Tag Archives: porządkowanie psychiki

Carl Jung i jego archetyp Cienia

WSTĘP DO ARCHETYPU CIENIA

W psychologii jungowskiej archetypy są fundamentalną strukturą, na której oparta jest teoria Junga.

Mimo że istnieje wiele archetypów, to duża część myśli jungowskiej zawarta jest w czterech pierwotnych znanych jako Jaźń, Anima, Animus oraz Cień.

Ponieważ Cień często jest zbudowany z materiału psychicznego, jaki dana osoba postrzega jako nieprzyjemny, bolesny, a wręcz odpychający, jest nieraz w uproszczeniu nazywany czyjąś “Ciemną Stroną”.

W takiej analizie jest sporo prawdy, jednak nie należy sprowadzać Cienia do Dartha Vadera psychiki. Niektóre rejony Cienia wcale nie są takie czarne jak je malują, tylko błyszczą złotem.

UCIECZKA OD CIENIA

Bez wątpienia Cień jest jednym z mniej przyjemnych miejsc w nieświadomej psychice.

Cień to miejsce, do którego spycha się te aspekty psychiki, jakie usiłuje się stłumić, zignorować, zaprzeczyć ich istnieniu lub wyeliminować.

Jako składnica wszystkiego tego, co świadomy umysł odrzuca, Cień przeraża wielu ludzi

Zdanie sobie sprawy z tego, że wszystkie cechy charakteru oraz wzorce zachowań, jakie u innych uważamy za godne pożałowania, żyją w naszej świadomości zamaskowane jako Cień, jest zbyt przerażającą perspektywą by się z nią skonfrontować.

Wiele osób Cień tak przeraża, że próbują na wszelkie sposoby uniknąć konfrontacji z nim. Tłumią Cień, wypierają go, odmawiają nawet przyjęcia do świadomości tego, że istnieje.

Wszystkie te wyżej wspomniane zachowania są tylko próbami ucieczki lub wyprzedzenia Cienia.

Uciekanie od archetypowego Cienia jest równie produktywne co od cienia fizycznego.

Co więcej, jeżeli chce się odseparować od własnego Cienia poprzez unikanie go, tak naprawdę tylko się go wzmacnia. Zaprzeczanie potwierdza jego istnienie i budzi wszystkie te nieprzyjemne aspekty uśpione w nieświadomości, których wpływ zaczyna wzrastać, rozciągając się aż do świadomego umysłu.

NIEBEZPIECZNIE OWOCNA KONFRONTACJA Z CIENIEM

DOSTRZEGANIE PROJEKCJI CIENIA

Poszczególne osoby rzadko kiedy dostrzegają w sobie Cień, jest to niemal niemożliwe skoro wszelkie te cechy i zachowania, jakie uważają za wstrętne zostały okryte czarnym parasolem nieświadomości.

Poza snami, gdzie  przybiera symboliczną postać, Cień jest dla większości widoczny, kiedy projektują go na innych – dostrzeganie tych cech, które uważa się za paskudne wewnątrz własnej psychiki nie jest miłym widokiem.

Projekcja jest powszechnym i łatwym sposobem ucieczki od Cienia. Zamiast obiektywnie uznać swoje wewnętrzne życie, osoba projektuje je na zewnątrz i na inne jednostki.

Sposobem, który pozwala poznać, że stosuje się projekcję, jest stopień własnej emocjonalnej irytacji zachowaniem innej osoby oraz stopień zaprzeczania, że takie zachowanie istnieje w potencjale własnej psychiki.

Przykładem projekcji byłby skąpiec, który po tym jak za obiad płaci jego siostra “która ma mnóstwo pieniędzy” narzeka, że jej prośba o to, by zostawił napiwek, dowodzi jej sknerstwa. Skąpiec nigdy nie dostrzeże, że ma problemy z chciwością, raczej woli o sobie myśleć jako o osobie hojnej i za taką się przedstawia.

 ZŁOTO CIENIA

Mimo że Cień zawiera w sobie mało pożądane elementy, nie wszystko to co w nim tkwi jest przykre.

Jak powiedział Carl Gustav Jung, w Cieniu tkwi złoto.

Złoto odnosi się do tych elementów Cienia, które w rzeczywistości  okazują się bezcenne, elementów, które zostały relegowane do sfery Cienia w wyniku bolesnych skojarzeń, osądów społecznych, dezaprobaty kulturowej, etc.

Na przykład wyjątkowo intuicyjne dziecko dorasta w rodzinie, która postrzega intuicję jako przejaw zła czy działanie demona. Dziecko takie może powstrzymywać odruchy intuicji, będą one wciąż istniały, ale ukryte w sferze Cienia.

Podobnie utalentowany muzyk, który doznał przemocy ze strony nauczyciela muzyki, może odsuwać wszystko, co ma z nią związek do rejonu Cienia.

ZŁOTO CIENIA I LĘK PRZED TRANSFORMACJĄ

Wyobraźmy sobie, że ktoś ruszył przed siebie i wykonał ciężką pracę, konfrontując się z czarnym królestwem Cienia: odkrył wszelkie te nieświadome, głęboko pogrzebane elementy, uporał się z bolesnymi emocjami, wspomnieniami, wydarzeniami i osobistymi traumami. Wszystko to co pozostaje jest złotem ukrytym w Cieniu.

Może wydawać się zaskakującym fakt, że wielu ludzi porzuca owo złoto. Dlaczego? Ale czy po konfrontacji z ciemnymi zakamarkami psychiki mogliby nadal żyć ukryci pod parasolem Cienia?

Wykopanie złotych elementów z Cienia takich jak odzyskanie własnej mocy może prowadzić do życiowej transformacji. Transformacja życia może wydawać się przerażającą perspektywą, ponieważ wymaga porzucenia życia, jakie się znało na rzecz nieznanych wód.

Prawda jest taka, że jeżeli ktoś nauczył się żyć w określony sposób, to wydaje się mu on jedynym sposobem na przeżycie. Zmiana, nawet pozytywna, oznacza niepewność, a niepewność może wydawać się zagrożeniem dla przetrwania.

JAK CIEŃ PRZEJAWIA SIĘ W SNACH

W snach Cień często pojawia się jako zombie lub inne postacie związane z żywymi trupami.

Innymi przykładami są sny o pościgu czy niewidocznej postaci lub tajemniczej, nienazwanej rzeczy prześladującej śniącego.

Postacie, do których śniący czuje wstręt, a które są tej samej płci co on, również mogą być symbolami Cienia wyrażającymi te aspekty osobowości, którym świadomie próbuje zaprzeczyć.

W ostatecznym rozrachunku jedynym sposobem na to by zintegrować psychikę jest uznanie i zaakceptowanie wszystkich jej części, co wymaga porzucania projekcji i zorientowania się do wewnątrz, a dzięki temu pomaga rozjaśnić Cień światłem Jaźni.

——————————————–

Artykuł jest tłumaczeniem i pochodzi ze świetnej strony http://esmesanbona.hubpages.com/hub/The-Shadow-Archetype-and-Shadow-Gold, na której jest też mowa o interpretacji symboli sennych.

Carl Jung i jego archetyp Animy

 

WSTĘP DO ARCHETYPU ANIMY

Osoby zajmujące się psychologią jungowską często stosują terminologię typową dla tej szkoły myślowej, zakładając że omawiane koncepcje są jasne i nie wyjaśniając ich osobom, które nie mają z Jungiem bliższej styczności.

Oto krótka informacja na temat archetypów w ogóle, a w szczególności archetypu Animy, mająca na celu pomoc w zrozumieniu nie tylko tego czym ona jest, ale także tego czym są nieświadomość oraz ukryte aspekty psychiki.

CZYM JEST ANIMA I JAK PRZEJAWIA SIĘ W SNACH

Czym jest dokładnie jest archetyp? Czym jest Anima?

Archetypy są ogólnie rzecz biorąc symbolami prototypowych energetycznych śladów zrozumiałych od razu niezależnie od kultury. Przykładem archetypu jest Wielka Matka, prototypowa matka, od której wywodzi się wszystko, czego spodziewamy się w kontakcie z konkretną mamą.

Psychologia jungowska używa archetypów jako podstawy do nadawania nazw rozmaitym funkcjom psychicznym. Archetypy są tym za pomogą czego jungiści usiłują nazwać nienazwane i oznaczyć psychikę tak by była łatwiej rozumiana.

Czwórka pierwotnych archetypów jungowskich składa się z Animy, Animusa, Jaźni i Cienia.

Mimo że jednostki należą do określonej płci, dusza nie podlega takim podziałom. Psychika jako całość nie jest ani męska, ani żeńska, jest jednością  składającą się zarówno z męskich jak i żeńskich elementów.

Świadoma część psychiki współgra z z płcią zewnętrzną podczas gdy część nieświadoma jest uważana za wyraz płci przeciwnej.

W przypadku mężczyzn, owa żeńska, nieuświadomiona część psychiki, nieuchwytna kobieta wewnątrz mężczyzny, zwana jest Animą.

ZASADA MĘSKA I ŻEŃSKA

Z punktu widzenia Junga, jednostka istnieje na dwóch poziomach: wewnętrznej i zewnętrznej. Całość osobowości składa się nie tylko z zewnętrznej, fizycznej formy, ale także z nieuchwytnej, wewnętrznej świadomości.

Zgodnie z tą szkołą myślenia, istnienie każdej jednostki to dychotomiczny taniec pomiędzy widzialnym a niewidzialnym, pomiędzy subiektywnymi manifestacjami formy i całkowicie nie manifestowaną rzeczywistością oraz pomiędzy zasadami męskimi i żeńskimi.

Odnosząc się do męskości i kobiecości oraz do mężczyzny i kobiety z punktu widzenia Junga, trzeba pamiętać że żaden z tych terminów nie równa się subiektywnej roli płci kulturowej.

Męskość i kobiecość nie mają nic wspólnego z płcią kulturową, to terminy używane by określić zasady, energie, sposoby myślenia lub działania.

Męskość odnosi się do energii, które są aktywne i pobudzające.

Kobiecość odnosi się do tego co bierne i podatne.

Nie istnieje żadna hierarchia ważności pomiędzy męskością a kobiecością, żadna z tych zasad nie jest uprzywilejowana i potrzebne są obie. Ich zgodna współpraca zapewnia funkcjonowanie jako cała, spójna niezależna osobowość tak jak powinno to mieć miejsce.

Przykładowo energią bierną jest intuicja, ponieważ jest ona informacją otrzymywaną przez umysł. Jednak by ta informacja była przydatna, musi być przeanalizowana i wcielona w życie, inaczej pozostaje bezcelowa.

Pomyśl o radiu. Jeżeli tylko odbiera transmisje, nie będzie przydatne. Takie transmisje muszą być przekazywane aby mogły dotrzeć do odbiorcy. Podobnie jest na odwrót, jeżeli nie ma urządzenia odbierającego przekaz, te transmisje są po prostu niewykrywalną falą w kosmosie, niesłyszaną przez ludzkie ucho.

BOSKA CAŁOŚĆ

Cała esencja jednostki, część istoty, która obejmuje nie tylko fizyczność, ale także aspekty umysłu, uczuć i duchowości, całokształt osobowości, nie jest oznaczona ani rodzajem męskim, ani żeńskim. Zamiast być ograniczonym do formy, która z zasady jest niepełną męskością lub żeńskością, każdy człowiek jest kompletny i stanowi pełny, całościowy mikrokosmos istnienia.

Formy i role są niepełnym wyrazem istnienia. Ponieważ każdy z nas może manifestować się w pełni, nikt nie jest ograniczony poprzez formę fizyczną czy płciową. Utożsamienie się z niekompletnością, jaka związana jest nieodłącznie z płcią, szkodzi obrazowi siebie samych; jednostka nie potrafi przez to funkcjonować jako pełna, całościowa, wyrażająca siebie osoba.

Nie jest koniecznym znalezienie innej osoby, która “dopełniałaby” naszą psychikę. W rzeczywistości poszukiwanie innej osoby, która dopełniałaby nas sprawia, że jeszcze bardziej się uzależniamy. Kiedy szukamy dopełnienia w kimś innym, patrzymy na tę osobę poprzez obraz naszych projekcji, a nie widzimy  autentycznego partnera. Dla mężczyzn obrazem rzutowanym na zewnątrz na inną kobietę jest obraz Animy.

JAK OSOBISTE DOŚWIADCZENIA KSZTAŁTUJĄ OBRAZ ANIMY

Wszelkie archetypy są pojedynczymi, prototypowymi strukturami. Ponieważ Anima jest archetypem, jest również taką strukturą. Anima nie jest osobistym podmiotem, nie ma czegoś takiego jak “moja Anima”, “twoja Anima” czy “jego Anima.” Jest tylko jedna Anima.

Jednak każdy ma swoje własne reakcje na Animę i sposoby identyfikacji z nią. Dlatego mimo że Anima nie jest związana z płcią żeńską, to ze względu na swój charakter energii kobiecej, jest często mylnie postrzegana poprzez pryzmat osób tej płci, z którymi miało się kontakt.

Rozmaite postacie kobiece reprezentują obraz Animy i zostawiają ślady na psychice. Kobiety te oraz doświadczenia z nimi związane kształtują sposób, w jaki mężczyzna odnosi się do ukrytej kobiety wewnątrz siebie, zostawiają one ślad nie na samym archetypie, ale na jego obrazie i odbiorze przez danego mężczyznę.

Jeżeli jego doświadczenia z kobietami są generalnie pozytywne, będzie mu łatwiej odnosić się, a docelowo zintegrować Animę.

Jeżeli jednak skojarzenia i doświadczenia z kobietami zwłaszcza w najmłodszych latach są negatywne, wówczas Anima będzie postrzegana negatywnie, a integracja będzie o wiele trudniejszym procesem.

Stopień problemów napotkanych w relacjach z tymi kobietami przekłada się bezpośrednio na stopień problemów ze zintegrowaniem Animy.

ARCHETYPOWA KOBIECOŚĆ

Anima, owa archetypowa energia żeńska, nie jest tożsama z kobietami, jakie mężczyzna napotkał w świadomym życiu. Anima jest prototypową formą pojęcia Kobiecości.

Podczas gdy całość archetypowej kobiecości jest o wiele zbyt złożona by można ją było podsumować w jednym akapicie, niektórymi z pojęć jakie symbolizuje są siła powtarzającej się intuicji, rytm tętna świata przyrody, moc twórczości oraz płodność. Jest związana z pojęciami wybaczenia, umiejętności przyjmowania miłości i tej części siły życiowej, która pielęgnuje i wspiera.

ANIMA MOŻE BYĆ TYLKO JEDNA

Anima jest prototypowym konstruktem, a nie żyjącą osobą. Nie ma czegoś takiego jak “jego anima”, “moja anima” czy “twoja anima”, jest tylko Anima.

 ANIMA W SNACH

Kiedy mężczyzna ma pozytywny stosunek do Animy, odnajdzie ją w snach jako kobietę, która jest dla niego osobiście inspiracją, może też śnić o przewodniczkach duchowych , czasami Anima przyjmuje formę postaci religijnych takich jak Matka Boska.

Jeżeli jednak ma on negatywny związek z Animą, może objawiać się ona w snach poprzez negatywne postaci kobiece takie jak zła czarodziejka, kobieta skłaniająca do niebezpiecznych zachowań czy nawet kobieta ze świadomego życia, z którą ma on negatywną relację.

Może nawet doświadczać snów o kobiecie prowadzącej jego samochód symbolizujących przejęcie Animę lub stanu, gdzie nieświadomość faktycznie kontroluje świadomy umysł.

POZYTYWNA RELACJA Z ANIMĄ DAJE MĘŻCZYŹNIE AUTENTYCZNĄ MOC

Pozytywna relacja z Animą daje mężczyźnie więcej mocy i otwiera dostęp do twórczości.

CIEMNA ANIMA ALBO FEMME FATALE

Kiedy mężczyzna negatywnie odnosi się do Animy, postrzega ją jako ciemną i niebezpieczną postać, staje się ona dla niego femme fatale.

W świadomym życiu owo powiązanie Animy z femme fatale może prowadzić do zainteresowania kobietami niebezpiecznymi, niespokojnymi, niestabilnymi lub kontrolującymi.

Inni mężczyźni fascynują się kobietami, które postrzegają jako prowokujące seksualnie lub wręcz seksualnie niebezpieczne, mogą odczuwać kontakty z nimi jako przyjemne kosztowanie zakazanego owocu. Inni mężczyźni z uszkodzonym obrazem Animy ciągną do typu “damy w opałach”.

Kiedy mężczyzna jest zafascynowany niebezpieczną kobietą lub damą w opałach, ta fascynacja jest w rzeczywistości fascynacją własnym, wewnętrznym obrazem Animy. Czy w kontaktach z kobietami ma skłonności do zdobywania, czy do ratowania, sednem takich działań jest jego obraz Animy.

Kiedy próbuje zdobywać kobiety, tak naprawdę usiłuje podbić swoją własną psychikę. Tak samo jest jeżeli chce ratować kobiety, w rzeczywistości próbuje on ocalić własną wizję Animy; zastępczo uzdrowić swoje własne wnętrze poprzez relacje z zewnętrznymi kobietami.

WNIOSEK

Zintegrowanie Animy czyli nawiązanie z nią zdrowego kontaktu, dojście do ładu z doświadczeniami z kobietami z najmłodszych lat oraz odejście od postrzegania kobiet poprzez osobiste projekcje lub okazje do dopełnienia własnego Ja, jest nieodłączną częścią zdrowia psychicznego.

Mężczyźni, którzy wykonali trudną pracę zintegrowania Animy, mogą wykorzystywać informacje podsuwane przez intuicję, być silnymi ale umieć przebaczać, hojnie obdarzać czasem i zasobami.

Ponieważ stanowią psychiczną całość i czują się dobrze ze swoją męskością, mężczyźni, którzy zintegrowali Animę, są osobami o autentycznej sile, nie odczuwającymi potrzeby kontrolowania czy udowadniania.

Są mężczyznami, którzy zostawiają ślad w świecie i których postrzega się jako autorytety, ponieważ są pełnymi istotami ludzkimi, a nie niziołkami poszukującymi dopełnienia.

——————————————–

Artykuł jest tłumaczeniem i pochodzi ze świetnej strony http://hubpages.com/hub/Understanding-the-Anima-Archetype-as-a-Dream-Symbol, na której jest też mowa o interpretacji symboli sennych. W ciągu najbliższych miesięcy przetłumaczę jeszcze na pewno artykuł o Cieniu. Polecam także to co Pastuh pisze na ten temat (i w ogóle na temat Junga).

Jung o Animie/Animusie http://youtu.be/ZN47s0mPfRU

 

Carl Jung i jego archetyp Animusa

CARL JUNG I JEGO ARCHETYP ANIMUSA

UKRYTY MĘŻCZYZNA W KOBIECIE

CZYM SĄ ARCHETYPY?

Archetypy są ogólnie rzecz biorąc symbolami prototypowych energetycznych śladów zrozumiałych od razu niezależnie od kultury.

Wszyscy wiedzą kim jest “mama”, to osoba, która nosi dziecko w łonie, rodzi je, karmi je, wspiera i pomaga w dorastaniu.

Każdy ma pewne wyobrażenia, kiedy spotyka matkę, wyobrażenia co do tego kim mama jest i co robi, są wrodzoną częścią psychiki.

Fundamentem, na którym opierają się te wyobrażenia oraz wrodzone zrozumienie kim i czym są mamy jest archetyp znany jako Wielka Matka.

Psychologia jungowska używa archetypów jako podstawy do nadawania nazw rozmaitym funkcjom psychicznym. Archetypy są tym za pomogą czego jungiści usiłują nazwać nienazwane i oznaczyć psychikę tak by była łatwiej rozumiana.

Czwórka pierwotnych archetypów jungowskich składa się z Animy, Animusa, Jaźni i Cienia.

WSTĘP DO ARCHETYPU ANIMUSA

Czym jest jungowski archetyp Animusa?

Ujmując to najprościej, Animus jest konceptem jungowskim, który symbolizuje pojedynczą, prototypową zasadę męską, a nie mężczyzn jako takich, ukształtowanych przez role społeczne.

Animus jest jedną z części nieuświadomionej psychiki kobiety albo mężczyzną ukrytym w kobiecie.

Jednak w psychologii analitycznej Junga, terminy “męski” i “żeński” nie odnoszą się do płci jako takiej, ale do energetycznych zasad takich jak działanie i bierność.

Oto dlaczego ów podział jest tak istotny.

UKRYTY MĘŻCZYZNA W KOBIECIE

Zrozumienie to czym jest Animus, a być może co jeszcze ważniejsze, czym nie jest, i nauczenie się w jaki sposób nawiązać właściwą z nim relację, jest trudnym ale niezbędnym procesem jaki przechodzi się na ścieżce indywiduacji.

Podczas gdy ciało osoby jest albo męskie, albo żeńskie, całość istoty składa się nie tylko z z zewnętrznej płci, ale także tego co jest ukryte w formie funkcji psychicznych i procesu poznawczego.

Teoria psychologiczna Junga zakłada, że psychika nie ma płci. Postrzega ją jako całość, ale robi rozróżnienie pomiędzy tym czego jesteśmy świadomi i tymi częściami, które pozostają w nieświadomości lub tymi elementami, z których istnienia nie zdajemy sobie sprawy.

Zgodnie z tą teorią, świadoma część psychiki współgra z z płcią zewnętrzną podczas gdy część nieświadoma jest uważana za wyraz płci przeciwnej.

W przypadku kobiet, mężczyzna ukryty w ich psychice zwany jest Animusem.

ZNACZENIE MĘSKOŚCI I KOBIECOSCI

Z punktu widzenia Junga, jednostka istnieje na dwóch poziomach: wewnętrznej i zewnętrznej. Całość osobowości składa się nie tylko z zewnętrznej, fizycznej formy, ale także z nieuchwytnej, wewnętrznej świadomości.

Zgodnie z tą szkołą myślenia, istnienie każdej jednostki to dychotomiczny taniec pomiędzy widzialnym a niewidzialnym, pomiędzy subiektywnymi manifestacjami formy i całkowicie nie manifestowaną rzeczywistością oraz pomiędzy zasadami męskimi i żeńskimi.

Odnosząc się do męskości i kobiecości oraz do mężczyzny i kobiety z punktu widzenia Junga, trzeba pamiętać że żaden z tych terminów nie równa się subiektywnej roli płci kulturowej.

Męskość i kobiecość nie mają nic wspólnego z płcią kulturową, to terminy używane by określić zasady, energie, sposoby myślenia lub działania.

Męskość odnosi się do energii, które są aktywne i pobudzające.

Kobiecość odnosi się do tego co bierne i podatne.

Nie istnieje żadna hierarchia ważności pomiędzy męskością a kobiecością, żadna z tych zasad nie jest uprzywilejowana i potrzebne są obie. Ich zgodna współpraca zapewnia funkcjonowanie jako cała, spójna niezależna osobowość tak jak powinno to mieć miejsce.

Przykładowo energią bierną jest intuicja, ponieważ jest ona informacją otrzymywaną przez umysł. Jednak by ta informacja była przydatna, musi być przeanalizowana i wcielona w życie, inaczej pozostaje bezcelowa.

Pomyśl o radiu. Jeżeli tylko odbiera transmisje, nie będzie przydatne. Takie transmisje muszą być przekazywane aby mogły dotrzeć do odbiorcy. Podobnie jest na odwrót, jeżeli nie ma urządzenia odbierającego przekaz, te transmisje są po prostu niewykrywalną falą w kosmosie, niesłyszaną przez ludzkie ucho.

CO SYMBOLIZUJE ANIMUS

Archetyp Animusa, symbolizujący zasadę męską, nie jest równoznaczny z mężczyznami, jakich spotkało się w życiu.

Animus jest archetypem męskości, nie samych mężczyzn.

Wprawdzie sam Animus i to co symbolizuje są o wiele zbyt złożone by podsumować je w jednym akapicie, jednak można stwierdzić, że kilkoma z energii, które tworzą Animusa są zasady działania, ducha, rozumowania i logiki.

Jako zasada aktywna, Animus daje kobiecie zdolność do pełnego manifestowania swojej kreatywności poprzez zamienianie nieuchwytnych, intuicyjnych pomysłów w realną formę w świecie świadomym.

Niezintegrowany animus staje się zaprzysięgłym wrogiem.

ALIENACJA ANIMUSA

Archetypy są pojedynczymi konstrukcjami prototypowymi, śladami, tak to ujmując, form napotkanych w świecie świadomym. Animus, jako archetyp, również jest takim prototypem. Nie ma czegoś takiego jak “mój Animus” czy “twój Animus”, jest po prostu Animus.

Niestety, archetypowe ślady są często rozmontowywane i przekształcane by przypominały oblicza i przeżycia, które pojawiają się w kontaktach z ludźmi przyjmującymi archetypowy obraz.

Powiedzieć, że animus jest “mężczyzną” czy “męski” oznacza po prostu, że jest to archetypowe wyrażenie tego co jest aktywne i pobudzające. Logika, duch, umiejętność działania zgodnie z intuicją i impulsem oraz nadawanie formy myśli twórczej – to wszystko zawiera się w Animusie.

Animus i zasada męska nie równają się z czynami i doświadczeniami, jakich nabyło się w kontaktach z konkretnymi mężczyznami. Jednak osobista relacja z konkretnymi mężczyznami pozostawi niemal niezatarte piętno na tym jak kobieta odnosi się do animusa.

W rzeczywistości osobista relacja z mężczyznami albo pozwoli kobiecie łatwo odnosić się do animusa i posiadać wielką osobistą siłę oraz świadomość, albo spowoduje, że będzie ona próbowała zaprzeczać istnienia swojego męskiego “ja”, a co za tym idzie zostanie zdominowana przez animusa.

Jeżeli doświadczenia, zwłaszcza z najmłodszych lat, gdy kształtuje się psychika, były głównie negatywne, wówczas będzie się miało wielką trudność z identyfikowaniem się z animusem w pozytywny sposób.

To oznacza, że kobieta będzie próbowała spychać wszelkie cechy jakie uważa za “męskie” do sfery cienia i będzie próbowała pozostawać w nieświadomości swojego męskiego “ja”. Pozostanie niziołkiem niezdolnym do zintegrowania istotnej części własnej psychiki.

Stopień trudności jakie napotyka w integrowaniu animusa jest wprost proporcjonalny do stopnia trudności, jakie ma w relacjach z płcią męską.

ZINTEGROWANY ANIMUS STAJE SIĘ PRZEWODNIKIEM

NIE POTRZEBUJESZ DOPEŁNIENIA

 

“Dopełniasz mnie.”

To zdanie z filmu, Jerry Maguire, podbiło serca publiczności i stało się popularnym hasłem.

Postać Renee Zellwegger słabnie, gdy tłumaczy ukochanemu wyrażenie z piosenki.

I mimo że on nie zbliża się do niej bardziej niż na zwykłe ‘cześć’, to wypowiedzenie przez postać Toma Cruise’a wersu wytłumaczonego wcześniej przez Zellwegger mówi jej, że jej największe marzenie zostało spełnione.

Podobnie jak głucha kobieta w windzie, odnalazła w końcu swoje życiowe powołanie. Ona również dopełnia teraz kogoś.*

Podczas gdy wiele osób sądzie że szuka miłości randkując, w rzeczywistości nastawia się na to samo co Jerry Maquire – na dopełnienie.

Ta idea nie tylko jest romantyczna, ale także nadaje wyraz samej miłości.

Koncept pokrewnych dusz czyli dwóch części tej samej osoby, które nie spoczną ani nie zaznają spełnienia dopóki nie napotkają drugiej cząstki, ma wyrażać siłę miłości.

Pokrewne dusze są postrzegane jako kulminacja miłości.

Ale dlaczego istnieć w połowicznym życiu, nie mogąc w pełni wyrazić siebie i swojego życia, pokazać się w działaniu i kwitnąć jako człowiek dopóki nie znajdzie się brakującego kawałka dwuelementowej układanki? Dlaczego właśnie za tym tęskni tylu ludzi?

Psychologia jungowska zakłada, że dzieje się tak dlatego, że brakuje czegoś w ich życiu, ale nie można odnaleźć tego w formie innej osoby, tylko w mrokach nieświadomości.

Zgodnie z myślą jungowską tym czego szukamy pod postacią “drugiej połówki” jest w rzeczywistości integracją elementów nieświadomej psychiki.

Kiedy kobieta poszukuje swojej pokrewnej duszy, a przesłanki, obrazy i pomysły jakie przychodzą na myśl często wydają się zupełnie nierealistyczne, to dzieje się tak dlatego, że nie poszukuje ona JAKIEGOŚ mężczyzny tylko WŁAŚNIE TEGO mężczyzny.

Nie szuka człowieka tylko idealnego wyrażenia męskości, które może być odnalezione tylko w czystej postaci animusa.

Ponieważ ludzie definiują się zazwyczaj poprzez płeć zewnętrzną, pomysł by płeć przeciwna mogłaby w jakiś sposób istnieć w nas samych wydaje się być raczej niedorzeczny.

Jedynym  logicznym poszukiwaniem dopełnienia wydaje się być odnalezienie mężczyzny na zewnątrz siebie w formie przedstawicieli płci przeciwnej.

Niestety, dopóki cień nie zostanie po trochu zintegrowany, dopóki brakować będzie wyraźnego obrazu tego jak wykrzywiony jest animus, dopóki nie zda sobie sprawy z tego w co naprawdę wierzy się na temat mężczyzn i męskiej energii, to własny obraz animusa będzie skażony poprzez osobiste relacje z mężczyznami.

Zainteresowanie wzbudzać wtedy będą tylko te osoby, które wydają się pasować do własnych projekcji.

Projekcje są elementami osobowości, których istnienie w sobie się wypiera. Są cechami i właściwościami, które widzi się jako istniejące poza sobą.

Dlaczego tyle kobiet cały czas zadurza się w tym samym typie mężczyzny?

Ponieważ dopóki nie osiągnie wysokiego poziomu indywiduacji, nie jest się zainteresowanym tym, kim inni są w rzeczywistości.

Skażony obraz animusa prowadzi do skażonych projekcji oraz fascynacji.

Oczywiście, nie dzieje się to na poziomie świadomym, bo to niemożliwe.

O ile nie jest masochistką, żadna kobieta nie powie do siebie świadomie, “Wierzę, że mężczyźni są dominujący i kontrolujący, a zatem pójdę i poszukam jakichś strasznych dominujących i kontrolujących mężczyzn, którzy przysporzą mi wiele bólu i złamią serce.”

Faktycznie to nieświadomość przejmuje kontrolę nad kobietą i prowadzi ją ku obrazowi, który ma w sobie wdrukowany.

Będzie spotykać dokładnie ten sam typ mężczyzny, ponieważ jest on zakodowany w jej psychice jako ostateczny obraz tego kim i czym są mężczyźni.

Będzie stale napotykać w swoim życiu tego samego faceta, dopóki nie uzdrowi własnej relacji z animusem.

Nieświadomość odnajdzie sposób na wyrażenie się niezależnie od tego jak bardzo próbuje się jej zaprzeczać. Jeżeli nie zyska się świadomej wiedzy na temat psychiki, znajdzie ona wyraz na zewnątrz w postaci fizycznej.

PRZEJECIE PRZEZ ANIMUSA

Jeżeli kobieta miała ogólnie negatywne doświadczenia z mężczyznami lub trudną relację z ojcem, może próbować odciąć się od męskiej części swojej psychiki.

Jednak jeżeli próbuje się zaprzeczać, tłumić lub całkowicie odciąć się od Animusa, wydarzyć się może ciekawe zjawisko.

Zamiast trzymać się z daleka od wszystkiego co ma związek z męską energią, pozwala się właśnie jej przejąć kontrolę nad osobowością.

Nieświadomość jest częścią całej osobowości, nie istnieje żaden sposób na to by przeprowadzić psychiczną operację i wyciąć to, czego się nie lubi.

Nieświadomość będzie odgrywać swoją rolę; można albo się z nią zaprzyjaźnić i używać jako sprzymierzeńca, albo próbować zaprzeczać jej istnieniu i obserwować jak staje się wrogiem.

Animus negowany staje się potworem, jakim kobieta wierzy że jest, nie pójdzie grzecznie spać w sferę nieświadomości. Będzie działał i w rzeczywistości przejmie kontrolę nad kobietą, która go neguje.

Wszystkie te przekonania, że mężczyźni są dominujący i kontrolujący znajdą swój wyraz poprzez nią.

Ona stanie się dominująca i kontrolująca, zawzięta i niezdolna do rozumowania.

Co gorsza, jest kompletnie nieświadoma swojego postępowania.

Co jeszcze gorsze negowany animus zaczyna się dąsać.

Ponieważ jego naturalnym wyrazem jest działanie, a działanie jest negowane, animus ogranicza się do tylko jednej działalności: mówi kobiecie “a po co?”, “to się nigdy nie uda”, “nawet nie warto próbować”, “wiesz że to się nie uda” czy podsuwa inne negatywne myśli.

Aż do chwili gdy animus zostanie zintegrowany, wszystkie te negatywne elementy są do jakiegoś stopnia prawdziwe.

Dlaczego?

Ponieważ musimy być pełną jednostką by w pełni funkcjonować, a kobieta nie wykorzystująca swojej męskiej części będzie tylko w połowie sobą.

Jest kobietą szukającą dopełnienia w fizycznym mężczyźnie, który najprawdopodobniej po prostu poszukuje fizycznej kobiety mogącej  dopełnić jego własną niepełną osobowość (szuka projekcji, a nie osoby).

ZINTEGROWANY ANIMUS

Kiedy zaczyna się rozumieć różnicę między przedstawicielami płci męskiej a męską zasadą, rozpoczyna się oddzielanie mężczyzn od Animusa. Dzięki temu fałszywe obrazy i pojęcia, jakie rzutowały na animusa stają się wyraźne.

Kiedy skażony animus zostaje oczyszczony, łatwiej jest wyprowadzić go z cienia. Łatwiej jest połączyć go z nieświadomością, łatwiej jest wyobrazić sobie, że w ciele kobiety posiada się męski aspekt.

Gdy następuje integracja animusa, psychika kobiety staje się wcieleniem dynamicznego tańca biernej i czynnej natury, wyłania się kobieta, odczuwająca siebie jako całość i nie potrzebująca dopełnienia.

Kobieta, która zintegrowała animusa może teraz postrzegać potencjalnych partnerów jako ludzi, jakimi faktycznie są, a nie jako swoje projekcje. Może mieć autentyczne relacje, ponieważ sama jest autentyczną osobą, może pozwalać innym być całkowicie sobą, bo sama działa zgodnie z całością swojej osobowości. Stare wzorce upadają, wkraczają nowe.

Korzyści z integracji animusa nie są ograniczone do kontaktów międzyludzkich, kobieta korzysta z niej we wszystkich aspektach swojego życia.

Podczas gdy wyalienowany animus przejawiał się poprzez wrogość, zintegrowany animus wyraża się jako nieodłączny sprzymierzeniec.

Logika i intuicja stają się zrównoważone, duch i dusza połączone, rozmowa samej z sobą zmienia kierunek z negatywnego na pozytywny i zachęcający. Wszystkie intuicyjne impulsy są wcielane w życie zgodnie z mądrym osądem oraz pewnością siebie, pomysły są realizowane z łatwością. Kontrolująca kobieta popuszcza wodze i wkracza na drogę autentycznej siły.

Zamiast powtarzać “po co?” animus mówi teraz kobiecie, “zobaczmy kto nas powstrzyma?”

ANIMUS W SNACH, LITERATURZE I POPKULTURZE

Sposób w jaki  animus manifestuje się w snach zależy od związku kobiety z nim.

Relacja negatywna stwarza negatywne obrazy senne takie jak mężczyźni bez twarzy, mężczyźni w maskach, bycie świadkiem tego jak intruzi napadają na dom, sny o byciu ściganym czy te z mężczyzną nie panującym nad samochodem.

Zintegrowany animus przyjmuje zazwyczaj przyjemniejszą formę taką jak archetyp Mędrca czy mężczyzn będących nauczycielami, doradcami lub przewodnikami śpiącego. Innym przykładem ujawniania się animusa w snach są mężczyźni przynoszący prezenty.

Podczas gdy sam archetyp animusa może być widoczny w całej literaturze, proces jego integracji jest najwyraźniej pokazany w baśni Piękna i Bestia. Baśń ta ukazuje prawdę o animusie: nigdy nie jest on bestią, znajduje się tylko pod wpływem czaru, który zdjąć można jedynie gdy jego prawdziwy obraz schowany pod postacią bestii zostanie uwidoczniony, rozpoznany i pokochany.

Mężczyźni we współczesnym społeczeństwie i popkulturze, którzy reprezentują postać animusa to między innymi Nelson Mandela, Dr. Martin Luther King, a nawet Bono.

WNIOSEK

Istoty ludzkie są pełnymi, funkcjonującymi całościowo bytami. Żadna jednostka nie jest osobą tylko w połowie, żadna jednostka nie potrzebuje dopełnienia.

Tym czego potrzebuje dla owego dopełnienia jest uznanie siebie jako całości.

Dla kobiet kamieniem milowym na drodze do rozpoznania całości swojej psychiki jest zintegrowanie animusa, które rozpoczyna się w momencie gdy zdaje sobie ona sprawę z różnicy między doświadczeniami z konkretnymi osobami płci męskiej a archetypową męskością i zasadą męską.

* [Jerry i Dorothy stoją w windzie, do której wsiada niedosłysząca para. Mężczyzna zaczyna mówić używając rąk, po czym wysiadają]

Jerry Maguire: Ciekawe co właśnie powiedział.

Dorothy: Moja ulubiona ciotka była niedosłysząca. Powiedział właśnie: “Dopełniasz mnie”.

——————————————–

Artykuł jest tłumaczeniem i pochodzi ze świetnej strony http://esmesanbona.hubpages.com/hub/Dream-Symbols-Understanding-the-Animus-Archetype, na której jest też mowa o interpretacji symboli sennych. W ciągu najbliższych miesięcy przetłumaczę na pewno artykuły o Animie i Cieniu. Polecam także to co Pastuh pisze na ten temat (i w ogóle na temat Junga).

Jung o Animie/Animusie http://youtu.be/ZN47s0mPfRU

Król Olch

By Nie Zapomnieć: Dziecko Zrabowane przez Króla Olch

Starsze osoby w rodzinie opowiadały smutnym szeptem balladę o Królu Olch, który kryje się w ciemnych zaroślach i czai się na delikatne, dziecięce serce. Król Olch wypacza je, oślepia, degeneruje niewinny umysł, wpija się jak wampir w tańczący duch dziecka.

Rezultat jest przerażający: Król Olch, pożywiwszy się na dziecięcym duchu, kroczy zadowolony ukazując zęby szczura i paskudny uśmiech, zadowolony bo najadł się i napełnił brzuch.

Z dziecka zostaje niewiele, tylko oczy w ciemnych obwódkach, skóra tak blada, że prześwitują przez nią niebieskie, puste żyły i zdezorientowane serce.

Duch może zostać zrabowany przez Króla Olch na wiele sposobów. Ktoś może się zastanawiać się w jaki sposób tak potworny intruz może zagarnąć czy to dziecko, czy dorosłego, czy rządzącego, czy subkulturę, czy hierarchię bez bicia na alarm i wzywania do walki.

Ballada Johanna Wolfganga von Goethe, oparta na starej historii o Królu Olch, może pomóc nam zrozumieć jak chronić duszę w sobie i w innych przed nienawistnymi czynami Króla Olch.

Oto fragment ballady w tłumaczeniu

Zapada już noc i wicher dmie.
Kto o tej porze na koniu mknie?
Z dzieckiem w ramionach, w mroku bez dna;
To ojciec z synkiem do domu gna.

– Dlaczego, synku, odwracasz wzrok?
– Nie widzisz, tato? Popatrz tam, w bok.
Król olch mnie wabi, korona mu lśni.
– To tylko mgła. Coś ci się śni.

W naszej rodzinnej wersji tej ballady, tak jak w poemacie Goethego, ciemną nocą ojciec z synem w ramionach jadą powoli na rumaku przez głęboki las. Jednak Król Olch wyczuwa zapach, “niewinność dziecka” i tak jak drapieżnik jakim jest, zaczyna śledzić młodego.

Dziecko, w przeciwieństwie do nieświadomego ojca, doskonale zdaje sobie sprawę z jego obecności.

Widzi Króla Olch wyraźnie, przylega mocniej do piersi ojca i krzyczy ze strachu. Ale ojciec odrzuca lęki dziecka i mówi, że wyobraża sobie tylko złowrogą siłę, która nie istnieje…podczas gdy żarłoczny potwór wyciąga szpony by poprzez ciemne gałęzie drzew dosięgnąć dziecko i wykrzywić jego umysł na swoje własne koślawe podobieństwo.

Kiedy mówi Król Olch, jedynie czyste, czujne dziecięce serce może go usłyszeć.

– Mój miły chłopcze, chodź-że tu!
Będziemy się bawić, aż zbraknie tchu.
Wspaniałe miejsca nad brzegiem znam
I pozłacany mój szal ci dam?

Dziecko błaga ojca by ten się obudził i zdążył umknąć niebezpieczeństwu.

“- Ach, tato, tato! Słyszysz ten śpiew?
To znów król olch, to znów jego zew.

Jednak ojciec nie jest w stanie wyrwać się z duchowego letargu.

– Spokojnie, synku, to wiatru świst.
To szelest liści lub ptaków gwizd.”

Ballada toczy się w rytmie “starożytnej mitycznej trójki”: dziecko trzy razy ostrzega o realnym zagrożeniu i trzy razy prawda jest zaprzeczana przez tego, kto powinien go chronić. Gdy tylko dziecko krzyczy: “Popatrz, popatrz!”, ojciec tego nie robi, nie słucha, bo stracił instynkt by wyczuwać drapieżców. Lekceważy więc zagrożenie:

– Nie, synku, nie! To żaden znak.
To próchno się sypie i świeci tak..

Jednocześnie rumak ojca zaczyna galopować jak gdyby goniło go stado demonów, ojciec nie jest już w stanie utrzymać go na wodzy.

Jednak Król Olch dogania ich, obiecując dziecku cuda, jakie mu się nie śniły i mamiąc niezwykłymi obrazami, które sprawiają, że dziecko staje się coraz bardziej oszołomione i bezbronne, aż w końcu przestaje czuć. Jego duch nie jest w stanie znosić dłużej takiej napaści. Nie bronione zawzięcie, lecz pozostawione same sobie, dziecko poddaje się i obumiera.

Na końcu tego starożytnego tematu w opowieściach i w niektórych częściach ludzkiej natury, Król Olch, złowrogi Flecista z Hameln, złodziej dusz, wmawia dziecku swoją miłość. Widząc, że jest ono już osłabione i niemal się poddało, Król Olch cieszy się ponurą radością.
W końcu dziecko szepcze prawdę po raz ostatni:

– Ach, tato, tato! Porywa mnie król!
Ciemnieje mi w oczach, przeszywa ból.

Ojciec, widząc, że jego syn stał się blady i osłabiony, zmusza w końcu konia do pełnego galopu próbując ocalić ukochane dziecko

Rumak przyspiesza, co sił, co tchu;
Biegnie na przełaj, po trawie, mchu.

Ale nie udaje się mu go uratować. Pomimo szarży konia, dziecko leży bez życia w ramionach ojca ze szklistymi oczyma i wiotkim ciałem.

I oto światło: dom tuż-tuż.
Niestety! Dziecko nie żyje już.

A jednak, jak to mówią starsi ludzie opowiadający tę balladę, jest promyk światła w owej straszliwie ponurej historii. Znajdziemy w niej sposoby na uleczenie i ożywienie ducha, jeżeli tylko będziemy zadawać mądre pytania i nie pozwolimy by ogarnęła nas niepamięć.

Co i jak sprawia, że tak łatwo składamy naszego dziecięcego ducha na ofiarę całopalną, dlaczego tak łatwo oddajemy go szkodliwym mocom?

Oto podpowiedź:
Poprzez zapomnienie. Ballada zmierza ku tragicznemu końcowi, ponieważ ojciec o wiele wcześniej sam został schwytany przez Króla Olch. Główny obrońca tak się przyzwyczaił do życia jako osłabione, uległe “ja”, że uważa porwanie przez Króla Olch za wręcz niegodne uwagi zdarzenie. Ojcu nakazano jawnie lub subtelnie by nigdy nie tęsknił ani nie szukał ważnej części samego siebie, serca i ducha, jakie zrabowano mu dawno temu.

W ten sposób zranieni ranią nie zranionych.

To nie tak, że ojciec jest oziębły. Jest na swój sposób głęboko zraniony i przez to rozdarty między tym co widoczne a ukrytą prawdą. Ostatecznie jednak trwa w ślepocie tak jak sobie tego życzy Król Olch.

Ale to nie koniec historii.

Kiedy ta ballada była opowiadana w naszej rodzinie, starsze kobiety wywodzące się z plemion zapalonych jeźdźców i jeźdźczyń, nachylały się ku zapalonej lampce i potrząsając ostrzegawczo palcem mówiły, że Król Olch wygląda jak zwykli ludzie. Szuka zdobyczy wśród najczystszych umysłów, najsłodszych serc, najbardziej twórczych umysłów tych, którzy pozostają naiwni czy to celowo, czy z niewiedzy.
Uczyły, że Król Olch chodzi wśród nas w blasku dnia, lecz kradnie duszę w mrokach lasu, tak by nie widzieli tego inni.
To klacz w baśni pokazuje nam jak chronić ducha. Jest jedyną, która ma na tyle instynktu by uciekać jak może najszybciej i próbować ocalić życie tych, których niesie.
(I w tym momencie w rodzinie zaczynała się zazwyczaj długa dyskusja na temat tego jak klacz potrafi przewidywać lepiej niż ogier.) Koń jest też jedynym, który oprócz dziecka widzi Króla Olch.
Chociaż ojciec próbuje trzymać konia na wodzy zbytnio opóźniając w ten sposób ucieczkę, starsi opowiadacze zachęcają nas abyśmy zachowywali się jak koń, a nie jak ojciec, gdy mamy ratować ducha czyli działać zgodnie z “końskim instynktem” i nie zasypiać, ale w chwili zagrożenia biec w pełni świadomym, by ocalić i chronić duszę oraz ducha.
Koński instynkt to zdrowy rozsądek, co oznacza intuicję nakazującą dokładne sprawdzenie osób i masek, za jakimi kryją swoje prawdziwe “ja”, a nie podążanie przez życie z zapieczętowanymi oczyma i sercem przerażonym tym, że miałoby rozwikłać wszystkie złożoności tego, co kryje się za fasadą.

Bądźcie odważni! W naszych kulturach też są ukryci Królowie Olch, warto jest ćwiczyć się w byciu na nich odpornymi.

Ty i ja jako starzy opowiadacze jesteśmy dosyć odmiennymi istotami w obecnych czasach (choć traktuję odmienność jako błogosławieństwo, bo jest ona często pierwszym znakiem od Stwórcy, że czekają na nas wyjątkowo dobre zadania do wypełnienia na Ziemi).
W przedziwny sposób często żyjemy w wielu czasach jednocześnie: w nowoczesności, pół – nowoczesności, starożytności, a być może także w etniczności (czy przynajmniej kategorii rasowej), w społeczności lokalnej, kulturze religijnej, edukacyjnej, rodzinnej, świeckiej, kulturze pracy wewnętrznej, kulturze uświęconej pracy, kulturze zadaniowej i innych. Aby uodpornić  się na wpływy Króla Olch trzeba dążyć do tego by pozostać czujnym, nie dawać się wodzić za nos heroicznym fantazjom ani pozwolić się oszukać tym, którzy sprowadzają nas do lasu tylko po to, by rzucić się na nas jak wampiry.

W psychice każdego z nas grasuje wewnętrzny drapieżca, tak samo jak w grupie czy kulturze. Zneutralizować zagrożenie znaczy poświęcać czas na to by rozwijać świadomość, widzenie, umiejętność spoglądania głębiej, z góry, dookoła, pod spodem…  Zneutralizować zagrożenie znaczy nie pozwolić dać się zniszczyć przez myślenie “to wszystko przeze mnie, to na pewno nie jest wina nikogo ani niczego innego”, to nie dać innym zjeść się żywcem ani złamać ducha (czy to własnego czy innych).
Być czujnym nie znaczy wypatrywać potworów tam, gdzie ich nie ma, ale nie dać się omotać prawdziwemu diabłowi, gdy kroczy przed nami i próbuje, świadomie czy nieświadomie,  zagarnąć swoimi ciemnymi mocami światło naszych dusz.
To bycie obserwatorem. To, w jakikolwiek sposób możemy, naprawianie, odbudowanie więzi, leczenie serca i ducha, tych z którymi mamy styczność.
Bez wątpienia wszyscy idziemy przez głuchy las…komu uda się odeprzeć atak Króla Olch i wyjść cało z opresji? Miejmy nadzieję, że każdemu z nas na swój własny sposób.

Istnieją cztery godne uwagi działania, które pomagają wyleczyć się i nabrać sił po spotkaniu z Królem Olch czyhającym w społeczeństwie, w innych i w nas samych.

Działania te łatwo wprowadzić w życie, jeżeli w skupieniu zadaje się pytania: Jak postępować? W jaki sposób to osiągnąć? Proszę o pomoc Wyższe Siły, wyślijcie do mnie wsparcie w takiej postaci, abym mógł je rozpoznać. Jeżeli znajduję się na dobrej ścieżce, to czy moglibyście wysłać mi, proszę, chociaż najmniejszy znak?  Przyrzekam, że będę bacznie obserwować.

Działania te są wzmocnione, jeżeli przeprowadzi się przegląd wewnętrznych sił, zarówno tych zdobytych dzięki doświadczeniom przeszłości jak i tych, które obecnie wydają się słabymi punktami.

Wszystkie te cztery aspekty pomogą nam powoli przywrócić do życia zrabowane dziecięce serce, rozmiękczyć je jeżeli stwardniało, wypuścić ducha w przestrzeń jak statek w morze, wyostrzyć wzrok by chronić duszę i ducha, pogłębić postrzeganie by widzieć co kryje się pod warstwami czy maskami i ustawić cel tak by mieć przed oczyma perspektywę bez banalizowania. Kombinacja tych czynności pomoże nam pospieszyć ducha by wykonywał dobrą robotę. Co to oznacza? To oznacza uczenie się tego, by niebezpieczną i bolesną przeszłość przerobić w pozytywny sposób, by ożywić najgłębsze, niezniszczone warstwy duszy oraz ducha i pozwolić im działać z oddaniem oraz dobrą wolą, a także by mieć inteligentne, czasem nawet ironiczne, poczucie humoru.

Oto działania warte uwagi:
Dociekanie: nieustanne baczne przyglądanie się i mówienie o tym co się widzi – w ten sposób rośnie szansa, że dostrzegą to także inni. Ktoś może nazwać to powtarzaniem jak zdarta płyta czy trąbka sygnałowa grająca uparcie najważniejszą melodię. Dążenie do mówienia lakonicznie, ale ze współczuciem to właśnie to, co stanowi największą wartość na tym polu. Niezapominanie oznacza, że pamiętanie o mówieniu jest siłą.
Wybaczanie: gdy dokonuje się postęp w ocenianiu i uświadamianiu tego w jaki sposób doszło do rażących konfliktów, w duchu narasta pragnienie by zadawać pytania i próbować zrozumieć. To co da się zrozumieć, często można w jakiś sposób wybaczyć, a to pomaga w naprawieniu, umocnieniu tych, którzy zostali skrzywdzeni czy to przez niesłuszną, lecz szkodliwą krytykę samych siebie, czy przez rany zadane przez drapieżcę z zewnątrz. Niezapominanie oznacza pamięć, że wybaczenie jest siłą.
Zapomnienie: im bardziej leczymy się z dotyku Króla Olch, gdy odwracamy naszą uwagę od szkodliwych wydarzeń tak jak reflektory od sceny tym bardziej poddajemy się zdrowemu dla ducha “zapomnieniu”. O ile kiedyś potrzebowaliśmy tych reflektorów by dokładnie wskazać i ujawnić Króla Olch tak w codziennym życiu możemy skoncentrować się na innych aspektach. Światła mogą być zgaszone po to byśmy nie byli karani ani powstrzymywani od aktywnego życia poprzez pozostawanie uwięzionym w pamięci o bolesnej przeszłości. Taki rodzaj “zapominania” nie oznacza zaśnięcia tylko przestawienie uwagi na inne rzeczy przy jednoczesnym trwaniu w koncentracji i czujności. Zapomnienie w tej formie i przestawienie najjaśniejszego światła ku nowemu życiu stanowi o sile.

Skupienie: Tak jak skóra z ran tak duch również leczy się warstwami. W trakcie procesu uzdrawiania duch o dziecięcym sercu będzie wysyłał nam małe podpowiedzi jako że jest on najbardziej zainteresowany tym, by decydować gdzie skierować swoją energię i tym jak żyć prawdziwym życiem po spotkaniu Króla Olch. Ta część naszej osobowości wie najlepiej jak używać energii, która przychodzi po ucieczce i po tym jak stawiło się czoła wiedzy o tej bardziej szorstkiej rzeczywistości. Chciałabym przypomnieć, że w świecie, który często nachyla się niebezpiecznie ku nieświadomości, naprawdę potrzebne są świadectwa tych, którzy choćby znajdując się w połowie drogi mogą potwierdzić, że już przebrnęli przez burzę. Niezapominanie oznacza, że świadomość własnej opowieści stanowi o sile, nie tylko dla siebie samych, ale z całą pewnością także dla innych unoszących się na powierzchni i dla tych, którzy wiosłują im na pomoc.

By wprowadzić w życie to ostatnie działanie, sugeruję delikatnie by niektórzy z nas skoncentrowali się na wyostrzaniu wzroku, słuchu i innych zmysłów po to by zrozumieć gdzie naprawdę należymy. Do jakich osób i klanu przynależmy, jaki wkład ma nasza praca w rozwój otoczenia…niezapominanie o głębszym postrzeganiu sprawia, że stajemy się twórczy i nawet jeżeli twórczość ta pochodzi z głębokiego zranienia w przeszłości, najostrzejsze zmysły mimo wszystko nadal pragną widzieć dobro. To najlepszy dowód na to, że duch o dziecięcym sercu został wskrzeszony.

“Against Forgetting: Children Stolen by The Erl King” ©2009, excerpt
from La Pasionaria, “I Am Not Needed There,” ©1970, both by Dr. C.P.
Estés, All Rights Reserved. Permissions: projectscreener@aol.com

————————————————————————

Text nie pochodzi z Biegnącej z Wilkami, ale z fragmentu przygotowywanej do wydania książki La Pasionaria na stronie http://ncronline.org/blogs/el-rio-debajo-del-rio/against-forgetting-children-stolen-erl-king. Na końcu znajduje się jeszcze wiersz, ale jego tłumaczenie pominęłam.

Ballada Król Olch autorstwa Johanna Wolfganga Goethego w przekładzie Antoniego Libery.

 

Odcinek 14: Włos Niedźwiedzia. O gniewie i wybaczaniu

biegnaca z wilkami wlos niedzwiedzia

Każdy może się rozgniewać – to bardzo łatwe.
Ale rzadką umiejętnością jest złoszczenie się
na właściwą osobę, we właściwym stopniu i
właściwym momencie, we właściwym celu
i we właściwy sposób – to bardzo trudne.
Arystoteles

Wybieraj swoje bitwy.
Sun Tzu

WŁOS NIEDŹWIEDZIA

Była sobie kiedyś młoda kobieta, która mieszkała w pachnącym sosnowym lesie. Jej mąż wiele lat spędził na wojnie. Kiedy wreszcie skończył służbę, powrócił bardzo przygnębiony. Za nic nie chciał wejść do domu, bo przyzwyczaił się do spania na gołych kamieniach. Całymi dniami i nocami przesiadywał samotnie w lesie.

Młoda żona ucieszyła się na wieść o jego powrocie. Zrobiła wielkie zakupy, przyrządziła mnóstwo przysmaków: zsiadłe sojowe mleko, trzy gatunki ryby, trzy rodzaje glonów morskich, ryż z papryką i pyszne zimne krewetki.

Z nieśmiałym uśmiechem nosiła jedzenie do lasu, przyklękała u boku zmęczonego wojowaniem małżonka i podsuwała mu przysmaki. Ale on zrywał się na równe nogi i przewracał talerze z jedzeniem. Mleko się lało, ryby fruwały w powietrzu, glony i ryż lądowały w piasku, a dorodne pomarańczowe krewetki toczyły się po drodze.

– Zostaw mnie w spokoju! — ryczał małżonek i odwracał się plecami. Wpadał w taką wściekłość, że żona zaczęła się go bać. Tak było za każdym razem, aż wreszcie zrozpaczona młoda kobieta udała się do starej znachorki, która mieszkała w grocie na krańcu wioski.

– Mój mąż wrócił z wojny strasznie zmieniony — skarżyła się. — Ciągle się złości i nic nie je. Nie chce wejść do domu i nie żyje ze mną tak jak dawniej. Czy dasz mi takie zioła, żeby znów był dobry i kochający jak kiedyś?

Znachorka zapewniła ją:

— Mogę to dla ciebie zrobić, ale brakuje mi pewnego składnika. Niestety, skończyły mi się niedźwiedzie włosy. Musisz więc wspiąć się na tę wysoką górę, znaleźć czarnego niedźwiedzia i przynieść mi włos z białego półksiężyca na jego szyi. Wtedy będę mogła dać ci to, czego żądasz, a twoje życie będzie takie jak dawniej.

Wiele kobiet przestraszyłoby się takiego zadania. Wiele uznałoby je za niemożliwe. Ale nie ona, bo ona kochała prawdziwie.

— Nie wiem, jak się odwdzięczę — rzekła. — Tak dobrze usłyszeć, że jest na to jakaś rada.

Wyruszyła więc skwapliwie w drogę i już następnego ranka stanęła u stóp góry. Śpiewała przy tym Arigato zaishó, co jest pozdrowieniem dla góry i podziękowaniem za to, że pozwala się wspinać na swoje ciało.

Minęła podnóże góry pełne głazów jak wielkie bochny chleba. Wspięła się na wysoką równinę porośniętą lasem. Drzewa miały długie, nisko zwieszone gałęzie i liście w kształcie gwiazd.

Arigato zaishó — zaśpiewała młoda kobieta. W ten sposób dziękowała drzewom, że podnosiły swe włosy i pozwalały jej przejść pod nimi. Tak przebrnęła przez las i znowu zaczęła się wspinać pod górę.

A było coraz trudniej. Na stoku rosły cierniste kwiaty, które zaczepiały się o jej kimono, ostre skały drapały jej drobne dłonie. O zmroku nadleciały dziwaczne czarne ptaki. Przestraszyła się, bo wiedziała, że to muen-botoke — duchy zmarłych, którzy nie mieli krewnych. Zaczęła śpiewać modlitwy:

— Będę waszą krewniaczką, pochowam was, złożę na spoczynek.

Wspinała się coraz wyżej, bo kochała prawdziwie. Wspinała się długo, aż dotarła do ośnieżonego szczytu. Wkrótce przemoczyła stopy i przemarzła do kości, ale szła coraz wyżej, bo prowadziła ją miłość. Zerwała się burza, mokry śnieg sypał w oczy i uszy. Oślepiona szła dalej. A kiedy śnieg ustał, wyśpiewała Arigato zaishó, by podziękować wiatrom, że przestały nią targać.

Schroniła się w płytkiej grocie, by tam odpocząć. Choć miała spory zapas jedzenia, nie tknęła go, ale nakryła się liśćmi i zasnęła. Ranek był spokojny i bezwietrzny, a spod śniegu tu i tam wystawały nawet małe zielone roślinki. „Teraz trzeba znaleźć niedźwiedzia”, pomyślała.

Szukała cały dzień, a gdy zaczęło się zmierzchać, trafiła na gruby kawał zwierzęcych odchodów i nie musiała już szukać dłużej, bo olbrzymi czarny niedźwiedź wygramolił się zza śnieżnej zaspy, zostawiając za sobą głębokie ślady łap i pazurów. Niedźwiedź zaryczał wściekle i wlazł do swojej nory. Kobieta sięgnęła do tobołka i włożyła do miski jedzenie, które ze sobą przyniosła. Postawiła miskę przed legowiskiem i ukryła się. Niedźwiedź zwęszył pokarm i wyjrzał z gawry, rycząc tak grzmiąco, że kamienie się toczyły. W pewnej odległości obszedł jedzenie dookoła, węszył długo, wreszcie połknął wszytko jednym haustem. Cofnął się, powęszył i znów zniknął w norze.

Następnego wieczoru kobieta postąpiła tak samo, położyła jedzenie przed jamą, ale tym razem nie ukryła się, tylko cofnęła w pół drogi.

Niedźwiedź zwietrzył jedzenie, wysunął się z gawry, ryknął, aż gwiazdy na niebie zadrżały, zrobił okrążenie, powęszył czujnie w powietrzu, wreszcie zjadł i wpełzł na powrót do swej kryjówki. Tak było przez wiele wieczorów, aż pewnego dnia kobieta nabrała dość odwagi, żeby się zbliżyć do jaskini.

Jak zwykle postawiła misę u wejścia i stała tuż przy nim. Kiedy niedźwiedź poczuł jedzenie i wynurzył się z jamy, obok swej codziennej porcji zobaczył małe ludzkie stopy. Porozglądał się nieufnie na boki i zaryczał tak głośno, że kości w kobiecie jęknęły.

Cała drżała, ale nie cofnęła się. Niedźwiedź uniósł się na tylnych łapach, kłapnął szczęką i tak zaryczał, że widać było czerwonobrązowe podniebienie. Kobieta nie uciekła. Niedźwiedź ryczał dalej, wyciągnął łapy, jakby chciał ją pochwycić; pazury, jak długie noże, zawisły nad jej głową. Trzęsła się biedna jak listek na wietrze, ale nie uciekała.

— Niedźwiedziu, mam do ciebie prośbę — odezwała się. — Przeszłam tę długą drogę, bo potrzebuję lekarstwa dla mojego męża.

Niedźwiedź postawił przednie łapy na śniegu i zaczął się wpatrywać w jej przerażoną twarz. Przez chwilę zdawało się kobiecie, że widzi całe łańcuchy górskie, doliny, rzeki i wioski odbite w jego bardzo starych oczach. Ogarnął ją niespodziewany spokój i przestała się trząść.

— Niedźwiedziu, karmiłam cię przez tyle dni. Czy mogłabym dostać jeden z twoich białych włosów na szyi?

Niedźwiedź znieruchomiał; ta słaba istota byłaby dlań łatwym łupem. Ale nagle poczuł dla niej litość.

— To prawda — powiedział — byłaś dla mnie dobra. Możesz sobie wziąć mój włos. Ale zrób to szybko, a potem zostaw mnie i wracaj, skąd przyszłaś.

Uniósł pysk, odsłaniając biały półksiężyc na gardzieli, a kobieta widziała, jak mocno dudni jego serce. Przyłożyła jedną rękę do szyi, drugą złapała pojedynczy lśniący biały włos. Wyrwała go jednym ruchem. Niedźwiedź odskoczył do tyłu i ryknął jak raniony. A ból przeszedł w niecierpliwe sapanie.

— Dzięki, niedźwiedziu, wielkie dzięki. — Długo kłaniała się przed nim. Ale niedźwiedź warknął i posunął się o krok. Ryknął, a w jego ryku brzmiały słowa, których nie rozróżniała, choć wydawały się znajome od dawna. Odwróciła się i ile sił w nogach pobiegła w dół. Biegła pod drzewami o liściach w kształcie gwiazd. A przez całą drogę wołała Arigato zaishó, by podziękować drzewom, że unosiły gałęzie i pozwalały jej przejść. Potykała się o głazy wielkie jak bochny chleba i śpiewała Arigato zaislio w podzięce górze za to, że pozwoliła jej wejść na swój szczyt.

Poszarpana, z włosami w nieładzie, z twarzą umorusaną biegła w dół po kamiennych schodach prowadzących do wioski, potem piaszczystą drogą przez miasteczko, aż do samotnej groty, gdzie stara znachorka siedziała, pilnując ognia.

– Patrz! Patrz! Mam go! Znalazłam, zdobyłam włos niedźwiedzia! — krzyczała.

– To bardzo dobrze — uśmiechnęła się znachorka.

Przyjrzała się bacznie młodej kobiecie, ujęła bielutki włos i obejrzała go pod światło. Ważyła go w dłoni, mierzyła palcem i wreszcie wykrzyknęła:

— Tak! To prawdziwy włos z białego półksiężyca niedźwiedzia.
Odwróciła się raptownie i wrzuciła go w ogień, gdzie zwinął się, skwiercząc, i zniknął w płomieniach.

– Nie!! — zakrzyknęła młoda żona. — Coś ty zrobiła?!

– Uspokój się. Wiem, co robię. Wszystko w porządku — zapewniła znachorka. — Pamiętasz każdy krok na swojej drodze pod wielką górę? Pamiętasz wszystko, co robiłaś, żeby zdobyć zaufanie niedźwiedzia? Pamiętasz wszystko, co tam widziałaś, co słyszałaś, co czułaś?

— Tak — odrzekła kobieta — pamiętam dokładnie.
Znachorka uśmiechnęła się łagodnie i rzekła:

— Proszę teraz, córko, idź do domu z tym wszystkim, czego się nauczyłaś, i postępuj tak samo ze swoim mężem.

————————————————————————————–

Przedstawiłam już kilkanaście opowieści zamieszczonych w Biegnącej z Wilkami i być może czytając, zadaliście sobie pytanie: Ale co było potem? Co działo się, kiedy bohater/bohaterka powrócił/-a już z wyprawy? Co czuli się poranieni i doświadczeni po tym jak ich udręka się skończyła? Co czuła młoda żona Sinobrodego, po tym zginął? Gdy minęło już zagrożenie, czy nie była wściekła, że została zdradzona przez człowieka, którego wybrała sobie na towarzysza życia? Jak radziła sobie Bezręka Dziewczyna z tym, że została zdradzona przez rodziców, teoretycznie najbliższe jej osoby? Płakała, o tym jest mowa w baśni, ale czy nie czuła gniewu? Furii wręcz? Przecież jesteśmy ludźmi, nie aniołami, gniew jest naszą naturalną emocją na niesprawiedliwość, odrzucenie i wykorzystanie. Tłumienie go nie prowadzi do niczego dobrego, ale też niezdrowe jest odczuwanie go przez cały czas. Jak go przeżywać tak aby nie zatruwał nas od środka i nie stanowił zagrożenia dla innych? Jak radzić sobie z gniewem po przeżyciu traumy, która przestawiła życie do góry nogami? I jak nauczyć się wybaczać?

Na dłuższą metę ciągły gniew jest niszczący, bo odcina nas od pozytywnych uczuć i „nakręca” na powtarzanie negatywnych emocji, a co najgorsze sprawia, że tracimy nadzieję i wiarę w zmiany na lepsze. Brak nadziei, gniew i ból są ze sobą połączone, jeżeli straciłaś/straciłeś nadzieję, to z powodu rany, a co za tym idzie bólu i gniewu. Cykl gniewu nie różni się od innych cykli życia: wznosi się, opada, zamiera i uwalnia się w postaci nowej energii. Skupienie uwagi na gniewie zaczyna proces przeobrażenia. Jeśli pozwolimy, by gniew stał się naszym mistrzem, i w ten sposób go odmienimy, to pozbawimy go oręża.

O tym jak tego dokonać opowiada przytoczona powyżej japońska baśń Tsukina Waguma, niedźwiedź z białym półksiężycem.

Uzdrawiający Przedmiot

A zatem ponownie wyruszamy na wyprawę, tym razem naszym celem magiczny przedmiot posiadający nadnaturalne zdolności. Ten motyw znany jest w legendach całego świata, czy będzie to włos, czy ząb, czy broń, czy naczynie (Graal), czy biżuteria (najbardziej znanym przykładem jest zapewne wędrówka Froda i jego towarzyszy po Śródziemiu, chociaż jego zadaniem jest zniszczyć pierścień dający władzę). Kiedy dotrzemy do celu okaże się jednak ku naszemu zdumieniu i rozczarowaniu, że nie wystarczy zdobyć ów talizman, trzeba będzie zmienić swoje zapatrywania, zachowania, a co za tym idzie swoje życie. Włos niedźwiedzia należy do kategorii baśni, które nazywam opowieścią z podwójnym dnem. Ukazują one swe ukryte uzdrowicielskie warstwy i głębsze znaczenie, a nie tylko powierzchowną treść. Zewnętrzna treść mówi o tym, że cierpliwość jest lekarstwem na gniew, lecz głębszy przekaz baśni dotyczy szczegółów tego, co kobieta powinna zrobić, żeby odzyskać ład psychiczny i uzdrowić gniewną jaźń. Opowieść z podwójnym dnem nie mówi wprost, ale operuje symbolem i aluzją. Ukryta struktura tej baśni zawiera całkowity, skończony wzorzec radzenia sobie z gniewem i leczenia się zeń: szukanie mądrej, spokojnej siły uzdrawiającej (udanie się do znachorki); przyjęcie wyzwania, które polega na zagłębieniu się w nieznane psychiczne terytorium (wspinaczka na górę); rozpoznanie własnych iluzji (pokonywanie głazów, przejście przez gąszcz drzew); uspokojenie ciągłych obsesyjnych myśli i uczuć (spotkanie zmuen-botoke — niespokojnymi duchami, których nikt nie pogrzebał); zabieganie o pomoc wielkiej współczującej Jaźni (cierpliwe karmienie niedźwiedzia, zdobywanie jego wdzięczności); zrozumienie burzliwej strony współczującej psychiki (zrozumienie, że niedźwiedź — współczująca jaźń — nie jest łagodny ani oswojony). Opowieść podkreśla doniosłość wykorzystywania psychicznej wiedzy w prawdziwym życiu (zejście z góry z powrotem do wioski), zrozumienia, że uzdrowienie polega na długim procesie poszukiwania i praktyki, a nie na pojedynczej idei (zniszczenie włosa). Sedno opowieści tkwi w zdaniu: „Postępuj tak samo ze swoim gniewem, a wszystko będzie dobrze” (ostatnia rada czarownicy). I znowu okazuje się, że baśń jest w rzeczywistości opowieścią o nas samych: mąż wracający z wojny to udręczony i wycieńczony aspekt naszej osobowości, a żona to kochający, opiekuńczy element pomagający odzyskać równowagę.

Wspinaczka pod górę

Zazwyczaj nasze radzenie sobie z gniewem rozpoczynamy od tego co jest przyjęte kulturowo (szczególnie dla kobiet) jako metoda pozbycia się złości czyli od wypierania jej. Udajemy, że jesteśmy miłe, nie, nie nic się nie stało, wcale się nie gniewamy, tymczasem ogień w nas rośnie i wybucha potem przy byle okazji, powodem może być byle drobiazg, ale zniszczenia są nieodwracalne jak po wybuchu wulkanu. Dlatego najlepszym co możemy zrobić dla siebie i dla otoczenia jest zastanowić się skąd się ów gniew bierze i co go powoduje.

Na początku jest ciężko. Gniew chce się rządzić własnymi prawami, nie zamierza pozwolić się zrozumieć ani poddawać się kontroli tak jak mąż w bajce. Po prostu „jest na nie”. Nie bo nie i tyle. Aby okiełznać jakoś jego furię, żona prosi o radę znachorkę czyli tę najbardziej dojrzałą, najmądrzejszą część naszego „ja”, która zachowuje spokój i nie daje się wytrącić z równowagi przez kaprysy ego.

Najbardziej narażone na trudności w kontrolowaniu gniewu są osoby, którym na wczesnym etapie rozwoju otoczenie odmawiało życzliwości, akceptacji i szacunku, które były lekceważone, zaniedbywane czy upokarzane albo które tresowano „metodą kija i marchewki”. U tych osób wrażliwość na emocje innych jest większa niż przeciętna (np. dla dzieci z rodzin, gdzie panowała przemoc, hiperczujność czyli ciągłe pozostawanie w stanie gotowości na atak i uważne obserwowanie otoczenia w oczekiwaniu na nagłą zmianę nastroju wywołującą awanturę, była jedną z metod radzenia sobie z opresją), ponadto obawiając się kolejnych rozczarowań emocjonalnych starają się ich za wszelką cenę uniknąć, pozbawiając się w ten sposób również szansy na pozytywne rozwiązania. Na pewno wielu z nas pamięta te uczucia z dzieciństwa, kiedy na skutek szorstkiego traktowania czuliśmy się niewarci troski, szacunku i czułości, na pewno wielu myślało w bezsilnej złości, że „kiedy dorosną, nie pozwolą tak się traktować”. Jeśli kobietę wychowywano w przekonaniu, że powinna oczekiwać od życia mniej niż reszta członków rodziny, jeśli narzucano jej surowe reguły dotyczące wolności osobistej, dobrych manier, języka, to jej normalny gniew potęguje się pod wpływem sytuacji, tonu głosu, gestów, słów czy innych bodźców, które przypominają przykre doświadczenia z przeszłości. Czasem można trafnie rozpoznać rany odniesione w dzieciństwie, badając to, co u dorosłych powoduje irracjonalną utratę panowania nad sobą.

Gniew nie jest zły sam w sobie, to czy będzie destruktywny, czy konstruktywny zależy czy naszego nastawienia. Jeżeli pozwolimy by w nas rósł i się rozwijał, to zacznie hulać jak pożar po lesie, jeżeli jednak pozwolimy znachorce w nas znaleźć sposób aby go okiełznać, to zamieni się w siłę mobilizującą i twórczą. Jeżeli czujesz, że ogarnia cię gniew, to nie czuj się z tym źle. Wkurz się! Ale nie zapomnij wyprowadzić swój gniew na zewnątrz. Gniew pozostający wewnątrz będzie niszczył cię od środka, i psychicznie, i często fizycznie (pewne choroby takie jak fibromialgia wiązane są ze zbyt długim oddziaływaniem stresu na organizm, podobnie istnieją przypuszczenia co do zależności między długotrwałymi negatywnymi przeżyciami a rozwojem nowotworów, chorób układu krążenia i cukrzycy). Złość można i należy wyładowywać w bezpieczny sposób, nie krzywdząc osób trzecich, do najlepszych sposobów należą aktywność fizyczna (sport, spacer) oraz krzyk, w programie Doroty Zawadzkiej Superniania widziałam też sposoby tak proste że aż wierzyć mi się nie chciało, że nie były wcześniej powszechnie stosowane (darcie gazety, okładanie pięściami poduszki). Ale nawet po tym jak się zneutralizuje bezpośredni atak gniewu, i tak warto zadać sobie pytania: Co mnie tak zdenerwowało? I dlaczego akurat to? Znachorka potwierdza, że gniew można przeobrazić, ale potrzeba czegoś, co pochodzi z innego świata, ze świata instynktów, świata zamieszkanego przez duchy i zwierzęta mówiące ludzkim głosem — potrzeba czegoś, co pochodzi z ludzkiej wyobraźni.

Aby osiągnąć owo głębsze zrozumienie trzeba wspiąć się na górę. Góra to w opowieściach często symbol etapu życia, który musimy przerobić zanim przejdziemy do kolejnego, jej podnóże to symbol chęci kierowania się wyższą świadomością, wyższe partie to trudny etap prób, kiedy sprawdzamy jak działa to, czego nauczyliśmy się dotychczas, a wierzchołek to konfrontacja z najwyższą mądrością. Po drodze, im wyżej docieramy, tym bardziej przechodzimy transformację, tym łatwiej przekraczamy dotychczasowe granice w myśleniu i wzorcach zachowań oraz tym więcej potrafimy przejrzeć iluzje, jakie dotychczas nas ograniczały na dole. Góra uczy wytrwałości i cierpliwości, a także nowego spojrzenia. Im wyżej jesteśmy, tym więcej dostrzegamy. Potrafimy wyjść poza własne cierpienie, krzywdę i poczucie żalu, zauważamy że pomimo coraz trudniejszych warunków, na górze dalej kwitnie życie. Bohaterka śpiewa pieśń Arigato zaishó, dziękując górze i drzewom za to, że pozwalają jej przejść. Poczucie wdzięczności to jeden ze znaków, że nasza świadomość wkracza na wyższy poziom, a przejawiać radość z tego co się ma pomimo problemów i przeszkód to znak prawdziwej dojrzałości. W opowieści góra pozwala kobiecie przejść po sobie, a drzewa unoszą gałęzie, by ustąpić jej miejsca. To symbol rozwiewających się złudzeń, dzięki czemu kobieta może dalej dążyć do celu. Buddyzm powiada, że istnieje siedem zasłon iluzji. Unosząc je, zgłębiamy i poznajemy kolejny aspekt prawdziwej natury życia i własnej tożsamości. Uniesienie tych zasłon daje siłę do znoszenia trudów życia, pozwala wejrzeć we wzorce wydarzeń, przejrzeć pozory stwarzane przez ludzi i rzeczy, a na koniec zrozumieć, że pierwszego wrażenia nie można traktować śmiertelnie poważnie, że trzeba patrzeć w głąb, poza nie.

Wspinając się do góry, bohaterka spotyka muen – botoke, duchy zmarłych w postaci czarnych ptaków, to duchy, które nie zostały należycie pogrzebane i opłakane po śmierci. Podobnie w naszej psychice zamieszkują duchy przeszłości, plany, które się nie zrealizowały, pomysły, które nie zostały wcielone w życie etc., co wzmaga nasze poczucie rozczarowania i wystawia na działanie gniewu. O tym jak je pochować jest dalej mowa w Kroku 3.

Oswajanie niedźwiedzia

Dlaczego akurat niedźwiedź i co reprezentuje?

Niedźwiedź był od zawsze symbolem żeńskim i powiązanym z księżycem (poniżej przedstawienie bogini księżyca i fauny Artemis z talii Sandry Stanton).

Artemis

Jest także symbolem odrodzenia, ponieważ zapada w sen zimowy, w którym aktywność jego ciała wyraźnie spada i budzi się z wiosną. Żyje ściśle według cykli i rytmów przyrody, dlatego z wszystkich tych powodów przedstawia on w baśni najgłębszą, instynktowną warstwę psychiki. Nie tylko w kręgu helleńsko – rzymskim miało to zwierzę szczególne miejsce, było również czczone wśród ludów prekolumbijskiej (bogini Hecoteptl u Azteków), w plemieniu Ajnów na północy Japonii uważano, że niedźwiedź może rozmawiać bezpośrednio z bogiem i przekazywać jego polecenia, również potężna azjatycka bogini współczucia Kuan Yin wysyła niedźwiedzia himalajskiego jako swojego wysłannika, nosi on na szyi półksiężyc, jej emblemat.

Bohaterka karmi niedźwiedzia tak jak my karmimy naszą psychikę wykonując czynności, które sprawiają nam radość, czy będzie to pisanie, czy malowanie, czy śpiewanie, czy czytanie, czy bieganie, czy uprawianie sportu, czy podróżowanie, wszystko to co wywołuje w nas pozytywne uczucia i doładowuje pozytywną energią. W ludzkiej psychice niedźwiedź może symbolizować zdolność do porządkowania własnego życia, zwłaszcza uczuciowego. Siłą niedźwiedzia jest harmonia z naturalnymi cyklami, pełna czujność i wyciszenie podczas snu zimowego, w którym odradza się energia do następnego cyklu. Przykład niedźwiedzia uczy, że można regulować ciśnienie życia emocjonalnego jak za pomocą manometru, zwłaszcza że człowiek może być gwałtowny i wspaniałomyślny jednocześnie. Będąc skrytym samotnikiem, można być jednocześnie kimś wartościowym. Można zaciekle bronić swego terytorium, wyznaczać wyraźne granice, potrząsać niebem i ziemią, jeśli trzeba, nie przestając być zarazem uczynną, miłosierną, wspaniałomyślną osobą. Włos z niedźwiedziej gardzieli jest talizmanem, który pozwala zachować w pamięci zdobytą wiedzę. Jak widzimy, jest bezcenny.

Dzięki cierpliwości bohaterki niedźwiedź pozwala sobie wyrwać włos, a ona sama schodzi z góry i z triumfem biegnie do znachorki. Ta jednak, gdy młoda kobieta nacieszy się swoim osiągnięciem, wrzuca włos do ognia i tłumaczy zdenerwowanej bohaterce: Przebyłaś trudną drogę, wiele się dzięki temu nauczyłaś, a teraz wracaj do siebie i wykorzystuj tę wiedzę w praktyce. Młoda kobieta jest rozgniewana, bo przyszła po jakiś środek, który w magiczny sposób rozwiąże jej problem, znachorka zapewniała ją przecież, że jej życie będzie takie jak dawniej. Tak się nie da. Nie można wejść na górę i zejść z niej niezmienionym. Nic już nie będzie takie jak dawniej. Tak jak to ujął Haruki Murakami: A kiedy burza się skończy, sam nie będziesz wiedział, jak ci się udało przeżyć. Nie będziesz nawet wiedział czy już minęła. Ale jedno powinno być jasne — kiedy z niej wyjdziesz, nie będziesz już tym samym człowiekiem, który w nią wszedł. Właśnie na tym polega sens tej burzy (Haruki Murakami, Kafka Nad Morzem). Jeżeli przeżyłeś/przeżyłaś ciężki wypadek, rujnujący związek czy dzieciństwo pełne przemocy, to nie będziesz patrzył na świat tak jak osoby, które tego nie doświadczyły. Jeżeli czyjś gniew zniszczył twoją ufność i pozbawił nadziei, to nie da się ich odzyskać za pomocą jednego cudownego sposobu, ale to nie znaczy, że nie da się ich odzyskać w ogóle. Według buddyzmu zen moment, kiedy włos ląduje w ogniu, a znachorka wymawia te proste słowa, jest momentem najwyższego oświecenia. Zauważmy, że oświecenie nie następuje na szczycie góry. Przychodzi dopiero wtedy, gdy po spaleniu niedźwiedziego włosa rozwiewa się wyobrażenie o magicznym lekarstwie. Wszystkie w życiu napotykamy takie sytuacje, ponieważ wszystkie się łudzimy nadzieją, że po ciężkiej pracy i uświęconych poszukiwaniach czeka nagroda, coś namacalnego, uchwytnego, choć niekoniecznie materialnego, co w mgnieniu oka wprowadzi ład w nasze życie i rozwiąże wszystkie problemy. Tak nie jest. Jest tak, jak oddaje to baśń. Możemy zdobyć całą wiedzę wszechświata, ale sprowadza się ona do jednej jedynej rzeczy: praktyki i samodyscypliny. Oznacza to, że wróciwszy do domu, musimy krok po kroku wprowadzać w życie zdobytą mądrość.

Zazwyczaj jest tak, że najszybciej mija świeży gniew wywołany niedawnymi wydarzeniami, a najbardziej dokucza nam i „gryzie” ta nawarstwiona przez lata, nieposprzątana i nieusunięta złość, szczególnie jeżeli była wywołana przez bliską nam osobę. A już szczególnie jeżeli za pomocą manipulacji psychologicznych i kulturowych („nadstaw drugi policzek”, „nieś swój krzyż”) zmusza się nas do milczenia i bezsilnego znoszenia tego jak nadużywa się naszego zaufania i dobrej woli. W takiej sytuacji zazwyczaj, zależnie od charakteru, wykonujemy dwie niebezpieczne rzeczy:

1. internalizujemy gniew, stres i ból, pozostają one dosłownie w naszych organach, gruczołach, mięśniach, naczyniach krwionośnych, a co najgorsze w naszym umyśle, prześladują nas i nie pozwalają się uspokoić

2. wyrzucamy gniew pośrednio poprzez złośliwość, komentowanie, dogryzanie, plotkowanie, szantaże emocjonalne, perfidne karanie i poniżanie innych pod pozorami życzliwości albo zachowania reguł (tzw. pasywna agresja)

W obydwóch przypadkach TRUJEMY, czy to siebie, jak w pierwszym, czy to otoczenie, jak w drugim. To bardzo okrutne traktować w ten sposób siebie i innych. Często próbujemy nie dopuszczać do tego obiecując, że „będziemy milsze” albo „nie będziemy się tym przejmować”, ale potem albo wpadamy ze skrajności w skrajności i stajemy się służalcze, albo powracamy do starych wzorców.

Prawda jest taka, że jeżeli nam nie okazano empatii, to, o ile się nie obudzimy, my także nie będziemy okazywać jej innym. To spowolnienie reakcji jest rezultatem okaleczenia instynktu już w dzieciństwie, kiedy dziewczynki są usilnie zachęcane do ustępliwości, niewdawania się w kłótnie, grzeczności za wszelką cenę, niewtrącania się do innych i znoszenia upokorzeń dopóty, dopóki problem sam nie zniknie. Kobiety, które odebrały takie wychowanie, zazwyczaj nie okazują odczuwanej złości, ale przedwcześnie ją uciszają; często muszą upłynąć całe tygodnie, miesiące czy lata, zanim kobieta zrozumie, co powinna była, mogła była powiedzieć lub zrobić. Najczęściej przyczyną takiego stanu rzeczy nie jest nieśmiałość czy skrytość, ale raczej za dużo spekulacji, staranie, by „dobrze wypaść” i niezdolność do kierowania się uczuciami. Spontaniczna dusza wie, kiedy i jak zadziałać, ale kobieta nie chce jej słuchać. Właściwa reakcja jest sumą intuicji, współczucia i siły charakteru. Okaleczony instynkt trzeba leczyć, wyznaczając silnie strzeżone granice, ucząc się reakcji stanowczych i jeśli to możliwe, wyrozumiałych, lecz zawsze konsekwentnych.

Takie postępowanie wygasza również gniew zbiorowy: oburzenie na niesprawiedliwość, które wywołuje z kolei chęć zmian, wprowadzenia ulepszeń, wzięcia odpowiedzialności etc. Ten gniew jest dobry, bo napędza do działania, to naturalny element psychiki.

Bez umiejętności kontrolowania gniewu i wyładowywania go w bezpieczny sposób będziemy wobec niego bezbronne. Wilki na ogół unikają konfrontacji, ale kiedy muszą umocnić swoje terytorium, kiedy coś lub ktoś stale je nęka, tropi, osacza, potrafią się zdobyć na skuteczną, gwałtowną reakcję. Zdarza się to rzadko, ale zdolność do wyrażenia gniewu jest stale w ich repertuarze, tak jak powinna się znaleźć w naszym (…) Dla kobiety oznacza to, że są chwile, gdy trzeba obnażyć kły, pokazać, że potrafi się bronić swego terytorium i powiedzieć: „Ani kroku dalej, ja też mam coś do powiedzenia, to się musi zmienić”.

Dobre relacje z kimkolwiek opierają się na obustronnym szacunku, dobrej woli i zasadzie wzajemności. Jeżeli ktoś bierze je od ciebie, ale nie daje ich w zamian to jest to wykorzystywanie emocjonalne. Jeżeli ktoś narusza twoje granice, oskarża, gra na uczuciach, szantażuje emocjonalnie, manipuluje, składa obietnice bez pokrycia, to do jasnej cholery, tak, masz prawo się wkurzyć! I masz potem również święte prawo nie dać się przekonać, że „jesteś przewrażliwiona/-y”, że „ci się wydawało” etc., bo to kolejna technika manipulacji, jaką stosuje agresor/-ka, żeby osłabić twoją pewność siebie.

Pamiętaj, że każda zaczepka, obelga czy argument to zaproszenie do kłótni, ale wcale nie musisz wchodzić na ten ring. Podobnie jeżeli już nawet pokłócisz się z kimś i nie widzisz możliwości przekonania go, możesz zupełnie spokojnie wycofać się i przestać kłócić, zachowując własne zdanie oczywiście. Jeżeli myślisz „ale wyjdzie na jego”, „pomyśli, że to on ma rację”, „wyjdę na głupią”, to pamiętaj, że to są podpowiedzi ego. Ego kocha wartościować i porównywać się do innych, nie twierdzę, że jest kompletnie niepotrzebne, ale warto pamiętać, że to tylko część twojej osobowości. Nie jesteś tylko swoim ego. Osoby, które nie potrzebują potwierdzania swojej wartości od zewnątrz, bo stały się silne od wewnątrz, nie dają się wciągać w pyskówki, nie traktują każdego sprzeciwu jako ataku na swoją osobę. Potrafią określić granice do których warto jeszcze walczyć, a po ich przekroczeniu są w stanie odpuścić. To jak przeciąganie liny, kiedy puszczasz swoją, osoba po przeciwnej stronie przewraca się. Gniew jest jak ogień, aby płonąć potrzebuje czyichś emocji, uwagi i energii, jeżeli je odetniesz, nie ma się na czym pożywić. Wybieraj swoje bitwy, zastanawiaj się czy warto angażować w dany temat swoje emocje, uwagę i energię.

Ale, tak jak napisałam, najbardziej boli stary, zadawniony gniew i ten zadany przez bliskich (często te pojęcia są tożsame). Mąż bohaterki symbolizuje tę część nas, która przeszła olbrzymie, wyczerpujące bitwy emocjonalne i która nie chce się już angażować, nie chce walczyć, stawiać oporu ani nawet myśleć o gniewie i gwałtowności. Ta część nas już się poddała. Może być też wręcz przeciwnie: ktoś wszczyna kłótnie, uparcie broni swojego i nie chce widzieć innych racji, bo gniew daje mu poczucie władzy i słuszności, umacnia jego ego i utrzymuje złudzenia.

Ludzie, którzy przeszli wiele w życiu mogą widzieć, rozumieć oraz czuć więcej niż przeciętniacy, pod warunkiem, że nie zasklepią się w sobie i odmówią patrzenia wyłącznie przez pryzmat własnej krzywdy. Jednak każde takie trudne wydarzenie kosztuje emocjonalnie, mądrości nie otrzymuje się za darmo. Trzeba opłakać nasze wewnętrzne straty, nie ma sensu dłużej ich wypierać ani zaprzeczać ich istnieniu. Tak jak to robi bohaterka baśni, trzeba zatrzymać się przy nich, poświęcić uwagę, zatroszczyć się i wypuścić wolno.

Kobiety, zanim skończą dwadzieścia lat, umierają tysiąc razy. Poszły taką czy inną drogą i zostały podcięte w pół kroku. Miały wiele nadziei i marzeń, które nie doczekały realizacji. Ktokolwiek twierdzi inaczej, jeszcze się nie przebudził. (…)W życiu każdej kobiety, najczęściej w średnim wieku, przychodzi czas, kiedy musi ona dokonać wyboru — być może najważniejszego psychicznego wyboru co do dalszego życia — czy być zgorzkniałą czy nie. Zbliżając się do czterdziestki lub nieco później, kobiety bywają rozczarowane życiem. Dochodzą do punktu, kiedy przepełnia się czara goryczy, kiedy mają wszystkiego dość, czują się zawiedzione i niespełnione. Marzenia młodości prawdopodobnie legły w gruzach. Mają za sobą złamane serca, rozbite małżeństwa, nie dotrzymane obietnice. Każdy organizm w ciągu długiego życia gromadzi zbędne, toksyczne substancje. Nie można tego uniknąć. Ale jeśli kobieta, zamiast się zasklepiać w goryczy, powróci do naturalnych instynktów, to odżyje i narodzi się na nowo. Wilczęta rodzą się każdej wiosny. Te małe, skomlące, sennookie, ciemne stworzonka, utytłane w kurzu i liściach, od chwili narodzin są żwawe, skore do zabawy, serdeczne, przejawiają potrzebę bliskości i miłości. Chcą się bawić, chcą rosnąć. Kobieta, która powraca do swej instynktownej, twórczej natury, też powróci do pełni życia. Poczuje chęć do zabawy. Zapragnie rosnąć i rozwijać się, na zewnątrz i w głąb. Wcześniej jednak musi dokonać oczyszczenia.

Jak można to osiągnąć? Jak po katastrofie można powrócić do życia będąc mądrzejszym i silniejszym?

Poprzez wybaczenie.

Dlaczego? Nie dlatego, że osoba, która nas skrzywdziła jest tego godna. Robimy to dla siebie, bo jak to ktoś kiedyś powiedział: Trzymanie w sobie gniewu to tak jakby pić truciznę i oczekiwać, że umrze ktoś inny.

Wybaczenie to nie zapomnienie o winie ani przyznanie racji osobie, która nas skrzywdziła. To stan, w którym ani ona, ani jej wina nie zajmują już miejsca w naszym umyśle i sercu. To umiejętność zdystansowania się, a nie samooszukiwania.

10603983_884096984936141_472063906732083292_o

Wokół wybaczenia narosło już tyle mitów, że trzeba chyba stworzyć instrukcję ze sposobem postępowania, aby uniknąć wszystkich tych nieporozumień i przekłamań. Dr E wyszczególnia cztery, ale na podstawie własnych doświadczeń widziałabym pięć. Przyjrzyjmy się czterem etapom przebaczenia. Opracowałam je na cele pracy terapeutycznej i stosowałam przez długie lata. Każdy poziom ma wiele warstw. Można się nimi zajmować w dowolnym porządku i dowolnie długo, wymieniam je jednak w kolejności takiej, jaką uważam za najwłaściwszą dla moich pacjentek.

Cztery fazy przebaczenia

  1. zaniechać — ustąpić z pola bitwy,
  2. rozgrzeszyć — powstrzymać się od kary,
  3. zapomnieć — wymazać z pamięci, nie roztrząsać dłużej,
  4. wybaczyć — darować wszelkie winy.

Ja zaczęłabym od tego co jest moim zdaniem absolutnie konieczne do całego procesu: odcięcia się. Jeżeli źródłem naszego gniewu jest złośliwy znajomy czy wymagający szef, to małe piwo: od znajomego można się odciąć przestając się z nim widywać, odpisywać na smsy czy wyrzucając z grona znajomych, szef może sobie gderać, ale po prostu wykonujemy swoje obowiązki, a po pracy i tak idziemy do domu, w ostateczności szukamy nowej pracy i lepszego szefa. To nie złośliwy znajomy ani upierdliwy szef są tak naprawdę źródłem gniewu. Największy gniew i ból wywołują ci, których obdarzyliśmy miłością i zaufaniem, a oni go nadużyli. W praktyce są to osoby najbliższe: rodzice, dzieci, partnerzy…Tu odcięcie się przychodzi trudniej ze względów i praktycznych, i kulturowych, ale nadal jest możliwe do wykonania, wymaga jednak większej siły i konsekwencji. Dlatego mój Krok 1 to odseparowanie się fizyczne.

KROK 1: Odseparuj się fizycznie

To jeszcze nie wybaczenie samo w sobie, ale pierwszy krok do niego i bez niego nigdzie nie ruszysz. Jeżeli żyjesz w tej samej przestrzeni, co osoba, która cię krzywdzi (nieważne czy to będzie partner/-ka, matka, ojciec czy ktoś inny), to będziesz tę krzywdę przeżywać cały czas od nowa, niezależnie od tego czy odbywa się na poziomie fizycznym, emocjonalnym, werbalnym czy duchowym. Musisz odciąć od siebie osobę, która na tobie pasożytuje. Bez wyraźnego zakreślenia granic nadal będziesz tkwić w zamkniętym kole tłamszonego gniewu. Jeżeli ktoś nie szanuje granic, które mu nakreślasz, to nie masz innego wyjścia niż odsunąć się fizycznie, inaczej twoje granice nadal będą naruszane, a przez to będzie malało twoje poczucie wartości i godności.

Uciekaj. Ratuj się. Zabierz najpotrzebniejsze rzeczy i szukaj tymczasowego miejsca u rodziców, rodzeństwa, przyjaciół, ostatecznie w schronisku dla ofiar przemocy. Już. Teraz. Nie zwlekaj. Ja mówię zupełnie poważnie. Sama straciłam lata na przekonywaniu do siebie rodziny, która absolutnie nie zamierzała okazać mi życzliwości, szacunku ani akceptacji i wiecznie podnosiła poprzeczkę, nigdy nie byłam wystarczająco dobra, chociaż, mówiąc obiektywnie, niejeden rodzic przyjąłby takie dziecko jak ja z otwartymi rękami. To wyjątkowo wyniszczające dla psychiki, kiedy jest się związanym z prześladowcą więzami krwi, z początku dziecko nie czuje się jeszcze, że coś jest nie tak z dorosłym, a nie z nim i obwinia się o wszelkie przewinienia, które słusznie czy nie wytykają mu rodzice. Kiedy rośnie, zaczyna zauważać, że coś nie pasuje w tej układance, ale jego poczucie własnej wartości jest już skrzywione i zatrute przez niesprawiedliwe traktowanie, więc myśli, że nie umie, nie potrafi, nie uda mu się…

Nieprawda. Uda ci się. Potrafisz. Dasz radę. Ucieczka od tego, co jest chore, ale co znasz w to, co może być o niebo lepsze, ale czego nie znasz to trudna decyzja, jeżeli nie masz mocnego poczucia własnej wartości, to będziesz zwlekać, opóźniać i czekać na lepsze warunki. Tak pracuje nasza podświadomość, ona gromadzi jedynie doświadczenia, nie przetwarza ich, bo od tego mamy świadomość, ale ogromna ilość trudnych przeżyć wykrzywia współpracę podświadomości ze świadomością. Możemy świadomie chcieć uciec, ale podświadomie blokować to i jeszcze wynajdować całkiem logiczne argumenty, dlaczego nie możesz uciec natychmiast, tu i teraz. Wiem o tym. Sama to przerabiałam.

Ale uwierz mi, nie ma nic gorszego niż pozostawać dalej w toxycznym, negatywnym środowisku. Jeżeli chcesz zmienić swoje życie na lepsze to musisz otoczyć się pozytywnymi ludźmi, którzy będą cię wspierać i rozumieć. Pozostawanie w toxycznym środowisku nie tylko naraża cię na dalsze rany, ale też sprawia, że dokonujesz autocenzury swojego zachowania (‘jeżeli nie będę robić tego czy tamtego, to on/-a się nie wścieknie i nie zacznie wrzeszczeć’, ‘jeżeli nie założę tej bluzki tylko tamtą, to oszczędzę sobie jego/jej kąśliwych komentarzy’ etc.). Nie ma nic gorszego niż długotrwała autocenzura. Wysysa duszę kawałek po kawałku aż zostaje tylko suchy wiór.

Dlatego uciekaj. Nie wahaj się. Jeżeli podejmiesz decyzję, to świat zacznie pomagać ci w przejściu w nowe warunki, pojawią się nowe możliwości, życzliwi ludzie, okaże się, że osoby które bałeś/-aś się prosić o pomoc chętnie ci jej udzielą. Wiem, bo sama to przeżyłam. Najtrudniej jest podjąć decyzję, wprowadzić ją w życie i przetrwać pierwsze chwile po zmianie, potem dzień po dniu życie staje się coraz łatwiejsze, aż w końcu pewnego dnia zaczynasz się dziwić jak mogłeś/-aś tak długo znosić podobne traktowanie.

Nie bój się. Uciekaj.

KROK 2: Przyzwyczaj się do nowych warunków

Teraz, kiedy jesteś w bezpiecznym miejscu, skoncentruj się na sobie. To nic złego, nawet jeżeli całe lata wmawiano ci, że twoje potrzeby nie są tak ważne jak innych. Poznawaj nowe otoczenie, przyzwyczajaj się do nowego rytmu dnia, wyrabiaj nowe nawyki, zapamiętuj nowe twarze i odkrywaj nowe możliwości. Spokojnie, powoli, krok po kroku, dzień za dniem. Być może czujesz się rzucony/-a na głębokie wody, a nie umiesz pływać. Bez paniki. Nie rzucaj się gwałtownie na fale, tylko połóż na wodzie, rozluźnij i dryfuj. Ostatecznie morze wyrzuci cię na brzeg. W tym czasie nie zakładaj wielkich planów ani nie zaczynaj wielkich projektów, po prostu żyj i odtruwaj się z negatywów, powoli i spokojnie. Nie myśl o prześladowcy, unikaj kontaktu z nim/nią, a jeżeli to niemożliwe, ogranicz go do minimum. Nie reaguj na jego/jej zaczepki. Nie musisz. Już nic nie musisz. Twoje wyleczenie nie zależy od prześladowcy, twoje wyleczenie zależy wyłącznie od ciebie. Moja uwaga techniczna: dbaj o siebie. To bardzo istotne. Jedz zdrową, nieprzetworzoną żywność, pij dużo wody (najlepiej wyciskaj do niej trochę soku z cytryny), wysypiaj się (jeżeli na skutek traumatycznych wydarzeń nasz problemy z zasypianiem, zgłoś się od razu do lekarza, bezsenność można wyleczyć szybciej, jeżeli nie staje się nawykiem) i funduj sobie regularną porcję ruchu, chociażby poprzez spacer. To naprawdę istotne, wierz mi. Ciało nasiąka negatywami równie łatwo jak psychika, zwłaszcza jeżeli masz tendencje do internalizowania stresu, trzeba je z nich odtruwać i ładować pozytywną energią. Na początku trudnej drogi do wybaczenia dobrze jest na chwilę ustąpić z pola bitwy. Trzeba przestać myśleć o danej osobie czy wydarzeniu. Nie będzie to zostawianie nie dokończonych spraw, ale coś w rodzaju urlopu od nich. Dzięki temu unikniemy skrajnego wyczerpania, umocnimy się w innych sferach życia, zaczniemy dostrzegać inne radości. Takie ćwiczenie sprzyja późniejszemu całkowitemu odpuszczeniu win, które ma przyjść z wybaczeniem. Trzeba się starać zostawić daleko przykre wydarzenia, wspomnienia, konflikty. Nie chodzi o to, by przymykać oko na czyjeś przewinienia, ale by nabrać wprawy i siły w dystansowaniu się od nich. Zaniechanie może oznaczać zajęcie się ulubioną czynnością — tkanie, pisanie, wyjazd nad morze, naukę i miłość, wszystko, co przywraca siły i pozwala na jakiś czas porzucić myśl o gniewie. To słuszne, dobre i uzdrawiające. Problemy związane z dawnym urazem są dla kobiety o wiele mniejszą udręką, jeśli przekona swą zranioną psychikę, że teraz tylko nakłada kojący balsam, a całością sprawy zajmie się niebawem.

KROK 3: Obserwuj swoje wnętrze

Kiedy już poczujesz się bezpiecznie i stabilnie, zwróć szczególną uwagę na to co dzieje się w twoim wnętrzu. Jakie uczucia w nim dominują? Co jest ich przyczyną? Co je nasila? Co je redukuje? Teraz, kiedy jesteś bezpieczny/-a i na nowo zakotwiczyłeś/-aś się w życiu, możesz rozpocząć odbudowywanie siebie z gruzów. Pisz dziennik, w którym zanotujesz swoje odczucia i wrażenia. Jeżeli możesz zacząć współpracę z terapeutą albo dołączyć do grupy wsparcia, to rozważ to, doświadczeni ludzie pomogą ci dostrzec głęboko zakorzenione lęki, zahamowania, wzorce zachowań, komplexy etc. Nie jesteś sam/-a, wiele osób przed tobą borykało się z tym problemem i udało im się je przezwyciężyć. Poradzili sobie. Dlaczego tobie miałoby się nie udać? Koncentrujesz się na tym co jest tu i teraz, a także na tym co będzie, nie jesteś już niewolnikiem przeszłości. Dawne wydarzenia ukształtowały cię, ale cię nie definiują. Zapomnieć, znaczy usunąć z pamięci, zaprzestać roztrząsania sprawy — innymi słowy, dać spokój i nie rozgrzebywać wspomnień. Nie chodzi o absolutne zapomnienie. Świadome zapominanie oznacza odłożenie bolesnego wydarzenia do przeszłości, nie wysuwanie go na pierwszy plan, lecz usunięcie ze sceny, na plan drugi. Świadome puszczanie win w niepamięć jest w praktyce powstrzymaniem się od zaogniania konfliktu, odrzuceniem bolesnych wspomnień. Jest to wysiłek aktywny. Nie wywlekamy starych spraw, nie wałkujemy ich w nieskończoność, nie zadręczamy się powracającymi myślami, obrazami, emocjami. To wysiłek woli, by nie poddać się obsesjom, nabrać dystansu i nie patrzeć wstecz. Dzięki temu możemy zacząć żyć w nowym krajobrazie, tworzyć sobie inne życie, zdobywać nowe doświadczenia, które nas pochłoną, zamiast wciąż się dręczyć przeszłością. Takie zapominanie oczywiście nie oznacza kompletnej amnezji, pozwala natomiast złożyć na wieczny spoczynek uczucia wzbudzane przez pamięć.

To także czas aby pochować stary gniew i ból. Dr E opowiada o tym, że z pacjentką rysują mapę jej życia i zaznaczają, gdzie wydarzyły się większe i mniejsze straty emocjonalne: las muertes chiąuitas (małe śmierci) i las muertes grandotas (wielkie śmierci), gdy jakaś jej część umarła. Rysują przy nich krzyż tak jak stawia się krzyże przy drogach w miejscu, gdzie ktoś zginął tragiczną śmiercią. Należy zrobić swoje descansos [miejsca wiecznego spoczynku – przyp. A.L.] — pomyśleć nad linią swego losu i zadać sobie pytania: „Gdzie stoją moje krzyże? Które miejsca w życiu powinnam upamiętnić, otoczyć czcią?” Wszystkie one są istotne dla teraźniejszego życia. Trzeba o nich pamiętać, a zarazem zapomnieć o nich. Na to trzeba czasu. I cierpliwości.

KROK 4: Przyjrzyj się prześladowcy

Zazwyczaj ten krok przychodzi razem z Krokiem 3 albo wkrótce po nim. Przyjrzyj się swojemu prześladowcy, zastanów nad powodami, dla których zachowywał/-a się tak a nie inaczej. Nie rozgrzeszaj go/jej. Nie usprawiedliwiaj. Nie zdejmuj z niego/jej odpowiedzialności za to co zrobił/-a. Przyjrzyj się jego/jej życiu, zauważ okoliczności i prawidłowości, które zaprowadziły go/ją, do takich a nie innych wyborów. Tu nie chodzi o negowanie win twojego prześladowcy, chodzi o spojrzenie w szerszym świetle. Jeżeli jako dziecko twój mąż widział ojca bijącego w alkoholowym amoku matkę to najprawdopodobniej zaowocowało to jego znęcaniem się nad tobą. Jeżeli twojej matce jako dziecku wyznaczano sztywne ramy „bądź taka a taka” i karano surowo za ich przekroczenie, to gdy dorośnie, będzie w ten sam sposób terroryzować ciebie. Nie, to absolutnie ich nie usprawiedliwia. W każdym momencie życia mogli się zatrzymać i zmienić ścieżkę. Jednak dostrzeżenie szerszego obrazu, uruchamia w tobie współczucie, a współczucie jest emocją oczyszczającą i neutralizującą gniew. [Kolejna] faza to rozgrzeszenie, szczególnie w sensie powstrzymania się od wymierzenia kary; nie planujemy jej i nie staramy się mścić ani na małą, ani na dużą skalę. Takie zapanowanie nad emocjami jest ćwiczeniem niezwykle owocnym, ponieważ sprowadza problem w jedno miejsce, zamiast rozprzestrzeniać go na wszystkie sfery życia. W ten sposób przygotowujemy się do chwili przejścia do następnych kroków. Oczywiście nie oznacza to, że mamy stać się ślepe, głuche i zatracić samozachowawczą czujność. Musimy natomiast okazać wyrozumiałość i sprawdzić, jak ona zadziała (…) Zrób w tym kierunku tyle, ile akurat potrafisz (…) Możesz się powstrzymać od karzących półsłówek, uszczypliwych uwag, pretensji, wrogości. Rezygnacja z niepotrzebnych sankcji podkreśla prawość twego charakteru i czynów. Rozgrzeszenie wiąże się z okazaniem wspaniałomyślności; w ten sposób pozwalasz, by twoja szlachetna strona mogła uczestniczyć w rozwiązaniu problemów, które dawniej wzbudzały w tobie cały wachlarz emocji, od nieznacznego poirytowania do wybuchów furii.

KROK 5: Przebaczaj tyle ile możesz

Dopiero w tym momencie jesteś gotowy/-a na przebaczenie. Nie dawaj sobie wmówić, że ‘musisz wybaczyć, bo…’. Wybaczasz TYLKO WTEDY gdy jesteś na to wewnętrznie gotowy/-a. Zewnętrzne wydarzenia nie mogą przyspieszać twojego rytmu wewnętrznego. Nie spiesz się. Im większa była krzywda i im dłużej trwała, tym więcej czasu zajmie wybaczenie. Nie wierz również w to, że wybaczenie jest aktem jednorazowym i że koniecznie musisz wybaczyć całkowicie. Wybaczaj po trochu, krok za krokiem, tyle ile w danej chwili możesz. Rozważcie to: wiele osób nie umie przebaczać, ponieważ wpojono im mylne przekonanie, że jest to pojedynczy akt, którego można dokonać podczas jednej rozmowy. Nic bardziej fałszywego. Przebaczenie ma wiele warstw, wiele faz. W naszej kulturze panuje opinia, że przebaczenie powinno być stuprocentowe. Wszystko albo nic. Uczy się nas także, że przebaczyć to patrzeć przez palce na przewinienia i zachowywać się tak, jak gdyby nic się nie stało. To także nieprawda. Kobieta, która umie wybaczyć wielką krzywdę w dziewięćdziesięciu pięciu procentach, kwalifikuje się niemal do beatyfikacji, jeśli nie do świętości. Jeśli przebacza w siedemdziesięciu pięciu procentach, a w dwudziestu pięciu nie jest pewna i nawet nie wie, czy tego pragnie, to i tak jest to nieprzeciętnie dużo. W zupełności wystarczy, że przebaczy w sześćdziesięciu procentach przy czterdziestu: „Nie wiem, nie jestem pewna, wciąż nad tym pracuję”. Jeśli jesteśmy w stanie przebaczyć w pięćdziesięciu procentach, to praca psychiczna wciąż jest w toku. A jeśli to mniej niż dziesięć procent? Dopiero zaczęłaś, a może jeszcze nie podjęłaś naprawdę poważnych prób.Ja powiem tak: jeżeli nie będziesz czuć gniewu ani chęci zemsty w stosunku osoby, która cię skrzywdziła, to jest już naprawdę w porządku. Dobra robota. Idziesz w prawidłowym kierunku, bądź cierpliwy/-a.

Co jeszcze istotne: nie dawaj się omotać osobom, które powołując się na wiarę, będą naciskać, że trzeba wybaczyć prześladowcy, bo to zachowanie godne chrześcijanina. Odeślij ich wtedy do Biblii, do Ewangelii Łukasza (Łk 17:3), która mówi wyraźnie: Jeśli brat twój zawini, upomnij go; i jeśli żałuje, przebacz mu I jeśliby siedem razy na dzień zawinił przeciw tobie i siedem razy zwróciłby się do ciebie, mówiąc: “Żałuję tego”, przebacz mu!». Nie może być tak, że jesteś zmuszany/-a do wybaczenia i wystawiania się na dalszą przemoc, a twojemu prześladowcy wolno robić co się mu/jej żywnie podoba. Dla osób znających angielski polecam świetną stronę: http://www.luke173ministries.org/. Nie przeceniałabym też wartości przeprosin, wiem że dzieci z rodzin dotkniętych przemocą chcą często usłyszeć przeprosiny z ust rodziców, ale jeżeli mogę coś sugerować, to powiedziałabym raczej, żeby jednak nie uzależniać wyzdrowienia od przeprosin ze strony oprawcy tylko zadbać o siebie, z dwóch przyczyn: po pierwsze, praktycznej – nie mamy wpływu na postrzeganie i zachowanie innych osób, ale mamy na swoje. Po drugie, nie zawsze te przeprosiny mają faktyczną wartość, jeżeli prześladowca nie zrozumiał rozmiaru krzywdy jaką wyrządził, to staną się wręcz farsą, a ofiara poczuje się jeszcze bardziej dotknięta i upokorzona. Ponadto w przypadku osób z psychopatycznymi zaburzeniami charakteru takimi jak narcyzi, te przeprosiny będą odegrane o ile będzie to dla niego/niej opłacalne lub wymuszone przez otoczenie.

Niektórym wybaczenie przychodzi łatwiej, inni potrzebują więcej czasu i włożonego wysiłku. Nie ma sensu porównywać się, bo znowu aktywujemy myślenie według wzorów ego. Ani ktoś komu wybaczenie przychodzi łatwo nie jest święty, ani ten, komu jest ciężej to osiągnąć nie jest zły. Jednak żeby się rzeczywiście uleczyć, trzeba wpierw powiedzieć sobie prawdę, i to nie tylko o żalu i bólu, ale i o doznanych krzywdach, wściekłości i wstręcie, a także o pragnieniu ukarania samej siebie i zemsty, o wszystkich uczuciach, które w nas wzbierają. Stara znachorka w naszej psychice rozumie ludzką naturę ze wszystkimi ułomnościami i wybacza, znając nagą prawdę. Daje nie tylko jeszcze jedną szansę, daje ich całe mnóstwo.

Trzeba pamiętać, że ostateczne wybaczenie nie jest kapitulacją. To świadoma decyzja, że odtąd przestajemy żywić żal i pretensje, że darujemy wszelkie winy i rezygnujemy z zaprzysiężonej zemsty. To ty zdecydujesz, kiedy wybaczyć i jaki rytuał zastosować, by podkreślić to wydarzenie. To ty ogłosisz, że nie chcesz już żadnej spłaty długów.

A na koniec najważniejsze: wybaczenie należy zacząć od siebie. Trzeba wybaczyć sobie błędy, braki i zaniechania. To być może jedna z najtrudniejszych i najbardziej mozolnych psychicznych robót, ale niezbędna dla dalszego rozwoju. Wybaczenie jest aktem twórczym. Jest wiele starych, wypróbowanych sposobów do wyboru. Można wybaczyć na razie, do jakiegoś czasu, do następnego razu, można wybaczyć, nie dając więcej szans — jeśli incydent się powtórzy, to zupełnie inna sprawa. Można dać jedną czy więcej szans, ale tylko pod jakimś warunkiem. Można wybaczyć częściowo, całkowicie, tylko w połowie. Można odkryć przebaczenie absolutne. Decydujesz ty.

Mały Cud

Miałam się nie odzywać przez wakacje, ale pojawił się dobry powód, aby przerwać letnią siestę.

Nie wiem czy ktoś pamięta sytuację, którą opisywałam w La Lloronie, pozwólcie że zacytuję dla przypomnienia:

Znam taki przypadek osobiście. Zdolna dziewczyna mająca i wizję, i dobry warsztat pisarski tworzyła przez wiele miesięcy powieść fantastyczną w wielu odcinkach. Publikowała ją na portalu pisarskim, gdzie zbierała pozytywne recenzje, jednak w chwili osobistego kryzysu (i jak podejrzewam depresji) skasowała swoje konto z całą zawartością. Jak się później dowiedziałam, destrukcji uległy także wszystkie jej texty na twardym dysku. Kiedy dziewczyna jakoś się pozbierała, próbowała pisać raz jeszcze, tym razem na blogu, ale i on przetrwał tylko kilka miesięcy, po czym został przez nią skasowany. Z tego co się orientuję nie miała w otoczeniu nikogo, kto by ją wspierał w pisaniu, przychylne opinie pochodziły chyba tylko z naszego portalu pisarskiego, tak czy inaczej i zewnętrzne, i wewnętrzne podszepty destrukcyjnego w tym wypadku animusa skutecznie zatruły jej twórcze wody. Nie wiem co teraz robi, czy pisze, czy zupełnie się poddała, ale myślę, że jeżeli faktycznie to zrobiła, skrzywdziła najbardziej samą siebie, bo całą swoją naturą, całą sobą jest twórczą rzeką.

Gdzieś w głębi ducha bardzo chciałam, żeby przeczytała ten fragment, chociaż patrząc realistycznie nie było na to zbyt dużej szansy. Kiedy pisałam te słowa nie miałyśmy ze sobą kontaktu od dwóch lat, więc nie wiedziała o tym blogu i nie mogła znać adresu.

A jednak, cud się wydarzył. Trafiła tu, przeczytała analizę La Llorony i ku mojej wielkiej radości napisała do mnie. Niestety, z jej emaila dało się wyczuć przygnębienie, z tego co opowiada wynika, że nadal przebywa w mało ją wspierającym otoczeniu. Tym co wydało mi się najsmutniejsze był fakt, że określiła siebie jako ‘była pisarka’.

To nieprawda. Zawsze w takich wypadkach parafrazuję powiedzenie Maca Taylora z pozornie mało psychologicznego serialu CSI:NY (‘Kryminalne Zagadki Nowego Jorku’): Once a marine, always a marine (Jeżeli raz zostanie się żołnierzem marynarki, to pozostaje się nim już na zawsze). Nie można przestać być pisarką (czy malarką, czy rzeźbiarką, czy piosenkarką etc.). To że się w danym momencie nie tworzy nie oznacza, że przestała istnieć potrzeba wyrażania się. Nie umiera talent do uważnego obserwowania, głębszego postrzegania, przedstawiania pozornie zwykłej sytuacji w zupełnie innym świetle, a przede wszystkim przyciągania uwagi odbiorcy i poruszania w nim struny, której nic innego nie dotknie i której nie jest nawet świadomy. To jest źródło, które będzie zawsze biło, bo taka jest siła wody. Nie na darmo to ten element symbolizuje uczucia i twórczość, wody nie da się zatrzymać. Jeżeli ktoś będzie próbował zatamować źródło tam, gdzie biło do tej pory, to wytryśnie w innym miejscu. Nie dasz rady przestać być pisarką.

To nie brak wyobraźni Cię powstrzymuje przed pisaniem, tylko wewnętrzny krytyk. I co najdziwniejsze, to wcale nie musi być głos twierdzący, że nie potrafisz pisać, to również Twoje własne oczekiwania: żeby text został wydany, żeby nie był krytycznie przyjęty przez otoczenie, etc. Uciszenie ich to pierwszy krok do oczyszczenia rzeki, bo słuchając tych podszeptów będziesz ciągle natykać się na kolejne tamy i w rezultacie nie stworzysz niczego, co byłoby zgodne z Twoim własnym wnętrzem. A to jest przecież sedno tworzenia: wyprowadzać to co wewnątrz na zewnątrz w formie, jaka najbardziej współgra z nami samymi. Spróbuj się na tym skoncentrować, nie na okolicznościach zewnętrznych, po prostu pisz co Ci siedzi w sercu, nie zastanawiaj się co inni na ten temat powiedzą. Nie przejmuj się tym na razie. Być może za jakiś czas okoliczności zmienią się diametralnie, może zmienisz się Ty, być może to co teraz wydaje Ci się przeszkodą nie do przejścia, zniknie zupełnie albo Ty będziesz na tyle silna aby sobie z nią poradzić. Ale, tak jak mówi dr E, Zacznij. Tak się czyści rzekę.

Pamiętasz, że swojego czasu też nie chciałam wracać do pisania? Pamiętasz, co wtedy mi odpowiedziałaś? Może przypomnę:

Początkowo byłam rozczarowana, kiedy przeczytałam, że nie zamierzasz wracać do pisania naszego wspólnego projektu. Ale potem podeszłam do tego faktu bardziej optymistycznie i postanowiłam po prostu dokończyć moją część pracy, a resztę zostawić Tobie i szczęśliwemu losowi. Bo kto wie… Może za trzy lata zdecydujesz się jednak dopisać swoje części, za pięć lat znajdziemy dla tej książki wydawcę, a za dziesięć lat będziemy opijać sukces szampanem. Przecież ja też postanawiałam już więcej do tej książki (i pisania w ogólności) nie wrócić. Dlatego proszę, nie zarzekaj się, że nie będziesz już pisać opowieści z tej serii, bo życie – czasami na szczęście, czasami na nieszczęście – bywa nieprzewidywalne. Pozostaw mi furteczkę nadziei…

Wprawdzie nie do naszego projektu teraz wróciłam, tylko do mojej najstarszej opowieści, no ale nie mów, że nie miałaś racji!

I wiedz, że nie jesteś sama, masz przynajmniej jedną cheerleaderkę czyli mnie zeby. Przypuszczam też, że co najmniej kilkoro czytelników tego bloga przeżywało kiedyś to, co Ty i może się wczuć w Twoją sytuację. A jeżeli nie będę chwilowo Twoją cheerleaderką to pewnie tylko dlatego, że odgrywam rolę współczesnego Wolanda wydobywając Twoje texty z czeluści mojego laptopa. Dokumenty wordowskie nie płoną grin. Małe cuda się zdarzają i to wtedy kiedy się ich kompletnie nie spodziewamy. Ale sądzę, że na cuda trzeba sobie solidnie zapracować, więc proponuję zabrać się do roboty wink3. Spokojnie i w swoim tempie, bez żadnej presji, ale od razu.

A przynajmniej nie zatruwać już rzeki. Jest zbyt bystra, żeby stawiać jej nurtowi tamy.

Odcinek 8: La Llorona. O współpracy między animą a animusem oraz regularnym oczyszczaniu się z toksycznych wpływów

biegnaca z wilkami la llorona

La Llorona (Płacząca Kobieta)

Bogaty hidalgo, hiszpański szlachcic, zaleca się do pięknej, ale ubogiej dziewczyny i zdobywa jej serce. Mimo że rodzi mu ona dwóch synów, nie raczy się z nią ożenić. Pewnego dnia oświadcza jej, że wraca do Hiszpanii, gdzie ma poślubić majętną kobietę wybraną przez jego rodzinę, a synów zabiera ze sobą.

Młoda kobieta wpada w rozpacz, szaleje. Drapie jego i siebie po twarzy, rozdziera szaty. Wreszcie zabiera chłopczyków, biegnie nad rzekę i wrzuca ich w nurt. Dzieci toną, a La Llorona pada na brzeg i umiera z żalu.

Hidalgo wraca do Hiszpanii i żeni się z bogaczką. Dusza La Llorona idzie do nieba. Tam święty Piotr oświadcza, że będzie w niebie przyjęta, ponieważ wiele wycierpiała, ale dopiero wtedy, gdy odnajdzie dusze swoich dzieci utopionych w rzece.

I dlatego właśnie La Llorona, płacząca kobieta, ciągnie swe długie włosy po brzegu rzeki, zanurza długie palce w wodzie, by na dnie znaleźć swoje dzieci. Dlatego też żywe dzieci nie mogą się zbliżać do brzegu po zmroku, bo La Llorona może je wziąć za swoje i zabrać na zawsze.

INNA WERSJA

Przejdźmy do wersji współczesnej. W miarę jak z biegiem historii kultura poddaje się różnym wpływom, ulegają przemianom myślenie, postawy i problemy. Zmienia się też opowieść o La Llorona. Kiedy w zeszłym roku w Kolorado zbierałam opowieści o duchach, dziesięcioletni Danny Salazar, szczerbaty, niewiarygodnie chudy chłopak o wiel­kich stopach zapowiadających wysoki wzrost, opowiedział mi swoją wersję. Dodał, że La Llorona zabiła swoje dzieci z zupełnie innych przyczyn niż w starej baśni.

— To było inaczej — upierał się Danny. — La Llorona została kochanką bogatego hidalgo, który miał fabryki nad rzeką. Kiedy była w ciąży, napiła się wody z tej rzeki. Jej synowie, bliźniacy, urodzili się niewidomi, ze zrośniętymi palcami, bo hidalgo zatruł rzekę ściekami z fabryki.

Hidalgo powiedział La Lloronie, że nie chce ani jej, ani dzieci. Ożenił się z bogatą kobietą, która chciała mieć to wszystko, co produkowała fabryka. La Llorona utopiła dzieci w rzece, a potem sama umarła z żalu. Poszła do nieba, ale święty Piotr nie chciał jej wpuścić, zanim nie odnajdzie duszyczek dzieci. I La Llorona do dziś szuka dzieci w brudnej rzece, ale nic w niej nie widzi, bo woda jest brudna i ciemna. Jej duch szuka dzieci na dnie albo błąka się po brzegu i nawołuje.

———————————

Dr Estes lubi porównywać wyobraźnię, kreatywność i pragnienie „twórczego wyżywania się” do rzeki. Siły twórcze płynące przez krajobraz psychiki szukają istniejących w nas naturalnych zagłębień, arroyos (koryt, kanałów). Stajemy się ich odnogami, ich basenami, stawami, jeziorami, strumieniami i sanktuariami. Spontaniczna energia twórcza wlewa się w koryta, które są w nas — te, z którymi się rodzimy, i te, które kopiemy własnymi rękami. Nie musimy ich wypełniać, wystarczy, że je zbudujemy (…)Jeśli wielka podziemna rzeka znajdzie ujścia i odgałęzienia w naszej psychice, to nasze twórcze życie zacznie pulsować, falować, wzno­sić się i opadać cyklicznie jak nieujarzmiona rzeka. Dzięki tym cyklom coś się rodzi, rośnie, obumiera i zanika w swoim czasie, po czym odradza się na nowo. Przy czym jako siły twórcze rozumie nie tylko czynności związane ze sztuką czy kulturą, ale tzw. ‘iskrę bożą’, natchnienie podrywające nas do działania. Za każdym twórczym aktem — czy będzie to pisanie, malarstwo, myślenie, uzdrawianie, gotowanie, rozmawianie, uśmiech czy rękodzie­ło — płynie rzeka, Rio Abajo Rio (‘Rzeka Pod Rzeką’ – przyp. Anna Lawenda), która dostarcza odżywczych wód wszystkiemu, co robimy(…) Twórcza postawa wyrasta z miłości — do osoby, słowa, obrazu, jakiejś idei, ziemi czy ludzkości — z umiłowania, które wzbiera i przepełnia nas do tego stopnia, że musimy je uzewnętrznić, tworząc. To nie kwestia chęci czy postanowienia, nie pojedynczy akt woli, ale wewnętrzna konieczność. Na całym świecie woda jest żywiołem żeńskim, z definicji przypisanym emocjom, podświadomości, płodności, podróżom, inspiracji, sztuce tworzenia, cierpliwości oraz umiejętności przystosowania się. Moje stare przyjaciółki z południowego Teksasu powiadają, że El Rio Grande nie może być płci męskiej — może być tylko kobietą. Śmiejąc się, mówią: „Jak można rzekę porównać do czegoś innego niż La Dulce Acequia— słodka szczelinka między udami ziemi?”

Twórcza energia jest naturalnym środkiem pobudzającym do aktywności, działa w życiu tak jak rzeka: dostarcza wody aby mogły rosnąć rośliny, zabiera to co niepotrzebne i płynie własnym rytmem: albo jest bystrym strumieniem, albo wody rozlewają się leniwie szerokim korytem. Jednak tak jak każda rzeka napotyka na swojej drodze przeszkody lub ulega zatruciu przez czynniki wewnętrzne lub zewnętrzne, a wtedy nie ma innego wyjścia niż rozpocząć żmudne oczyszczanie. Bez wątpienia twórcza postawa jest rezultatem wewnętrznego ruchu, wrzenia, pulsowania i wibracji; nie stoi w miejscu, czekając, aż znajdziemy do niej okrężną drogę. W tym sensie nigdy nie możemy „stracić” twórczej wyobraźni. Jest zawsze i albo wypełnia nas swobodnie, albo napotyka przeszkody na swojej drodze. Jeśli nie utoruje sobie drogi do naszego wnętrza, to cofa się, zbiera siły i znów próbuje się przedrzeć, aż przerwie wszelkie zapory. Uniknąć tej nieodpartej energii możemy jedynie, wciąż wznosząc przed nią bariery albo zatruwając ją niszczycielskim pesymizmem, zaniedbaniem czy rezygnacją (…) Jeśli jej nurty zostaną zatrute naszymi negatywnymi kompleksami albo nieprzyjaznym stosunkiem otoczenia, to delikatny proces doskonalenia naszych idei także zostaje zatruty. Wówczas jesteśmy jak umierająca rzeka. Nie wolno nam tego ignorować. Utrata czystego twórczego nurtu powoduje bowiem psychiczny i duchowy kryzys dokładnie tak jak dzieje się z wodami zatrutymi przez ścieki: wypełnione są śniętymi rybami i gnijącymi roślinami, a nad nimi unosi się smród. To nie jest środowisko, gdzie toczy się życie, do takiego wodopoju nie ciągną zwierzęta, a rośliny nadbrzeżne umierają ciągnąc korzeniami truciznę. W baśni piękna młoda dziewczyna i czysta rzeka to metafory opisujące procesy twórcze kobiety w stanie naturalnym Po spotkaniu z de­strukcyjnym animusem i kobieta, i rzeka zostają zniszczone. Kobieta, której twórcze życie zamiera — jak La Llorona — ma uczucie, że została zatruta, zniekształcona i doznaje pragnienia, by zabijać wszystko na swej drodze. W rezultacie zostaje skazana na nie kończącą się tułaczkę po gruzach swego potencjału twórczego.

ŻYCIE ZGODNE Z NURTEM RZEKI

Osoba poddająca się naturalnej potrzebie twórczości, spontaniczności i radości przypomina nieskażoną rzekę płynącą własnym korytem. W prawidłowym cyklu anima czyli żeńska energia poddaje pomysł, a animus, energia męska, pomaga wcielać go w życie, dokładnie tak jak pracuje nasz mózg: prawa półkula odpowiedzialna jest za skojarzenia, inspirację, marzenie i podświadomość, a lewa za koncentrację, pamięć, porządek i świadomość.

Gdyby każda z półkul mogła się przedstawić zapewne zrobiłaby to tak:

LEWA

Jestem naukowcem. Matematykiem. Lubię to co już znam. Układam w kategorie. Jestem dokładny. Myślę w sposób linearny, od początku do końca. Jestem analityczny. Stawiam na strategię. Jestem praktyczny. Zawsze się kontroluję. Jestem mistrzem w dziedzinie wyrażania się. Jestem realistą. Moim zajęciem jest obliczanie równań i posługiwanie się liczbami. Jestem uporządkowany. Jestem logiczny. Rozpoznaję sekwencje, słowa, litery i cyfry. Mam wyczucie czasu. Moim atutem jest mowa. Potrzebujesz mnie przy wyrażaniu się słowami, pisaniu, czytaniu, liczeniu, zapamiętywaniu i analizowaniu. To ja odpowiadam za pamięć krótkoterminową. Przede wszystkim dostrzegam słowa. Sprawiam, że patrzysz w sposób obiektywny. Stawiam na cel. Pomagam ci zaistnieć na zewnątrz.

Dokładnie wiem, kim jestem.

PRAWA

Jestem twórcza! Jestem wolnym duchem! Przepełnia mnie pasja! Lubię to co nieznane. Pragnę. Jestem emocjonalna. Odczuwam. Śmieję się. Płaczę. Marzę. Tworzę. Postrzegam wszystkimi zmysłami. Myślę w sposób wielokierunkowy, odchodząc od początkowego problemu. Synchronizuję. Jestem wiecznie w ruchu. Jestem spontaniczna. Jestem żywymi kolorami i poruszającą muzyką. Jestem potrzebą tworzenia. Jestem nieskrępowaną wyobraźnią. Moim zajęciem są sztuka i poezja. Rozpoznaję obszary, twarze, miejsca i przedmioty. Mam wyczucie przestrzeni. Moim atutem jest wyobraźnia. Potrzebujesz mnie przy tworzeniu, znajdowaniu nowatorskich rozwiązań, widzeniu barw, słuchaniu muzyki i orientacji w przestrzeni. To ja odpowiadam za pamięć długoterminową. Przede wszystkim dostrzegam obrazy. Sprawiam, że patrzysz w sposób subiektywny. Stawiam na zabawę. Kieruję twoim życiem wewnętrznym.

Jestem wszystkim czego zapragnę.

Nikt z nas nie rodzi się tylko z jedną półkulą mózgową. Do życia potrzebne są obie. Koncentrowanie się na tylko jednej oznacza, że skazujemy się na życiowe niepowodzenia i albo staniemy się jak artysta o wielu pomysłach, który nie potrafi jednak żadnego doprowadzić do końca, albo jak naukowiec, widzący rzeczywistość jedynie w kategoriach liczb i faktów. Jest to zaburzenie cyklu i prowadzi do tego, że nasza twórcza rzeka zostaje zablokowana.

W naszej zracjonalizowanej, przesiąkniętej Oświeceniem kulturze zachodniej ceni się przede wszystkim wartości reprezentowane przez lewą półkulę czyli racjonalność i logiczny wywód, które choć zdecydowanie potrzebne nie mogą jednak zdominować naszej natury. Jeżeli rzeka nieskrępowanej, twórczej energii na swojej drodze spotyka zbyt wiele tam, to przestaje być rzeką. Czasem, niczym w naszej baśni, twórcze życie kobiety dostaje się pod panowanie sił, które pragną tworzyć tylko to, co służy potrzebom ego — rzeczy, które nie mają trwałej wartości dla duszy. Społeczeństwo zaś odmawia kobiecie wsparcia, przekonując, że jej twórcze idee są bezużyteczne, że nikt ich nie potrzebuje, że to jałowe wysiłki. To tak, jakby zanieczyszczać rzekę ołowiem. To zatruwanie psychiki. W zaspokajaniu potrzeb ego nie ma nic złego; przeciwnie, one także są ważne. Problem w tym, że trujące wyziewy negatywnych kompleksów niszczą świeżość, nowość, potencjał twórczy, wszystko, co dopie­ro się rodzi, jest w stadium poczwarki, wszystko, co zdążyło odrosnąć od ziemi, na równi z tym, co stare i okrzepłe. Kiedy fabryki wokół nas produkują bezduszność i drwinę, toksyczne odpady leją się do czystej rzeki, zabijając każdy impuls i energię do tworzenia.

SPOWOLNIONY BIEG ZATRUTEJ RZEKI

Opowieści z całego świata pełne są motywów zatruwania przez złe moce tego co dobre, czyste i nieskażone: temat zatruwania studni używanej przez dobrych ludzi pojawia się w Jean de Florette i Manon of the Spring. Podobnie w micie helleńskim Fineus nie może ani jeść ani pić, bo talerze zatruwają swoimi odchodami harpie. Tak jak trucizna zabija życie w rzece, tak trucizna płynąca z ust otoczenia albo z podszeptów własnych kompleksów zabija entuzjazm i chęć tworzenia. W naturalnym cyklu nawet w czasie odpoczynku i przy braku aktywności woda nie zatrzymuje się, najwyżej wsiąka w ziemię – podświadomość, szukając nowych pomysłów, by potem wytrysnąć jako źródło w zupełnie innym miejscu. Czym innym jest myśleć nad nowym pomysłem i zastanawiać się jaką formę mu nadać albo spokojnie oczekiwać jaki tym razem koncept pojawi się w umyśle, a czym innym odczuwać pustkę i brak wiary we własne siły.

W jaki sposób trucizna atakuje twórcze życie kobiety? Skażenie twórczej postawy wobec życia może dotknąć wszystkie pięć faz tworzenia: natchnienie, koncentrację, organizację, realizację i pielęgnowanie. Kobiety, które nie potrafią radzić sobie z jedną czy kilkoma z tych faz, opowiadają, że „nie widzą dla siebie nic nowego, pożytecznego, znaczą­cego”. Rozpraszają się w romansach, codziennych obowiązkach, rozryw­kach; rezygnują w obliczu zmęczenia czy lęku przed niepowodzeniem. Czasami brakuje im samodyscypliny i dobrej organizacji; projekt leży rozproszony w stu miejscach, w stu kawałkach. Czasami problemy wynikają z typowo kobiecego naiwnego stosunku do własnej ekspresji: kobieta sądzi, że wykonując kilka posunięć w zewnętrznym świecie, rzeczywiście czegoś dokonała. To tak, jakby zrobić ręce, nogi czy głowę i nazwać to skończoną postacią (…)Zdarza się też, że kobieta pada ofiarą krytyki otoczenia albo swoich natrętnych myśli: „To, co robisz, jest nieudolne, nie dość dobre pod takim czy innym względem. Zbyt pompatyczne, zbyt minimalistyczne, zabiera za dużo czasu, jest za mało ambitne, za trudne dla ciebie”. To lanie kadmu do wody. Znam taki przypadek osobiście. Zdolna dziewczyna mająca i wizję, i dobry warsztat pisarski tworzyła przez wiele miesięcy powieść fantastyczną w wielu odcinkach. Publikowała ją na portalu pisarskim, gdzie zbierała pozytywne recenzje, jednak w chwili osobistego kryzysu (i jak podejrzewam depresji) skasowała swoje konto z całą zawartością. Jak się później dowiedziałam, destrukcji uległy także wszystkie jej texty na twardym dysku. Kiedy dziewczyna jakoś się pozbierała, próbowała pisać raz jeszcze, tym razem na blogu, ale i on przetrwał tylko kilka miesięcy, po czym został przez nią skasowany. Z tego co się orientuję nie miała w otoczeniu nikogo, kto by ją wspierał w pisaniu, przychylne opinie pochodziły chyba tylko z naszego portalu pisarskiego, tak czy inaczej i zewnętrzne, i wewnętrzne podszepty destrukcyjnego w tym wypadku animusa skutecznie zatruły jej twórcze wody. Nie wiem co teraz robi, czy pisze, czy zupełnie się poddała, ale myślę, że jeżeli faktycznie to zrobiła, skrzywdziła najbardziej samą siebie, bo całą swoją naturą, całą sobą jest twórczą rzeką. Syndrom Harpii dokonuje zniszczeń przez degradację
uzdolnień i wysiłków i pełen jadu wewnętrzny dialog. Każdy pomysł pojawiający się w głowie kobiety zostaje zbrukany przez Harpie. Kobieta mówi: „Chciałabym zrobić to czy tamto”, Harpia odpowiada: „Co za bzdura, kogo to obchodzi, to śmieszne i prostackie. Zrozum, twoje pomysły są idiotyczne, ludzie cię wyśmieją, przecież ty nie masz nic do powiedzenia”. Inną formą skażenia są własne wymówki i wykręty. Wszystkie pisarki, malarki, tancerki, inne artystki znają je od początku świata. „Zabiorę się za to niedługo”. Tymczasem wpadają w głęboką depresję. „Cały czas jestem zajęta, jeśli tylko znajdę chwilę, to staram się pisać  —     zeszłego roku napisałam dwa wiersze, skończyłam jeden obraz i zaczęłam drugi, zajęło mi to półtora roku, bo dom na głowie, dzieciaki,mąż, przyjaciel, kot, ciągle ktoś mnie potrzebuje. Zabiorę się za to, ale na razie nie mam pieniędzy, nie mam czasu, po prostu nie mogę wykroić dość czasu; dopóty nie zacznę, dopóki nie sprawię sobie porządnych
narzędzi, dopóki czegoś nie przeżyję; teraz właściwie nie mam na to ochoty, nie jestem w odpowiednim nastroju. Przecież trzeba przynajmniej całego dnia, paru swobodnych dni. Muszę mieć kilka tygodni spokoju, żeby to skończyć” i tak dalej.

Im dłużej utrzymuje się taki stan, tym gorzej dla nas. Skoro nie wyrażamy się, nie działamy i nie tworzymy, kompleksy nabierają siły i utwierdzają nas w przekonaniu, że przecież trzeba harować na chleb, nakarmić dzieci i zasuwać, bo życie to nie przelewki i nie warto sobie zawracać głowy bzdurami. Może kiedyś ewentualnie przyjdzie czas na tworzenie…jak dzieci dorosną, jak zdobędę lepszą pracę, jak przeprowadzę się do wygodniejszego mieszkania… Nieprawda. To jest gra na zwłokę naszego wewnętrznego drapieżcy, który używa wszelkich metod aby zdusić w zarodku twórczy płomień. Może także podpowiadać nam, że nasze tworzenie będzie coś warte dopiero jeżeli dostaniemy nagrodę, wydamy książkę, zyskamy aprobatę, ale znowu nie wolno dać się nam nabrać. Nie wolno w siebie nie wierzyć. Nie wolno czekać. Trzeba zrobić pierwszy krok. Dzisiaj. Teraz. Znałam kobiety całymi dniami pracujące przy zajęciach, którymi gardziły, tylko po to, żeby kupić bardzo kosztowne rzeczy do domu, dla mężów, dzieci, na dalszy plan spychając swe prawdziwe zdolności. Znałam kobiety, które zanim usiadły do pisania, najpierw musiały posprzątać dom na błysk… a wiecie, jak to jest ze sprzątaniem domu… nigdy nie ma końca. Doskonały sposób, by powstrzymać kobietę. Trzeba być czujną, nie pozwolić, by przyziemne obowiązki okradały z twórczych uniesień, twórczych myśli, twórczego odpoczynku. Trzeba tupnąć nogą i odmówić robienia połowy rzeczy, które, jak się zdaje, „powinno się” robić. Sztuką nie można się zajmować tylko w kradzionych chwilach. Destruktywny aspekt animusa czai się i wewnątrz, i na zewnątrz, a często ten zewnętrzny podsyca wewnętrzne wątpliwości. Jeżeli otoczenie nie tylko nie wspiera nas w tym co robimy, ale „tłumaczy”, że to niepotrzebne, głupie, infantylne, że nie trzeba sobie zawracać głowy bzdurami, jeżeli żąda również tej ilości naszego czasu i energii, które przeznaczamy na rozwijanie zainteresowań, jeżeli udaremnia nasze wysiłki twórcze i przeszkadza we wprowadzaniu w życie naszych koncepcji, to sprawia, że topimy nasze dzieci – pomysły w rzece dokładnie tak jak La Llorona. Jeśli kultura, w której żyje kobieta, nieustannie atakuje funkcję twórczą swoich członków, jeśli niszczy i okalecza archetypy albo opacznie interpretuje ich sens i znaczenie, to utrwalają się one w psychice jej członków w podobnie okaleczonej postaci: są jak ptak o złamanych skrzydłach. Jeśli takie okaleczone koncepcje na temat tego, jak ma wyglądać życie twórcze i jak je trzeba pielęgnować, dochodzą do głosu w kobiecej psychice, to niełatwo się zorientować, co jest nie tak. Popaść w kompleks, to jakby dostać się do czarnego worka. Wewnątrz panuje ciemność, nie wiadomo, kto uwięził, wiadomo tylko tyle, że jest się w nie­woli.

 REGULARNE OCZYSZCZANIE RZEKI

W opowieści o La Lloronie tak naprawdę zbieramy żniwo zaniedbań z poprzednich opowieści, które były już w tym miejscu analizowane. Nasz wewnętrzny drapieżnik znany z baśni o Sinobrodym atakuje twórczą naturę, która jest osłabiona brakiem wsparcia jak Brzydkie Kaczątko, dlatego zaczyna słuchać jego podszeptów jak Dziewczynka z Zapałkami czy właścicielka Czerwonych Trzewiczków. Ale jeżeli chcesz stworzyć coś wartościowego, co sprawi, że będziesz tańczyć i skakać ze szczęścia to nie wolno ci spalać swoich talentów ani udawać się w pogoń za pustymi przyjemnościami. Jeżeli chcesz osiągnąć coś wielkiego i rozwijać się, to nie wolno ci tkwić w stagnacji. Niezależnie od tego jak bardzo Wasylisa bała się lasu, ruszyła przed siebie. Aby zdobyć swojego Graala, musisz wyruszyć w podróż, fizyczną lub mentalną. Musisz pozwolić rzece płynąć.

Hidalgo symbolizuje naszego animusa, pierwiastek męski* i czynnik sprawczy, ten element, który pomaga nam urzeczywistniać wizje animy tak jak lewa półkula pomaga zwerbalizować odczucia prawej. Animus — czynnik, który stanowi podstawę zewnętrznej aktywności — to mężczyzna nad rzeką. Jest kimś w rodzaju zarządcy. Ma sprawować nad rzeką opiekę i chronić czystość wód.(…) Istnieje współzależność między występowaniem u kobiet obawy przed tworzeniem — kobiety boją się uzewnętrzniać swoje idee albo robią to w sposób połowiczny i chaotyczny — a pojawianiem się u nich snów o rannych lub raniących mężczyznach. I odwrotnie, w snach kobiet o silnej zdolności przemawiania w świecie zewnętrznym konsekwentnie pojawia się silna postać męska w różnych przebraniach. To pomost, dzięki któremu pomysły mogą ujrzeć światło dzienne czy też pośrednik między animą a światem zewnętrznym, który dba o to by ukazała się w jak najkorzystniejszy  sposób. Jest jak kreator mody ubierający gwiazdę tak by błyszczała na czerwonym dywanie. Jest jak Hermes mający dostęp do wszystkich helleńskich światów i podróżujący między nimi, załatwiając sprawy dla bogów. Pomysły animy rodzą się wewnątrz, ale to animus jest dłonią, która wyprowadza je na zewnątrz. Bez silnego, zdrowego pierwiastka męskiego wewnątrz kobieta będzie marnotrawić swój talent, jej koncepcje nie zaistnieją poza jej umysłem albo będzie zaczynać kolejne projekty nie kończąc poprzednich.

Rzecz w tym, że animus sam w sobie nie zawiera w sobie natchnienia. Spełnia wyłącznie funkcje użytkowe i tak jak lewa półkula mózgowa jest nastawiony na realizację celu. Jeżeli my same nie przekonamy go by służył realizacji naszych wewnętrznych wizji, to będzie wykonywał to co widzi na zewnątrz. A jest to raczej niebezpieczne dla naszych marzeń, zwłaszcza w takiej kulturze w jakiej żyjemy. Oczywiście nie musimy nazywać go animusem, można wyrazić go za pomocą innych słów i obrazów, jakie się nasuwają. Ale trzeba również zrozumieć, że współczesna kultura narzuca kobietom nieufność wobec męskości; dla niektórych jest to lęk przed zależnością od mężczyzny, dla innych bolesny powrót do zdrowia po ranach zadanych przez męski świat. Najogólniej mówiąc, ta ostrożność (podejrzliwość) ma źródła w ledwie zaleczonych urazach powstałych w rodzinie i społe­czeństwie w czasach wcześniejszych, kiedy kobietę traktowano jak niewolnika, a nie pełnoprawną osobę. Wciąż świeże w pamięci Dzikiej Kobiety są czasy, kiedy kobiety o wielkich zdolnościach uznawano za wyrzutki społeczeństwa, kiedy nie wolno im było mieć własnych przekonań, poglądów, chyba że je kultywowały w tajemnicy i lokowa­ły w mężczyznach, którzy potem wynosili je na świat pod własnym imieniem.

Spotykam mnóstwo kobiet, które albo ignorują w sobie aktywny pierwiastek męski, albo używają go tylko do dowodzenia rodziną i zarządzania domem (i wysprzątają wszystko na błysk, i zrobią obiad z deserem, i pogonią dzieci do lekcji, i jeszcze pajęczyny usuną, ależ się nazbierało pająków tego lata!). Natomiast ja osobiście jestem przekonana, że animus najlepiej realizuje się jako towarzysz animy, a nie niewolnik zewnętrznych przekonań społeczeństwa. Animus i anima są małżeństwem tak jak półkule mózgowe i pomimo różnic muszą funkcjonować razem, czasem zawierać kompromisy i wychowywać wspólnie dzieci – pomysły. Dobrą wiadomością jest to, że jeżeli przetrwają pierwsze konflikty to zaczynają się coraz lepiej dogadywać. Mogę potwierdzić własnym przykładem . Moje animus i anima są twórczą parą od siedemnastu lat, od momentu kiedy po raz pierwszy zaczęłam pisać swoją opowieść. Na początku bywało różnie, a najczęściej wszystko zaczynało się komplikować przy zewnętrznych kłopotach. Anima jak to emocjonalna kobieta zaczynała panikować, dramatyzować i hamletyzować, a animus patrzył na to ze zdziwieniem i zniecierpliwieniem, i na próżno dopytywał się: „Ale co ja mam zrobić?”. Te sinusoidy trwały latami, jednak nie przeszkadzało to mojej mentalno – duchowej parze płodzić kolejnych dzieci – pomysłów. Kilka lat temu, po szczególnie ciężkich narodzinach nastąpił kryzys i okresowa bezpłodność, co jednak okazało się jakimś katalizatorem, bo ni stąd ni z owąd para przestała się spierać i koncentrować na różnicach. Nagle okazało się, że chyba ponownie się w sobie zakochali i świata poza sobą nie widzą. Myślę, że po prostu oboje dojrzeli. Dzięki temu w chwili obecnej mogę prowadzić forum, publikować raz w miesiącu na trzech blogach i co tydzień wrzucać nowy odcinek swojej opowieści (cały czas pracując przy tym zawodowo oczywiście).

Ale tak jak w każdym związku między dwoma elementami nie przyszło to łatwo. Animusa trzeba sobie wyćwiczyć. Trzeba zaprzęc go do zaprzęgu razem z animą aby wiodły nas przez życie tak jak sfinxy w tarotowym Rydwanie.

Tak jak była już o tym mowa w poście o Sinobrodym do animusa trzeba mówić w jego języku ojczystym czyli mową intelektu i logiki tak jak do lewej półkuli mózgowej. Słyszysz jak animus podpowiada ci, że masz do skończenia raport na jutro chociaż twoje myśli błądzą dookoła książki, którą właśnie czytasz? Powiedz mu spokojnie: „Mój drogi, jeżeli teraz zabiorę się za raport to i tak będę się zastanawiała tylko i wyłącznie nad tym czy Frodo dotrze bezpiecznie do Rivendell, więc może lepiej dokończę rozdział i wtedy spokojnie skoncentruję się na raporcie”. Nie bój się, zrozumie. Jest z natury logiczny, więc rozumowy argument go przekona. Ale ty bądź konsekwentna i kiedy Frodo dotrze bezpiecznie do Rivendell, odłóż książkę i zabierz się za ten raport. Nikt nie lubi jak się z nim leci w kulki, a jeżeli animus zobaczy, że próbujesz go oszukać to zwróci się przeciw tobie i swoją siłą analityczną będzie wzmacniał twoje komplexy zamiast wcielać w życie pomysły. Podstawowym aspektem w pozytywnym rozwoju animusu jest rzeczywista manifestacja spójnych myśli, impulsów, idei powstających wewnątrz. Choć mówimy tu o pozytywnym rozwoju animusu, trzeba uczynić jedno zastrzeżenie: integralny animus musi się rozwijać przy pełnej świadomości, a wymaga to samodyscypliny i dogłębnej samoanalizy. Jeśli na każdym kroku swej drogi nie będziemy zgłębiać własnych intencji i żądz, to animus rozwinie się w złym kierunku. Taki szkodliwy animus może i będzie bezsensownie starać się forsować nieprzemyślane impulsy ego, idąc za ślepą ambicją i zaspokajając setki niepotrzebnych życzeń. Co więcej, animus jest elementem kobiecej psychiki, który trzeba poddawać regularnym ćwiczeniom, żeby oboje mogli działać w sposób pełny. Jeśli dobroczynny animus jest zaniedbywany w życiu psychicznym kobiety, to ulega atrofii, zupełnie tak samo jak mięśnie, które zbyt długo nie pracowały.

Na własnym przykładzie mogę potwierdzić, że to prawda. Mimo natłoku zajęć, kiedy tylko pojawiają się w moim umyśle podszepty: „Możesz nie dać rady, możesz mieć zbyt dużo do zrobienia, może lepiej sobie odpuść”, to natychmiast wkracza do akcji animus (zanim wrażliwa anima zdąży w to uwierzyć) i w zależności od natężenia siły małych wewnętrznych drapieżników mówi zdecydowanie/krzyczy/wydziera się: „Ależ oczywiście, że dasz radę! Natychmiast do roboty, nie lenić mi się! Wyobraźnia, chodź do mnie, przeleję na ekran laptopa wszystko co mi podyktujesz!”. Towarzyszy animie w całym procesie powstawania posta/odcinka i nie pozwala przeciągać go do nieskończoności chociaż ona chciałaby jeszcze tu wygładzić, a tu coś dodać. To on organizuje jej pracę i mówi, kiedy czas już zakończyć. Może się wydawać to komuś dziwne, ale tuż przed opublikowaniem posta/odcinka czuję jakby mój umysł przechodził bóle porodowe i wiem, że to już teraz, dzisiaj, i że trzeba koniecznie skończyć, urodzić to mentalne dziecko, bo dłużej nie wytrzymam. A jaką ulgę odczuwam zaraz po tym…Mój pierwiastek męski cały puszy się z dumy jak mały kogucik . Zdrowy, szczęśliwy i zadowolony animus będzie nam dodawał skrzydeł. On siłą rzeczy potrzebuje animy, pragnie natchnienia i pomysłów do realizacji. Hindusi mówią, że bez Śakti, wcielonej żeńskiej siły życiowej, Siwa, moc sprawcza, umiera. To Śakti jest energią życia ożywiającą męską zasadę, która z kolei pobudza do działania w zewnętrznym świecie**. Tak jak zakochany mężczyzna buduje dom, w którym zamieszka wraz z kobietą swojego życia i ich dziećmi. Nie spotkałam jeszcze mężczyzny – singla, który by budował dom tylko dla siebie samego. Ponieważ żyjemy w świecie, który wymaga zarówno podejścia medytacyjnego, jak i zewnętrznej aktywności, więc uważam koncepcję męskiego pierwiastka w kobiecej psychice za bardzo pożyteczną. Przy zachowaniu stosownej równowagi animus zachowuje się jak pomocnik, współpracownik, towarzysz, kochanek, brat, ojciec czy król (…) Archetyp króla symbolizuje siłę, która powinna działać dla dobra kobiety, rządzić tym, co ona i dusza mu po­wierzają, władać psychicznymi obszarami, które zostały mu nadane (…)Hidalgo w opowieści reprezentuje aspekt kobiecej psychiki, który, mówiąc potocznym językiem, zszedł na złą drogę. Jest zepsuty, czerpie korzyści z wytwarzania trucizny, w jakiś sposób jest przywiązany do niezdrowego życia. Jest jak król, który wymusza posłuszeństwo głodem. Nie postępuje mądrze, nie pokocha go kobieta, której rzekomo chce służyć.

W jednej z wersji baśni zanieczyszczenia powodują deformację dzieci, które symbolizują młode ideały, myśli, przekonania. Dzieci reprezentują naszą zdolność do stworzenia czegoś tam, gdzie dawniej nie było nic. Dostrzegamy, że owa deformacja nowego potencjału za­chodzi, kiedy zaczynamy wątpić w nasze zdolności, szczególnie w na­sze prawo do myślenia, działania czy istnienia. (…) W psychice zachodzi dziwne zjawisko: kiedy kobieta jest pod wpływem negatywnego animusu, każdy jej twórczy wysiłek, każda próba podjęcia twórczego aktu odbija się rykoszetem i uderza w nią samą. Gdy tylko bierze do ręki pióro, z fabryki wylewają się ścieki. Rozważa zapisanie się do szkoły, bierze lekcje, ale zatrzymuje się w pół drogi, dusi się z braku wewnętrznej strawy i poparcia. Kobieta nabiera rozpędu, ale za każdym razem go traci. Coraz więcej nie skończonego szycia, nigdy nie urządzonych klombów, nie zrealizowanych wycieczek, nie zapisanych myśli, coraz więcej obcych języków, których się nie nauczy­ła, porzuconych lekcji muzyki, zaczętych gobelinów; a wszystko to czeka i czeka.

Jak zatem pilnować by rzeka była czysta i co robić jeżeli już zostanie zatruta?

NIEZBĘDNA I REGULARNA HIGIENA PSYCHICZNA ORAZ MENTALNA

Piszę także bloga na temat bogiń z całego świata i mitów ich dotyczących, dlatego nie mogło mi umknąć skojarzenie La Llorony z dwiema wielkimi boginiami rzek: hinduską Saraswati i zoroastriańską Anahitą (Areduvi Sura Anahita). Saraswati, śakti Stworzyciela Brahmy, jest uosobieniem mądrości, intelektu, kultury i sztuki. Anahicie, której imię oznacza Nieskazitelna, poświęcony jest jeden z najważniejszych rytuałów zoroastriańskich Ab – Zohr polegający na oczyszczaniu wody.

Te dwie wielkie boginie powinny inspirować nas do uprawiania codziennej higieny mentalnej i psychicznej. Pozwolę sobie zacytować to co napisałam już jako rady w poście o Saraswati

Nie pozwalaj sobie na ignorancję i umysłowy letarg czy gnuśność.

 Nie koncentruj się na świecie materialnym, bo doprowadzi cię to do tego, że otwierając pięknie zapakowany prezent dowiesz się, że w środku jest pusty.

 Codziennie poświęcasz więcej lub mniej czasu urodzie ciała. Jak często dbasz o urodę umysłu?   

Dostarczasz swojemu ciału składniki odżywcze. Czym karmisz swój umysł?

Umysł i psychika potrzebują diety i ćwiczeń tak jak twoje ciało, nie zaniedbuj ich.

Koncentrowanie uwagi na serwisach plotkarskich czy programach rozrywkowych działa na umysł tak jak fast food na ciało, na takiej diecie umysł nie urośnie ani nie będzie się rozwijał.

 Wyrażaj swoje talenty, czy to przez pisanie, malowanie, śpiewanie czy w inny sposób. Pamiętaj, że potrzeba wyrażania swojego wnętrza jest siłą napędzającą nas do działania. Kreatywność może wyrażać się za pomocą najprostszych i najtańszych środków. Nie wstydź się. Experymentuj.

DIETA DLA UMYSŁU I DUSZY

Jeżeli masz w swoim otoczeniu osoby, które cię nie wspierają lub wręcz torpedują twoje pomysły to pamiętaj, że nie masz na nich wpływu oraz że nie ma sensu wkładać energii i czasu na przekonywanie ich (można ewentualnie zrobić to co Brzydkie Kaczątko i udać się na poszukiwanie swojego prawdziwego stada). Masz natomiast całkowity wybór, co do tego czy będziesz karmić wewnętrzne drapieżniki, czy pozwolisz im umrzeć z głodu.

Masz też wybór czy karmić duszę i umysł naturalną, zdrową żywnością, czy mentalnym fast fordem. Uważaj czy będzie to książka, czy magazyn plotkarski, bo wszystko co nie służy rozwojowi wewnętrznemu jest właśnie mentalnym fast foodem. Twój umysł przetwarza informacje jakby konsumował, ale nie mają one dla niego właściwości odżywczych. Podobnie jest z telewizją: jeżeli oglądasz program rozrywkowy, ponieważ zajmujesz się śpiewem lub tańcem i chcesz doskonalić technikę obserwując innych to będzie zdrowa żywność dla twojego wnętrza, ale jeżeli oglądasz tylko po to żeby posłuchać złośliwych komentarzy jurorów i zobaczyć kto dzisiaj odpadnie to konsumujesz mentalny fast food. Ja zresztą od chwili gdy mam w domu szybki net praktycznie w ogóle odstawiłam telewizję i mój umysł nie zgłasza na nią jakiegoś szczególnego zapotrzebowania.

To co podsuwasz oczom zostaje w umyśle. Wiele kobiet narzeka, że w czasopismach i reklamach pojawiają się tylko młode, wyretuszowane i szczupłe, co wzmacnia komplexy tych niewyretuszowanych, starszych i mniej szczupłych. Zgadzam się, to głupie, ale natychmiast nasuwa mi się pytanie: To po co kupujesz te magazyny? Po co gapisz się na reklamy? Myślisz, że ich twórcy chcą żeby twoje wnętrze rozkwitało? Nie. Oni chcą sprzedać ci swój produkt. Jeżeli jednak uznasz, że chcesz czytać ten magazyn czy kupić rzecz z reklamy to pamiętaj, że służą temu co na zewnątrz i raczej nie znajdziesz tam czegoś, co pozwoliłoby wzrastać twojemu wnętrzu. I jeżeli zajmujesz się tylko tym, co nastawione na zewnątrz to twoja dusza i umysł będą głodować. Tak jak stwierdził jeden z pisarzy: ‘Aby być dobrym pisarzem trzeba najpierw wiele czytać’, więc komponuj świadomie dietę dla swojego umysłu i duszy. Przyjmuj pożywienie dające siły, by zacząć czyszczenie rzeki. Trudno uniknąć trujących substancji w rzece, jeśli kobieta odrzuca szczere komplementy na temat swojej twórczości. (…) By do tego nie dopuścić, kobieta musi się nauczyć przyjmować pochwały i komplementy (nawet jeśli z początku robi przy tym wraże­nie, że nachalnie się ich domaga), delektować się nimi i zamykać usta złośliwemu animusowi, który pragnie chwalącemu rzucić w twarz: „To tylko ty tak uważasz, nie wiesz, ile błędów popełniła, nie widzisz, jaka to miernota”.

 CODZIENNE ĆWICZENIA DLA DUSZY I UMYSŁU

Aktywność

Przede wszystkim działaj. Nie wykształcisz sobie odpowiednich nawyków ani dobrej techniki jeżeli nie zaczniesz działać. Możesz mieć nawet najbardziej genialne pomysły, ale nie wprowadzone w czyn de facto nie istnieją. Nie słuchaj stada wewnętrznych czy zewnętrznych drapieżników, które zniechęcają cię i próbują przekonać, że to nie teraz, to nie ten czas itd. Nie musisz od razu stworzyć wielotomowej sagi. Ważne, żeby wykonywać to co twórcze regularnie, nawet jeżeli miałoby to oznaczać napisanie jednego akapitu dziennie. Po tygodniu będziesz już mieć siedem akapitów. Zacznij. Tak się czyści zatrutą rzekę. Jeśli się boisz niepowodzenia, zacznij mimo to, a jeśli nie można inaczej, to ponieś klęskę, pozbie­raj się i zacznij od nowa. Jeśli znów się nie uda, to co z tego? Zacznij jeszcze raz. To nie porażka powstrzymuje — to niechęć do zaczynania od początku powoduje stagnację. Co z tego, że się boisz? Jeśli się obawiasz, że coś wyskoczy i cię ugryzie, to niech się to wreszcie stanie. Niech twój strach wyjrzy z ciemności i cię ukąsi, żebyś miała to już za sobą i mogła się posuwać dalej. Przezwyciężysz to. Strach minie. Lepiej, żebyś wyszła mu naprzeciw, poczuła go i pokonała, zamiast mieć w nim wieczną wymówkę od czyszczenia rzeki.

Obserwacje

Obserwuj to co się dzieje dookoła, ale staraj się nie oceniać. Zastanawiaj się jak mogło dojść do danej sytuacji albo co wywołało w tobie czy w innej osobie takie, a nie inne zachowanie. Obserwowanie swojego środowiska jest pokarmem dla duszy i ciała. Patrz na zewnątrz, ale przede wszystkim do wewnątrz. Rozpoznawanie i nazywanie swoich emocji pomaga uciszyć te, które nie są dla ciebie korzystne. Reaguj na wszystko wokół. W ten sposób oczyszczasz rzekę. (…)By tworzyć, trzeba być wrażliwą na świat. Twórcze podejście to zdolność reagowania na wszystko, co się wokół dzieje, umiejętność wybierania kilku spośród setek możliwych myśli, uczuć, sposobów postępowania i reakcji, które w nas powstają i łączenia ich w niepowtarzalną ekspresję czy przekaz, w których jest i rozmach, i pasja, i głęboka treść. W tym sensie utrata środowiska sprzyjającego twórczości sprawia, że możliwości są ograniczone, że tłumimy lub cenzurujemy nasze uczucia i myśli, nie działamy, nie przemawiamy, nie robimy nic, prze­stajemy istnieć.

Spontaniczność

Nie stosuj wobec siebie wewnętrznej cenzury takiej jak ‘jak przyjmą to inni?’ czy ‘to wywoła awanturę’. Nie słuchaj jak ego podpowiada ci: ‘To się nie sprzeda. Ludzie tego nie kupią!’ Tak jak już kiedyś napisałam prawdziwa sztuka wyrasta z potrzeby tworzenia i z niczego innego. Jeżeli chcesz tworzyć kolejną kopię powieści o nastoletnich wampirach albo skandynawskiego kryminału, to będzie to produkt ego. Michaił Bułhakow pisał Mistrza i Małgorzatę przez wiele lat bez żadnej szansy na legalne wydanie i w strachu że rękopis przepadnie na zawsze podczas rewizji (może to dlatego rękopisy nie płoną? ). J.R.R. Tolkien pisał Władcę Pierścieni przez wiele lat jako opowieść dla języka, który wymyślił. Prawdziwa sztuka nie powstaje jednym kliknięciem ani nie schodzi z taśmy fabrycznej jako gotowy produkt dla mas. Bądź spontaniczna. Tak się czyści rzekę. W swej pierwotnej postaci rzeka, która w nas wpływa, nie jest zatruta; to my ją zatruwamy. Rzeka nie wysycha sama; to my blokujemy jej nurt. Jeśli chcemy przywrócić jej wolność, to musimy uwolnić wyobraźnię, pozwolić jej płynąc nieskrępowanym potokiem, przyjmować z niej wszystko, niczego nie cenzurować.

 Wyznaczanie Granic i ODPUSZCZANIE SOBIE PERFEKCJONISTYCZNYCH CIĄGOTEK

To że jesteś żoną i matką nie oznacza, że masz wszystko sama robić. Nawet przy czwórce dzieci można i trzeba znaleźć odrobinę czasu dla siebie. Zresztą powiedzmy sobie szczerze: dzieci nie potrzebują cię non stop. Zazwyczaj około siódmego roku życia są już skoncentrowane nie tylko na rodzicach i rodzeństwie, ale przede wszystkim kolegach ze szkoły i podwórka, w pewnym momencie życia potrafią sobie też ugotować wodę na herbatę i zrobić kanapkę. Mąż czy partner też mogą sprzątnąć kuchnię. Nawet jeżeli nie będzie ona wysprzątana tak jak ty byś sobie tego życzyła, no ale cóż…artystki nie mają kuchni odpicowanych na błysk (a jeżeli mają to zapewne dlatego, że przychodzi pani do sprzątania). Trzeba umieć sobie odpuścić co mało ważne i trzymać się tego co najważniejsze. To nie bałaganiarstwo. To objaw dorosłości i twojej wewnętrznej dojrzałości. Szanuj c z a s. W ten sposób pozbędziesz się trucizn. Znam wspaniałą malarkę mieszkającą w Górach Skalistych, która, mając nastrój do malowania lub rozmyślań, wiesza taką wiadomość na łańcuchu otacza­jącym jej posiadłość: „Dziś pracuję i nie przyjmuję gości. Nie myśl, że ciebie to nie dotyczy, ponieważ jesteś pracownikiem mojego banku, agentem albo najlepszą przyjaciółką. Dotyczy”.  Inna znajoma, rzeźbiarka, wiesza na bramie kartkę: „Nie przeszka­dzać pod żadnym pozorem, chyba że wygrałam na loterii albo Jezus się pojawił na autostradzie”. Jak widzicie, dojrzały animus ma doskonale wyznaczone granice.

Wytrwałość

Tak jak mówi przysłowie: „Nie od razu Rzym zbudowano”. Sukces często odnoszą nie najzdolniejsi, ale ci najbardziej zdeterminowani. Twoje dzieło jest jak twoje mentalne dziecko. Gdyby dziecka twojego ciała nie chciano przyjąć do szkoły, to czy nie chodziłabyś tak długo aż w końcu znalazłabyś miejsce, które by je przygarnęło? Ile wydawnictw odrzuciło manuskrypt Harry’ego Pottera zanim wydało go ostatecznie to, do którego zwróciła się J.K. Rowling? Była bezrobotną samotną matką bez wsparcia i w depresji, ale nie poddała się. Jej animus kazał jej wysyłać text do kolejnych domów wydawniczych aż w końcu się udało. Zresztą podobnie było z Biegnącą z Wilkami, cytując dr e: Zabrało mi dwadzieścia lat napisanie jej. Rozpoczęłam w 1970. Została odrzucona przez 42 duże wydawnictwa. Kiedy w końcu została opublikowana w 1992, stało się to dzięki wydawnictwu, które wcześniej już dwukrotnie odmówiło jej wydania (…) Książkę pisałam cały czas ucząc się, pracując na pełen etat i zajmując się rodziną jako samotna matka***. Nie pozwalaj sobie na wymówki. Poprawiają ci samopoczucie, ale nie pomogą ruszyć do przodu. Wymówki i narzekanie ustawiają cię w pozycji ofiary. Ofierze się współczuje i się nad nią lituje, ale pozostawanie w tym stanie uniemożliwia skuteczne działanie. Kobiety są mistrzyniami wymówek i samo usprawiedliwiania się. Nic tak nie osłabia animusa jak wymigiwanie się od realizowania tego, czego naprawdę pragniemy.  Nie rezygnuj. Jak jeszcze skuteczniej pozbywać się trujących substancji? Wbrew wszelkim przeciwnościom doskonaląc w sobie dobrze zintegrowany animus; trwając przy uskrzydlających przedsięwzię­ciach, przy sztuce, psychicznym cerowaniu i szyciu, bez względu na to, czy czujemy się silne i gotowe czy nie. Jeśli to konieczne, przywiążmy się do masztu, krzesła, biurka, drzewa, kaktusa — gdziekolwiek tworzymy.(…) Doskonal swoje dzieło. Zbuduj chatkę pełną ciepła i mądrości. Przywołaj całą energię. Staraj się utrzymać równowagę między nudnymi codziennymi obowiązkami a swoją natchnioną wizją. Osłaniaj duszę. Wytrwałość jest być może najważniejszym elementem całego procesu twórczego. Tutaj twoim sprzymierzeńcem będzie lewa półkula mózgu z jej dokładnością, obiektywizmem i koncentrowaniem się na sekwencjach, to ona pomoże ci cyzelować dzieło, poprawić zdania czy fragmenty, które nie pasują, są źle sformułowane albo po prostu brakuje im głębi.

 Mentalny Prysznic i Pielęgnowanie Wnętrza

Skoro codziennie traktujesz swoje ciało żelem pod prysznic i balsamem, to dlaczego odmawiasz tego swojemu wnętrzu? Bo nie jest namacalne? Podstawową higieną psychiczną są:

ZRZUCANIE Z SIEBIE NEGATYWÓW, spłukiwanie wszelkich nagromadzonych toxycznych emocji. Można jak najbardziej połączyć to z prysznicem i stojąc pod nim wyobrażać sobie, że spływająca woda zabiera również gniew, rozżalenie i zaciętość z naszego wnętrza

i

DBANIE O UMYSŁ I DUSZE poprzez znalezienie codziennie chwili czasu tylko dla siebie, czy to spacer, czy spokojne wypicie herbaty, czy chwilę ciszy, czy słuchanie ulubionej muzyki, czy medytację, czy wpatrywanie się w naturę, czy ćwiczenia fizyczne. Niech to będzie chociaż 10 – 15 minut, ale tylko dla ciebie. Niech nie przeszkadza ci w tym czasie rodzina, telewizor czy sąsiedzi. 10 – 15 minut dziennie. Codziennie.

Kompleksy stające nam na drodze trzeba odrzucić albo przeobrazić — przez ten ostatni etap przeprowadzą marzenia. Trzeba stanowczo i raz na zawsze ogłosić: „Kocham moją twórczość bardziej niż rozpamiętywanie własnej depresji”. Jeśli maltretujemy dzieci, to prędzej czy później zaingeruje opieka społeczna. Jeśli znęcamy się nad zwierzętami, to zareaguje Towarzystwo Przyjaciół Zwierząt. Ale nad tworzeniem nie czuwa żaden patrol, żadna Policja Duszy nie będzie interweniować, kiedy głodzimy własną duszę. Mamy tylko siebie. Jesteśmy jedynymi osobami, które czuwają nad naszą jaźnią i heroicznym animusem. To wielkie okrucieństwo poić je raz na tydzień, na miesiąc, na rok. One też żyją według własnego rytmu. Codziennie potrzebują nas i życiodajnej wody naszej sztuki.

O tym jak pracuje dr E czytaj tu.

* Aczkolwiek cytując dr E: Według klasycznej definicji Junga animus jest duchową siłą w kobiecie i uważa się go za pierwiastek męski. Jednakże wiele kobiet zajmujących się psychoanalizą, nie wyłączając mnie samej, dzięki własnym obserwa­cjom doszło do odrzucenia klasycznego poglądu i do przekonania, że ożywcze źródło w kobiecej psychice nie jest obcym pierwiastkiem męskim, ale żeńskim, dobrze znajomym. Ja jednak jestem przekonana, że animus to element męski jak Yang i dlatego potrzebny aby zrównoważyć kobiecą Yin. Yin zapewnia komfort, Yang stawia na rozwój, tak jak w anegdocie o rodzicach patrzących jak dziecko usiłuje wspinać się na drzewo. Matka: ‘Nie wychodź wyżej!’. Ojciec: ‘Dawaj! Wspinaj się wyżej!’. Jak widać w symbolu yin i yang, obydwa te elementy są niezbędne i wzajemnie się uzupełniają.

** Hindusi widzą to dosłownie, ponieważ u większości mężczyzn strategiczna część ich ciała unosi się i „budzi do życia” jako reakcja na obecność kobiety.

*** Z notatek pod zdjęciami na facebookowym profilu: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=409302968634&set=a.391385543634.168955.29996683634&type=3&permPage=1 i https://www.facebook.com/photo.php?fbid=409300533634&set=a.391385543634.168955.29996683634&type=3&permPage=1