Tag Archives: przesilenie zimowe

Powrót Słońca

Jak zwykle o tej porze roku przypominam artykuł, jaki napisałam kilka lat temu o Czasie Powrotu Słońca. Ze względu na okoliczności zewnętrzne nie dałam rady opublikować go w dzień przesilenia, ale na szczęście uda mi się to zrobić jeszcze przed Nowym Rokiem.

Wszystkim życzę aby nie opuszczały Was radość, zdrowie i entuzjazm,
a od innych ludzi płynęły ku Wam zrozumienie, przyjaźń i miłość.

Dziękuję także całkiem sporej społeczności na Facebooku za wspieranie mnie w propagowaniu Biegnącej z Wilkami. Jeżeli macie jakieś pomysły i sugestie, co jeszcze mogę zrobić to dajcie znać.

Anna ‘Lawenda’ Solun

greetings

Zapisz

Advertisements

Dzień Przesilenia

Jesteśmy już po najdłuższej nocy w roku i od dzisiaj dnia zacznie przybywać. To dla mnie najbardziej magiczny i przepełniony symboliką czas w roku, dlatego  życzę z tej okazji wszystkiego najlepszego, oby spełniły się wasze marzenia i  nigdy nie zabrakło miejsca na nowe.

Przypominam też co pisałam na temat przesilenia zimowego w poprzednich latach:

https://biegnaczwilkami.wordpress.com/2013/12/22/nie-poprawiajmy-slonca/

i

https://biegnaczwilkami.wordpress.com/2012/12/21/czas-powrotu-slonca/

Bardzo serdecznie dziękuję wszystkim odwiedzającym, komentującym oraz lubiącym profil bloga na FB, zebrała się tam już taka ilość osób, o jakiej nigdy nie marzyłam.

Pozdrawiam serdecznie, do zobaczenia w Nowym Roku!

greetings

Nie Poprawiajmy Słońca

Wszystkim życzę radości w czas zimowego przesilenia. Czy jesteś wikkaninem, czy chrześcijaninem, czy muzumaninem, czy żydem, czy obchodzisz Yule, czy Boże Narodzenie, czy Hanukkę, czy Yaldę, pamiętaj że czas grudnia był od wieków czasem świętowania w praktycznie wszelkich kulturach na całym świecie. Moment gdy dzień staje się ponownie dłuższy, a noc krótsza jest magicznym i wyrazistym symbolem nieustannej walki między Światłem a Ciemnością, Porządkiem a Chaosem, Dobrem a Złem i wszelkimi innymi przeciwstawnymi siłami. Ciesz się tym momentem niezależnie od tego jakie rytuały religijne będziesz przeprowadzać i błogosław słońce powracające do twego życia.

A co do towarzystwa w te dni to coraz bardziej skłaniam się do tego, żeby otaczać się ludźmi, którzy sprawiają że czujemy się dobrze i bezpiecznie w ich towarzystwie, którzy motywują nas do robienia pozytywnych rzeczy i przy których rozkwitamy. To często wymaga aby rozstać się z osobami sprawiającymi że czujemy się zdenerwowani, zmęczeni i przytłoczeni, tymi krytykującymi, wiedzącymi lepiej, znającymi się na wszystkim etc. Coraz mocniej wierzę, że trzeba się od nich odseparować, inaczej przypominamy roślinę nie będącą w stanie się rozwinąć, bo zagłuszają ją chwasty. Uważam, że po prostu trzeba to zrobić, nawet jesteśmy powiązani z tymi osobami genetycznie. To banał, ale najlepszym prezentem jest miłość, a nieodłączną częścią miłości są szacunek i akceptacja. Jeżeli nie dostaje się ich od otoczenia, to trzeba zmienić otoczenie. Nie mamy obowiązku dostosowywać się do poziomu ogółu ani znosić nieprzyjemność, no naprawdę życie jest na to zbyt krótkie! Polecam felieton Pauliny Młynarskiej.

A oto co dr E pisze na temat jesienno – zimowego czasu świętowania:

Drogie Dzielne Dusze, w Stanach Zjednoczonych wiele dni świątecznych ma miejsce szczególnie w czas powrotu promiennego Blasku do przygasłego w  okrytym ciemnościami świecie zimowego słońca.

Kilka słów aby przypomnieć sercu i duszy o tym co się świętuje, niezależnie od tego gdzie, z kim i jak się świętuje.

Nic nie opuszcza planety.
Miłość naprawdę wystarcza.
Świętowanie nie może być powodem wpadania w pułapkę kredytów.
Coś co zrobisz samemu może być warte o wiele bardziej niż złoto.
Jeśli chodzi o dzieci, które nie skończyły jeszcze dziesięciu lat:
przynieś mini lodówkę, połóż obok prezentów i obserwuj co się wydarzy.
Miłość okazuje się oczyma, dotykiem, słowem, piosenką, słuchaniem,
odwiedzaniem, czytaniem, koncentrowaniem całej uwagi i
nie rozpraszaniem się telefonem komórkowym, gotowaniem,
rozdzielaniem obowiązków, pomaganiem w sprzątaniu,
sprawianiem, że inni spontanicznie się śmieją i
dawaniem prezentów skierowanych na duszę obdarowanego.

Cała reszta jest jak próba haftowania serwetki dookoła słońca w nadziei, że je poprawimy i będzie ładniej wyglądać.

Przesyłam miłość

dr.e

Status z 21.11.13

https://www.facebook.com/pages/Dr-Clarissa-Pinkola-Estes/29996683634

greetings

Czas Powrotu Słońca

Witam słonecznie w dzień Przesilenia Zimowego! sun1

Oto post, który rok temu opublikowałam na starszej wersji Krainy Blogini, ale temat jest jak najbardziej aktualny, dlatego pozwalam sobie zamieścić go raz jeszcze z niewielkimi zmianami.

Chciałabym serdecznie podziękować wszystkim, którzy tu zaglądają, czytają i zastanawiają się nad treścią. Mam nadzieję, że przyszły rok będzie równie sprzyjający blogowaniu jak ten, który się właśnie kończy.

Z życzeniami wielu szczęśliwych Powrotów Słońca

Anna Lawenda

————————————————————————

To będą życzenia nie-świąteczne, ale niezwykle słoneczne sun. Nie obchodzę urodzin Jezusa, co nie znaczy, że nie cieszy mnie koniec grudnia i moment zimowego przesilenia. W końcu był to czas, który starożytni celebrowali szczególnie radośnie podczas festiwalu Saturnaliów, a potem święta Sol Invictus czyli Słońca Niezwyciężonego, kiedy cesarz Aurelian wprowadził do Rzymu kult perskiego boga słońca Mitry. Było to święto tak popularne, że wcześni chrześcijanie czuli się wobec niego praktycznie bezradni. Nie potrafiąc z nim walczyć przyjęli taktykę skoro nie możesz pobić wroga to przyłącz się do niego i zaczęli obchodzić w tym czasie narodziny Jezusa, mimo że nie ma żadnych danych potwierdzających tę właśnie datę jako moment jego przyjścia na świat (a niektórzy badacze twierdzą, że w rzeczywistości urodził się on wiosną 6-7 lat p.n.e).

sillychristian

Nawiasem mówiąc to właśnie ‘arcychrześcijański’ cesarz Konstantyn ustanowił niedzielę Dniem Słońca…Chyba nie muszę dodawać, że zimowe przesilenie obchodzone było też jako Yule przez plemiona germańskie, a gdyby na rzecz spojrzeć globalnie to czas grudniowy wypełniony był przeróżnymi świętami w niemal każdej kulturze (więcej po angielsku tutaj). Mnie osobiście zachwyciły obchody związanego z przesileniem oraz narodzinami Mitry święta Yalda w Iranie, kiedy to mieszkańcy zbierają się w domach z rodziną, jedzą arbuzy, granaty oraz orzechy i  recytują poezję Hafeza (więcej po angielsku tutaj). Czy naprawdę nie moglibyśmy zamienić Bożego Narodzenia na Yaldę?! zeby

Dlatego jakoś mnie nie wzruszają lamenty duchownych nad narastającym konsumpcjonizmem i zagubieniem mistyki tego święta. Nie lubię jak próbuje mi się robić wodę z mózgu. Mistyką samą w sobie jest moment przesilenia zimowego, kiedy po najkrótszym dniu w roku następuje Powrót Słońca, gdy Światło zwycięża Ciemności, dni stają się znowu dłuższe, a wiosna wydaje się coraz bliższa. Im bardziej wgłębiam się w karty bogiń, w mity i wierzenia starożytnych, tym bardziej rozumiem cykliczność panującą w kosmosie, która daje nadzieję, że nawet w chwili największego mrozu i śniegu czeka już czas odrodzenia oraz radości. Nigdy nie znosiłam zimy, mrozu, chorób, trudności i monotonii śniegu, już u schyłku lata chwytały mnie albo dołki, albo regularna depresja, miałam wrażenie, że wszystko co dobre i pozytywne umiera wraz z latem i teraz już nie czeka mnie nic dobrego.

Dopiero dwa lata temu, kiedy miałam napisać o kolejnej karcie dla forum, zaczęłam zastanawiać się głębiej nad sensem mitu o Demeter i Korze. Starożytni byli w o wiele większym stopniu niż my uzależnieni od rytmu pór roku. Nie mieli elektryczności, kiedy zachodziło słońce można było tylko udać się na spoczynek, ewentualnie siąść przy ogniu i poznawać życie słuchając opowieści. Nie mieli supermarketów, jeżeli nie zebrali wystarczających plonów latem to głodowali na przednówku. Szacunek dla cykliczności był naturalny. Ziemia nie może rodzić zbóż, warzyw i owoców non stop, trzeba dać jej odpocząć. Nawet pokryta śniegiem gleba wcale nie jest martwa, jesienią i zimą zachodzą w niej procesy, które przygotowują ją do tego by odżyła gdy przyjdą ciepłe i słoneczne dni. Bo ta wiosna w końcu przyjdzie. W większości kultur starożytnych przewija się motyw Narodzin – Śmierci – Odrodzenia, który wiele mówi o mądrości tamtych czasów. Starożytni nie mieli mikroskopów, komputerów ani żadnych skomplikowanych urządzeń pozwalających na badania naukowe, ale zwyczajnie obserwując świat dookoła zdawali sobie sprawę, że jest jakaś siła, która sprawia, że o oznaczonej porze rozkwitają kwiaty, zielenią się liście na drzewach, a zboża wypuszczają kłosy. I o oznaczonej porze ta siła nagle znika. Gdzie w takim razie jest? Skoro nie ma jej na ziemi to musi znajdować się pod jej powierzchnią, to w końcu szalenie logiczne, prawda? Więc trzeba tam zejść i przyprowadzić ją z powrotem!

Starożytni stworzyli piękne legendy tłumaczące ten proces albo miłością matki do córki, albo kochanki do oblubieńca, to dlatego fizycznie lub metaforycznie Izyda, Demeter, Kore, Isztar czy Inanna musiały zejść w mroki Podziemia, po to aby odrodzić się na nowo i przyprowadzić z powrotem Życie. Bo świat Podziemia jest światem naturalnym, przynależymy do niego już poprzez same narodziny. Każdy z nas ma prawo, a nawet musi do niego zejść. Nie można być cały czas szczęśliwym, zadowolonym, uśmiechniętym i energicznym. Każdy z nas ma prawo do lęków, smutków, niepewności i osłabienia, to zgodne z naszym wewnętrznym cyklem i prawem uniwersalnym. Niezgodnym z prawem uniwersalnym jest zbyt długie przebywanie w Podziemiach. Nasze miejsce jest na Ziemi, nie pod nią. Trochę czasu mi to zajęło, ale w końcu zrozumiałam, że jestem i chcę być Isztar, a nie Ereszkigal.

I to jest właśnie mistyka, którą odkrywa czas Powrotu Słońca, mistyka która istniała jeszcze przed narodzinami Jezusa, kiedykolwiek się one odbyły. To jest nadzieja, radość i inspiracja, którą chciałabym się dzielić. Wszystkiego najlepszego wszystkim tu zaglądającym, wielu szczęśliwych Powrotów Światła! sun1

invincible summer

greetings