a w każdym z nich następują po sobie nigredo (zagubienie), rubedo (ofiara) i albedo (nadejście światła). Całe to zstąpienie do podziemnego świata, zagubienie, odnalezienie siebie i umocnienie sił obrazuje toczący się przez całe życie proces wtajemniczenia kobiety w odrodzenie dzikości.

 

Wrażliwa dziewczyna o stwardniałych dłoniach
Kręci korbą młyńską
Blada panienka o kruchym wyglądzie
Niesie ból w świat

 Młyn miele smutek
Wyrabia ciasto udręki
Młyn miele smutek
Wytwarza katastrofy

Skoncentrowany tłuszcz niesprawiedliwości
Czy olej z bólu
Mąka z nasion bólu
Zebranych ze żmijowych pól

Czerwona Krew będzie mlekiem
Przyprawami – łzy dziewczyny
Czarne drożdże sprawią, że ciasto wyrośnie
Mroczny duch – że będzie pulchne

Młyn miele smutek
Wyrabia ciasto udręki
Młyn miele smutek
Wytwarza katastrofy

Kiedy ból będzie gotowy
Gdy narodzą się cierpienie i nagłe żale
Młyn będzie nadal mielił
Kolejny raz wywołując zniszczenie

Młyn miele smutek
Wyrabia ciasto udręki
Młyn miele smutek
Wytwarza katastrofy

Korpiklaani Kipumylly (‘Młyn Bólu’)

(tłumaczenie z angielskiego, które jest tłumaczeniem z fińskiego z tej strony)

Anna Srebrnoręka

* Jest to odniesienie do wiary w Wielką Boginię przejawiającą się w trzech aspektach: Dziewczyny, Matki i Staruchy.  Symbolicznie w historii ukazane są wszystkie te fazy: bohaterka jest Dziewczyną w momencie zawarcia paktu z Diabłem, potem Matką gdy rodzi dziecko, a towarzyszy jest stara Królowa jako Starucha.

** Przypomina to mit o Pazyfae, żonie króla Minosa z Krety, którą dotknęła klątwa Posejdona rozgniewanego na jej męża, że nie złożył mu w ofierze pięknego byka. Ogarnęła ją nienaturalna żądza do tego zwierzęcia, zbliżyła się do niego wchodząc do drewnianej krowy przygotowanej przez Dedala i po dziewięciu miesiącach urodziła pół – człowieka, pół – byka Minotaura, który został potem zamknięty w Labiryncie.

*** Dr E sugeruje tu, że zasłona pomaga w osiągnięciu dorosłości: Pod przykryciem, w cieple, pewne procesy zachodzą szybciej i intensywniej. Wiedzą to kobiety na całym świecie. Moja babcia, przykrywając ciasto chlebowe do wyrośnięcia, mawiała, że okrywa je welonem. Sciereczka na drożdżowym cieście i zasłona spowijająca psychikę służą temu samemu celowi. Kobieta, która zstąpiła w głąb siebie, rośnie i dojrzewa. Wszystko w niej potężnie fermentuje. Za zasłoną zwiększa się mistyczne poznanie, wgląd w głąb rzeczy. Zza zasłony wszystkie ludzkie istoty wydają się jak utkane z mgły, a wszystkie wydarzenia, przedmioty stają się nierzeczywiste, jak o brzasku, jak we śnie (…)Na Środkowym Wschodzie znany jest taniec z zasło­nami, a i współczesne muzułmanki zasłaniają twarze. Chusta wiązana pod brodą tradycyjnie noszona we wschodniej Europie oraz trajes w Ameryce Środkowej i Południowej są również formą zasłony. Hinduski noszą zasłony na co dzień, podobnie jak kobiety afrykańskie. Kiedy zastanawiam się nad światem, zaczynam żałować współczesnych kobiet, które nie mają czym zasłonić twarzy. Bo wolna kobieta, używająca zasłony według własnej woli, posiada moc Tajemniczej Ko­biecości. Patrzenie na taką kobietę w zasłonie jest wielkim przeżyciem.

Powiem szczerze, że mam poważne wątpliwości wobec tego założenia. Po pierwsze: w baśni element chusty nie jest związany wyłącznie z pierwiastkiem kobiecym, również król ma na twarzy zasłonę, gdy zasypia w leśnym domu tuż przed zobaczeniem żony i dziecka. Po drugie: z całym szacunkiem, ale jakoś nie widzę, żeby babcie w kufajkach i chustach wiązanych pod brodą dojrzewały do czegokolwiek i żeby miały mistyczne poznanie, wgląd w głąb rzeczy. Również muzułmanki w bardzo zróżnicowany sposób wypowiadają się na temat chust, niektóre noszą je chętnie, ale inne zrzucają je, kiedy tylko mogą. Myślę natomiast, że słowa dr E mają sens tylko wtedy kiedy kobieta narzuca chustę z własnej nieprzymuszonej woli, wolna od nakazów i zakazów kultury. I mówię to jako ktoś kto uwielbia nosić bandanę albo kaptur, aczkolwiek pierwotną przyczyną jest zawsze chęć osłonięcia głowy od słońca i uszu od wiatru wink3. Dlatego odchodzę trochę od pierwotnej interpretacji dr E i traktuję chustę w baśni jako element ochronny na niepewny czas wędrówki i snu.

Zapisz

Jak Radzić Sobie z Zespołem Stresu Pourazowego (PTSD)?

W tym miesiącu nie będę omawiała kolejnej baśni, za to przetłumaczę rady dla osób doświadczających zespołu stresu pourazowego (PTSD z ang. Post Traumatic Stress Disorder), które Dr Estes opublikowała zaraz po grudniowej strzelaninie w amerykańskiej szkole. Myślę, że w Polsce ten temat nie jest szeroko rozpowszechniony i osoby przeżywające ciężkie doświadczenia psychiczne są de facto pozostawione same sobie, dlatego zachęcam do czytania i ewentualnie “podania dalej” jeżeli problem dotyczy kogoś z Waszego otoczenia. Text oryginalny oraz tłumaczenie są objęte licencją Creative Commons, więc nie zapomnijcie o podaniu odnośnika do źródła.

Pozdrawiam serdecznie, mając nadzieję że nigdy nie będziecie potrzebować tych rad.

—————————————————————-

Najpierw trochę o tym czym jest zespół stresu pourazowego na podstawie profilu Ptsd Support and Global Awareness

Rana jest miejscem, przez które wstępuje w ciebie światło. Rumi

Czym jest PTSD?

Zespół Stresu Pourazowego jest utrudniającym normalne funkcjonowanie stanem, który następuje po tragicznym wydarzeniu. Jest to normalna odpowiedź ludzkiej psychiki na sytuację wykraczającą poza granice jej wytrzymałości.  Nie jest to ani choroba, ani stan istniejący przed wypadkiem, chociaż na skutek niedoinformowania oraz braku świadomości społecznej jest często błędnie diagnozowany.  To rana psychiki. Ludzie nie rodzą się z PTSD. Ludzie dotknięci PTSD często cierpią z powodu powracających wspomnień i strachu, który przeżyli, co sprawia, że stają się emocjonalnie odrętwiali zwłaszcza w stosunku do bliskich osób. PTSD, kiedyś nazywane ‘nerwicą frontową’ albo ‘zmęczeniem po bitwie’, po raz pierwszy pojawiło się w masowej świadomości wraz z powrotem z wojny weteranów, ale ten stan może powstać na skutek jakiegokolwiek traumatycznego wydarzenia: wojny, tortur, strzelaniny, gwałtu, katastrofy naturalnej, włamania do domu, ataku terrorystycznego, najazdu, porwania, przetrzymywania, poniżania czy zawstydzania w szkole, przebywania w rodzinie zastępczej, przemocy, ponownego narażenia na traumę, napastowania sexualnego, przemocy domowej, walki wręcz, mobbingu w miejscu pracy, handlu ludźmi, błędu medycznego, wykorzystywania w dzieciństwie, wypadku drogowego, wypadku lotniczego, wypadku kolejowego, napadu, pogwałcenia praw człowieka, bycia przetrzymywanym jako zakładnik, biedy, bycia pozbawionym możliwości decydowania, choroby lub/i kalectwa lub oszpecenia, utraty ukochanej osoby lub innego nagłego i traumatycznego wydarzenia. Może być to również skutek bezpośredniego zagrożenia życia swojego lub bliskiej osoby lub nawet pośredniego uczestnictwa w takim wydarzeniu (jak chociażby bycie świadkiem lub przebywanie w miejscu katastrofy samolotowej).

Jakakolwiek jest przyczyna problemu, osoby z PTSD zazwyczaj na nowo przeżywają traumę czy to w formie koszmarów w nocy, czy wytrącających z równowagi wspomnień w ciągu dnia. Mogą również doświadczać problemów ze snem, depresji, poczucia emocjonalnego odizolowania lub odrętwienia, lub też łatwego wystraszenia się. Mogą tracić zainteresowanie tym, co kiedyś sprawiało im radość i mieć trudności z przywiązywaniem się. Mogą odczuwać poirytowanie, być bardziej agresywne niż wcześniej, a nawet gwałtowne. Niepokój mogą powodować rzeczy, które przypominają im o incydencie, co sprawia, że unikają pewnych miejsc lub sytuacji wywołujących w nich te wspomnienia. Szczególnie trudne są rocznice wydarzenia.

PTSD może wydarzyć się w każdym wieku, również w dzieciństwie. Zaburzeniom towarzyszą również często depresja, nadużywanie alkoholu lub narkotyków albo niepokój. Symptomy mogą być łagodne lub ciężkie—osoby dotknięte potrafią łatwo ulegać irytacji czy szybko wybuchać gniewem. W ciężkich przypadkach mogą mieć trudności z pracą i życiem towarzyskim. Zazwyczaj symptomy są cięższe, jeżeli przyczyną traumy było wydarzenie spowodowane przez innego człowieka takie jak gwałt (a nie wywołane przez przyrodę jak np. powódź).

Zwyczajne sytuacje mogą przywoływać uraz na nowo i wyciągać z pamięci obrazy, o jakich wolałoby się zapomnieć. Takie retrospekcje potrafią sprawić, że osoba traci kontakt z rzeczywistością i ponownie przeżywa wypadek przez kilka  sekund,  godzin lub, w rzadkich przypadkach, dni. Retrospekcje mogą pojawiać się w formie obrazów, dźwięków, zapachów lub odczuć i powodują, że osoba cierpiąca na PTSD wierzy, iż to wszystko ponownie ma miejsce.

Nie każda osoba, która przeżyła traumę ma pełne objawy PTSD czy w ogóle doświadcza PTSD. PTSD jest diagnozowane tylko wtedy, gdy symptomy trwają dłużej niż miesiąc. W przypadku osób dotkniętych PTSD, symptomy zazwyczaj występują w ciągu 3 miesięcy od incydentu, a przebieg różni się w zależności od indywidualnych przypadków. Niektóre osoby powracają do zdrowia w ciągu 6 miesięcy, u innych objawy trwają o wiele dłużej. Czasami stan ten może być przewlekły. Może zdrzyć się również tak, że PTSD pozostaje w uśpieniu aż ujawnia się wiele lat po traumatycznym wydarzeniu.

Oryginał znajduje się tu .

ptsd

—————————————————————-

Dr. Clarissa Pinkola Estes

Drogie Dzielne Dusze: Jeżeli dotyka cię nagła tragedia, przeczytaj to co mam do powiedzenia. Jestem psychoanalitykiem i specjalizuję się w pomocy psychologicznej po nagłych wypadkach oraz urazach.  Służyłam pomocą ofiarom trzęsienia ziemi w Armenii, strzelaniny w liceum w Columbine oraz społeczności związanej z tą szkołą w ciągu trzech lat od masakry i nadal pracuję z rodzinami ofiar zamachu na World Trade Center na obydwóch wybrzeżach. Na podstawie tych doświadczeń stworzyłam specjalny protokół pomocy psychologicznej dla osób dotkniętych PTSD.

Zawarłam kompletny protokół w formie listu, który przygotowałam dla celów szkoleniowych zarówno dla terapeutów jak i osób uczestniczących w tragedii w sposób pośredni jako świadkowie czy niosący pomoc. Miałam na względzie wsparcie dla nich samych oraz dla innych osób dotkniętych stresem pourazowym w miejscu katastrofy.

List jest adresowany do ofiar, ocalałych, naocznych świadków, ich rodzin, pracowników, pomagających,  ratowników oraz innych osób, których ten problem dotyczy.

Wskazówki w liście mają zastosowanie dla wszystkich, którzy odnoszą wrażenie, że ich umysły i serca są znieczulone po tragedii. Zawarłam w nim wszystko co w ciągu 43 lat mojej praktyki klinicznej uznałam za użyteczne, efektywne, godne zaufania i sprawdzone  sposoby wychodzenia z traumy. Możecie przeczytać na spokojnie całość albo fragmenty, albo nie czytać w ogóle. Ale pamiętajcie, że na świecie jest mnóstwo innych dusz, które nie znając ciebie ani nie wiedząc gdzie się znajdujesz, myślą o tobie i mają cię na uwadze w swoich modlitwach.

WYCHODZENIE Z TRAUMY  ORAZ NORMALNE REAKCJE NA NAGŁY WSTRZĄS, WYPADEK, UTRATĘ, URAZ I KATASTROFĘ
autorstwa Dr Clarissy Pinkoli Estés

Każdy inaczej reaguje na nagłe wstrząsy czy katastrofy w zależności od stanu zdrowia, wewnętrznej konstrukcji emocjonalnej, danego momentu w życiu i codziennych wyzwań. Dlatego symptomy, które wynikają z szoku mogą różnić się w zależności od osoby.

Jeżeli należysz do kręgu osób powiązanych uczestnictwem w nagłym wydarzeniu czyli jesteś naocznym świadkiem, udzielasz pierwszej pomocy, jesteś jedną z osób najwcześniej reagujących i wzywających pomoc, ofiarą, ocalałym, jeżeli straciłeś/-aś ukochaną osobę lub twój ukochany/-a był w miejscu zagrożenia albo też został poważnie ranny/-a; jeżeli sam zostałeś/-aś dotknięty/-a nagłą tragedią; jeżeli jesteś wojskowym, strażakiem, pracownikiem, osobą zawodowo pomagającą innym, policjantem, ratownikiem, przypadkowym przechodniem udzielającym pomocy, reporterem, fotografem lub w inny sposób przeżywasz tragedię, możesz zaobserwować u siebie charakterystyczne objawy.

Są to normalne reakcje na nagły wstrząs związany z wydarzeniem bezpośrednio dotykającym spraw życia i śmierci oraz nagłych zmian losu. U osoby uczestniczącej w takim wypadku szoku doznają ciało, umysł i serce, a także, jak wierzą niektórzy, również duch i dusza.

Dzieje się tak dlatego, że szokującym jest widzieć przy pełnej świadomości, jak w ułamku sekundy niespodziewanie, często na początku wręcz spokojnie, pojawia się śmierć i szybko, bezwarunkowo zbiera żniwo. Bycie świadkiem czegoś takiego uderza w każdą istotę obdarzoną sercem i duszą.

Oto najczęstsze symptomy, z jakimi spotkałam się w mojej 41-letniej praktyce klinicznej związanej z wychodzeniem z traumy oraz wskazówki, jak się z nimi uporać.

Reakcje Fizyczne:
o Zakłócenia snu, również niemożność zaśnięcia
o Ospałość, zbyt długi sen
o Wyczerpanie, poczucie zmęczenia
o Zmiany apetytu, problemy trawienne
o Poczucie odrętwienia
o Płacz, często bez świadomości co jest jego powodem
o Potrzeba przytulania i bycia przytulanym/przytulaną
o Koszmary, lęki nocne
o Utrata pamięci
o Drżenie, wewnętrzne lub zewnętrzne
o Wymioty
o Arytmia serca
o Kłujący ból w sercu, nie wywołany zaburzeniami zdrowotnymi a żalem
o Kłujący ból w kościach, nie wywołany zaburzeniami zdrowotnymi a żalem
o Ból głowy, stan przedmigrenowy, migrena

Reakcje w Zachowaniu:
o Hiperakywność
o Trudności z koncentracją
o Zamykanie się w sobie
o Chęć odejścia lub ukrycia się
o Mówienie bez ładu i składu
o Wystraszanie się zarówno będąc przebudzonym jak i we śnie
o Izolowanie się, chęć bycia samym/samą
o Pragnienie by po prostu usiąść i wpatrywać się przed siebie
o Próba pomagania w każdy możliwy sposób aż do wyczerpania
o Pragnienie pozostania na miejscu wydarzenia
o Nadmierna czujność, patrzenie, słuchanie, niemożność odpoczywania

Reakcje Psychologiczne:
o Utrata poczucia czasu
o Uczucie rozdygotania i bezradności
o Wrażenie, że to nie dzieje się w naprawdę, jakby to był sen
o Niemożność przypomnienia sobie sekwencji wydarzeń albo odtworzenia tego co się robiło
o Uczucie, że straciło się przyszłość
o Potrzeba pocieszania i bycia pocieszanym/pocieszaną psychologicznie
o Przekonanie, że nie należy płakać
o Chęć krzyczenia albo krzyku i szlochu jednocześnie
o Niemożność zwracania uwagi na cokolwiek, co nie ma związku z tym wydarzeniem
o Retrospekcje
o Koszmary
o Natrętne myśli wywołujące niepokój
o Przesadne reakcje na łagodne lub umiarkowane bodźce
o Powracające sny
o Straszliwy gniew
o Złamane serce
o Niepewność jutra
o Uczucie strachu
o Poczucie winy
o Poczucie, że nie można przestać płakać
o Niezwykła rezerwa, zachowywanie się jakby nic szczególnego się nie wydarzyło
o Obwinianie innych, jednostek, grup, mogą być to gwałtowne wybuchy
o Wyraźna frustracja tym, że wszystko zabiera dużo czasu
o Wyraźna frustracja pracą ratowników, biurokracją, okazywana każdemu kto próbuje pomóc
o Wyraźna frustracja tym, że osoby, które obiecały pomóc tego nie robią, tym, że – jak się wydaje – ktoś nie mówi całej prawdy albo – jak się wydaje – zatrzymuje dla siebie istotną informację, albo źle informuje nie mówiąc wszystkiego co wie, albo tym, że mówi banały czy zachowuje się protekcjonalnie
o Ciągnące się gwałtowne wizje
o Powtarzające się napady paniki
o Depresja w formach od łagodnej do głębokiej
o Amnezja
o Przekonanie, że nikt nigdy nie zrozumie, że nikt nie może pomóc
o Utrzymywanie w sekrecie tego, co mogło się wiedzieć wcześniej
o Obwinianie się
o Głęboka obawa przed słuchaniem kolejnych strasznych informacji
o Awersja do filmów, radia, telewizji, wszystkiego co przedstawia katastrofę

Reakcje duchowe
o Potrzeba pocieszania i bycia pocieszanym/pocieszaną duchowo
o Kwestionowanie Boga, bycie wściekłym na Boga
o Niechęć do słuchania jakichkolwiek porad duchowych
o Wielkie pragnienie słuchania porad duchowych
o Poczucie, że Bóg wszystkich opuścił
o Poczucie, że Bóg jest bliżej niż kiedykolwiek
o Ciągłe modlenie się za siebie, za innych, za wszystkich

Są to normalne reakcje i potrafią być bolesne. Na szczęście nikt nie odczuwa ich wszystkich naraz, a niektóre, takie jak częstsze niż zazwyczaj modlenie się mogą być dla wielu osób pomocne. Przechodzenie przez te objawy wstrząsu, próby zrozumienia co się dzieje z ciałem i duszą pod ich wpływem, próby radzenia sobie z nimi, zaczynanie od najważniejszych rzeczy – to wszystko jest nieodłączną częścią procesu leczenia.

Nikt nie jest w stanie od razu pozbyć się wszystkich tych myśli i uczuć, choć bardzo bym tego pragnęła, bo wiem jak bardzo rozdzierają serce, umysł, duszę oraz ducha i sprawiają, że ludzie czują się jakby byli w połowie martwi i znajdowali się w stanie ciągłego strachu.

Jednak w miarę upływu czasu, wiele z tych objawów mija. Najważniejszym jest wiedzieć jak wspomagać w sobie naturalne procesy leczenia po zawirowaniach losu, które tak głęboko nas dotknęły. Kiedy jakiś czas temu straciliśmy naszego pierwszego wnuka i sami powoli podążaliśmy tą bolesną drogą z krainy umarłych, jedna z najkrótszych prawd o wychodzeniu z takiej traumy, padła z ust mojej ukochanej córki, która dobrze to podsumowała: Nigdy nie uwolnimy się od poczucia dojmującej straty, jednak uczymy się z nią żyć.

I tak z całą pewnością będzie również i z tobą. Odnajdziesz sposób by znowu żyć pełnią życia, a traumatyczne wydarzenie znajdzie się w tle twojej codzienności, nie na pierwszym planie. Zauważysz, miesiąc po miesiącu, że tak właśnie się stanie. Niektórzy od razu po tragedii wiedzą co myślą i czują. Inni są otępiali i mogą nie zdawać sobie sprawy jak poradzić sobie z wypadkiem i z samymi sobą jeszcze długo po wypadku.

Nie szkodzi. Ta wiedza przyjdzie. Pomożesz sobie uważnie przyglądając się swojemu wnętrzu. Jeżeli nie czujesz się na siłach podejmować decyzji, poproś tych, którym ufasz aby ci pomogli.

Jeżeli dotknęła cię katastrofa czy tragedia i czujesz wewnętrzne odrętwienie, to pamiętaj, że wywołała je twoja psychika aby chronić cię, zmiękczyć na jakiś czas, abyś mógł/mogła przebrnąć przez wydarzenia, które cię przybiły i wykonywać chociaż te czynności potrzebne na co dzień.

Przez pierwsze dni po tak olbrzymim wstrząsie, może wydawać ci się, że czas się zatrzymał. Że to wszystko jest nierealne. Może ci się wydawać, że już cię tu nie ma tak jakbyś był/-a martwy/-a lub znieczulony/-a. Dzieje się tak dlatego, że nadmierny strach czy groza wytrącają nas z naszego zwykłego trybu życia i na jakiś czas zamykają.

Dla tych, których nagle dopadł niespotykany na co dzień strach i/lub stracili ukochaną osobę, krewnego czy miejsce zamieszkania, stan ducha jakiego doświadczają  śmiało można nazwać ‘zejściem’. Wielu wydaje się jakby zatrzasnęła się za nimi wielka żelazna brama i czują, że życie nie będzie już takie jak wcześniej.

Ale jednak bądź pewien/pewna, że już wtedy toczy się w głębi ciebie wewnętrzny proces leczenia, a upływający czas jest jego pośrednim partnerem. Strach, groza i żałoba są procesami, które mają początek, środek i może nie tyle koniec, co moment uwolnienia od ciężaru nie pozwalającego ruszyć naprzód.

W końcu poczucie bezradności, zmęczenia, nadmiernej czujności, oporu i smutku oraz ‘nie rozumienia’ niknie i łagodnieje. Stopniowo będziesz znowu żyć z dnia na dzień, śmiać się i kochać życie … tak właśnie się stanie. Nie w tym momencie. Ale się stanie.

Z upływem czasu coraz mniej będziesz powracać w czasie do tamtych wypadków i coraz krótsze będą momenty strachu czy żałoby. Przerwy między tymi epizodami będą coraz dłuższe. Każdy epizod ‘nagłego przypomnienia sobie’ będzie nadal bardzo intensywny, ale coraz krótszy. Jednak tak jak już powiedziałam większość z nas nigdy nie przeboleje czegoś co sprawiło, że nasze serce roztrzaskało się na kawałki. Możemy tylko nauczyć się z tym żyć.

Uczymy się żyć z następstwami ciężkich wstrząsów i niepowetowanych strat. Uczymy się żyć ze zmianami jakie zaszły po traumatycznym wydarzeniu, które na jakiś czas zabrało nam normalną codzienność, a czasem nawet chęć życia.

Jednak wrodzona Siła Życia zawsze wysyła nam silne impulsy, aby odżyć i być szczęśliwym. Siła Życia jest potężna niezależnie od tego jak słabi my sami się czujemy w danym momencie. Pomoże nam odszukać na nowo znaczenie, a często także nowe powołanie w życiu, kiedy będziemy powoli odnajdywać się w rzeczywistości i odzyskiwać siły witalne oraz energię. Ta chwila nadejdzie.

Proszę zastosuj się albo do wszystkich, albo do wybranych sposobów pomocy samemu sobie, jakie wymieniam poniżej. Pamiętaj też, że wiele oddalonych i nieznanych ci osób wraz z twoimi bliskimi wspiera cię właśnie teraz słowami modlitwy aby twoja dusza odnalazła drogę do normalności i stała się ponownie całością.

CZYNNOŚCI PRZYDATNE PRZY POWRACANIU DO FORMY
– W ciągu pierwszych dni albo gdy tylko dasz radę, wykonuj wyczerpujące ćwiczenia fizyczne na przemian z odpoczynkiem. Postępuj tak codziennie. To pomoże złagodzić niektóre reakcje fizyczne i pozwoli twojemu ciału rozładować napięcie fizyczne oraz emocjonalne, które będą narastać w ciągu nadchodzących dni.

– Staraj się czymś zająć, nie siedź bezczynnie. Uczucia gniewu, smutku, osierocenia i oszołomienia czy wypieranie zbyt trudnych przeżyć to normalne reakcje. Nie wmawiaj sobie, że straciłeś/-aś rozum. Oczywiście, że nadal go masz, tyle że nie funkcjonuje teraz tak jak wcześniej. Tak jakby nagły gwałtowny podmuch wiatru powywracał wszystko dookoła i zakłócił ustalony porządek. Ład powróci, będzie to nowy ład. Będziesz znowu podejmować decyzje w swoim najlepszym interesie.

– Mów do ludzi, rozmowa jest najlepszym lekiem jaki możesz przyjmować. Mów o wypadku ze swojej perspektywy. Mimo że niektórzy nauczyli się zatrzymywać  najcenniejsze myśli i uczucia dla siebie, to mogą oni nie zdawać sobie sprawy, że ujawniając choćby część z nich dają także innym pozwolenie na to by wyrzucić z siebie myśli i uczucia, a w ten sposób posunąć się naprzód w ich własnym leczeniu. Mówienie zachęca innych do mówienia. Oczywiście, każdy ma własne sposoby radzenia sobie z traumą i nikogo nie można zmuszać do opowiadania głośno o tym co przeżywa, jeżeli tego nie chce. Zauważamy jednak, że uzewnętrznianie myśli i uczuć związanych z urazem sprawia, iż szybciej posuwamy się naprzód w terapii niż chowając je wewnątrz.

– Być może niektóre osoby po raz pierwszy są zachęcane do wyrażania głośno tego, co siedzi w ich wnętrzu, dlatego mogą mówić lakonicznie. W porządku,  nieważne czy wypowiedź jest przerywana czy spójna, liczy się opowiedzenie swojej historii w zakresie jakim sobie ktoś życzy. Osoby, które zostały dotknięte do głębi mogą opowiadać o swoich przeżyciach wielokrotnie,  być może wiele razy zanim zdejmą z siebie ciężar bólu. Mogą przemawiać głosem, rysunkiem, obrazem, pisaniem dziennika czy innymi sposobami na wyrażenia siebie i dzielić z zaufanymi osobami.

– Nie zmuszaj się, ale jeżeli możesz, słuchaj opowieści innych. Jeżeli jesteś w stanie to wspieraj tych, którzy są ubożsi zasobami, duchem, poczuciem bezpieczeństwa, ponieważ czasami wspieranie czy wypowiadanie słów zachęty pomaga zarówno mówiącemu jak i słuchaczowi. Jest wiele sposobów słuchania takich jak chociażby przebywanie razem w ciszy, położenie dłoni na ramieniu, objęcie, przytulenie, gdy inna osoba czuje się dosłownie przytłoczona i pochyla się czy płacze.

– Pomóc można również tymi niezrównanymi słowami, które dusza doskonale rozumie, tymi przekazywanymi nie głosem, lecz potaknięciem głowy czy łagodnymi, pełnymi zrozumienia oczyma.

– Nie pozwalaj nikomu naciskać na ciebie ani ty nie naciskaj na innych, że “to już skończone, trzeba żyć dalej”. Poprzez smutek i ogromną zmianę psyche wstępuje w uświęcony obszar dogłębnej nauki i procesów transformujących. Cykl medialny nie jest tożsamy z twoim własnym cyklem dochodzenia do siebie. Na początku raczej doradzałabym stronienie od mediów, które mogą niechcący naruszać twoją potrzebę prywatności i przeżywania we własny sposób. Pamiętaj, że media żywią się newsami, ‘przeżuwają i wypluwają’ wszystko co wpadnie im w ręce.

– Nie szukaj wsparcia u osób, których psychika i duchowość nie są mocno rozwinięte ani u tych, które ze zrozumiałych powodów czują się zmęczone toczącym się cyklem niepokoju i/lub żałoby. Polegaj raczej na współczujących i cierpliwych doradcach.

– Słuchaj także siebie i mądrych ludzi, którzy sami przeszli już przez ‘coś wielkiego’, nawet jeżeli nie w pełni powrócili do formy. Jest swoistym paradoksem okazywanie współczucia sobie i innym, opiekowanie się tym co pokiereszowane aż do momentu, gdy będzie ‘wystarczająco zagojone’, a jednocześnie życie nowym życiem. Tak, ‘życie trwa dalej,’ jak się potocznie mówi, ale nacisk należy kłaść na Życie, a nie na pośpiech. Rana na duchu i psychice jest jak rana na ciele, potrzeba czasu, aby wyleczyć wszystkie tkanki.

– Poczucie osamotnienia i głęboki niepokój czy tęsknota za tym, kogo się straciło lub kto jest ranny mogą częściowo zelżeć, jeżeli przebywa się z tymi, którzy od podstaw poznali co to znaczy i przechodzili już ścieżką, którą teraz idziesz ty. Nawet jeżeli masz wrażenie, że to nie przytrafiło się nikomu innemu i jesteś zupełnie sam/-a, to zapewniam cię, że na całym (także internetowym) świecie istnieją osoby, które wiedzą przez co przechodzisz i mogą być dla ciebie pocieszeniem. Szukaj ich, a otrzymasz ich szczerą pomoc. Po prostu ją przyjmij.

– Za każdym razem kiedy opowiadasz swoją historię, czy to w całości, czy w części, tworzysz symboliczny gest, rytuał, wydobywasz i zapamiętujesz to co najlepsze z tego, co było kiedyś. Każda rozważnie postawiona nowa bariera pomaga zapobiegać powrotowi wspomnień o wydarzeniu, które wybiło cię z codziennego rytmu. Za każdym razem gdy będziesz wracać myślami do tragedii aby analizować i dowiadywać się czegoś ważnego, za każdym razem ktoś okaże ci troskę, za każdym razem gdy ty troszczysz się o innych, podlegasz błogosławionemu procesowi leczenia. To samo dotyczy innych.

– Staraj się nie zagłuszać swoich uczuć poprzez wycofywanie się czy nadużywanie alkoholu, narkotyków lub lekarstw. Mów otwarcie o swoich emocjach, tyle ile potrzebujesz. To ani wstydliwe, ani egoistyczne. Wiele przeszedłeś/przeszłaś. Czasami po nagłym wstrząsie lub tragedii, niektórzy próbują leczyć się sami i sięgają po cokolwiek mają pod ręką. Nie ma sensu się znieczulać używkami. Psyche jest silniejsza niż się to większości wydaje. Mimo przerażającego początku ten czas wiele ci przyniesie, to czego dowiesz się o samym sobie będzie ci pomocne przez całe dalsze życie. Dla wielu to czas osiągania całkowitej dojrzałości w nieprzewidziany, ale dobry sposób. Nie możemy sprawić, by tragiczne czy upokarzające wydarzenie nie wydarzyło się, jednak możemy sprawić, że nasze nastawienie względem niego będzie nieskazitelne.

– Proś innych o pomoc. Im naprawdę na tobie zależy. Bądź dla siebie dobrym/-ą i pozwól innym być dobrymi względem ciebie. Czasami właśnie to pomaga najbardziej. Osobom, które przeżyły ogromne tragedie i które pytają mnie, jak mogą pomóc innym, mówię: ‘bądź życzliwym.’ Osoby, które ogromnie cierpiały najczęściej zapominają wszystkie te słowa, które ktoś powiedział im w ciągu pierwszych dni, ale tym co wyryje się im na zawsze w pamięci będzie dobroć, jaką okazało się im na samym początku, kiedy najtrudniej jest stawić czoła sytuacji. Dobroć wydaje się być jakiś sposób zarejestrowana przez ciało, umysł, serce, duszę i ducha. To pamięć zmysłowa; każda cząstka naszej osobowości odnotowuje dobroć.

– Spędzaj czas z innymi. Możesz mieć potrzebę namysłu i samotności, ale nie izoluj się. Możesz też odkryć, że czasami będziesz się śmiać nawet w czasie żałoby. To nie jest żadne bluźnierstwo, to uwalniająca się  ponownie Siła Życia. To bardzo dobrze.

– Pytaj innych jak się czują. Pamiętaj, że mogą się wstydzić opowiadać nieznajomemu czy nawet przyjacielowi lub krewnemu o swoim ciężarze, chyba że zostaną zapytani. Często trzeba zapytać ich kilka razy aby uzyskać coś więcej niż ‘w porządku’, gdy tak naprawdę zdecydowanie nie są w porządku.

– Może ci się to wydawać dziwne, ale na dłuższą metę rozpamiętywanie i żałoba są bardzo męczące. Żałoba nuży i gdy mija otępienie, a psychika nadal podsuwa obrazy i odczucia towarzyszące traumatycznemu wydarzeniu, to czujemy się jakbyśmy byli wypaleni energetycznie. Odpocznij, zadbaj o siebie. Jedz dobrą, zdrową żywność. Uspokajaj i doładowuj ciało energią.

– Dobrze jest wycofać się. Nie jest żadnym lekceważeniem, jeżeli nie możesz już słuchać na temat tego co się wydarzyło. W porządku jest nie czytać gazet ani nie oglądać wiadomości. W porządku, jeżeli nie masz ochoty iść na film który mówi o wstrząsie lub utracie, aby nie rozdrapywać starych lub gojących się ran. To jak najbardziej w porządku, jeżeli nadal opatrujesz psychiczną ranę, nawet ‘już w miarę’ zagojoną, czy tylko na razie, czy na dłuższą chwilę czy na zawsze. Wszyscy osiągają jakiś punkt krytyczny w procesie wychodzenia z wielkiego wstrząsu. Zwracaj uwagę na to co mówią do ciebie ciało i umysł, czego potrzebują serce i dusza, i zapewnij im to.

– Wychodzenie ze wstrząsu nie przypomina linii ciągłej, to linia zygzakowata, czasami robi się dwa kroki w tył i trzy kroki naprzód. Trzymaj się tego. Nie ma jedynie słusznej ani idealnej drogi. To twoja droga. Zaufaj jej. Niektórzy mogą podsuwać ci różne pomysły, rozważ je, weź to co potrzebujesz i zostaw resztę.

– Zastanów się dobrze jeżeli zgłoszą się do ciebie osoby oferujące pomoc prawną. Osoby, które zostały poszkodowane, krewni ofiar śmiertelnych oraz ci, którzy stracili dobytek, mogą rozważyć wsparcie prawne. Ale trzeba też pamiętać, że w niektórych przypadkach angażowanie się w wieloletnie procesy sądowe może odebrać ci prawo wyboru do decydowania o tym jak ma wyglądać twoje życie, a zamiast tego trzeba będzie koncentrować się na tym, jak toczy się sprawa.  Zastanów się nad tym dobrze. Jeżeli potrzebujesz prawnika, najlepiej byłoby szukać osobiście kogoś z polecenia zaufanych przyjaciół, a nie zatrudniać prawnika, który się z tobą skontaktował.

– Niektórzy z twoich przyjaciół i krewnych mogą nigdy do końca nie zrozumieć tego co ty jako uczestnik wydarzenia przeżyłeś/-aś skoro nie było ich tam wtedy z tobą. Czasami ci, do których zwracamy się o wsparcie, nie dają go nam wystarczająco dużo. Nie szkodzi. To właśnie dlatego często powstają grupy wsparcia dla ocalonych. Osoby skupione we  ‘własnych kręgach’ natychmiast rozumieją o czym mówią.

– Jeżeli zauważysz, że takie objawy jak: przepełnienie bezustannym gniewem, ciągłe pragnienie izolowania się, wysoki i niesłabnący poziom niepokoju, ciągła nadmierna czujność, powracające natrętne myśli lub retrospekcje czy pragnienie skrzywdzenia siebie lub innych, koszmary lub zaburzenia snu, przesadne reakcje na wydarzenia życia codziennego, poważne pęknięcia na najwartościowszych relacjach, to nie zostawiaj tego bez reakcji i poszukaj profesjonalnej pomocy. Bardzo często wystarczy w mechanizmie umysłu czy serca tylko dokręcić lub obluzować jeden mały element, wcale nie trzeba kompletnego zniszczenia i odbudowania całej psychiki.

– To żadna ujma na honorze, wada charakterologiczna czy porażka osobowości szukać pomocy psychologicznej, fizycznej czy duchowej. Trzeba zrozumieć, że nagłe, ciężkie wstrząsy dla ciała i umysłu mogą zachwiać reakcjami chemicznymi w organizmie. Czasami ciało potrzebuje leku, aby wyrównać poziom substancji regulujących procesy życiowe, również nastrój, nasze myślenie o sobie, a nawet umiejętność odnajdywania się w świecie. Rozmowy z terapeutą/-tką przeszkoloną w wychodzeniu z traumy pomagają rozwikłać procesy myślowe, które często ‘zacinają się’ po wydarzeniu wymagającym reagowania na zbyt wiele nagłych i silnych bodźców na raz.

– Terapia jest również po to abyś mógł/mogła mówić na temat rzeczy, o których nie chcesz wypowiadać się publicznie albo zwierzać się przyjaciołom i rodzinie. Jest także po to by uczyć się jak tworzyć życie od nowa tak jak byś chciał/-a żeby ono wyglądało, może pomóc ci znaleźć wizję i spojrzeć uważnie na perspektywy. Niektórzy wybierają terapię EMDR (ang. a eye-movement therapy – przyp. tłum.), która często skutecznie redukuje niepokój wywołany przez traumę; niektórzy wolą po prostu rozmawiać, niektórzy analizują sny, szukając symboli, które poprzez zrozumienie ich pomogą im wyzwolić się z demonów przeszłości, niektórzy biorą też lekarstwa, a także praktykują medytację, uprawiają praktyki duchowe takie jak satsang, piszą dzienniki, ćwiczą jogę, chodzą częściej na ryby, uczą się nowych umiejętności, które pomagają im odpocząć lub powracają do tego, co kiedyś było im w tym pomocne . Wielu pomaga wyrażanie się przez sztukę. Każdy bezpieczny sposób, który oddziela cię od traumatycznych wspomnień jest dobry.

– Jeżeli jesteś rodzicem, pomagaj swoim dzieciom przez cierpliwe słuchanie. To że twoje dziecko lub nastolatek nie chce mówić albo śmieje się, wychodzi z koleżankami i kolegami i mówi, że u niego/niej wszystko w porządku, wcale nie oznacza, że nie potrzebuje twojego zaangażowania. Psychika często pęka na dwie części po tym jak uczestniczy się lub jest świadkiem nagłego wydarzenia. Jedna część funkcjonuje normalnie podczas gdy druga na jakiś czas pogrąża się w oszołomieniu, bezsilności, poczuciu surrealizmu i żalu. To normalne przystosowanie, które nie wyrządza krzywdy psychice pod warunkiem, że pozostanie tymczasowym. Dwa sposoby postrzegania i myślenia zejdą się w końcu z powrotem w jedną całość. Nie bój się mówić ze swoimi dziećmi jak dorosły z dorosłym. Nie wahaj się prosić psychologa o radę czy terapię, czy to dla siebie, czy dla dziecka jeżeli uznasz, że to przydatne i/lub konieczne.

– Dobrze poprowadzona terapia uczy tego w jaki sposób umysł, działanie i duch współpracują harmonijnie (albo jeszcze nie współpracują, ale mogą to zrobić) i co czynić aby dzięki dopasowaniu oraz świadomemu wyćwiczeniu udało się je zaprząc do wspólnej pracy nad twoim udanym życiem. Dzieci zazwyczaj patrzą i naśladują to jak zachowują się ich rodzice. Jeżeli twoja reakcja była lekceważąca lub przesadzona, to zreflektuj się, powiedz o tym swojemu dziecku i dodaj, że już wiesz jak zachować się lepiej. Dzieci szybko się uczą, dojdą do wniosku, że masz rację. W procesach żałoby i wychodzenia z niej nie chodzi o to, żebyś zachowywał/-a się perfekcyjnie. Chodzi o to, żeby robić co tylko możesz.

– W późniejszym czasie znajdź coś, co sprawia, że poczujesz się usatysfakcjonowany/-a, znaczący/-a lub wzmocniony/-a. To nie muszą być wielkie rzeczy, tylko wydarzenia lub działania, które choć odrobinę zrównoważą tragedię i uczucie przytłoczenia, które przeżywasz. To dobrze, jeżeli żyjesz pełnią życia, nawet jeżeli bliskie ci osoby zostały w nagły sposób poszkodowane, skrzywdzone lub nie żyją. Tak naprawdę to jest właśnie najlepsza decyzja jaką możesz podjąć: żyć pełnią życia przez wzgląd na tych, którzy w tej chwili nie mogą lub już nie będą mogli tego uczynić. Nie należy się wstydzić chwil szczęścia i świętowania. Chwile szczęścia to wybuchająca jak wulkan czy gejzer Siła Życia, przywracająca cię do normalności. I tak powinno być.

– Kiedy czujesz się źle, nie zwlekaj, znajdź osobę, z którą możesz porozmawiać, wypłakać się i opowiedzieć o swojej złości i innych uczuciach, z jakimi nie możesz sobie poradzić. Nie duś tego w sobie. Jeżeli sądzisz, że ‘zawracasz głowę’, to pamiętaj, że ci, którzy cię kochają znacznie bardziej będą się martwić próbując domyślić się w czym problem, jeżeli zamilkniesz. Dobrze jest rozmawiać, nawet jeżeli nie czujesz się mocny/-a w wyrażaniu tego co czujesz. O pewnych chwilach w życiu po prostu warto mówić i to jest właśnie jedna z takich chwil. Mów ze względu na siebie i na innych.

– Kiedy dochodzisz do siebie po wstrząsie, jesteś szczególnie podatny/-a na zranienie. Musisz zadbać o siebie i dopilnować, żeby trzymać się rygorystycznie dawek leków, nie “leczyć” się samodzielnie środkami wpływającymi na psychikę (alkohol, leki psychotropowe, tabletki nasenne, narkotyki) ani nie podejmować żadnych szczególnie ryzykownych zachowań takich uprawianie seksu bez zabezpieczeń.

– Jeżeli trzymasz się jakiegoś systemu duchowego, to na pewno to w co wierzysz będzie ci pomocne. Trzymaj się swoich praktyk. Tym, których do metafizyki i religii wiele lat wcześniej zniechęcił czynnik ludzki, radziłabym aby nie trzymali się teraz z daleka od tego rodzaju duchowości, która przynosi uzdrowienie. Poszukaj raczej ludzi o głębokiej mądrości i wnikliwym spojrzeniu na życie, którzy są błogosławieństwem dla duszy; na świecie jest ich całkiem sporo, niektórych znajdziesz w szeregach wiernych zorganizowanych religii, a niektórzy wędrują sobie po świecie duchowym jako wolni strzelcy. Sprzymierz się z nimi, będą dla ciebie prawdziwym lekarstwem.

– Wspomnę tylko na koniec o mojej osobistej filozofii, która sprowadza się do stworzenia kategorii ‘Sprawy Boga’, ponieważ dla niektórych rzeczy zupełnie nie potrafimy znaleźć sensu, mieć nad nimi kontroli czy nawet ogarnąć umysłem. Wypadki są niezrozumiałe.  Zrządzenia losu nie podążają za prawami logiki ani racjonalnymi wyjaśnieniami. Zło jest z definicji bezsensowne. Niektóre rzeczy, wydarzenia, rezultaty na zawsze pozostaną ‘Sprawami Boga’, rozumianymi tylko przez Większą Mądrość, która ma współczucie i miłość nie tylko dla tych, których straciliśmy, ale także dla nas samych.

– Wszyscy chcielibyśmy być silni i odważni w obliczu katastrofy i nagłego wywrócenia życia do góry. Wszyscy chcielibyśmy wtedy wykazać się wytrzymałością i pomagać innym. Dlatego właśnie powinieneś/powinnaś pomóc sobie tak jak pomagałbyś/pomagałabyś innym, pozwalając swoim uczuciom i myślom wyrażać się na zewnątrz i szanując samego/samą siebie.

I ostatnia rzecz: na całym świecie są mężczyźni oraz kobiety, którzy z wielką mocą modlą się. Mamy ciebie na uwadze i już wysyłamy ci anioły, które będą nad tobą czuwały i prowadziły cię. Prosimy cię, żebyś ty wraz z tymi, których kochasz byli spokojni i bezpieczni, żebyście dostrzegali cuda, jakie mogą mieć miejsce w tym czasie i tak szybko jak się da wasze życie powróci do normalności. Będziemy czuwać i palić świece w twojej intencji. To nasz pomysł na zwalczanie ognia ogniem (ang. fighting fire with fire – przyp. tłum.).

Dlatego podczas dochodzenia do siebie, prosimy wesprzyj się naszymi modlitwami.

Dr. Clarissa Pinkola Estés

Oryginał znajduje się tutaj (najnowsza wersja znajduje się tutaj).

ptsd3

ptsd2

—————————————————————

Jedynym co mogę dodać są słowa Barbary Orbison:

Dał mi wtedy bardzo cenną lekcję, jak przeżyć takie sytuacje. Trzeba przez nie przejść, stawiając jedną nogę za drugą. Skupiając się tylko na jednym – że najpierw lewa, potem prawa. Należy trzymać się swojej rutyny dnia codziennego, nie wolno położyć się i szlochać. Bóg na szczęście daje człowiekowi siłę, żeby przejść przez najgorsze chwile w życiu (…) Chcę to więc powiedzieć wszystkim polskim kobietom, bo każdej kobiecie to się może przydarzyć: słuchajcie, najgorsze, co można zrobić w takiej sytuacji, to się załamać, leżeć i płakać. Trzeba iść, nawet gdy nie ma się siły. Gdy zabraknie wam siły, Bóg ją wam da. Ale musicie iść dalej, noga za nogą…

Całość znajduje się tutaj

I jeszcze przydatne anglojęzyczne strony na ten temat:

https://www.facebook.com/pages/PTSD-Post-Traumatic-Stress-Disorder-Information-page/233014773385015

http://goodmenproject.com/business-ethics-2/how-did-i-get-ptsd-when-ive-never-been-in-the-military/

http://www.psychologytools.org/ptsd.html

http://www.healthyplace.com/blogs/traumaptsdblog/2013/01/23/10-tips-to-boost-your-ptsd-recovery/

EDIT Z 01.08.13

Spotkałam się z rozróżnieniem zespołu stresu pourazowego w zależności od tego czy wydarzenie, które je spowodowało było jednorazowe (np. wypadek, napaść) czy rozciągnięte w czasie (przetrzymywanie, wykorzystywanie sexualne itd), co daje różne objawy. Więcej na ten temat na tej stronie.

ptsd4

ptsd1