Tag Archives: męskość

O męskiej wysokiej wrażliwości w relacjach z płcią piękną (repost)

Jednym z efektów zmiany myślenia po przeczytaniu Biegnącej z Wilkami było dostrzeżenie, że ta książka dotyczy nie tylko kobiet, ale i mężczyzn z silną animą, dlatego postanowiłam przedrukować tutaj artykuł Marka z Chattorblog. Nie chcę się odnosić do samego pojęcia wysokiej wrażliwości, tylko do wzorców zakodowanych w mentalności.  Dopiero kiedy przyglądniemy się uważniej, zobaczymy ile podwójnych standardów serwuje nam kultura.

Sądzę, że jedną z najważniejszych rzeczy, jakie możemy sobie podarować jest umiejętność wyjścia poza biologiczną płeć i spojrzenie na drugiego człowieka nie jako na mężczyznę czy kobietę, ale po prostu jako na istotę ludzką.

Dodam jeszcze króciutko od siebie, że ostatnio moje życie bardzo się zmieniło i od nowego roku rozpoczynam nowy projekt, o którym wkrótce napiszę.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie 🙂

Anna ‘Lawenda’ Solun

——————————-

O męskiej wysokiej wrażliwości w relacjach z płcią piękną

Jestem wysoko wrażliwym człowiekiem i mężczyzną. Jak każdy człowiek potrzebuję wody, jedzenia, miłości. Tutaj będę pisał o wrażliwych mężczyznach i ich związkach z kobietami. Będę uogólniał i wyrażał subiektywnie opinie. Daję sobie takie prawo ponieważ piszę dla bloga, nie do Wikipedii. Jestem również przygotowany na przypięcie mi etykietki kolejnego, użalającego się nad sobą faceta. Początkowo chciałem napisać o dyskryminacji mężczyzn. Chciałem napisać ogólnie, nie tylko o HSP, lecz bycie HSP ma tak wielki wpływ na całość życia człowieka, że jednak moje myśli ciągle krążyły dookoła tematu wysokiej wrażliwości.

Kobiety nie lubią wrażliwych mężczyzn. Wręcz nie znoszą. Jeśli mężczyźni z tą wrażliwością walczą, lub jakoś ją ukrywają, może to nawet kobiety pociągać, chociaż dla samych mężczyzn jest niszczące. Lecz jeśli tą męską wrażliwość mają, że tak powiem, na widoku, to są kompletnie niemęscy.

Dla 80% kobiet, tych kobiet nie-HSP, wrażliwi mężczyźni to wzorcowe ciamajdy. Owszem, czasem podoba się im że taki mężczyzna je przytula, że je rozumie, a przynajmniej się stara, że zawsze ma czas i ochotę na rozmowę. Że jest nawet dobry w łóżku, ma przecież wyobraźnię i jest zadbany… ale… W towarzystwie nie potrafi się odnaleźć, na dyskoteki i wesela nie chodzi, a przynajmniej za wszelką cenę unika. Nie tańczy – zgroza! No ale jak ma tańczyć skoro od najmłodszych lat głośna, prostacka muzyka i migające światła ścinają go z nóg? Tak samo zresztą jak zachowania innych ludzi w takich miejscach i przy takich okazjach.

Wrażliwy mężczyzna nie próbuje za wszelką cenę zdominować innych mężczyzn w okolicy, nie mówi głośno i donośnie, nie pręży się ciągle, nie żartuje z innych i nie wchodzi na głowę komu się da. Jest przy tym wystarczająco inteligentny żeby nie być zazdrosnym. A przecież trochę zazdrości to taka miła rzecz dla tak wielu pań.

Wrażliwy mężczyzna z racji swojej wrażliwości, nie jest również wyjątkowo ambitny w pracy i nie znosi rywalizacji. Czy to powoduje że jest mniej cenionym pracownikiem? Nie, jest ceniony, ale jego kariera jest najczęściej niskich lotów i opóźniona.

Słowem, jak to mawiają kobiety, wrażliwy mężczyzna nie ma „tego czegoś…”

A co z 20% kobiet HSP? Czy one widzą „to coś” we wrażliwych mężczyznach? A gdzie tam! Tu jest może i jeszcze gorzej. Te wrażliwe kobiety chcą właśnie kogoś kto by je uzupełniał. Kto niwelowałby ich braki. Na kim mogłyby się oprzeć i kto nie ma tych wszystkich dylematów i problemów właściwych ludziom wrażliwym. Niestety my, wrażliwi mężczyźni, mamy dylematy, często niestety mylnie utożsamiane z brakiem pewności siebie lub strachem. Dla tych kobiet również nie jesteśmy „tym kimś”.

Być może jedyną grupą kobiet, dla których wrażliwy mężczyzna jest ciekawą propozycją to wszystkie te panie, którym potrzebny jest psycholog. Wrażliwy mężczyzna istotnie jest materiałem na coś w rodzaju osobistego spowiednika i doradcy. Nie rani, jest subtelny, inteligentny, lubi rozmawiać, ma dar empatii, współczuje. Cóż, ta grupa kobiet wcale nie jest mała, więc może nie jest tak źle wrażliwi panowie. Może jednak mamy jakieś szanse u płci przeciwnej.

W ostateczności możemy skrywać naszą wrażliwość. Przeczytać parę książek o manipulacji, również samym sobą, nauczyć się kilku chwytliwych grypsów, codziennie przed pracą łyknąć setkę, przed imprezą łyknąć setkę, przed randką łyknąć setkę, najlepiej wcale nie trzeźwieć, bo chyba przyznacie że po alkoholu jesteśmy tacy… całkiem do życia! Dowcipni, zadziorni, towarzyscy, czasem nawet tańczymy. No i wtedy mamy „to coś…” Można zatem silić się na bycie kimś innym, zapomnieć o sobie, stracić kontakt z sobą samym i udawać tak zwanego normalnego faceta. Jak się chce to pewnie się da. Ale czy warto?

Kto wie, może i warto? Właściwie to jak odpuścimy sobie pobożne życzenia, miłe frazesy, albo niezbyt przemyślane opinie, to my, wrażliwy mężczyźni, nie mamy wyjścia. To kobieta może być wrażliwa, może się bać, wstydzić, może ją zatkać, może nie móc wydobyć z siebie dźwięku, może się czerwienić. Kobieta nigdy pierwsza się nie odezwie, to taka cecha płciowa jakby ktoś nie wiedział. Drugorzędna ale płciowa. Kobieta może również powiedzieć: „ty mnie nie rozumiesz.” Może bujać w obłokach, współczuć chorym, może nie zabijać się dla pieniędzy w pracy. Może nawet nie pracować i to ciągle będzie takie kobiece. Mężczyzna żeby być atrakcyjnym, tych rzeczy robić raczej nie powinien.

W każdym wpisie na tym blogu, kiedy mówię o jakimś problemie, staram się również podać jego rozwiązanie, lub chociaż część rozwiązania. Tym razem nie podam żadnych rozwiązań, ani nie udzielę żadnych rad bo ich nie znam. Mogę was jedynie zapewnić, że jeśli wasze odczucia i myśli są podobne, to nie jesteście sami. Być może po prostu, mężczyźni HSP mają trudniej w relacjach z kobietami i może muszą przejść więcej drogi, zanim znajdą tą właściwą osobę.

Ps.

Na Facebooku mamy grupę HSP Chattorblog. Można się zapisać i poznać innych ludzi HSP, pogadać, wymienić się doświadczeniami, porozmawiać prywatnie, itd. Ale dlaczego istnieje w tej grupie taka dysproporcja między ilością kobiet i mężczyzn? Dlaczego, skoro czytając o wysokiej wrażliwości ciągle dowiaduję się że jest tyle samo wrażliwych kobiet i mężczyzn? Może ta dysproporcja w naszej grupie o czymś świadczy?

Carl Jung i jego archetyp Animy

 

WSTĘP DO ARCHETYPU ANIMY

Osoby zajmujące się psychologią jungowską często stosują terminologię typową dla tej szkoły myślowej, zakładając że omawiane koncepcje są jasne i nie wyjaśniając ich osobom, które nie mają z Jungiem bliższej styczności.

Oto krótka informacja na temat archetypów w ogóle, a w szczególności archetypu Animy, mająca na celu pomoc w zrozumieniu nie tylko tego czym ona jest, ale także tego czym są nieświadomość oraz ukryte aspekty psychiki.

CZYM JEST ANIMA I JAK PRZEJAWIA SIĘ W SNACH

Czym jest dokładnie jest archetyp? Czym jest Anima?

Archetypy są ogólnie rzecz biorąc symbolami prototypowych energetycznych śladów zrozumiałych od razu niezależnie od kultury. Przykładem archetypu jest Wielka Matka, prototypowa matka, od której wywodzi się wszystko, czego spodziewamy się w kontakcie z konkretną mamą.

Psychologia jungowska używa archetypów jako podstawy do nadawania nazw rozmaitym funkcjom psychicznym. Archetypy są tym za pomogą czego jungiści usiłują nazwać nienazwane i oznaczyć psychikę tak by była łatwiej rozumiana.

Czwórka pierwotnych archetypów jungowskich składa się z Animy, Animusa, Jaźni i Cienia.

Mimo że jednostki należą do określonej płci, dusza nie podlega takim podziałom. Psychika jako całość nie jest ani męska, ani żeńska, jest jednością  składającą się zarówno z męskich jak i żeńskich elementów.

Świadoma część psychiki współgra z z płcią zewnętrzną podczas gdy część nieświadoma jest uważana za wyraz płci przeciwnej.

W przypadku mężczyzn, owa żeńska, nieuświadomiona część psychiki, nieuchwytna kobieta wewnątrz mężczyzny, zwana jest Animą.

ZASADA MĘSKA I ŻEŃSKA

Z punktu widzenia Junga, jednostka istnieje na dwóch poziomach: wewnętrznej i zewnętrznej. Całość osobowości składa się nie tylko z zewnętrznej, fizycznej formy, ale także z nieuchwytnej, wewnętrznej świadomości.

Zgodnie z tą szkołą myślenia, istnienie każdej jednostki to dychotomiczny taniec pomiędzy widzialnym a niewidzialnym, pomiędzy subiektywnymi manifestacjami formy i całkowicie nie manifestowaną rzeczywistością oraz pomiędzy zasadami męskimi i żeńskimi.

Odnosząc się do męskości i kobiecości oraz do mężczyzny i kobiety z punktu widzenia Junga, trzeba pamiętać że żaden z tych terminów nie równa się subiektywnej roli płci kulturowej.

Męskość i kobiecość nie mają nic wspólnego z płcią kulturową, to terminy używane by określić zasady, energie, sposoby myślenia lub działania.

Męskość odnosi się do energii, które są aktywne i pobudzające.

Kobiecość odnosi się do tego co bierne i podatne.

Nie istnieje żadna hierarchia ważności pomiędzy męskością a kobiecością, żadna z tych zasad nie jest uprzywilejowana i potrzebne są obie. Ich zgodna współpraca zapewnia funkcjonowanie jako cała, spójna niezależna osobowość tak jak powinno to mieć miejsce.

Przykładowo energią bierną jest intuicja, ponieważ jest ona informacją otrzymywaną przez umysł. Jednak by ta informacja była przydatna, musi być przeanalizowana i wcielona w życie, inaczej pozostaje bezcelowa.

Pomyśl o radiu. Jeżeli tylko odbiera transmisje, nie będzie przydatne. Takie transmisje muszą być przekazywane aby mogły dotrzeć do odbiorcy. Podobnie jest na odwrót, jeżeli nie ma urządzenia odbierającego przekaz, te transmisje są po prostu niewykrywalną falą w kosmosie, niesłyszaną przez ludzkie ucho.

BOSKA CAŁOŚĆ

Cała esencja jednostki, część istoty, która obejmuje nie tylko fizyczność, ale także aspekty umysłu, uczuć i duchowości, całokształt osobowości, nie jest oznaczona ani rodzajem męskim, ani żeńskim. Zamiast być ograniczonym do formy, która z zasady jest niepełną męskością lub żeńskością, każdy człowiek jest kompletny i stanowi pełny, całościowy mikrokosmos istnienia.

Formy i role są niepełnym wyrazem istnienia. Ponieważ każdy z nas może manifestować się w pełni, nikt nie jest ograniczony poprzez formę fizyczną czy płciową. Utożsamienie się z niekompletnością, jaka związana jest nieodłącznie z płcią, szkodzi obrazowi siebie samych; jednostka nie potrafi przez to funkcjonować jako pełna, całościowa, wyrażająca siebie osoba.

Nie jest koniecznym znalezienie innej osoby, która “dopełniałaby” naszą psychikę. W rzeczywistości poszukiwanie innej osoby, która dopełniałaby nas sprawia, że jeszcze bardziej się uzależniamy. Kiedy szukamy dopełnienia w kimś innym, patrzymy na tę osobę poprzez obraz naszych projekcji, a nie widzimy  autentycznego partnera. Dla mężczyzn obrazem rzutowanym na zewnątrz na inną kobietę jest obraz Animy.

JAK OSOBISTE DOŚWIADCZENIA KSZTAŁTUJĄ OBRAZ ANIMY

Wszelkie archetypy są pojedynczymi, prototypowymi strukturami. Ponieważ Anima jest archetypem, jest również taką strukturą. Anima nie jest osobistym podmiotem, nie ma czegoś takiego jak “moja Anima”, “twoja Anima” czy “jego Anima.” Jest tylko jedna Anima.

Jednak każdy ma swoje własne reakcje na Animę i sposoby identyfikacji z nią. Dlatego mimo że Anima nie jest związana z płcią żeńską, to ze względu na swój charakter energii kobiecej, jest często mylnie postrzegana poprzez pryzmat osób tej płci, z którymi miało się kontakt.

Rozmaite postacie kobiece reprezentują obraz Animy i zostawiają ślady na psychice. Kobiety te oraz doświadczenia z nimi związane kształtują sposób, w jaki mężczyzna odnosi się do ukrytej kobiety wewnątrz siebie, zostawiają one ślad nie na samym archetypie, ale na jego obrazie i odbiorze przez danego mężczyznę.

Jeżeli jego doświadczenia z kobietami są generalnie pozytywne, będzie mu łatwiej odnosić się, a docelowo zintegrować Animę.

Jeżeli jednak skojarzenia i doświadczenia z kobietami zwłaszcza w najmłodszych latach są negatywne, wówczas Anima będzie postrzegana negatywnie, a integracja będzie o wiele trudniejszym procesem.

Stopień problemów napotkanych w relacjach z tymi kobietami przekłada się bezpośrednio na stopień problemów ze zintegrowaniem Animy.

ARCHETYPOWA KOBIECOŚĆ

Anima, owa archetypowa energia żeńska, nie jest tożsama z kobietami, jakie mężczyzna napotkał w świadomym życiu. Anima jest prototypową formą pojęcia Kobiecości.

Podczas gdy całość archetypowej kobiecości jest o wiele zbyt złożona by można ją było podsumować w jednym akapicie, niektórymi z pojęć jakie symbolizuje są siła powtarzającej się intuicji, rytm tętna świata przyrody, moc twórczości oraz płodność. Jest związana z pojęciami wybaczenia, umiejętności przyjmowania miłości i tej części siły życiowej, która pielęgnuje i wspiera.

ANIMA MOŻE BYĆ TYLKO JEDNA

Anima jest prototypowym konstruktem, a nie żyjącą osobą. Nie ma czegoś takiego jak “jego anima”, “moja anima” czy “twoja anima”, jest tylko Anima.

 ANIMA W SNACH

Kiedy mężczyzna ma pozytywny stosunek do Animy, odnajdzie ją w snach jako kobietę, która jest dla niego osobiście inspiracją, może też śnić o przewodniczkach duchowych , czasami Anima przyjmuje formę postaci religijnych takich jak Matka Boska.

Jeżeli jednak ma on negatywny związek z Animą, może objawiać się ona w snach poprzez negatywne postaci kobiece takie jak zła czarodziejka, kobieta skłaniająca do niebezpiecznych zachowań czy nawet kobieta ze świadomego życia, z którą ma on negatywną relację.

Może nawet doświadczać snów o kobiecie prowadzącej jego samochód symbolizujących przejęcie Animę lub stanu, gdzie nieświadomość faktycznie kontroluje świadomy umysł.

POZYTYWNA RELACJA Z ANIMĄ DAJE MĘŻCZYŹNIE AUTENTYCZNĄ MOC

Pozytywna relacja z Animą daje mężczyźnie więcej mocy i otwiera dostęp do twórczości.

CIEMNA ANIMA ALBO FEMME FATALE

Kiedy mężczyzna negatywnie odnosi się do Animy, postrzega ją jako ciemną i niebezpieczną postać, staje się ona dla niego femme fatale.

W świadomym życiu owo powiązanie Animy z femme fatale może prowadzić do zainteresowania kobietami niebezpiecznymi, niespokojnymi, niestabilnymi lub kontrolującymi.

Inni mężczyźni fascynują się kobietami, które postrzegają jako prowokujące seksualnie lub wręcz seksualnie niebezpieczne, mogą odczuwać kontakty z nimi jako przyjemne kosztowanie zakazanego owocu. Inni mężczyźni z uszkodzonym obrazem Animy ciągną do typu “damy w opałach”.

Kiedy mężczyzna jest zafascynowany niebezpieczną kobietą lub damą w opałach, ta fascynacja jest w rzeczywistości fascynacją własnym, wewnętrznym obrazem Animy. Czy w kontaktach z kobietami ma skłonności do zdobywania, czy do ratowania, sednem takich działań jest jego obraz Animy.

Kiedy próbuje zdobywać kobiety, tak naprawdę usiłuje podbić swoją własną psychikę. Tak samo jest jeżeli chce ratować kobiety, w rzeczywistości próbuje on ocalić własną wizję Animy; zastępczo uzdrowić swoje własne wnętrze poprzez relacje z zewnętrznymi kobietami.

WNIOSEK

Zintegrowanie Animy czyli nawiązanie z nią zdrowego kontaktu, dojście do ładu z doświadczeniami z kobietami z najmłodszych lat oraz odejście od postrzegania kobiet poprzez osobiste projekcje lub okazje do dopełnienia własnego Ja, jest nieodłączną częścią zdrowia psychicznego.

Mężczyźni, którzy wykonali trudną pracę zintegrowania Animy, mogą wykorzystywać informacje podsuwane przez intuicję, być silnymi ale umieć przebaczać, hojnie obdarzać czasem i zasobami.

Ponieważ stanowią psychiczną całość i czują się dobrze ze swoją męskością, mężczyźni, którzy zintegrowali Animę, są osobami o autentycznej sile, nie odczuwającymi potrzeby kontrolowania czy udowadniania.

Są mężczyznami, którzy zostawiają ślad w świecie i których postrzega się jako autorytety, ponieważ są pełnymi istotami ludzkimi, a nie niziołkami poszukującymi dopełnienia.

——————————————–

Artykuł jest tłumaczeniem i pochodzi ze świetnej strony http://hubpages.com/hub/Understanding-the-Anima-Archetype-as-a-Dream-Symbol, na której jest też mowa o interpretacji symboli sennych. W ciągu najbliższych miesięcy przetłumaczę jeszcze na pewno artykuł o Cieniu. Polecam także to co Pastuh pisze na ten temat (i w ogóle na temat Junga).

Jung o Animie/Animusie http://youtu.be/ZN47s0mPfRU

 

Carl Jung i jego archetyp Animusa

CARL JUNG I JEGO ARCHETYP ANIMUSA

UKRYTY MĘŻCZYZNA W KOBIECIE

CZYM SĄ ARCHETYPY?

Archetypy są ogólnie rzecz biorąc symbolami prototypowych energetycznych śladów zrozumiałych od razu niezależnie od kultury.

Wszyscy wiedzą kim jest “mama”, to osoba, która nosi dziecko w łonie, rodzi je, karmi je, wspiera i pomaga w dorastaniu.

Każdy ma pewne wyobrażenia, kiedy spotyka matkę, wyobrażenia co do tego kim mama jest i co robi, są wrodzoną częścią psychiki.

Fundamentem, na którym opierają się te wyobrażenia oraz wrodzone zrozumienie kim i czym są mamy jest archetyp znany jako Wielka Matka.

Psychologia jungowska używa archetypów jako podstawy do nadawania nazw rozmaitym funkcjom psychicznym. Archetypy są tym za pomogą czego jungiści usiłują nazwać nienazwane i oznaczyć psychikę tak by była łatwiej rozumiana.

Czwórka pierwotnych archetypów jungowskich składa się z Animy, Animusa, Jaźni i Cienia.

WSTĘP DO ARCHETYPU ANIMUSA

Czym jest jungowski archetyp Animusa?

Ujmując to najprościej, Animus jest konceptem jungowskim, który symbolizuje pojedynczą, prototypową zasadę męską, a nie mężczyzn jako takich, ukształtowanych przez role społeczne.

Animus jest jedną z części nieuświadomionej psychiki kobiety albo mężczyzną ukrytym w kobiecie.

Jednak w psychologii analitycznej Junga, terminy “męski” i “żeński” nie odnoszą się do płci jako takiej, ale do energetycznych zasad takich jak działanie i bierność.

Oto dlaczego ów podział jest tak istotny.

UKRYTY MĘŻCZYZNA W KOBIECIE

Zrozumienie to czym jest Animus, a być może co jeszcze ważniejsze, czym nie jest, i nauczenie się w jaki sposób nawiązać właściwą z nim relację, jest trudnym ale niezbędnym procesem jaki przechodzi się na ścieżce indywiduacji.

Podczas gdy ciało osoby jest albo męskie, albo żeńskie, całość istoty składa się nie tylko z z zewnętrznej płci, ale także tego co jest ukryte w formie funkcji psychicznych i procesu poznawczego.

Teoria psychologiczna Junga zakłada, że psychika nie ma płci. Postrzega ją jako całość, ale robi rozróżnienie pomiędzy tym czego jesteśmy świadomi i tymi częściami, które pozostają w nieświadomości lub tymi elementami, z których istnienia nie zdajemy sobie sprawy.

Zgodnie z tą teorią, świadoma część psychiki współgra z z płcią zewnętrzną podczas gdy część nieświadoma jest uważana za wyraz płci przeciwnej.

W przypadku kobiet, mężczyzna ukryty w ich psychice zwany jest Animusem.

ZNACZENIE MĘSKOŚCI I KOBIECOSCI

Z punktu widzenia Junga, jednostka istnieje na dwóch poziomach: wewnętrznej i zewnętrznej. Całość osobowości składa się nie tylko z zewnętrznej, fizycznej formy, ale także z nieuchwytnej, wewnętrznej świadomości.

Zgodnie z tą szkołą myślenia, istnienie każdej jednostki to dychotomiczny taniec pomiędzy widzialnym a niewidzialnym, pomiędzy subiektywnymi manifestacjami formy i całkowicie nie manifestowaną rzeczywistością oraz pomiędzy zasadami męskimi i żeńskimi.

Odnosząc się do męskości i kobiecości oraz do mężczyzny i kobiety z punktu widzenia Junga, trzeba pamiętać że żaden z tych terminów nie równa się subiektywnej roli płci kulturowej.

Męskość i kobiecość nie mają nic wspólnego z płcią kulturową, to terminy używane by określić zasady, energie, sposoby myślenia lub działania.

Męskość odnosi się do energii, które są aktywne i pobudzające.

Kobiecość odnosi się do tego co bierne i podatne.

Nie istnieje żadna hierarchia ważności pomiędzy męskością a kobiecością, żadna z tych zasad nie jest uprzywilejowana i potrzebne są obie. Ich zgodna współpraca zapewnia funkcjonowanie jako cała, spójna niezależna osobowość tak jak powinno to mieć miejsce.

Przykładowo energią bierną jest intuicja, ponieważ jest ona informacją otrzymywaną przez umysł. Jednak by ta informacja była przydatna, musi być przeanalizowana i wcielona w życie, inaczej pozostaje bezcelowa.

Pomyśl o radiu. Jeżeli tylko odbiera transmisje, nie będzie przydatne. Takie transmisje muszą być przekazywane aby mogły dotrzeć do odbiorcy. Podobnie jest na odwrót, jeżeli nie ma urządzenia odbierającego przekaz, te transmisje są po prostu niewykrywalną falą w kosmosie, niesłyszaną przez ludzkie ucho.

CO SYMBOLIZUJE ANIMUS

Archetyp Animusa, symbolizujący zasadę męską, nie jest równoznaczny z mężczyznami, jakich spotkało się w życiu.

Animus jest archetypem męskości, nie samych mężczyzn.

Wprawdzie sam Animus i to co symbolizuje są o wiele zbyt złożone by podsumować je w jednym akapicie, jednak można stwierdzić, że kilkoma z energii, które tworzą Animusa są zasady działania, ducha, rozumowania i logiki.

Jako zasada aktywna, Animus daje kobiecie zdolność do pełnego manifestowania swojej kreatywności poprzez zamienianie nieuchwytnych, intuicyjnych pomysłów w realną formę w świecie świadomym.

Niezintegrowany animus staje się zaprzysięgłym wrogiem.

ALIENACJA ANIMUSA

Archetypy są pojedynczymi konstrukcjami prototypowymi, śladami, tak to ujmując, form napotkanych w świecie świadomym. Animus, jako archetyp, również jest takim prototypem. Nie ma czegoś takiego jak “mój Animus” czy “twój Animus”, jest po prostu Animus.

Niestety, archetypowe ślady są często rozmontowywane i przekształcane by przypominały oblicza i przeżycia, które pojawiają się w kontaktach z ludźmi przyjmującymi archetypowy obraz.

Powiedzieć, że animus jest “mężczyzną” czy “męski” oznacza po prostu, że jest to archetypowe wyrażenie tego co jest aktywne i pobudzające. Logika, duch, umiejętność działania zgodnie z intuicją i impulsem oraz nadawanie formy myśli twórczej – to wszystko zawiera się w Animusie.

Animus i zasada męska nie równają się z czynami i doświadczeniami, jakich nabyło się w kontaktach z konkretnymi mężczyznami. Jednak osobista relacja z konkretnymi mężczyznami pozostawi niemal niezatarte piętno na tym jak kobieta odnosi się do animusa.

W rzeczywistości osobista relacja z mężczyznami albo pozwoli kobiecie łatwo odnosić się do animusa i posiadać wielką osobistą siłę oraz świadomość, albo spowoduje, że będzie ona próbowała zaprzeczać istnienia swojego męskiego “ja”, a co za tym idzie zostanie zdominowana przez animusa.

Jeżeli doświadczenia, zwłaszcza z najmłodszych lat, gdy kształtuje się psychika, były głównie negatywne, wówczas będzie się miało wielką trudność z identyfikowaniem się z animusem w pozytywny sposób.

To oznacza, że kobieta będzie próbowała spychać wszelkie cechy jakie uważa za “męskie” do sfery cienia i będzie próbowała pozostawać w nieświadomości swojego męskiego “ja”. Pozostanie niziołkiem niezdolnym do zintegrowania istotnej części własnej psychiki.

Stopień trudności jakie napotyka w integrowaniu animusa jest wprost proporcjonalny do stopnia trudności, jakie ma w relacjach z płcią męską.

ZINTEGROWANY ANIMUS STAJE SIĘ PRZEWODNIKIEM

NIE POTRZEBUJESZ DOPEŁNIENIA

 

“Dopełniasz mnie.”

To zdanie z filmu, Jerry Maguire, podbiło serca publiczności i stało się popularnym hasłem.

Postać Renee Zellwegger słabnie, gdy tłumaczy ukochanemu wyrażenie z piosenki.

I mimo że on nie zbliża się do niej bardziej niż na zwykłe ‘cześć’, to wypowiedzenie przez postać Toma Cruise’a wersu wytłumaczonego wcześniej przez Zellwegger mówi jej, że jej największe marzenie zostało spełnione.

Podobnie jak głucha kobieta w windzie, odnalazła w końcu swoje życiowe powołanie. Ona również dopełnia teraz kogoś.*

Podczas gdy wiele osób sądzie że szuka miłości randkując, w rzeczywistości nastawia się na to samo co Jerry Maquire – na dopełnienie.

Ta idea nie tylko jest romantyczna, ale także nadaje wyraz samej miłości.

Koncept pokrewnych dusz czyli dwóch części tej samej osoby, które nie spoczną ani nie zaznają spełnienia dopóki nie napotkają drugiej cząstki, ma wyrażać siłę miłości.

Pokrewne dusze są postrzegane jako kulminacja miłości.

Ale dlaczego istnieć w połowicznym życiu, nie mogąc w pełni wyrazić siebie i swojego życia, pokazać się w działaniu i kwitnąć jako człowiek dopóki nie znajdzie się brakującego kawałka dwuelementowej układanki? Dlaczego właśnie za tym tęskni tylu ludzi?

Psychologia jungowska zakłada, że dzieje się tak dlatego, że brakuje czegoś w ich życiu, ale nie można odnaleźć tego w formie innej osoby, tylko w mrokach nieświadomości.

Zgodnie z myślą jungowską tym czego szukamy pod postacią “drugiej połówki” jest w rzeczywistości integracją elementów nieświadomej psychiki.

Kiedy kobieta poszukuje swojej pokrewnej duszy, a przesłanki, obrazy i pomysły jakie przychodzą na myśl często wydają się zupełnie nierealistyczne, to dzieje się tak dlatego, że nie poszukuje ona JAKIEGOŚ mężczyzny tylko WŁAŚNIE TEGO mężczyzny.

Nie szuka człowieka tylko idealnego wyrażenia męskości, które może być odnalezione tylko w czystej postaci animusa.

Ponieważ ludzie definiują się zazwyczaj poprzez płeć zewnętrzną, pomysł by płeć przeciwna mogłaby w jakiś sposób istnieć w nas samych wydaje się być raczej niedorzeczny.

Jedynym  logicznym poszukiwaniem dopełnienia wydaje się być odnalezienie mężczyzny na zewnątrz siebie w formie przedstawicieli płci przeciwnej.

Niestety, dopóki cień nie zostanie po trochu zintegrowany, dopóki brakować będzie wyraźnego obrazu tego jak wykrzywiony jest animus, dopóki nie zda sobie sprawy z tego w co naprawdę wierzy się na temat mężczyzn i męskiej energii, to własny obraz animusa będzie skażony poprzez osobiste relacje z mężczyznami.

Zainteresowanie wzbudzać wtedy będą tylko te osoby, które wydają się pasować do własnych projekcji.

Projekcje są elementami osobowości, których istnienie w sobie się wypiera. Są cechami i właściwościami, które widzi się jako istniejące poza sobą.

Dlaczego tyle kobiet cały czas zadurza się w tym samym typie mężczyzny?

Ponieważ dopóki nie osiągnie wysokiego poziomu indywiduacji, nie jest się zainteresowanym tym, kim inni są w rzeczywistości.

Skażony obraz animusa prowadzi do skażonych projekcji oraz fascynacji.

Oczywiście, nie dzieje się to na poziomie świadomym, bo to niemożliwe.

O ile nie jest masochistką, żadna kobieta nie powie do siebie świadomie, “Wierzę, że mężczyźni są dominujący i kontrolujący, a zatem pójdę i poszukam jakichś strasznych dominujących i kontrolujących mężczyzn, którzy przysporzą mi wiele bólu i złamią serce.”

Faktycznie to nieświadomość przejmuje kontrolę nad kobietą i prowadzi ją ku obrazowi, który ma w sobie wdrukowany.

Będzie spotykać dokładnie ten sam typ mężczyzny, ponieważ jest on zakodowany w jej psychice jako ostateczny obraz tego kim i czym są mężczyźni.

Będzie stale napotykać w swoim życiu tego samego faceta, dopóki nie uzdrowi własnej relacji z animusem.

Nieświadomość odnajdzie sposób na wyrażenie się niezależnie od tego jak bardzo próbuje się jej zaprzeczać. Jeżeli nie zyska się świadomej wiedzy na temat psychiki, znajdzie ona wyraz na zewnątrz w postaci fizycznej.

PRZEJECIE PRZEZ ANIMUSA

Jeżeli kobieta miała ogólnie negatywne doświadczenia z mężczyznami lub trudną relację z ojcem, może próbować odciąć się od męskiej części swojej psychiki.

Jednak jeżeli próbuje się zaprzeczać, tłumić lub całkowicie odciąć się od Animusa, wydarzyć się może ciekawe zjawisko.

Zamiast trzymać się z daleka od wszystkiego co ma związek z męską energią, pozwala się właśnie jej przejąć kontrolę nad osobowością.

Nieświadomość jest częścią całej osobowości, nie istnieje żaden sposób na to by przeprowadzić psychiczną operację i wyciąć to, czego się nie lubi.

Nieświadomość będzie odgrywać swoją rolę; można albo się z nią zaprzyjaźnić i używać jako sprzymierzeńca, albo próbować zaprzeczać jej istnieniu i obserwować jak staje się wrogiem.

Animus negowany staje się potworem, jakim kobieta wierzy że jest, nie pójdzie grzecznie spać w sferę nieświadomości. Będzie działał i w rzeczywistości przejmie kontrolę nad kobietą, która go neguje.

Wszystkie te przekonania, że mężczyźni są dominujący i kontrolujący znajdą swój wyraz poprzez nią.

Ona stanie się dominująca i kontrolująca, zawzięta i niezdolna do rozumowania.

Co gorsza, jest kompletnie nieświadoma swojego postępowania.

Co jeszcze gorsze negowany animus zaczyna się dąsać.

Ponieważ jego naturalnym wyrazem jest działanie, a działanie jest negowane, animus ogranicza się do tylko jednej działalności: mówi kobiecie “a po co?”, “to się nigdy nie uda”, “nawet nie warto próbować”, “wiesz że to się nie uda” czy podsuwa inne negatywne myśli.

Aż do chwili gdy animus zostanie zintegrowany, wszystkie te negatywne elementy są do jakiegoś stopnia prawdziwe.

Dlaczego?

Ponieważ musimy być pełną jednostką by w pełni funkcjonować, a kobieta nie wykorzystująca swojej męskiej części będzie tylko w połowie sobą.

Jest kobietą szukającą dopełnienia w fizycznym mężczyźnie, który najprawdopodobniej po prostu poszukuje fizycznej kobiety mogącej  dopełnić jego własną niepełną osobowość (szuka projekcji, a nie osoby).

ZINTEGROWANY ANIMUS

Kiedy zaczyna się rozumieć różnicę między przedstawicielami płci męskiej a męską zasadą, rozpoczyna się oddzielanie mężczyzn od Animusa. Dzięki temu fałszywe obrazy i pojęcia, jakie rzutowały na animusa stają się wyraźne.

Kiedy skażony animus zostaje oczyszczony, łatwiej jest wyprowadzić go z cienia. Łatwiej jest połączyć go z nieświadomością, łatwiej jest wyobrazić sobie, że w ciele kobiety posiada się męski aspekt.

Gdy następuje integracja animusa, psychika kobiety staje się wcieleniem dynamicznego tańca biernej i czynnej natury, wyłania się kobieta, odczuwająca siebie jako całość i nie potrzebująca dopełnienia.

Kobieta, która zintegrowała animusa może teraz postrzegać potencjalnych partnerów jako ludzi, jakimi faktycznie są, a nie jako swoje projekcje. Może mieć autentyczne relacje, ponieważ sama jest autentyczną osobą, może pozwalać innym być całkowicie sobą, bo sama działa zgodnie z całością swojej osobowości. Stare wzorce upadają, wkraczają nowe.

Korzyści z integracji animusa nie są ograniczone do kontaktów międzyludzkich, kobieta korzysta z niej we wszystkich aspektach swojego życia.

Podczas gdy wyalienowany animus przejawiał się poprzez wrogość, zintegrowany animus wyraża się jako nieodłączny sprzymierzeniec.

Logika i intuicja stają się zrównoważone, duch i dusza połączone, rozmowa samej z sobą zmienia kierunek z negatywnego na pozytywny i zachęcający. Wszystkie intuicyjne impulsy są wcielane w życie zgodnie z mądrym osądem oraz pewnością siebie, pomysły są realizowane z łatwością. Kontrolująca kobieta popuszcza wodze i wkracza na drogę autentycznej siły.

Zamiast powtarzać “po co?” animus mówi teraz kobiecie, “zobaczmy kto nas powstrzyma?”

ANIMUS W SNACH, LITERATURZE I POPKULTURZE

Sposób w jaki  animus manifestuje się w snach zależy od związku kobiety z nim.

Relacja negatywna stwarza negatywne obrazy senne takie jak mężczyźni bez twarzy, mężczyźni w maskach, bycie świadkiem tego jak intruzi napadają na dom, sny o byciu ściganym czy te z mężczyzną nie panującym nad samochodem.

Zintegrowany animus przyjmuje zazwyczaj przyjemniejszą formę taką jak archetyp Mędrca czy mężczyzn będących nauczycielami, doradcami lub przewodnikami śpiącego. Innym przykładem ujawniania się animusa w snach są mężczyźni przynoszący prezenty.

Podczas gdy sam archetyp animusa może być widoczny w całej literaturze, proces jego integracji jest najwyraźniej pokazany w baśni Piękna i Bestia. Baśń ta ukazuje prawdę o animusie: nigdy nie jest on bestią, znajduje się tylko pod wpływem czaru, który zdjąć można jedynie gdy jego prawdziwy obraz schowany pod postacią bestii zostanie uwidoczniony, rozpoznany i pokochany.

Mężczyźni we współczesnym społeczeństwie i popkulturze, którzy reprezentują postać animusa to między innymi Nelson Mandela, Dr. Martin Luther King, a nawet Bono.

WNIOSEK

Istoty ludzkie są pełnymi, funkcjonującymi całościowo bytami. Żadna jednostka nie jest osobą tylko w połowie, żadna jednostka nie potrzebuje dopełnienia.

Tym czego potrzebuje dla owego dopełnienia jest uznanie siebie jako całości.

Dla kobiet kamieniem milowym na drodze do rozpoznania całości swojej psychiki jest zintegrowanie animusa, które rozpoczyna się w momencie gdy zdaje sobie ona sprawę z różnicy między doświadczeniami z konkretnymi osobami płci męskiej a archetypową męskością i zasadą męską.

* [Jerry i Dorothy stoją w windzie, do której wsiada niedosłysząca para. Mężczyzna zaczyna mówić używając rąk, po czym wysiadają]

Jerry Maguire: Ciekawe co właśnie powiedział.

Dorothy: Moja ulubiona ciotka była niedosłysząca. Powiedział właśnie: “Dopełniasz mnie”.

——————————————–

Artykuł jest tłumaczeniem i pochodzi ze świetnej strony http://esmesanbona.hubpages.com/hub/Dream-Symbols-Understanding-the-Animus-Archetype, na której jest też mowa o interpretacji symboli sennych. W ciągu najbliższych miesięcy przetłumaczę na pewno artykuły o Animie i Cieniu. Polecam także to co Pastuh pisze na ten temat (i w ogóle na temat Junga).

Jung o Animie/Animusie http://youtu.be/ZN47s0mPfRU

O Płaczu Mężczyzn

Drogie Dzielne Dusze: chcę poruszyć temat płaczu mężczyzn. Tak jak napisałam w Biegnącej z Wilkami: “Łzy są rzeką, która dokądś prowadzi, do czegoś nowego i lepszego.”

Dzisiaj jedna z dusz zapytała czy kiedykolwiek napisałam  cokolwiek na temat płaczu mężczyzn, ponieważ trzeba mówić o tym głośno i wspierać integralność w tym oraz w innych aspektach męskości.

Tak, dawno temu napisałam list do kochanego starszego pana X, który po wielu latach małżeństwa stracił żonę. Na pogrzebie płakał i był tym tak zakłopotany, że cały czas przepraszał, nawet gdy ludzie podchodzili, aby go objąć i zapewnić, że jak najbardziej ma prawo płakać. Mimo tego wciąż powtarzał w przejmujący sposób, “Nie wiem, dlaczego płaczę…”

Dlatego napisałam później do niego ten list, mając nadzieję, że podziała jak balsam na jego rany. Nie miało być to w żadnym wypadku dzieło literackie, a jedynie próba wyrażenia tego co, jak sądzę, mogło pomóc. Pan X żyje nadal, jest teraz człowiekiem w wieku niemal dziewięćdziesięciu lat o bystrym umyśle i pięknej duszy. Nadal mam notatkę z podziękowaniami, którą do mnie napisał,  jej ton jest wdzięczny, a jednocześnie czuły jak u małego chłopca…to ten rodzaj wdzięczności mężczyzny, który promienieje, wręcz oślepia światłem dobiegającym zza drzwi, jakie otwarł w swojej duszy. Pan X wywodzi się z odchodzącego pokolenia, kiedy to słowo mężczyzny było wiarygodne, a uścisk dłoni cementował złożoną obietnicę. To pokolenie obserwowało jak szybko zmienia się świat, cały czas płynąc i kierując łódź przed siebie, nie gasząc przy tym ducha.

_______________________________

LIST O PŁACZU MĘŻCZYZN
(ze zgodą na cytowanie)

Drogi Panie X oraz pańscy synowie i wnukowie,

Moja rodzina i ja ślemy wyrazy współczucia z powodu straty żony, matki i babci. Chcę Panu przekazać, że pięknie zachował się Pan podczas pogrzebu, kiedy mówił Pan o długim swojej życiu ze swoją Ukochaną z tak wielkim szacunkiem i miłością.

Z całą pewnością jest z Pana dumna. Przebrnął Pan przez to. Spisał się Pan na medal. Trudno jest przecież przemawiać publicznie, szczególnie kiedy serce pęka z bólu.

Proszę pomyśleć, że dla Pana Ukochanej sztorm właśnie ucichł i znajduje się teraz w bezpiecznej przystani; okręt jej życia zakończył podróż i dobił do przeznaczonego jej portu, a Pan był jej najwierniejszym sprzymierzeńcem podczas podróży. Najbardziej lojalnym, jakiego tylko mogła mieć, w zdrowiu i w chorobie, dopóki śmierć nas nie rozdzieli. Dotrzymał Pan w całości przysięgi, pozostał Pan blisko niej przez całe dekady Waszego długiego małżeństwa.

Czy pamięta Pan jak odwiedziłam Was w tym roku w okolicach urodzin Pana Ukochanej? Powiedziała mi wtedy, że naprawdę dobrze się Pan opiekuje nią i domem. Ona znała pańską dobroć, Panie X, i z całą pewnością czuła się równie szczęśliwa jak Pan, że spędziliście ze sobą te długie lata.

Chciałabym też jeszcze raz wspomnieć o płaczu mężczyzn, o tym, że z wielu przyczyn kulturowych uczeni są, aby nie płakać, jednak teraz może Pan już zupełnie nie przejmować się tymi naukami. Teraz jest Pan już w zupełnie innej sytuacji.

Chłopców często uczy się powstrzymywać łzy aby nie śmiali się z nich inni chłopcy, aby zdobyć nad nimi przewagę czy też wyśmiewać się z tych, którzy jeszcze wyrażają otwarcie uczucia. Nie wierzę aby miało to jakikolwiek związek z ‘udowodnianiem’, że chłopiec jest mężczyzną, sądzę że po prostu rodzice, znając brutalny świat, często uczą swoich synów by w ten sposób bronili się przed ludzkimi drapieżnikami czekającymi na to by ich poniżyć, wykpić lub skrzywdzić. W takim przypadku uczenie, żeby nie pokazywać łez otoczeniu może być dobrą rzeczą.

Ale teraz jest inaczej. Tak jak już wspomniałam, napisałam w jednej z książek, że płacz jest jak deszcz padający na wyschniętą glebę, jest jak pokarm dla serca i duszy. “Łzy nigdy nie są ronione na próżno. Łzy są rzeką, która dokądś prowadzi, do czegoś lepszego, spokojniejszego i odpowiedniejszego.” Nauczyłam się tego sama poprzez wiele strat, jakie przeżyłam, łącznie ze stratą mojego ukochanego Ojca i pierworodnego, świętej pamięci wnuka wiele lat temu.

Drogi Panie X  oraz chłopcy, chciałabym też przypomnieć o kilku mężczyznach, których zapewne darzycie szacunkiem, a którzy w ważnych momentach życia płakali otwarcie. Oni przetrali drogę dla Was.

1. Tiger Woods płakał, kiedy wygrał Otwarte Mistrzostwa w golfie i zadedykował zwycięstwo swojemu ojcu Earlowi, który odszedł z tego świata na krótko przed turniejem. Ojciec był trenerem Tigera, jego towarzyszem i najlepszym przyjacielem dosłownie od niemowlęctwa. Byli prawdziwą drużyną, jeden na środku sceny, drugi za kulisami. Kiedy ostatnia kula trafiła do dołka i stało się jasnym, że Tiger zwyciężył, tak bardzo szlochał wspominając ojca, że chłopiec noszący kije golfowe objął go i podtrzymywał. Z całą pewnością Tiger płakał w samotności wiele razy przez pierwszych kilka tygodni czy miesięcy po tym jak jego ojciec odszedł i na pewno również potem.

2. Abraham Lincoln długo płakał po śmierci syna, który był jego oczkiem w głowie*. Lincoln płakał również po odejściu Stephena Douglasa, który zmarł na tyfus podczas pobytu na Południu, gdy próbował powstrzymać mieszkańców przed secesją. Mimo że Douglas i Lincoln stanęli do wyborów prezydenckich przeciwko sobie, Lincoln płakał, bo czuł, że stracił jedynego sprzymierzeńca, który rozumiał jego pragnienie uniknięcia wojny domowej, jaka pochłonęłaby wiele istnień ludzkich.

3. David Letterman płakał w telewizji przez całe tygodnie po 11 września. W pierwszym programie po tragedii zamiast rzucać żartami jak zwykle, wygłosił inteligentny monolog na temat tego jak nagle zmienił się świat. Mówił o małym miasteczku w stanie Montana, gdzie natychmiast po wydarzeniu zaczęto zbierać fundusze dla poszkodowanych w Nowym Jorku i o tym jak dzielnie zachowali się policjanci i strażacy spieszący na ratunek uwięzionym. Załamał się opowiadając o odwadze mieszkańców, bezowocności operacji ratunkowej i ogromnych stratach w ludziach. Jego łzy dały znać innym mężczyznom, że w porządku jest płakać i że ważniejszym jest zachowywać się spontanicznie niż oglądać się na innych.

4. Na pewno pamięta Pan jak Walter Cronkite rozpłakał się w telewizji, kiedy przyszło mu ogłosić, że prezydent John F. Kennedy zmarł w szpitalu w Dallas na skutek ran postrzałowych. Wiem, że Pan pamięta, my wszyscy pamiętamy.

5. Ike Eisenhower na rok przed zakończeniem drugiej wojny światowej wysłał swoje wojska na inwazję w Normandii, wiedząc że współczynnik śmiertelności może wynieść nawet 3 na 4 młodych mężczyzn. Misja rozpoczęła się ciemną nocą, a Eisenhower stał na dachu kwatery głównej salutując każdemu samolotowi wznoszącemu się i kierującemu ku Francji. Myśląc o ulotności życia, jego słodyczy, głębi, odwadze walczących, bliskości śmierci, płakał całą noc. I z całą pewnością jeszcze wiele razy płakał w samotności długo potem.

6. Warren Buffet przez pięćdziesiąt dwa lata był mężem Susie i był przy niej obecny w szpitalu oraz w domu podczas jej długoletniej walki z rakiem. Nalegał by towarzyszyć jej w codziennym spacerze i ku jej radości czynił to niemal do końca, ostatni raz wyszli razem wspólnie tydzień przed tym jak zmarła. Kiedy odeszła po wielu dniach zmagań z ciężką chorobą, Warren płakał ‘niemal nieprzerwanie przez dwa miesiące’ dopóki się nie uspokoił. Kiedy ktoś pytał dlaczego tak rozpaczał, odpowiadał że Bóg zesłał mu dar poprzez małżeństwo, a opiekując się żoną chciał być lojalnym wykonawcą jego woli.

Myślę, Panie X oraz pańscy synowie, że płaczemy z wielu przyczyn, nie tylko z tych wymienionych wcześniej. W naturalny sposób płaczemy, kiedy jesteśmy smutni, zranieni czy przygnębieni. Serca mężczyzn nie są wyłączone z tej reguły. Mężczyznom jak najbardziej wolno odrzucić stereotypy kulturowe, którym przez tak długi czas się poddawali, ponieważ TERAZ płakanie JEST oznaką męskości. W ten sposób pokazuje się, że żyło się pełnią życia, że odczuwało się ból, że doświadczyło się dotkliwej straty, że przez jakiś czas było wytrąconym z równowagi, że współodczuwało się smutek innej duszy i że odczuwało dumę widząc czyjąś odwagę. Również dlatego, że odważnie wypłynęło się wraz z ukochaną na otwarte morze i zostało aż bezpiecznie dopłynęła do swojego portu.

Przepłynął Pan przez wszystkie te ważne momenty w życiu, szczególnie przez ostatnie trudne miesiące. Chciałabym aby wiedział Pan, że łzy Pana oraz pańskich synów i członków rodziny są w tym czasie uświęcone. Płyną z dobrego powodu. Odejście lojalnej żony, matki, babci, teściowej, przyjaciela nagle zmieniło punkt oparcia w rodzinie. To ważny moment ‘końca ery’ i początek nowej.

Być może przypomina się Panu, że nawet Chrystus, który był w pełni Bogiem i w pełni człowiekiem, również płakał nad grobem Łazarza. Jeżeli Chrystus dał taki przykład to zgodnie z naszą wiarą powinniśmy Go naśladować.

Łzy nie są emocjami, które idą na marne. Łzy są rzeką, która dokądś prowadzi, przynoszą postęp, prowadzą ostatecznie do odpoczynku i spokoju, na które Pan zasługuje. Przynoszą ulgę i uzdrowienie aż docieramy do momentu, gdy na długi czas zabraknie nam łez. I to także jest dobre.

Przesyłam wyrazy miłości od mojej rodziny dla pańskiej, w tym trudnym czasie proszę wesprzeć się naszymi modlitwami, Pan oraz cała pańska rodzina.

______________________________________
Do Plemienia Uświęconego Serca, z którego część należy do Klanu Blizn: przesyłam wam najczulszą miłość. Pocieszajcie tych, którzy potrzebują pocieszenia. Pozwalajcie innym pocieszać siebie. Łzy są rzeką, która prowadzi nas do czegoś lepszego.

dr.e

Źródło: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=10151675887488635&set=a.391385543634.168955.29996683634&type=1

* Abraham i Mary Lincoln mieli czwórkę dzieci, z których wieku dorosłego dożył tylko jeden syn, Robert. Współcześni odnotowali, że strata dzieci wpędziła Lincolna w ‘melancholię’, której objawy przypominały kliniczną depresję.

Odcinek 11: Manawee. O jedności z drugim człowiekiem i współistnieniu przeciwieństw

biegnaca z wilkami manawee

Manawee

Był sobie młodzieniec, który zalecał się do dwóch sióstr bliźniaczek. Jednak ich ojciec powiedział:

— Nie dostaniesz ich za żony, dopóki nie odgadniesz ich imion.

Manawee myślał i myślał, zgadywał i zgadywał, ale nie odgadł imion sióstr. Ich ojciec potrząsał tylko głową i za każdym razem odsyłał Manawee z niczym.

Pewnego dnia, idąc z wizytą do sióstr, Manawee zabrał ze sobą swego małego psa, który od razu zauważył, że jedna z sióstr jest pięk­niejsza niż druga, druga zaś słodsza niż pierwsza. I choć żadna z nich nie posiadała wszelkich cnót, obie piesek polubił, bo dawały mu smakołyki i uśmiechały mu się prosto w oczy.

Tego dnia Manawee znowu nie odgadł imion dziewcząt i ciężkim krokiem wracał do domu. Ale jego piesek pobiegł z powrotem do chaty młodych kobiet. Przytknął ucho do jednej ze ścian i usłyszał, jak siostry chichocząc, rozmawiają o Manawee, jaki jest przystojny i męski. Piesek usłyszał, jak zwracają się do siebie po imieniu, i ile sił w nogach pobiegł do swego pana, by mu to powiedzieć.

Jednak niedaleko ścieżki, którą wracał, lew porzucił wielką kość z mięsem; pies zwęszył ją natychmiast. Nie zastanawiając się, dał nura w zarośla i rzucił się na kość. Uszczęśliwiony zaczął ją lizać i tarmosić, aż wylizał ją do czysta. Dopiero wtedy przypomniał sobie o swym zadaniu, ale niestety, całkiem zapomniał imiona młodych kobiet.

Ruszył więc z powrotem do chaty sióstr. Nastała już noc, dziewczyny nacierały ręce i nogi wonnym olejkiem. Wyglądało na to, że przygoto­wują się na jakąś uroczystość. Znowu mały piesek usłyszał, jak mówią do siebie po imieniu. Aż podskoczył z radości i pędem pobiegł do chaty Manawee, kiedy z zarośli dobiegł go zapach świeżej gałki musz­katołowej.

A trzeba wiedzieć, że dla naszego pieska nie było większego przy­smaku niż gałka muszkatołowa. Bez namysłu więc zboczył ze ścieżki i popędził w busz, gdzie na drewnianym balu leżał pieczony pasztet. Wkrótce nic z niego nie zostało, a piesek pachniał gałką muszkatołową. Z pełnym brzuchem ruszył do domu, próbując sobie przypomnieć imio­na bliźniaczek, ale na próżno, bo znowu je zapomniał.

Po raz trzeci więc zawrócił do ich chaty. Tym razem zobaczył, że przygotowują się do wesela.

— O nie! — pomyślał piesek — za chwilę będzie za późno!

I kiedy siostry znowu wymieniły swoje imiona, zapamiętał je dobrze i pospieszył do swego pana, postanawiając, że nic mu już nie przeszkodzi w zaniesieniu tej cennej wiadomości Manawee.

Na drodze leżało świeżo ubite zwierzę, ale pies przeskoczył je, nawet się nie zatrzymując. Przez chwilę zdało mu się, że w powietrzu unosi się zapach gałki muszkatołowej, ale nie zważając na to, biegł dalej do domu, do swego pana. Nie spodziewał się tylko, że z ciemności lasu wyskoczy na niego nieznajomy człowiek, złapie go za szyję i potrząśnie z całej siły.

Tak się właśnie stało, a obcy człowiek cały czas krzyczał:

— Powiedz mi ich imiona! Mów, jak się nazywają te dwie młódki,
żebym mógł je zdobyć!

Zdawało się pieskowi, że padnie bez życia, tak silny był uścisk pięści wokół jego szyi, ale walczył dzielnie. Warczał, drapał, kopał i wreszcie ugryzł napastnika w rękę zębami ostrymi jak osy. Nieznajomy zawył jak bawół, ale piesek nie puszczał. Człowiek wbiegł do buszu z małym pieskiem zwisającym mu u ręki.

— Puść, puść mnie, piesku, to ja też dam ci spokój — prosił
nieznajomy.

A pies zawarczał przez zęby:

— Nie waż się tu wracać, bo nie doczekasz poranka.
Nieznajomy uciekł do buszu, jęcząc i trzymając się za obolałą dłoń.

A mały piesek pospieszył do swego pana, Manawee.

I mimo że broczył krwią i szczęki go bolały, imiona dziewcząt pozo­stały w jego pamięci. Rozpromieniony pokuśtykał do Manawee. Ten de­likatnie obmył mu rany, a piesek opowiedział mu całą historię i wyjawił imiona sióstr. Manawee pobiegł ile sił do wioski, w której mieszkały; na ramionach niósł pieska, którego uszy powiewały jak dwa końskie ogony.

Kiedy wypowiedział przed ojcem imiona obu córek, bliźniaczki przyjęły go całkowicie ubrane do drogi; w istocie cały czas na niego czekały. Tak to Manawee zdobył dwie najpiękniejsze dziewice w nad­rzecznej krainie. I wszyscy czworo, siostry, Manawee i mały piesek żyli długo i szczęśliwie.

Krik-krak, krik-krak,

To było właśnie tak.

————————————————————————–

Skoro była już mowa o Dzikiej Kobiecie, to najwyższy czas przyjrzeć się także Dzikiemu Mężczyźnie. Element żeński i męski współistnieją ze sobą od zawsze nie tylko w przyrodzie, ale i w kulturze oraz religii. W hinduizmie Trimurti, męski aspekt boskości (Brahma, Wisznu, Śiwa) współistnieje z aspektem żeńskim Tridewi (Saraswati, Lakszmi, Parwati). Również mitologia mezopotamska i śródziemnomorska pełna jest par bóstw związanych ze sobą cyklami śmierci i odrodzenia, by wymienić tylko Inannę i Dumuziego (W micie babilońskim Inanna o cedrowych udach wzywa swego ukochanego, boga-rolnika: „Przyjdź do mnie ze swoją dzikością”), Isztar i Tammuza, Kybele i Attisa czy Afrodytę i Adonisa. Dlatego kobieta czerpiąca siłę z intuicji, natury i jej cykli potrzebuje mężczyzny, który rozumie i szanuje jej sposób bycia tak samo jak mężczyzna potrzebuje kobiety mądrej, uważnej i potrafiącej wyjść mu naprzeciw. O poszukiwaniu drogi do siebie opowiada baśń afroamerykańska opowiedziana dr E przez V.B. Washington, na potrzeby literackie nazwana Manawee.

PODWÓJNA NATURA

Odczytując baśń na dosłownym poziomie można założyć, że opowiada ona o poligamii, ale chyba nikt nie trafia w to miejsce by szukać znaczeń dosłownych zeby. Przyjrzyjmy się baśni o Manawee w kategoriach związ­ku między kobietą i jej partnerem, pamiętając cały czas, że „to, co na zewnątrz, jest odbiciem wnętrza”. Warstwa symboliczna mówi o tym, że zrozumienie i głębokie uczucie nie przychodzą ot tak, po prostu, ale znowu, tak jak w innych baśniach, aby je posiąść trzeba udać się na wyprawę, okazać cierpliwość, rozwiązać zagadkę i zaprząc do pracy instynkt (pojawiający się tutaj w postaci psa). Kluczem do sukcesu jest zrozumienie i zaakceptowanie podwójnej natury, dopiero wtedy mogą odbyć się zaślubiny. Próby pojęcia podwójnej natury kobiety często sprawiają, że mężczyźni, a nawet i same kobiety, przymykają oczy i błagalnie zawodzą, prosząc niebo o pomoc. Paradoks bliźniaczej natury kobiety polega na tym, że jedna strona jest chłodna, druga — gorąca. Jedna jest zdolna do trwałych i bogatych związków, druga może być wręcz lodowata. Często jedna jest radosna i elastyczna, druga — „sama nie wie, czego chce”. Jedna — słoneczna, uśmiechnięta, druga — smutna i zadumana. Te dwie kobiety w jednej to oddzielne, ale zjednoczone elementy, które w psy­chice mogą tworzyć tysiące kombinacji. Aby przedstawić to obrazowo powołam się na z pewnością doskonale znany symbol yin i yang, przedstawiający wszelkie przeciwieństwa świata, które są ze sobą połączone i współistnieją mimo diametralnych różnic między nimi.

Yin to wszystko co ciemne, zimne, ciężkie, wilgotne, delikatne, kobiece, nieruchome, bierne, czarne, niebieskie i zielone wraz z odcieniami, związane ze sferą snu, księżyca, zimą, doliną, ziemią, liczbami parzystymi, tym co znajduje się niżej, na prawo, wewnątrz i z tyłu, a także z pustką, krzywizną i ogrodem. Yang natomiast przejawia się w tym co jasne, ciepłe, lekkie, suche, twarde, męskie, białe, czerwone wraz z odcieniami, ruchome, aktywne, związane ze sferą rzeczywistości, słońca, lata, góry, nieba, liczbami parzystymi, tym co znajduje się wyżej, na lewo, na zewnątrz i z przodu, a także z domem, bryłą i kształtem geometrycznym. Jak mówi Jacek Kryg, znawca metafizyki chińskiej, elementy te współistnieją ze sobą, bo określamy jeden odnosząc się do drugiego, którego obraz od razu pojawia się w naszym umyśle (aby stwierdzić, że ławka, na której chcemy usiąść jest sucha automatycznie stwierdzamy, że nie jest mokra). Podobnie jest z naszą wewnętrzną, introwertyczną oraz ekstrawertyczną i nastawioną na zewnątrz naturą, mimo wielkich różnic muszą one ze sobą współistnieć.

Motyw bliźniąt i ich walki między sobą pojawia się w wielu kulturach, w Europie najbardziej znany jest z mitu o Remusie i Romulusie, ale pojawia się także wśród pierwotnych plemion Ameryki (opowieść o dwóch chłopcach, potomkach Aataentsic, również bardzo podobny mit o Gluskapie i Malsumie, stąd kobiety starały się unikać jedzenia podwójnych owoców, które uważano za nasilające prawdopodobieństwo urodzenia bliźniąt) czy Afryki (Nommo). Opowieści te symbolicznie przedstawiają sytuację, gdy dwa pierwiastki nie potrafią zachować równowagi i tworzyć całości, a pozbawione kontroli rozpoczynają proces autodestrukcji. Przekładając to na język psychiki, ważnym jest aby nasza podwójna natura potrafiła dogadywać się między sobą i współistnieć jako jeden organizm; jeżeli jedna ze stron będzie ukrywana lub faworyzowana, to brak równowagi zachwieje podstawami i siłami życiowymi, nie będziemy się w pełni realizować.

Jednak symbol bliźniąt niesie także ze sobą podwójny potencjał, a zatem podwójną siłę. I znowu pierwszym co nasuwa się osobie wychowanej w kulturze europejskiej to Dioskurowie czyli boskie bliźnięta Kastor i Polideukes (Polluks), ale dr E wspomina także o społecznościach, które uważają bliźnięta za dwa osobne byty połączone jedną duszą, dlatego nawet po śmierci bliźnięta karmi się, daje podarunki, rozmawia z nimi i składa ofiary. W kulturach afrykańskich oraz karaibskich, gdzie silne są wierzenia voodoo bliźnięta posiadają juju – energię duszy, dlatego należy podawać im takie samo jedzenie, dbać aby nie były względem siebie zazdrosne i szczególnie dbać o ich rozwój, zwłaszcza nie dopuścić by umarło jedno, bo wtedy również umiera i drugie, a całą wspólnotę dotyka zły los, gdy zabraknie juju. Obrazuje to doskonale jak bardzo powinniśmy dbać o to by nasze obydwie natury, i ta nastawiona na zewnątrz, i ta skierowana na życie wewnętrzne, pozostawały ze sobą w harmonii. Siłą bliźniaczej natury jest współdziałanie dwóch pierwiastków jako integralna całość. Symboliczną postacią reprezentującą integralność natury utrzymującą w równowadze obydwa elementy jest ojciec. To on wystawia na próbę wartość zalotnika, jego prawość. Sens tego fragmentu jest taki, że zdrowa psychika poddaje sprawdzianowi nowe elementy, które chcą się do niej przyłączyć. Zdrowa psychika, która ma opiekuńczego ojca, nie przyjmuje każdej zużytej, banalnej myśli, postawy czy osoby, tylko te, które są mądre i wyczulone lub robią wszystko, by się takimi stać. Ojciec sióstr mówi: „Czekaj. Dopóki mnie nie przekonasz, że naprawdę pragniesz poznać kwintesencję rzeczy — prawdziwe imiona — dopóty nie dostaniesz moich córek”.

Bliźniaczą naturę widać wyraźnie w postaciach sióstr, ale również sam Manawee reprezentuje dwa aspekty: cywilizowany i ludzki jako młodzieniec oraz instynktowny i dziki reprezentowany poprzez postać psa, który od wieków wiązany był ze światem podziemia i tajemnic (podając za przykłady chociażby postacie Anubisa, boga z głową szakala, pilnującego wrót Hadesu Cerbera czy bogini Hekate, której towarzyszyło właśnie to zwierzę)*. Ludzki charakter, choć dobry i kochający, nie wystarcza, by odnieść sukces w zalotach. To pies, symbol naturalnego instynktu, potrafi się podkraść do kobiet i bystrym słuchem rozpoznać ich imiona. To pies uczy się pokonywać światowe pokusy i zachować najważniejszą wie­dzę. To pies Manawee ma wyostrzony słuch i wytrwałość, to jemu instynkt każe ryć pod ścianą i znaleźć to, czego szuka, nie ustawać w pogoni, wydobywać najcenniejsze idee. I znowu motyw współdziałania cywilizowanego oraz dzikiego człowieka obecny jest w rozmaitych kulturach (chociażby w Eposie o Gilgameszu, gdzie racjonalnie postrzegającemu świat bohaterowi towarzyszy Enkidu, pochodzący z lasu, który posługuje się sferą instynktów, a w wersji jak najbardziej współczesnej widzę to w parze Han Solo&Chewbacca z Gwiezdnych Wojen). Manawee nie zaprzecza swojej podwójnej naturze ani nie lekceważy żadnego z jej pierwiastków, pozwala działać obydwóm. Jest przez to pozytywnym przykładem męskiej siły respektującej dwoistość w odróżnieniu od Sinobrodego, który dąży do opanowania, podporządkowania, narzucenia perfekcji i jedynej prawdy (a w praktyce często przybiera postać mężczyzny szukający ideału w jednej, idealnej kobiecie).

ODGADNIĘCIE IMIENIA

Akt nadania imienia jakiejś mocy, żywemu stworzeniu, osobie lub rzeczy ma kilka konotacji. W społeczeństwach, w których do wyboru imion przywiązuje się wielką wagę ze względu na ich magiczną moc lub dobrą wróżbę, poznanie prawdziwego imienia człowieka jest równoznaczne ze zrozumieniem jego życiowej drogi i charakteru. Prawdziwe imię często jest utrzymywane w tajemnicy, żeby chronić tego, który je nosi, tak by mógł przejąć moc zawartą w imieniu. Imię trzeba ukrywać, by nikt nie mógł go zbeszcześcić ani oderwać się od niego, aby władze duchowe mogły się w pełni rozwinąć. W wersji literackiej pięknym tego przykładem są opowieści o Ziemiomorzu Ursuli K. LeGuin, do których przeczytania bardzo gorąco zachęcam (autorka zresztą z wykształcenia i zawodu zajmuje się antropologią zeby). Pierwszym kluczem do poznania prawdziwego imienia czyli prawdziwej natury jest intencja, Manawee udaje się odgadnąć imiona bliźniaczek, ponieważ nie posłużą mu one do zagarnięcia ich mocy, ale do wzmocnienia w ten sposób swojej własnej, do wydobycia z siebie tego co najlepsze. Odgadnięcie imienia to symbol wprowadzenia harmonii między duszą a ego, stan wewnętrznej zgody, a także akceptacji drugiego człowieka.

WYTRWAŁOŚĆ PIERWOTNEJ NATURY

Drugim kluczem do poznania prawdziwego imienia jest wytrwałość, domena dzikiej natury. W baśni pies lubi siostry, ponieważ one również lubią go i karmią, dlatego nie waha się i wraca do ich domu, by poznać ich imiona mimo, że skoncentrowany na rzeczywistości Manawee poddaje się. Pies przypomina wilka, z tą różnicą, że jest bardziej oswojony, choć, jak widzimy w dalszym ciągu opowieści, niezupełnie. Piesek jako psychopompos reprezentuje sferę instynktu w psychice. Widzi i słyszy inaczej niż człowiek. Dokopuje się do poziomów, których istnienia ego nawet nie podejrzewa. Słyszy słowa i wskazówki niesłyszalne dla ego. Idzie za tymi wskazówkami(…) Świat psa jest wypełniony nieustającym katastroficznym zgiełkiem, dźwiękami, których nasze ludzkie ucho w ogóle nie rejestruje. Ucho psa to potrafi. Pies słyszy poza zakresem ludzkiego słuchu. Ten mediumiczny aspekt instynktownej psychiki intuicyjnie wychwytuje najgłębszy wy­siłek psychiczny, najgłębszą muzykę, najgłębsze tajniki żeńskiej psychiki. Właśnie taka istota zdoła pojąć dziką naturę kobiety.

Pies po usłyszeniu imion zawraca i chce przekazać je Manawee, ale po drodze napotyka na rozmaite smakołyki, które odwracają jego uwagę. Podobnie jest w życiu, jeżeli ulegamy pokusom i dajemy się rozpraszać to nie osiągniemy celu. Ten epizod obrazuje bardzo częste zdarzenie psychiczne: żądze i zachcianki hamują proces rozwoju. Często po niespełna miesiącu pracy z pacjentką słyszę: „Nie mogę się skupić na pracy nad sobą, miałam namiętny romans, ochłonęłam dopiero po tygodniu” albo: „W tym tygodniu akurat jest odpowiedni czas, żeby poprzesadzać rośliny doniczkowe, mam ich mnóstwo”, albo: „Zabrałam się za siedem nowych rzeczy, bardzo twórczych, czułam się rewelacyjnie, a potem się okazało, że żadna z nich nie ma tak naprawdę przyszłości i porzuciłam wszystkie”. W wersji extremalnej jest to nałóg, ale nawet jeżeli nie jesteśmy uzależnieni, to wyjątkowo łatwo ulegamy wymówkom i samousprawiedliwianiu się. Jak już o tym pisałam, wymówki są świetną pożywką dla ego, ale nigdzie nas nie prowadzą, raczej blokują proces rozwoju. Pies jako przedstawiciel instynktownej natury nie poddaje się, biegnie z powrotem do domu bliźniaczek, po raz kolejny daje się zwieść i po raz kolejny wraca. W tym zawiera się rada dla osób pragnących żyć w szczęśliwym, trwałym, satysfakcjonującym obie strony związku: zawsze powracaj**.

STAWIENIE CZOŁA WEWNĘTRZNEMU DRAPIEŻCY

Kiedy pies powraca do Manawee tym razem koncentrując się i nie dając zwieść smacznym pułapkom, musi stawić czoła jeszcze jednemu przeciwieństwu, dobrze nam już znanemu czyli psychicznemu drapieżcy, który chce go zmusić do wyjawienia imion sióstr. Psychicznemu drapieżcy nie zależy na poznaniu bliźniaczek, zaakceptowaniu ani zaprzyjaźnieniu się z nimi, on chce je zdobyć tak jak żonę – trofeum. Napastnikiem może być jakiś nasz kompleks czy słaby punkt, ale bardzo często jest to realna osoba, próbująca nas wykorzystać, zniewolić czy zmusić do przyjęcia jej punktu widzenia. W baśni mały pies walczy o życie. Czasami jedynym sposobem na utrzymanie głębokiej wiedzy jest właśnie pojawienie się „obcego”. Wówczas jesteśmy zmuszone do walki o to, co dla nas drogie — musimy walczyć, by poważnie traktować to, do czego dążymy; walczyć, by przezwyciężać powierzchowne duchowe zachcianki, które Robert Bly nazywa „pragnieniem odlotowych doznań”, walczyć by się trzymać najgłębszej wiedzy, by skończyć to, co zaczęte.

Pies walczy i nie pozwala sobie z powrotem popaść w nieświadomość. Przekazuje imiona Manawee, a ten powtarza je ojcu bliźniaczek, który widząc, że jest on gotowy dobrze zaopiekować się nimi pozwala na zaślubiny. Dobry partner to człowiek, który stale powraca i stale próbuje zrozumieć, który nie pozwala, by zatrzymały go błyskotki na drodze.

Jeśli kobiety pragną, by mężczyźni naprawdę je poznali, to muszą użyczyć im nieco swej głębokiej mądrości. Niektóre kobiety twierdzą, że już opadły z sił, stając na głowie, żeby swych mężczyzn czegoś nauczyć. Z całym szacunkiem muszę tu zasugerować, że widocznie wybrały mężczyznę, który nie dba o tę naukę. Większość mężczyzn chce wiedzieć i chce się uczyć. Właściwy czas na odsłonięcie prawdy przychodzi, kiedy mężczyźni przejawiają to pragnienie, a my nie robimy tego dla zasady, lecz dlatego, że drugi człowiek o to poprosił.(…) Jednak jeśli kobieta wybierze sobie na partnera ko­goś, kto nie może lub nie chce pokochać jej drugiego oblicza, to z pewno­ścią w pewnym sensie „rozpadnie się na części”, zostanie ułomna. Tak więc mężczyźni na równi z kobietami powinni nazywać po imieniu swe podwójne natury.

WSPÓŁPRACA MIĘDZY ELEMENTEM KOBIECYM I MĘSKIM

Jak rozumieć „nazywanie po imieniu swojej podwójnej natury”? Spróbuję przedstawić jak to rozumiem, uczciwie zaznaczając, że to moja własna interpretacja, bez pomocy dr E. Nie upieram się, że muszę mieć słuszność, ale bazuję na swoich obserwacjach życia codziennego i wnioskach, jakie wyciągam.

Przez wieki w naszej kulturze panował schemat sztywnego podziału ról społecznych, który sprowadzał się do tego, że mężczyźni mieli zapewniać podstawy materialne utrzymania rodzin, a kobiety koncentrować się na pracach domowych i wychowywaniu dzieci. Ten model już w świecie zachodnim praktycznie nie istnieje, a w krajach rozwijających się, gdzie jeszcze obowiązuje, jest coraz częściej kwestionowany i odrzucany. Dla mnie osobiście jego największą wadą jest właśnie brak elastyczności i zakładanie, że należy coś robić tylko dlatego, że urodziło się kobietą lub mężczyzną. Z tym modelem walczy się na różne sposoby, najczęściej w mediach wspomina się o nim w kontekście informacji o inicjatywach feministycznych, ale obawiam się, że ten przekaz nie przebija się przez szum medialny. Nie chcę nikogo oskarżać, ale uważam, że jednak mainstreamowe feministki być może nieświadomie robią tu krecią robotę.

Spójrzmy choćby na najważniejszą organizację feministyczną czyli Kongres Kobiet. Jakie są jedne z najważniejszych postulatów? M.in. wprowadzenie obowiązkowego parytetu do parlamentu i rad nadzorczych (bo kobiety są bardziej kompetentne, skłonne do kompromisu, łagodzą obyczaje etc) jako że panie chcąc awansować natykają się na szklany sufit, który uniemożliwia im osiąganie stanowisk na pewnym poziomie, a jeżeli we władzach będzie więcej kobiet to będą one nawzajem się promowały, a także bardziej dbały o sprawiedliwy podział dóbr, o żłobki i przedszkola dla matek etc. Przyznaję, że początkowo byłam za tym postulatem, ale po obserwacjach i przemyśleniu tematu doszłam do wniosku, że opiera się na fałszywych założeniach. Nie jest tak, że urodzenie się kobietą od razu czyni z ciebie istotę społecznikowską, opiekuńczą, sprawiedliwą i pełną innych cnót. Wystarczy spojrzeć na polski parlament, posłanki Sobecka, Szczypińska czy Pawłowicz są kobietami i co z tego? Ich poglądy wcale nie są z tego powodu automatycznie zbieżne z poglądami pań z Kongresu Kobiet, a zaangażowania w tworzenie nowych żłobków czy przedszkoli także nie widzę. Oczywiście są na pewno również bardzo kompetentne, zapracowane posłanki, tyle że o nich nie mówi się w wiadomościach. A już wiarę w to, że kobiety będą dbały o sprawiedliwszy podział dób skutecznie podważyła marszałkini Nowicka przyjmując sporą premię za wypełnianie obowiązków. Bardzo ciekawa była zresztą reakcja środowisk kongresowych, które nagle zaczęły oburzać się na oburzonych tym faktem, choć gdy na podobnych niekonsekwencjach finansowych przyłapuje się polityków innych opcji to zaraz uruchamiają krytykę (bardzo cenię profesor Środę jako etyczkę, ale zdecydowanie nie podoba mi gdy zamienia się w polityczkę).

Myślę, że paradoxalnie najlepszym co feministki mogłyby zrobić jest pójście w zupełnie  przeciwną stronę. Może zamiast walczyć ze szklanym sufitem lepiej byłoby zabrać się z niszczenie szklanej podłogi? Bo przez schematy i wzorce myślowe, w których utknęliśmy nie tylko kobieta aspirująca do najwyższych władz ma poważne problemy z przebiciem się, ale także ojciec, który chce aktywnie zająć się dziećmi i domem. W tym przekonaniu utwierdził mnie wywiad z Jesperem Juulem w Tygodniku Powszechnym , o którym pisałam prawie rok temu, zacytuję najistotniejszy dla mojego wywodu fragment:

Z mężczyznami jest trudniej. Zostali bardziej zniszczeni niż kobiety. Spójrzmy na warunki, w jakich funkcjonowali przez setki lat, pracując w kopalniach, fabrykach, walcząc na wojnach czy siedząc za ohydnymi biurkami. Traktowano ich potwornie, kompletnie nie brano pod uwagę ich osobowości, granic, potrzeb, rodzin…

Przyczyną tego, że kobiety są generalnie mądrzejsze od mężczyzn, była konieczność spędzania czasu z dziećmi. Bycie z dziećmi pozwala na rozwój emocjonalny. Ojcowie nigdy nie mieli takiej możliwości. Udziałem wielu kobiet jest pewna pomyłka: wyobrażają sobie, że mężczyzna jest jak sklep. Wchodzą do sklepu i mówią, czego pragną. A kiedy nie mogą tego dostać i nie widzą nigdzie na półkach, wyobrażają sobie, że to coś jest na zapleczu. Myślą, że nie dostają od swoich facetów troski czy miłości, bo oni nie chcą jej dać. A ci faceci po prostu tego nie mają na stanie, nie mają pojęcia, czym to jest ani skąd to wziąć. Zaplecze jest puste…Ciekawie wygląda to w Szwecji, gdzie kobiety zrównały się z mężczyznami pod względem wykształcenia i pozycji zawodowej (a nawet są lepiej wykształcone). Mieliśmy nadzieję, że gdy to się stanie, sposób zarządzania się zmieni, przestanie być oparty na tych idiotycznych męskich piramidach. Tak się nie stało: kobiety, które zdobyły władzę, zaczęły zachowywać się jak mężczyźni. Dzieje się za to coś innego. Mężczyźni-szefowie, np. prezes Volvo, chodzą coraz częściej na urlopy ojcowskie. A kiedy wracają do pracy, zmieniają prawo i wprowadzają w życie kobiece wartości. Mówią: „Więcej się nauczyłem o ludziach i o sobie w ciągu czterech miesięcy z dzieckiem niż kiedykolwiek podczas studiów i szkoleń”. Dawniej mężczyźni byli wrogami kobiet, ale dziś żaden nie może powiedzieć o swojej żonie: „To przez nią nie mogę się rozwijać”. Naszymi jedynymi wrogami jesteśmy my. Kiedy ojcowie już się zaangażują, kiedy rozwiną inteligencję emocjonalną, kiedy powiedzą sobie: „O kurczę, tego właśnie chcę…”, są nie do zatrzymania.

No właśnie. Możemy oburzać się, że kobiet jest mało w biznesie i żądać parytetów, ale prawdopodobny wynik ich wprowadzenia to większa ilość kobiet przyjmujących męski tryb zarządzania (nazywam je typami Ateny) jak niedawno zmarła, bardzo kontrowersyjna premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher niż faktyczna zmiana mentalności. Rzeczywistość jest taka, że mężczyźni na skutek tych sztywnych wzorców myślowych są również poszkodowani. Bycie macho krzywdzi zarówno kobiety z otoczenia jak i samego mężczyznę. Wychowujemy chłopców w przeświadczeniu, że świat emocji jest dla nich nieodpowiedni, że prawdziwi mężczyźni nie płaczą itd. Czy to eliminuje ich uczucia? Oczywiście, że nie! Sprawia tylko, że nie wyrzucają ich na zewnątrz, zamiast tego internalizują te negatywne albo próbują oszukać je nałogiem. Mówiąc wprost, popularny w Polsce scenariusz jest taki, że mężczyźni harują aby zarobić na rodzinę, nie dbają o zdrowie i tłumią emocje, umierają na zawał w wieku 60-65, a wdowy po nich żyją jeszcze kolejnych 15 – 20 narzekając w kolejce do lekarza, jakie to życie jest niesprawiedliwe. Jestem zbyt surowa? Być może, nie upieram się, że ten scenariusz jest prawdziwy dla każdego. Ale coś w tym jest, że chociaż tak przytłoczone stereotypowym postrzeganiem, kobiety mają jednak społeczne przyzwolenie na okazywanie strachu, żalu czy emocji w ogóle. Tyle, że to zawsze dzieje się czyimś kosztem. Aby bluszcz mógł piąć się do góry musi mieć oparcie w innej roślinie, aby jakiś element mógł być słabszy, drugi musi być silniejszy. Mimo że kobiety w coraz większej ilości odrzucają patriarchalne poglądy na swój temat to świadomie czy podświadomie trzymają się tych związanych z mężczyznami. Gdyby zapytać polskie kobiety czego szukają w mężczyźnie, większość zapewne gremialnie odpowiedziałaby: POCZUCIA BEZPIECZEŃSTWA! No to panowie są jak skała dopóki sił im na to starcza, a potem umierają na zawał. Niestety, ale sami z własnej woli konserwujemy sztywne wzorce myślowe. O ile „wyzwolona” kobieta, która jest niezależna, samodzielna i skoncentrowana na realizowaniu siebie jakoś „ujdzie” w towarzystwie to niepewny siebie, emocjonalny czy wystraszony mężczyzna jest traktowany z lekceważeniem, jeżeli nie z pogardą. Dlatego uważam, że dążenie do zrównania praw na poziomie legislacyjnym jest jak najbardziej istotne, ale i tak największą walkę musimy stoczyć sami z sobą. Nie sądzę aby świat potrzebował większej czy mniejszej ilości konkretnej płci u władzy, sądzę, że potrzebuje dojrzałych emocjonalnie ludzi.

Co rozumiem przez ludzi dojrzałych emocjonalnie? Gdybym miała podać kilka najważniejszych cech byłyby to zapewne:

1 zgoda z samym sobą, poczucie własnej wartości i szacunek dla samego siebie (stan, w którym potrafimy świadomie i bez wpadania w skrajności rozróżnić w czym jesteśmy świetni, a nad czym można popracować)

2 umiejętność obserwowania bez oceniania

3 odpowiedzialność, przyjmowanie za swoją zasady Co zasiałeś to zbierzesz i Co wysyłasz wraca do ciebie

4 umiejętność słuchania innych, a także wewnętrznego głosu intuicji

5 kierowanie się współodczuwaniem oraz empatią w relacjach ze światem istot żywych

6 umiejętność rozwiązywania problemów i znajdowania satysfakcjonujących kompromisów oraz realizowania własnych zamierzeń w relacjach z innymi ludźmi (ale NIE chodzi tu o wykorzystywanie czy manipulowanie!)

7 umiejętność nie ulegania emocjom i podświadomym strachom, nie narzucania ich innym, nie stosowania żadnej formy agresji (ani czynnej – fizycznej, ani biernej – psychicznej), a także zdolność kontrolowania gniewu i hamowania wybuchów emocji (nie tłumienia, a umiejętnego i bezpiecznego rozładowywania napięcia emocjonalnego, np. poprzez sport czy inną aktywność fizyczną)

8 umiejętność odczytywania i nazywania emocji innych oraz swoich własnych

9 umiejętność motywowania się i osiągania celu (co często oznacza odsunięcie w czasie przyjemności)

Punkty 5 – 9 powtarzam za Danielem Golemanem, który przedstawił je w książce Inteligencja Emocjonalna, gdzie w przekonujący sposób udowadnia, że na dłuższą metę bardziej niż wysokie IQ liczą się zdolności w relacjach międzyludzkich i, co ważne, w przeciwieństwie to ilorazu inteligencji można je w sobie wyćwiczyć. To właśnie dla mnie praktyczny sposób uznawania swojej podwójnej natury, a nie kierowanie się wyłącznie ego.

Celowo piszę tu o elemencie kobiecym i elemencie męskim, a nie stricte o kobietach i mężczyznach, bo wiem doskonale, że dusza niekoniecznie musi czuć się dobrze i swobodnie w płci i ciele, do jakiego trafiła. Zbyt wiele już widziałam kobiet o męskim usposobieniu, mężczyzn o kobiecym usposobieniu, gejów o kobiecej naturze, gejów o męskiej naturze etc. żeby używać ograniczających się do płci fizycznej stwierdzeń. Oczywiście, najbardziej radykalnym przypadkiem niedopasowania do płci fizycznej są transsexualiści, którzy płacą za to wielką cenę i fizycznie, i psychicznie, ale również w mniej drastycznych sytuacjach sztywne wzorce myślowe i stereotypy potrafią zatruwać duszę na wielką skalę. Przez wiele stuleci żyliśmy w mentalnych kajdanach, a nasze dusze doznawały wielkiej opresji. Reżim władzy świeckiej jasno określał co wolno, a czego nie wolno ciału i umysłowi. Reżim religii wymierzył duszę w centymetrach i tępił wszelkie odstępstwa od normy. W Europie i Stanach Zjednoczonych te reżimy już nie istnieją albo powoli dogorywają. Przegrywają z radością życia i naturalną ludzką potrzebą własnego wyboru i rozwoju. Na naszych oczach rodzi się nowy świat, którego porządek być może po raz pierwszy w historii są w stanie aktywnie tworzyć sami ludzie (wręcz dosłownie jak mieszkańcy Islandii piszący swoją konstytucję przy pomocy Internetu, oczywiście zdaję sobie sprawę, że to możliwe, bo społeczeństwo jest stosunkowo małe, wewnętrznie uczciwe i nastawione na współpracę, ale jednak o czymś to świadczy). Ten nowy świat jest jak dziecko, powinien mieć mądrą, dojrzałą matkę i mądrego, dojrzałego ojca, aby byli w stanie pokierować go na dobrą drogę. Mądrzy, dojrzali emocjonalnie rodzice współpracują ze sobą, przyglądają się uważnie swojemu życiu i są elastyczni jeżeli chodzi o podział ról. Być może teraz kiedy dziecko się urodziło bardziej  potrzebuje matki, więc to ona zostaje w domu, ale za jakiś czas kiedy podrośnie, to ojciec będzie się nim bardziej zajmował, a matka np. pójdzie na studia. Mam wielką nadzieję, że wychowamy wspólnie naprawdę dobry i szczęśliwy świat.

I na koniec dodam jeszcze, że jak być może niektórzy wiedzą, bardzo interesuję się duchowością i ezoteryką, dlatego po obserwacjach i przemyśleniach widzę wyraźnie, że to do jakiego ciała trafia dusza może ją wspierać albo ograniczać w przeżywaniu i gromadzeniu doświadczeń. Wierzę w reinkarnację i w ewolucję duszy. Wierzę, że dusza rozpoczyna rozwój jako dusza niemowlęca, a jej podstawowym celem jest nauczenie się przeżycia na podstawowym poziomie, potem staje się duszą dziecięcą uczącą się reguł funkcjonowania we wspólnocie, następnie duszą młodą skoncentrowaną na indywidualizacji i sukcesie, aż na etapie duszy dojrzałej dostrzega ważność relacji międzyludzkich by w końcu stać się duszą starą. Na tym ostatnim poziomie jest już naprawdę głęboka, po wielu wcieleniach przestaje utożsamiać się z konkretną płcią i potrafi spojrzeć na problem z szerokiej perspektywy. Dlatego chciałabym widzieć wśród rządzących więcej osób o starych duszach, które pielęgnują w sobie zarówno rozumowy jak i intuicyjny pierwiastek i które przeszły już w życiu niejedną wyprawę inicjacyjną. Chcę widzieć wśród władz i gremiów decydujących o prawie jak najwięcej mądrych osób niezależnie od ich fizycznej płci. Chciałabym abyśmy wszyscy nauczyli się rozpoznawać i uznawać zarówno świadome jak i podświadome elementy naszej osobowości i dzięki temu potrafili tworzyć satysfakcjonujące relacje międzyludzkie.

* Dr E sugeruje wręcz, że postać psa jest psychopomposem czyli przewodnikiem dusz, w mitologii podróżującym między światem widzialnym a niewidzialnym. Carl Gustaw Jung jako psychopomposa rozumiał element pośredniczący w psychice między tym co świadome i nieświadome (którego symbolem jest często zwierzę).

** Chodzi mi tu oczywiście o zdrowy związek, gdzie po konflikcie nie trzyma się długo urazy. Nie mówię o relacjach toxycznych, osaczaniu drugiej osoby itd., które nie mają nic wspólnego z miłością, bo zbudowane są na ego i potrzebie dominacji.

Ciekawy wywiad na temat dojrzałości psychicznej można przeczytać tu.

Odcinek 9: Trzy Złote Włosy. O zmęczeniu, starości i odnowie

biegnaca z wilkami trzy zlote wlosy

 TRZY ZŁOTE WŁOSY

Było to dawno temu, podczas głębokiej, ciemnej nocy—jednej z tych nocy, kiedy ziemia wydaje się czarna, a drzewa wyglądają jak zaciśnię­te pięści wyciągnięte do nieba. Właśnie w taką noc szedł przez las samotny stary wędrowiec. Choć gałęzie drapały mu twarz, kłuły w oczy, oślepiały, cały czas trzymał przed sobą mały, dogasający kaganek.

Wędrowiec stanowił niesamowity widok — długie żółte włosy, krzywe pożółkłe zęby i zakrzywione paznokcie. Plecy miał przygarbione, jakby niósł worek mąki, a był tak stary i zgrzybiały, że skóra na twarzy, rękach i biodrach zwisała w luźnych fałdach.

Starzec przedzierał się przez las, wlókł się, chwytając gałązek, ledwie dysząc.

Stopy paliły go jak ogniem. Sowy w koronach drzew pohukiwały razem z jego skrzypiącymi stawami, kiedy krok po kroku posuwał się naprzód. W oddali migotało małe światełko; była tam chatka, ogień, przytulne miejsce, do którego zdążał. Kiedy podchodził do drzwi, jego latarenka już dogasała, a był tak wycieńczony, że upadł na progu.

Wewnątrz przed ogniem buzującym na kominku siedziała kobieta. Gdy tylko starzec pojawił się w drzwiach, podbiegła do niego, podniosła, objęła ramionami i przeniosła do ognia. Trzymała go w ramionach, jak matka trzyma dziecko. Siedziała i kołysała się z nim w fotelu na biegunach. Przesiedzieli tak całą noc — biedny, słaby starzec jak worek kości i silna, choć też wiekowa kobieta kołysząca go i powtarzająca, że już wszystko dobrze.

Przed samym świtem starzec zaczął młodnieć; był teraz pięknym młodzieńcem o gęstych, złotych włosach, silnych rękach i nogach. A ona dalej go kołysała.

Czas płynął, a młodzieniec zmieniał się w małego, ślicznego chłopczyka o pszenicznych złotych włosach.

O brzasku stara kobieta wyrwała szybko trzy złote włosy z główki dziecka i rzuciła na drewniane deski. Rozległ się dźwięk: tiiii, tiiii, tiiii.

A dziecko zsunęło się z jej kolan i pobiegło do drzwi. Odwróciło się do niej na chwilę, uśmiechnęło promiennie i wzbiło w niebo, by stać się błyszczącym, porannym słońcem.

——————————————————————————————–

Opowieść o Trzech Złotych Włosach jest zakończeniem tryptyku, w którym wraz z opowieściami o Dziewczynce z Zapałkami i La Lloronie dr E opowiada o obchodzeniu się z własną naturą i atakami na nią. Jest krótka, ale pełna znaczeń. Dzieje się w nocy, kiedy nie musimy zakładać masek, jesteśmy czujniejsi i szczególnie polegamy na zmysłach, to noc odsłania przed nami nasze prawdziwe uczucia, a także pozwala przemówić podświadomości uruchamiając marzenia senne. W mitach noc to świat, którym włada Matka – Noc, stworzycielka świata. To Odwieczna Matka Dni, starucha znająca Życie i Śmierć. Nadejście nocy w baśniach można interpretować jako zstąpienie w nieświadomość. San Juan de la Cruz (Święty Jan od Krzyża) nazywał ten stan ciemną nocą duszy. W opowieści noc oznacza czas, kiedy życiowa energia, wyobrażana przez postać bardzo starego mężczyzny, rozprasza się, staje się coraz słabsza. To czas, kiedy — pod jakimś ważnym dla nas względem — idziemy ostatkiem sił. Powody naszego wyczerpania mogą być różne: czasami wynika ono ze zwyczajnego przemęczenia fizycznego, czasami z tego, że nasze plany są dopiero wdrażane w życie i nie widzimy jeszcze efektów, często dlatego, że podczas gdy my sami rozwijamy się, uczymy i wzrastamy, nasze otoczenie pozostaje na tym samym poziomie. To tak jakbyśmy samotnie, powoli ale bez ustanku, wspinali się we na wielką górę, a nasze otoczenie całą gromadą gnało autostradą u podnóża nie wiedząc nawet dokąd zmierza, jednak ani na chwilę nie myśląc aby zatrzymać się, zastanowić, wysiąść z samochodu i rozejrzeć dookoła. W najlepszym wypadku nasza wspinaczka będzie ignorowana, ale często na tym się nie skończy, bo otoczenie, nie znosząc naszej odwagi alpinisty, będzie usiłowało ściągnąć nas w dół i zrównać do swojego poziomu. Wtedy wchodzenie na szczyt wyczerpuje nas o wiele bardziej. W takiej sytuacji najgorsze, co można zrobić, to usiłować za wszelką cenę pozbierać siły. To nic nie da. Jak pokazuje baśń, właściwą rzeczą jest usiąść w spokoju i się kołysać. Cierpliwość, wyciszenie i delikatne kołysanie odnawiają twórcze myśli. Niejedna kobieta nazwałby taką chwilę luksusem. Dzika Kobieta nazywa to koniecznością.

To normalne, że co jakiś czas wyczerpują się nasze siły i entuzjazm. To normalne, że obserwując to co się dzieje dookoła, tracimy niewinność spojrzenia na świat. Mądrość nie tylko jest niełatwa do zdobycia, ale też boli, nie mówiąc już o tym, że przynosi wewnętrzne poczucie osamotnienia. Jest to faza naturalnego cyklu, nadchodząca, kiedy nasze idee zużywają się, kostnieją albo kiedy to my tracimy świeżość spojrzenia. Jesteśmy stare i zgrzybiałe jak staruszek w baśni Trzy złote włosy. Istnieje wiele teorii wyjaśniających bloka­dy twórcze, w rzeczywistości jednak ich łagodne postacie przycho­dzą i odchodzą jak pory roku, jak zmieniająca się pogoda — z wyjąt­kiem blokad psychicznych, o którym mówiłam wcześniej, takich jak niemożność dotarcia do własnej prawdy, lęk przed odrzuceniem, obawa przed artykulacją własnej wiedzy, obawa przed niekompetencją, zatru­cie głównego nurtu twórczego, nastawienie na przeciętność lub naśla­downictwo. Doskonałość powyższej opowieści polega na tym, że zarysowuje całkowity cykl rozwoju idei twórczej; małe płonące światełko symbolizuje oczywiście samą ideę, która powoli wyczerpuje się i niemal gaśnie, zgodnie z naturalnym cyklem. Jesteśmy tak jak Pustelnik z dziewiątego Wielkiego Arkanu Tarota.

Starzec w baśni kroczy z wielkim trudem, ale wie dokładnie, gdzie zmierza: do chaty, gdzie mieszka ta, która uosabia siły przyrody, starożytna Bogini Matka spotykana we wszystkich kulturach taka jak Gaja, Kobieta – Pająk, Kuan Yin czy Yemanya. Starzec jest jak Wasylisa, zmierzająca nocą mimo wszelkich przeciwności prosto do domu Baby Jagi. W baśni spotykamy znów starą La Que Sabe — kobietę, która ma dwa miliony lat. To Ta, Która Wie. W jej ramionach, przy ogniu, przechodzimy odnowę, odczuwamy przypływ nowych sił. To do tego ognia i do tych ramion wlecze się osłabiony starzec, bez nich musiałby zginąć.

Powiedzmy sobie wprost: żyjemy w kulturze, która brutalnie i bezwzględnie depta i wgniata w ziemię nasze naturalne cykle. Nasi przodkowie, którzy tworzyli baśnie i przekazywali je następnym pokoleniom żyli innym rytmem, byli zsynchronizowani w pierwotny sposób z czasem, zmianą pór roku itd. Był moment pracy, a potem moment żniw i odpoczynku. Połowę roku siano, uprawiano i zbierano plony, a drugą połowę spędzano siedząc przy nikłym świetle świec, przędąc i opowiadając historie. My żyjemy w chwili niewyobrażalnego wręcz przyspieszenia. Otaczają nas samochody, samoloty, metro, telewizyjne i radiowe stacje z całodobowymi wiadomościami, Internet, komórki, itd. Jesteśmy atakowani zewsząd bodźcami. Spieszymy się. Wszystko jest na wczoraj.  Nasze dusze i ciała nie są do tego przystosowane. Nasze dusze i ciała są duszami i ciałami, które ukształtowały się w czasach ludów rolniczych, więc są mocno zdezorientowane w tej burzy impulsów, elektronów i informacji. Nie są w stanie wszystkich przetrawić. Gubimy się i nawet tego nie zauważymy. W pewnym momencie nasze ciała i dusze zaczynają się buntować: lekarze ostrzegają przed epidemią chorób serca wśród trzydziestolatków wywołanych przepracowaniem oraz stresem, przed nadciśnieniem i otyłością obserwowanymi już u dzieci, przed coraz częstszymi zaburzeniami psychicznymi. Dr E ma rację: bez Bogini Matki dosłownie giniemy. Ale to potężna siła i chociaż chętnie obdarza swoją zdolnością regeneracji to rządzi się własnymi prawami, a jej naczelnym przykazaniem jest: WSZYSTKO W SWOIM CZASIE, WSZYSTKO WE WŁASNYM RYTMIE. Tego nie przeskoczysz. Nie oszukasz Baby Jagi. A wiesz co jest najlepsze? Tak zatraciłyśmy zdolności wyczuwania proporcji między pracą a odpoczynkiem, że same sobie dodajemy tej pierwszej. Ile kobiet haruje ponad miarę, pracując w miejscu, gdzie są zatrudnione, w domu wykonując obowiązki domowe, w szkole dziecka, gdy trzeba coś koniecznie zorganizować, opiekując się chorym krewnym, itd. Ale kiedy ktoś zasugeruje, żeby odpoczęły, robią wielkie oczy i gwałtownie protestują. Co? Odpoczynek?! Nie mam na to czasu, przecież zostało tyle rzeczy do zrobienia! Ile kobiet narzeka, że nikt im nie pomaga w obowiązkach domowych, ale kiedy mąż sprzątnie kuchnię, to natychmiast okazuje się, że przecież jeszcze trzeba tu zamieść, tu pościerać, tu poskładać itd. Ile kobiet robi generalne sprzątanie, aby wyładować złość, bo nie są w stanie jej wyartykułować. Ile kobiet zwyczajnie nie potrafi odpoczywać – kiedy mają wolną chwilę i mogłyby po prostu siąść i spokojnie wypić herbatę, zamiast tego rzucają się w wir pracy, bo nie mogą znieść myśli o „nicnierobieniu”. Argument o „nicnierobieniu” to tak naprawdę przykrywka dla lęku przed zatrzymaniem się i spojrzeniem w głąb siebie, moje panie. Obawiacie się tego co mogłybyście zobaczyć. Kilka lat temu oburzyła mnie pewna reklama środka przeciw grypie, który reklamowała „matka czworga dzieci” i twierdziła, że nie może pozwolić sobie na chorobę, bo musi zająć się dziećmi. Ano nie, moja droga. Choroba to działanie zdesperowanego ciała, które ma na celu cię zatrzymać, unieruchomić i pozwolić zregenerować siły. I ma do tego pełne prawo. I MOŻE sobie na to pozwolić.  W końcu kobieta musi odpocząć, pokołysać się w fotelu, odzyskać skupioną uwagę. Musi odmłodnieć, odzyskać energię. Wbrew pozorom jest to możliwe — nie jesteśmy same — w każdym kręgu kobiet, matek, studentek, artystek czy działaczek zawsze jest ktoś, kto zastąpi te, które potrzebują wytchnienia. Kobieta o twórczej osobowości musi zregenerować siły, by potem wrócić do intensywnej pracy. Musi się spotkać w lesie ze starą kobietą, wskrzesicielką, Dziką Kobietą w jednej z jej wielu postaci. Dzika Kobieta jest przygotowana na to, że animus co jakiś czas czuje zmęczenie. Nie jest wstrząśnięta, kiedy pada u progu. I nie jest wstrząśnięta, kiedy my padamy. Jest na to gotowa. Nie podbiegnie do nas w panice. Podniesie nas po prostu i będzie trzymać tak długo, aż odzyskamy naszą moc.

W poprzednim poście pisałam już o codziennej higienie mentalno – duchowej, która stosowana regularnie nie dopuszcza do stanu skrajnego wyczerpania albo pomaga zauważyć braki energii już we wczesnej fazie. Najlepiej, żeby kobieta zdała sobie z tego sprawę już na samym początku przedsięwzięcia, bo często zmęczenie jest dla niej zaskoczeniem. Wtedy załamuje ręce, lamentuje, szepcze o klęsce, swojej niezdatności do niczego, bezwartościowości i tym podobnych. To nie tak. Utrata energii to zwykła kolej rzeczy. Tak działa Natura. Nie ma sensu wpadać w panikę, zmuszać się do czegoś czy forsować. Wystarczy być i obserwować. Tak jak Dzika Kobieta, musimy spokojnie przytulić własne myśli, idee i po prostu z nimi być. Czy zajmujemy się własnym rozwojem, sprawami publicznymi czy związkami z ludźmi, nasz animus musi od czasu do czasu poczuć zmęczenie. Wszystkie poważne przedsięwzięcia, takie jak ukończenie szkoły, rękopisu, dzieła sztuki, opieka nad chorym bliskim, wchodzą w końcu w etap, kiedy energia, niegdyś świeża i młoda, starzeje się, podupada i nie może nic więcej udźwignąć.

Nikt nie jest Supermanem ani Superwoman. Każdy potrzebuje odpoczynku nieważne co na ten temat sądzi twój szef czy rodzina. I trzeba tu powiedzieć, że dotyczy to zarówno mężczyzn jak i kobiet, naprawdę nie ma sensu wykłócać się „kto ma gorzej”. W naszej kulturze mężczyźni są mocniej obciążeni oczekiwaniami i odpowiedzialnością za sprawy materialne, a nie są biegli w bezpiecznych sposobach rozładowania stresu i napięcia. Społeczeństwo nie daje im przyzwolenia na płacz, załamanie i bezradność. W kulturze zachodniej mężczyzna ma być opoką, na której wspiera się kobieta. Błędne jest założenie, że w pierwiastku męskim tkwi wieczna, niepokonana siła. To fałszywe przekonanie wpojone nam przez kulturę, które trzeba wykorzenić z psychiki. Ono sprawia, że zarówno męska energia w psychice, jak i sami mężczyźni w społeczeństwie czują się niepotrzebni i bezwartościowi, kiedy ulegają zmęczeniu i pragną odpocząć. To naturalne, że każdy człowiek potrzebuje przerwy w intensywnej pracy, by odnowić swe siły, odświeżyć się. Funkcjonowanie natury Życia – Smierci – Życia polega na cyklicznym ruchu, który stosuje się do wszystkich istot i rzeczy.

Na koniec kobieta rzuca na podłogę trzy złote włosy, które wydają dźwięk. Złoto to widoczna oznaka bogactwa, włosy są symbolem siły oraz myśli, a kiedy dotykają ziemi – podstawy mającej siłę materializowania zamierzeń zaczynają z nią rezonować. Wyrwij trzy włosy ze swego wysiłku, rzuć je na ziemię. Tam staną się jak sygnał pobudki. Padając na ziemię, wywołają dźwięk w psychice, rozdzwonią się, wzbudzą w duszy pobudzający do działania rezonans. Chłopiec unosi się w górę i zamienia w słońce, starożytny symbol siły sprawczej, przebojowości i męskości. Stara La Que Sabe pielęgnuje element męski, „przycinając zbyteczne gałązki”. Dzięki wycięciu uschniętych gałęzi drzewo staje się silniejsze. Wiele roślin rozkrzewia się bujniej, jeśli przytniemy ich kwiatowe pędy. U Dzikiej Kobiety cykl wzrostu i obumierania animusu jest naturalny. To proces pierwotny, odwieczny. Od niepamiętnych czasów kobiety w ten sposób podchodziły do świata idei i ich zewnętrznej ekspresji. Staruszka w baśni Trzy złote włosy na nowo poucza nas, jak się to robi.

Tyle dr E, ale ja chciałabym dodać coś od siebie. Moim natychmiastowym skojarzeniem po przeczytaniu textu był oczywiście starożytny symbol Uroboros czyli wąż (ewentualnie smok) zjadający swój własny ogon, do którego jestem przywiązana równie mocno jak do ANKH-a, yin&yang czy mojego Soluna.

Uroboros przedstawia wieczny cykl kończenia i rozpoczynania na nowo. Oczywiście i ja, i pewnie wiele innych osób zwykło zwracać uwagę tylko na aspekt początku, bo dla naszego ego łatwiej jest zaakceptować początek niż koniec . Pop kultura stale karmi nas tym mitem wieczności: Nasza miłość będzie trwała na wieki. Możesz być wiecznie młody. Zawsze będę szczęśliwy, itd. Jednak im starsi się stajemy, tym częściej doświadczamy końców, rozstań, ruin i tym mocniej je przeżywamy. Prędzej czy później zdajemy sobie sprawę, że coraz trudniej jest się nam zaangażować na początku, bo już z tyłu głowy świta nam myśl, że ostatecznie i tak się to zakończy, a my będziemy musieli uporać się z kolejną stratą. Zakończenia stają się coraz trudniejsze do wytrzymania, a nadzieja na nowy początek robi się coraz bardziej nikła. Wyobraźmy sobie, że nasze uczucia są pieniędzmi: idziemy do banku, lokujemy je, a bank plajtuje. Trudno, zabieramy to, co pozostało i idziemy do innego banku. Lokujemy je z myślą o dobrym zwrocie, ale i ten bank bankrutuje. Idziemy do trzeciego banku, a on po jakimś czasie również upada. Czy należy się dziwić, że nie mamy ochotę na lokatę w czwartym? Uczucia to nasz duchowy kapitał. Jeżeli go tracimy, to jesteśmy cali wypaleni od środka i pragniemy tylko nie zostać ponownie zranionymi. Ktoś zresztą kiedyś zdefiniował miłość jako włożenie ukochanej osobie sztyletu w dłoń z nadzieją, że nas nim nie ugodzi.

Symbol Uroborosa wywodzi się z dobrej, pogańskiej tradycji starożytnego Egiptu i Hellady, ale jest znany w wielu kulturach na całym świecie. Wąż był utożsamiany z bóstwami ziemskimi: Gają, Demeter czy Korą Persefoną i poprzez zrzucanie skóry symbolizował odnowę oraz mądrość. W czasach nowożytnych Uroboros pojawia się między innymi w karcie Maga, pierwszym Wielkim Arkanie Tarota, jest centralnym motywem Pani Jeziora Andrzeja Sapkowskiego, widać go w odcinku Władca Gór sagi o Thorgalu oraz w serialach Z Archiwum X czy Millenium, a wiele osób na pewno kojarzy go w podwójnej formie jako Auryn z Niekończącej Się Opowieści.

Uroboros ostrzega:

Kiedy zakochujesz się/rozpoczynasz wspólne mieszkanie z partnerem/zawierasz związek małżeński, pamiętaj że faza szczęścia nie będzie trwała wiecznie i prędzej czy później zaczną się kłopoty.

Kiedy rodzi się dziecko, nie zapominaj, że w pewnym momencie opuści ono rodziców, czy to w sposób naturalny rozpoczynając studia lub znajdując pracę, czy też nagle poprzez chorobę lub wypadek.

Kiedy dostajesz fantastyczną pracę, bądź ostrożny przy kupowaniu coraz to nowych rzeczy lub braniu kredytów, bo któregoś dnia możesz ją stracić.

Ale uczy również, że

Jeżeli coś straciłaś, dostałaś w zamian coś innego.

Jeżeli zrobiłaś lub nie zrobiłaś czegoś i teraz żałujesz, to dostaniesz kolejną szansę.

Jeżeli czegoś nie możesz teraz zrobić, poczekaj na lepszy moment.

Urodziłaś się mając tylko siebie i umrzesz mając tylko siebie. Licz na siebie i nie obawiaj się, jesteś częścią Wszechświata. Nie bój się być sama ze sobą. Samotność nie jest zła. Wiele osób nie dba o dobrą relację z własnym wnętrzem, uczuciami, motywami i próbują zagłuszyć ten brak relacjami z innymi ludźmi. Ale jeżeli nie czujesz się komfortowo sama ze sobą to z czym wychodzisz do partnera? Co mu z siebie dasz?

To trochę jak piosenka An End Has A Start zespołu Editors:

You came on your own
That’s how you’ll leave
With hope in your hands
And air to breathe

(Przyszłaś sama

I tak samo odejdziesz

Masz tylko nadzieję w dłoniach

i powietrze do oddychania)

Uroboros przekazuje nam, aby nie tracić wiary, cierpliwości i zaufania do praw Wszechświata, nieważne jak bardzo złamany życiem, zdruzgotany i ubogi się teraz czujesz. Mówi, Życie jest wieczne. Przyjdzie nowa szansa.

A chrześcijaństwo zrobiło z węża symbol pokusy i grzechu… Bez komentarza.

I jeszcze jedna rzecz, nad którą dosyć intensywnie się zastanawiałam. Kultura, w której żyjemy ewidentnie nie lubi starości. Zmarszczki usuwa się Botoxem albo photoshopem, osoby po sześćdziesiątce nie prowadzą wiadomości ani programów śniadaniowych, a pytanie o wiek jest niemal zniewagą. Tak, to śmieszne i smutne. Można by w tym miejscu zacząć narzekać i wyklinać ten proceder. Ale ja jednak będę pełnić rolę adwokata diabła i zapytam inaczej: dlaczego nie chcemy się starzeć? Czym jest starość? W wersji pozytywnej jest tym, o czym dr E pisała w baśni o Czerwonych Pantofelkach: W idealnej postaci stara kobieta symbolizuje godność, duchowego przewodnika, mądrość, samowiedzę, ducha tradycji, dobrze określone granice, doświadczenie przyprawione dla równowagi sporą dozą zrzędliwości, rubasznego humoru, bezpośredniości i przekory. A ja się pytam: ile takich staruszek znacie? Gdzie one są? Jak je spotkać? Bo ja ich jakoś nie widzę w swoim otoczeniu. Widzę schorowane, zmęczone życiem babcie noszące kufajki i chustki na głowie, plotkujące z sąsiadkami, narzekające, czepiające się, wysysające energię, mające obsesję na temat jedzenia, przekonane o własnej racji, słabo wykształcone, zamykające się w gettach z innymi babciami, przepychające się łokciami w autobusie, lecące do kościoła, zawzięte, sączące jad i słuchające pewnego specyficznego radia. Tak ma wyglądać starość? To ja się nie dziwię, że chcemy być młodzi. W Polsce socjologowie urządzają medialne konkursy na kolejne stracone pokolenia i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu zawsze klasyfikują do nich ludzi młodych. Nie lubię uogólniania, nie lubię ujednolicania i bardzo nie lubię wprowadzania kategorii „pokolenia”, ale jeżeli miałabym w Polsce znaleźć stracone pokolenie to jest to pokolenie dorastające w czasach wojny. Nasze babcie i dziadkowie psychicznie nigdy z niej nie wyszli. Czy na pewno poszłabyś do swojej babci po radę?

Proszę mnie źle nie zrozumieć, to nie jest krytyka, to jest obserwacja. Oczywiście w tym momencie ktoś może z przemądrzałą pewnością siebie stwierdzić: Hola, hola, uważaj, bo przecież ty kiedyś też będziesz stara! Otóż, mój drogi, sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana niż ci się wydaje. Zdaję sobie sprawę z tego, że w pewnym momencie mojego życia nadejdą zmarszczki, siwe włosy, menopauza, słabość oraz choroby i akceptuję to, przynajmniej na poziomie rozumowym, bo jak to będzie w praktyce to się dopiero okaże. Nie chcę się zarzekać, że na pewno nigdy się z tego powodu nie zdenerwuję, bo bez sensu jest wydawać sądy na temat przyszłości. Rzecz w tym, że mimo stosunkowo młodego wieku i wręcz nastoletniego wyglądu, wewnątrz jestem cała stareńka. To efekt wieloletniej samotnej wspinaczki na górę zwaną Rozwojem. Kiedy spojrzę w dół, to zdaję sobie sprawę gdzie jestem ja, a gdzie moje otoczenie. I wcale nie wywołuje to we mnie radości czy satysfakcji z tego, że nie stoję w miejscu tylko się wspinam ani żadnego poczucia wyższości, że oglądam świat z góry. Wzbudza to we mnie smutek, że jestem sama i że na dole wszyscy mkną dalej tą autostradą donikąd, a ci teoretycznie najbliżsi mi stoją w dole i rzucają kamieniami, żebym odpadła od ściany i zrównała się z ich poziomem.

Tym co nas najbardziej postarza jest niedojrzałość innych.

Ale kiedy czuję, że już nie wytrzymam, że nie mam sił wspinać się dalej, to spoglądam w górę i wiem, że w odpowiednim czasie zrzucę skórę jak wąż, że znajdę drogę wśród nocnego lasu jak staruszek – Pustelnik z latarenką i że w banku moich uczuć zawsze znajdą się pieniądze, które dobrze zainwestuję.

Some things should be simple
Even an end has a start