Category Archives: Inne

Powrót Słońca

Jak zwykle o tej porze roku przypominam artykuł, jaki napisałam kilka lat temu o Czasie Powrotu Słońca. Ze względu na okoliczności zewnętrzne nie dałam rady opublikować go w dzień przesilenia, ale na szczęście uda mi się to zrobić jeszcze przed Nowym Rokiem.

Wszystkim życzę aby nie opuszczały Was radość, zdrowie i entuzjazm,
a od innych ludzi płynęły ku Wam zrozumienie, przyjaźń i miłość.

Dziękuję także całkiem sporej społeczności na Facebooku za wspieranie mnie w propagowaniu Biegnącej z Wilkami. Jeżeli macie jakieś pomysły i sugestie, co jeszcze mogę zrobić to dajcie znać.

Anna ‘Lawenda’ Solun

greetings

Zapisz

Advertisements

O męskiej wysokiej wrażliwości w relacjach z płcią piękną (repost)

Jednym z efektów zmiany myślenia po przeczytaniu Biegnącej z Wilkami było dostrzeżenie, że ta książka dotyczy nie tylko kobiet, ale i mężczyzn z silną animą, dlatego postanowiłam przedrukować tutaj artykuł Marka z Chattorblog. Nie chcę się odnosić do samego pojęcia wysokiej wrażliwości, tylko do wzorców zakodowanych w mentalności.  Dopiero kiedy przyglądniemy się uważniej, zobaczymy ile podwójnych standardów serwuje nam kultura.

Sądzę, że jedną z najważniejszych rzeczy, jakie możemy sobie podarować jest umiejętność wyjścia poza biologiczną płeć i spojrzenie na drugiego człowieka nie jako na mężczyznę czy kobietę, ale po prostu jako na istotę ludzką.

Dodam jeszcze króciutko od siebie, że ostatnio moje życie bardzo się zmieniło i od nowego roku rozpoczynam nowy projekt, o którym wkrótce napiszę.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie 🙂

Anna ‘Lawenda’ Solun

——————————-

O męskiej wysokiej wrażliwości w relacjach z płcią piękną

Jestem wysoko wrażliwym człowiekiem i mężczyzną. Jak każdy człowiek potrzebuję wody, jedzenia, miłości. Tutaj będę pisał o wrażliwych mężczyznach i ich związkach z kobietami. Będę uogólniał i wyrażał subiektywnie opinie. Daję sobie takie prawo ponieważ piszę dla bloga, nie do Wikipedii. Jestem również przygotowany na przypięcie mi etykietki kolejnego, użalającego się nad sobą faceta. Początkowo chciałem napisać o dyskryminacji mężczyzn. Chciałem napisać ogólnie, nie tylko o HSP, lecz bycie HSP ma tak wielki wpływ na całość życia człowieka, że jednak moje myśli ciągle krążyły dookoła tematu wysokiej wrażliwości.

Kobiety nie lubią wrażliwych mężczyzn. Wręcz nie znoszą. Jeśli mężczyźni z tą wrażliwością walczą, lub jakoś ją ukrywają, może to nawet kobiety pociągać, chociaż dla samych mężczyzn jest niszczące. Lecz jeśli tą męską wrażliwość mają, że tak powiem, na widoku, to są kompletnie niemęscy.

Dla 80% kobiet, tych kobiet nie-HSP, wrażliwi mężczyźni to wzorcowe ciamajdy. Owszem, czasem podoba się im że taki mężczyzna je przytula, że je rozumie, a przynajmniej się stara, że zawsze ma czas i ochotę na rozmowę. Że jest nawet dobry w łóżku, ma przecież wyobraźnię i jest zadbany… ale… W towarzystwie nie potrafi się odnaleźć, na dyskoteki i wesela nie chodzi, a przynajmniej za wszelką cenę unika. Nie tańczy – zgroza! No ale jak ma tańczyć skoro od najmłodszych lat głośna, prostacka muzyka i migające światła ścinają go z nóg? Tak samo zresztą jak zachowania innych ludzi w takich miejscach i przy takich okazjach.

Wrażliwy mężczyzna nie próbuje za wszelką cenę zdominować innych mężczyzn w okolicy, nie mówi głośno i donośnie, nie pręży się ciągle, nie żartuje z innych i nie wchodzi na głowę komu się da. Jest przy tym wystarczająco inteligentny żeby nie być zazdrosnym. A przecież trochę zazdrości to taka miła rzecz dla tak wielu pań.

Wrażliwy mężczyzna z racji swojej wrażliwości, nie jest również wyjątkowo ambitny w pracy i nie znosi rywalizacji. Czy to powoduje że jest mniej cenionym pracownikiem? Nie, jest ceniony, ale jego kariera jest najczęściej niskich lotów i opóźniona.

Słowem, jak to mawiają kobiety, wrażliwy mężczyzna nie ma „tego czegoś…”

A co z 20% kobiet HSP? Czy one widzą „to coś” we wrażliwych mężczyznach? A gdzie tam! Tu jest może i jeszcze gorzej. Te wrażliwe kobiety chcą właśnie kogoś kto by je uzupełniał. Kto niwelowałby ich braki. Na kim mogłyby się oprzeć i kto nie ma tych wszystkich dylematów i problemów właściwych ludziom wrażliwym. Niestety my, wrażliwi mężczyźni, mamy dylematy, często niestety mylnie utożsamiane z brakiem pewności siebie lub strachem. Dla tych kobiet również nie jesteśmy „tym kimś”.

Być może jedyną grupą kobiet, dla których wrażliwy mężczyzna jest ciekawą propozycją to wszystkie te panie, którym potrzebny jest psycholog. Wrażliwy mężczyzna istotnie jest materiałem na coś w rodzaju osobistego spowiednika i doradcy. Nie rani, jest subtelny, inteligentny, lubi rozmawiać, ma dar empatii, współczuje. Cóż, ta grupa kobiet wcale nie jest mała, więc może nie jest tak źle wrażliwi panowie. Może jednak mamy jakieś szanse u płci przeciwnej.

W ostateczności możemy skrywać naszą wrażliwość. Przeczytać parę książek o manipulacji, również samym sobą, nauczyć się kilku chwytliwych grypsów, codziennie przed pracą łyknąć setkę, przed imprezą łyknąć setkę, przed randką łyknąć setkę, najlepiej wcale nie trzeźwieć, bo chyba przyznacie że po alkoholu jesteśmy tacy… całkiem do życia! Dowcipni, zadziorni, towarzyscy, czasem nawet tańczymy. No i wtedy mamy „to coś…” Można zatem silić się na bycie kimś innym, zapomnieć o sobie, stracić kontakt z sobą samym i udawać tak zwanego normalnego faceta. Jak się chce to pewnie się da. Ale czy warto?

Kto wie, może i warto? Właściwie to jak odpuścimy sobie pobożne życzenia, miłe frazesy, albo niezbyt przemyślane opinie, to my, wrażliwy mężczyźni, nie mamy wyjścia. To kobieta może być wrażliwa, może się bać, wstydzić, może ją zatkać, może nie móc wydobyć z siebie dźwięku, może się czerwienić. Kobieta nigdy pierwsza się nie odezwie, to taka cecha płciowa jakby ktoś nie wiedział. Drugorzędna ale płciowa. Kobieta może również powiedzieć: „ty mnie nie rozumiesz.” Może bujać w obłokach, współczuć chorym, może nie zabijać się dla pieniędzy w pracy. Może nawet nie pracować i to ciągle będzie takie kobiece. Mężczyzna żeby być atrakcyjnym, tych rzeczy robić raczej nie powinien.

W każdym wpisie na tym blogu, kiedy mówię o jakimś problemie, staram się również podać jego rozwiązanie, lub chociaż część rozwiązania. Tym razem nie podam żadnych rozwiązań, ani nie udzielę żadnych rad bo ich nie znam. Mogę was jedynie zapewnić, że jeśli wasze odczucia i myśli są podobne, to nie jesteście sami. Być może po prostu, mężczyźni HSP mają trudniej w relacjach z kobietami i może muszą przejść więcej drogi, zanim znajdą tą właściwą osobę.

Ps.

Na Facebooku mamy grupę HSP Chattorblog. Można się zapisać i poznać innych ludzi HSP, pogadać, wymienić się doświadczeniami, porozmawiać prywatnie, itd. Ale dlaczego istnieje w tej grupie taka dysproporcja między ilością kobiet i mężczyzn? Dlaczego, skoro czytając o wysokiej wrażliwości ciągle dowiaduję się że jest tyle samo wrażliwych kobiet i mężczyzn? Może ta dysproporcja w naszej grupie o czymś świadczy?

Co robić, kiedy pod wpływem stresu rozpadamy się na kawałki? (repost)

Zazwyczaj trzymam się tematycznie na tym blogu Biegnącej z Wilkami, ewentualnie psychologii Carla Gustava Junga, ale dzisiaj publikuję wywiad z psychoterapeutą na temat PTSD. Zaznaczam, że nie mam informacji na temat metody, której używa ten terapeuta, ale w wielu sprawach trafia w sedno, dlatego polecam do przeczytania.

—————————————

Jak sobie radzić z presją mówi David Berceli, psychoterapeuta.

Newsweek Psychologia: Czy każdy człowiek ma na swoim koncie wydarzenie traumatyczne?

David Berceli: Tak, tylko dla każdego są to inne zdarzenia. Dla jednych to przemoc w dzieciństwie, dla innych rozwód, wypadek, powódź, nawet poród.

Czym jest trauma?

– Gigantycznym stresem, na który nasz organizm potrafi zareagować tak, żeby przetrwać, bo jesteśmy na niego ewolucyjnie zaprogramowani. Trauma zmienia biochemię mózgu. Zwiększa się produkcja kortyzolu – hormonu stresu i adrenaliny – neuroprzekaźnika odpowiedzialnego za pobudzenie (wzrost ciśnienia, rozszerzenie źrenic, przyspieszenie bicia serca). Jednocześnie zmniejsza się produkcja serotoniny i wzmaga się agresja. Pojawia się też mechanizm dysocjacji, czyli odcięcia od emocji – również w celu przetrwania. To tak, jakby człowiek spotkał lwa i nie mógł uciec. Wiadomo, że dozna obrażeń, a jego organizm zareaguje, wydzielając opioidy, które znieczulą i ból poczuje dopiero po pewnym czasie.

Problem w tym, że przeżycie jest tak silne i reakcja naszego ciała tak mocna, że część ludzi nie wraca potem do normalnego funkcjonowania. Część mózgu odpowiedzialna za obróbkę tych informacji – czyli traumy – uznaje, że są zbyt ciężkie i je omija. W związku z tym złe wspomnienia krążą po ciele i wyświetlają się te, które bolą, gdy cokolwiek przypomni tamto zdarzenie – jakiś przedmiot, zapach, kolor. Generalnie jesteśmy w kawałkach, zamiast w całości. Odcięci od ciała, reagujący agresywnie. Męczy bezsenność, pojawiają się choroby – nawracające migreny, bóle kręgosłupa, poczucie, że nogi odmawiają posłuszeństwa, spada odporność organizmu. Bywa, że pojawia się depresja i ucieczki w używki, żeby choć przez chwilę nie czuć bólu.

Jak sobie z tym radzić?

– Z jednorazowym traumatycznym zdarzeniem, którego doświadcza dorosły, można uporać się szybko. Najgorsze są traumy długotrwałe, które miały miejsce w dzieciństwie. Rozprawienie się z nimi wymaga dłuższej pomocy psychologicznej, ponieważ po pierwsze, trzeba „odkodować” tamto zdarzenie, po drugie, nauczyć człowieka mechanizmów regulacji emocji. Chodzi o to, że potraumatyczny dorosły nie potrafi się ukoić w stresie, zaopiekować sobą, tylko prowadzi wyniszczający styl życia. W tych jednorazowych zdarzeniach traumatycznych szybko zadziała opracowana przeze mnie metoda – TRE (Trauma Releasing Exercises). Polega ona na aktywacji mechanizmu drżenia, w które wyposażyła nas natura. Mają go też inne ssaki. Nieszczęście ludzkie polega na tym, że zamiast pozwolić ciału się wytrząść, zaczynamy analizować i interpretować. I zamiast uwolnić traumę z ciała, zatrzymujemy ją. Metodą TRE można pracować z całą rodziną uchodźców i dużymi grupami ludzi np. po trzęsieniu ziemi czy tsunami. To nie jest analiza charakteru ani trwająca latami terapia. To naturalne leczenie ciała poprzez umożliwienie mu robienia tego, co i tak potrafi.

W jaki sposób drżenie uzdrawia ciało?

– Kiedy dźwigasz duży ciężar, twoje ciało drży – ten mechanizm informuje cię, że sobie nie poradzisz. Drżenie idzie do mięśni, które są najbardziej napięte, i zaczyna nimi potrząsać. Kiedy napięcia zostaną uwolnione, drżenie przesuwa się przez ciało bez wielkich ruchów. Problem polega na tym, że w ciele są traumy z całego życia. I ci, którym nie udaje się przetworzyć traumatycznego zdarzenia w dorosłym życiu, to ludzie, którzy mają w swoim ciele zbyt wiele innych traum.

W jakich miejscach najczęściej zapisuje się traumatyczne zdarzenie?

– W każdym, nawet w palcu, bo dłonie, usta, policzki też drżą. Wszystko nosi w sobie traumę, mówi nam, że ten mięsień brał udział w bardzo trudnym doświadczeniu.

Patrząc z boku na ludzi, którzy poddają się TRE, można odnieść wrażenie, jakby dopadł ich atak epilepsji. To może być niepokojące dla człowieka Zachodu, który lubi mieć ciało pod kontrolą. Pracował pan z ludźmi na całym świecie, jak kultura wpływa na myślenie o ciele?

– Różne kultury mają różne podejście do ciała, ale mechanizm drżenia jest ponadkulturowy, bo tak działa nasz organizm. Pracując w różnych miejscach świata, muszę liczyć się na kulturą miejscową. Z Arabkami siadam w pewnej odległości, daję im koc, żeby nakryły nogi. Muszą czuć się bezpieczne, dlatego mają możliwość otwartych kolan lub zamkniętych. Mogą też zaktywować mechanizm drżenia, nie kładąc się na podłodze z rozwartymi kolanami, ale opierając się o ścianę. Czasem od tego zaczynają, a potem, kiedy czują się bezpieczne, swobodnie drżą na podłodze. Podobnie pracuję z kobietami po przemocy seksualnej. Ale na przykład w Azji, gdzie joga jest popularna, otwieranie nóg jest powszechnym doświadczeniem i nie ma seksualnych konotacji – nie budzi niepokoju.

Czy kobiety mają inne problemy z ciałem niż mężczyźni?

– Są tylko dwie różnice – kobiety mają więcej traum związanych z przemocą seksualną i z porodem. Reszta jest identyczna. A na marginesie powiem, że TRE można wykorzystać przy porodzie. Każda kobieta po narodzinach dziecka drży w sposób naturalny. Niestety środki znieczulające blokują reakcje systemu nerwowego. Gdy matki dochodzą do siebie i następuje naturalne drżenie, lekarze podają leki, żeby ten proces zatrzymać. To wielka nieświadomość mechanizmów ciała.

A drżenie podczas orgazmu?

– To to samo. Niezależnie od tego, czy jest to pozytywne, czy negatywne uczucie, ciało drży, bo pobudzony jest system nerwowy. Bo czym jest orgazm? Skurczem, również podczas porodu.

Można mieć orgazm podczas porodu?

– Jak najbardziej! Dla ciała to bez różnicy, bo poród to skurcze, tylko kontekst inny. Orgazm jest bardzo naturalny dla ludzkiego ciała, tylko kultura zabrała mu tę naturalność, nadając piętno grzechu.

Pracując TRE, zobaczyłem, że ludzie Zachodu odczuwają wstyd, poruszając biodrami i ramionami, jakby nie mieli zgody na swoją seksualność, bali się własnej cielesności. Kobiety uznają to za zbyt prowokujące. Tymczasem kiedy patrzę na Brazylijczyków, widzę, że dla nich to naturalne. To jest również ta kulturowa różnica.

Mnóstwo kobiet nie ma orgazmu. Nawet go udają, żeby nie sprawić przykrości partnerowi.

– Pracowałem z wieloma kobietami mającymi problem z orgazmem albo z zajściem w ciążę. Nierzadko zachodziły już po trzech miesiącach drżenia. Spięte mięśnie miednicy zostały uwolnione.

Ludzie Zachodu są bardziej zamrożeni, odcięci od swoich ciał?

– Zdecydowanie tak. Ludzie z Ameryki Południowej, Afryki i Azji są o wiele bardziej swobodni. Kiedy mówię: „chodźmy na ćwiczenia”, są podekscytowani. Kiedy mówię to ludziom Zachodu, czują się zaniepokojeni, boją się utraty kontroli. Nie ufamy naszym ciałom, nie czujemy ich.

Dlaczego?

– Bo od dzieciństwa słyszymy: „nie rycz”, „nie złość się”, „nie pyskuj”. Nie przytulamy dzieci, gdy płaczą, tylko ignorujemy albo wpędzamy w poczucie winy. Nie jesteśmy nauczeni przeżywania emocji i odcinamy się od siebie. Uciekamy od bólu, złości, lęku. Mamy być tylko silni. Jesteśmy wychowywani przez opresyjny system. W naszej zachodniej kulturze wielu ludzi, którzy wciąż się uśmiechają i wyglądają na wyluzowanych, w środku jest bardzo napiętych. To ci po traumach dziecięcych, takich jak przemoc domowa.

Pracując z człowiekiem wie pan, jakie traumy przeżył i na jakim etapie życia się wydarzyły?

– Mechanizm drżenia przechodzi przez wszystkie części ciała. Patrzę, gdzie brakuje tej energii drżenia, to mi mówi, gdzie są blokady. Zastanawiam się, jak mogę wyprowadzić to przez mięśnie. Uwolnić. Dotykam ciała i po napięciu wiem, jak silna była ta trauma.

Pracował pan także z ofiarami Breivika po tragedii na wyspie Utøya. Czy rozpoczynając pracę z traumą tuż po zdarzeniu, chronimy człowieka przed jej konsekwencjami?

– Zdecydowanie tak, bo jeśli pozostaje w ciele długo, to tworzy się neurofizjologiczna sieć, w którą człowiek plącze się coraz bardziej. Za sprawą skurczy uwolni się szybko, no i ciało nie nauczy się z traumą funkcjonować. Wzorzec życia z tym obciążeniem nie zostanie utrwalony.

Dlaczego po trzęsieniu ziemi czy wypadku samochodowym, po wojnie, nawet po Holokauście jedni mają zespół stresu pourazowego (PTSD), a inni nie?

– Z większym problemem borykają się ci, którzy mają już na koncie inne traumy. Bez złej przeszłości leczysz tylko mały kawałek, razem z nią to już większa praca. Czasem zdrowego kawałka jest niewiele.

Chodzimy chorzy, choć tego nie widać?

– Wielu żołnierzy w Stanach Zjednoczonych mówiło mi, że woleliby stracić rękę, niż nosić w psychice te obciążenia powojenne, których nie widać. To też rany, blizny, kalectwo, tylko psychiczne. PTSD nie widać. Tylko rodzina wie, że z tym człowiekiem jest coś nie tak.

Żołnierze uważają się za silnych i nie sięgają po pomoc. Cierpią uwięzieni w micie bohaterstwa. Po powrocie z wojny bywają agresywni, wręcz przemocowi.

– Badania potwierdzają zależność między traumami wojennymi a przemocą domową. Przemoc domowa częściej występuje w rodzinach żołnierzy, którzy byli na wojnie. Chodzi o wspomniany kortyzol, adrenalinę, serotoninę. Jeden z żołnierzy powiedział mi: „To tak, jakbyś biegł z prędkością 1000 km na godzinę, a inni idą w tempie 30”. To samo dotyczy policjantów, strażaków, ratowników medycznych. Ofiar przemocy też.

Do zawodowej armii, a potem na wojnę idą często ludzie z historią przemocy w tle. Stają jakby po dobrej stronie mocy, to potrzeba odreagowania złego dzieciństwa.

– To prawda. Cały czas używają tych samych mechanizmów. Pozbywają się tej traumy, powtarzając ją. Jestem tego przykładem. Doświadczałem przemocy w dzieciństwie, straumatyzowany poszedłem do zawodowej armii. Mój tata alkoholik był nieobliczalny. Wojsko było sposobem na ucieczkę z rodzinnego domu. Kiedy wstąpiłem do wojska, nie miałem pojęcia, co ta trauma mi zrobiła. Pamiętam, jak mój dowódca darł się na mnie, a ja pomyślałem sobie, że i tak mnie nie uderzy, bo to nielegalne. Dotarło do mnie, że mogę czuć się bezpieczny, kiedy ktoś jest zły. Powoli, w bezpieczniejszych warunkach niż w domu wracałem do ciała, czyli zaczynałem coś czuć, mieć emocje, przestawałem się bać. Zacząłem proces zdrowienia.

Ile lat to panu zajęło?

– Cztery lata spędziłem w wojsku, potem byłem pracownikiem socjalnym. Około trzydziestki było już nieźle. Wielu żołnierzy podobnie jak ja pochodzi z rodzin o niskim statusie społecznym. Idąc na wojnę, wybierasz coś, co dobrze znasz, bo taki człowiek miał poligon w domu. Można taki wybór tłumaczyć patriotyzmem, ale prawda o bohaterach jest taka, że na wojnie czują się jak u siebie, bo znają przemoc. Wojna jest jak dom. Potem, kiedy się kończy i wracasz, twój system nerwowy jest rozwibrowany, nie radzisz sobie w spokoju i pokoju. Mili ludzie doprowadzają do szału. Taki człowiek szuka podobnego pobudzenia, jakby znowu chciał być na wojnie. Podobnie dzieje się z ludźmi po przemocy domowej, również z tymi wykorzystanymi seksualnie w dzieciństwie. Mają olbrzymią trudność z nawiązaniem zdrowej relacji. Znajdą sobie partnera, który źle ich potraktuje, bo to coś, co znają najlepiej.

Gdzie jest centrum człowieka?

– A to taki spór: serce czy głowa? Moim zdaniem nie ma centrum dowodzenia, bo jesteśmy całością. Podzieliliśmy nasze ciała na kawałki, komórki, tkanki, kości, a ono jest jednością.

Dziś większość ludzi Zachodu ma jeden problem: stres w pracy, wypalenie, mobbing. Wypłata to brak poczucia sensu życia. Co za tym stoi?

– TRE pomaga zmniejszyć stres związany z pracą, ale jeśli człowiek czuje, że życie nie ma sensu, to trzeba wrócić do przeszłości. Co się stało, że odciął się od ciała i niewiele już czuje? Nie czuje do tego stopnia, że żyć mu się nie chce? Struktury korporacyjne odzwierciedlają rodzinne patologie. I podobnie jak w przypadku żołnierzy można zadać sobie pytanie, co takiego się zdarzyło, że tkwisz w tym toksycznym układzie? Dlaczego dajesz sobą pomiatać? Dlaczego pozwalasz się poniżać i uważasz, że tak być musi? Znamy przecież już ten stres, tę toksyczność i pozwalamy sobie przeżyć go na nowo. Jeśli uda nam się z niego wyleczyć, zobaczymy, czym tak naprawdę był – trudnym, traumatycznym dzieciństwem. Dopiero mając tego świadomość, możemy stać się zdrowi.

Czy każdy może wyzwolić się z traumy?

– Tak, ale nie chodzi o to, by zapomnieć, bo to nie jest możliwe, ale by funkcjonować bez nieustannego cierpienia i potrzeby odtwarzania koszmaru. Nasze ciało jest w stanie się uzdrawiać, tak jest zaprogramowane, tylko trzeba mu pomoc. Uważam, że gdybyśmy mieli zdrowsze społeczeństwo, mniej opresyjny system edukacji, takie traumy jak wypadki czy kataklizmy można by leczyć szybko. Tymczasem leczenie polega na dokopywaniu się do dziecięcych traum. Bez bezpieczeństwa w dzieciństwie trudno o bezpieczne dorosłe życie. Największy ból na świecie to kochać kogoś i wiedzieć, że nie można mu pomóc, bo to on musi przejść swój Rubikon.

źródło: Newsweek Psychologia Extra

Podsumowanie roku 2015 na blogu

Dziękuję wszystkim, którzy tu zaglądają:)

The WordPress.com stats helper monkeys prepared a 2015 annual report for this blog.

Here’s an excerpt:

The concert hall at the Sydney Opera House holds 2,700 people. This blog was viewed about 28,000 times in 2015. If it were a concert at Sydney Opera House, it would take about 10 sold-out performances for that many people to see it.

Click here to see the complete report.

Dzień Przesilenia

Jesteśmy już po najdłuższej nocy w roku i od dzisiaj dnia zacznie przybywać. To dla mnie najbardziej magiczny i przepełniony symboliką czas w roku, dlatego  życzę z tej okazji wszystkiego najlepszego, oby spełniły się wasze marzenia i  nigdy nie zabrakło miejsca na nowe.

Przypominam też co pisałam na temat przesilenia zimowego w poprzednich latach:

https://biegnaczwilkami.wordpress.com/2013/12/22/nie-poprawiajmy-slonca/

i

https://biegnaczwilkami.wordpress.com/2012/12/21/czas-powrotu-slonca/

Bardzo serdecznie dziękuję wszystkim odwiedzającym, komentującym oraz lubiącym profil bloga na FB, zebrała się tam już taka ilość osób, o jakiej nigdy nie marzyłam.

Pozdrawiam serdecznie, do zobaczenia w Nowym Roku!

greetings

To Czego Się Boję Daje Siłę

Jedna z czytelniczek bloga podzieliła się swoimi przemyśleniami na temat książki, bardzo dziękuję i zamieszczam text poniżej.

Jeżeli ktoś chciałby napisać o swoich wrażeniach to serdecznie zapraszam.

Anna ‘Lawenda’ Solun

——————–

„To czego się boję daje siłę”
Moja podróż z „Biegnącą z wilkami” rozpoczęła się od przeczytania książki jednym tchem. Podczas drugiego czytania coraz częściej się zatrzymywałam. Były dni gdy cały czas towarzyszył mi jeden lub dwa cytaty. Były tygodnie gdy „biegnąca” karmiła mnie i podnosiła z kolan. Spośród tysiąca głosów i obrazów zaczęła wyjawiać się Ona. Zaprasza mnie do tańca chociaż nie znam kroków. Nie szkodzi, ona zna. Mówi zaufaj mi. Wprowadzam jej obecność do swego domu. I nagle uświadamiam sobie, że mój dom jest duplikatem mojej matki…. I nie ma w nim miejsca na jej obecność. Wciąż słyszę , że poczeka. Planuję i przeprowadzam remont mojego domu. Wyburzam ściany, maluję je na kolor nadziei. Lecz to nie wystarcza. Największe ściany to schematy w mej głowie. To wymaga dłuższego remontu. Dzika Kobieta podąża za mną, dodaje otuchy, wsparcia. Trudno się żyje bez takiego pomostu. Pieśń nad Pieśniami ponownie zaprasza mnie do intymności, Spotkania. Proszę o bliskość robieniem hałasu. Obrażam się, uciekam, prowokuję. Najbardziej zraniona część mnie nie umie i nie chce komunikować. Chroni siebie przez złość. Chce kontaktu, a jednocześnie obawia się go. Małe dzieci oddaliły mnie od wewnętrznych konfliktów. Teraz wróciły ze zdwojoną siłą. Niechciane uczucia są jak bezpańskie psy. Daleko im do pluszaków. Po co stwarzam życie, które jest moim udziałem? To kolejne pytanie, które budzi niepokój. Co właściwie moja duchowość mówi do mnie? Jak reaguje na moje zachowanie, na moją decyzję lub jej brak? Budzę się….” Jesteś tym, czym oddychasz”. Czym oddycham?” Archetypem zranionego wojownika”. Czym chcę oddychać? Życiem, tańcem, lasem, ogniem, muzyką, bliskością, nowym imieniem, słowami. Strach ma chronić przed krzywdą. Ponownie podpisuję się pod życiem, wpływem. Wierzę, że Dzika Kobieta dalej mnie poprowadzi w tej podróży. Uczę się interpretować swoje życie w sposób symboliczny dzięki Niej. Wracam do Źródeł. Co jest źródłem? Przekonania, ukryte wartości wpojone przez innych ludzi, oceny. Jeśli woda zatruta jest szkodliwymi pierwiastkami, wtedy studnia nie daje zdrowej wody. Jest źródłem problemów, chorób. Jeśli jest coś głębiej? Rio Abajo Rio. Jeśli jest źródło, które zasila studnię? To do niego dotrę z jej pomocą. Odetnę dopływ szkodliwych substancji. Zadbam o czystość wody. Potrzebna mi oczyszczalnia i dobre filtry. Potrzebny mi dostęp do silnego strumienia czystej wody, któremu bez przeszkód można zaufać, bez lęku….. Dziękuję La Loba , że mnie odnalazłaś, za Twój śpiew nad moimi kośćmi…

Wskrzeszona.

Nie Potrafimy Się Ze Sobą Obchodzić

Tym razem robię przerwę w przybliżaniu psychologii wg Carla Gustawa Junga, ponieważ od dawna leży mi na sercu pewna sprawa i chyba najwyższy czas dać jej wyraz na blogu.

Otóż praktycznie nie ma takiego dnia, by nie trafił tutaj ktoś szukając fraz ‘jak wyjść z PTSD’, ‘jak sobie radzić z traumą po wypadku/włamaniu/gwałcie’, etc.

Jest to smutne z trzech powodów.

Po pierwsze: dlatego, że ktoś musiał przeżyć traumatyczne doświadczenie.

Po drugie: dlatego, że skoro szuka w Internecie to znaczy, że nie ma zaprogramowanej kulturowo wiedzy jak sobie radzić ze zranieniem psychicznym tak jak ze zranieniem fizycznym (gdzie w naszych głowach mamy gotowy wzorzec postępowania czyli ‘obmyć i zabandażować/przykleić plaster’)

Po trzecie: dlatego, że skoro szuka w Internecie to najprawdopodobniej nie znajduje zrozumienia i akceptacji w otoczeniu. Nie musi przy tym wcale być samotnym, może mieć męża/żonę, dzieci, rodziców, rodzeństwo, wnuki i przyjaciół, a przy tym nadal czuć się wyalienowanym. Pamiętajmy słowa Junga: Samotność nie wynika z tego, że nie ma przy Tobie ludzi, ale z tego, że nie jesteś w stanie zakomunikować rzeczy, które są dla Ciebie istotne.

Tak jak zawsze powtarzam nie jestem psychologiem z wykształcenia ani żadnym guru, nie chcę nikogo oceniać ani mówić jak żyć, ale mam swoje spostrzeżenia co do tego, dlaczego tak właśnie się dzieje i pozwolę sobie się nimi podzielić.

Otóż nie potrafimy się ze sobą obchodzić.

Ani z własnym wnętrzem, ani – tym bardziej – z innymi osobami.

Wszystko wydaje się być dobrze dopóki funkcjonujemy tylko w codzienności i działamy z poziomu ego oraz masek, jakie nakładamy na zewnątrz, wtedy możemy spokojnie udawać zadowolonych z życia nawet jeżeli w środku czujemy się sfrustrowani, niedocenieni i przygnębieni. Nieraz już pisałam w tym miejscu o ego, jeżeli ktoś jest zainteresowany szerszym podejściem do tematu to proponuję kliknąć tag ‘ego’ w kolumnie po lewej stronie. Tutaj chciałabym się ograniczyć tylko do tego, że ta części naszej psychiki, jaką jest ego zawsze będzie dążyć, żeby zaprezentować się z jak najlepszej strony, a najchętniej nawet jeszcze lepiej od innych, będzie widzieć tylko natychmiastowe korzyści i dążyć do tego, żeby cenzurować wewnątrz i na zewnątrz uczucia, które takiemu stanowi rzeczy zagrażają. Ego nie lubi naturalności, autentyczności, wrażliwości, empatii i tolerancji, bo zagrażają one jego podstawowym celom czyli poczuciu samozadowolenia i sprawianiu odpowiedniego wrażenia. Zazwyczaj mamy te delikatne, wrażliwe cechy w naszej naturze od początku istnienia, ale na skutek doświadczeń w rodzinie, społeczeństwie i kulturze, chowamy je głęboko do wewnątrz i pozwalamy, by rządziło nami ego.

Czyli, przekładając to na nasz konkretny przykład osoby dotkniętej PTSD, jeżeli ktoś mówi drugiej osobie, że czuje się źle, jest bezsilny i smutny, to daje sygnał jej psychice, że takie uczucia istnieją i w ten sposób przypomina, że ona sama  też może ich doświadczyć. A jeżeli osoba taka funkcjonuje głównie na poziomie ego, to najprawdopodobniej sięgnie do środków obrony psychicznej, z których najczęstszymi są zaprzeczanie odczuciom pierwszej osoby albo wywoływanie u niej poczucia winy. Oczywiście, obydwie te techniki są domeną ego.

Na czym polega największy problem, jaki dostrzegam dookoła? Otóż ludzie zbyt często działają z poziomu ego, a sprzyja temu również współczesna kultura, która generalnie poprzez media, “mądre” głowy w telewizji czy nawet memy w serwisach społecznościowych komunikuje: bądź szczęśliwy, chwytaj dzień, ciesz się każdym momentem życia, uśmiechaj się, bądź wdzięczny za każdą sekundę życia, nawet jeżeli obudzisz się rano w złym humorze to ciesz się tym, że żyjesz etc.

Otóż to jest tischnerowska gówno prawda!

Jesteśmy robieni w balona i masowo manipulowani przez ego. Tak, jeżeli faktycznie czujesz się szczęśliwym, to dawaj temu upust, to bardzo dobre i naturalne. Jeżeli jednak czujesz się przygnębionym, złym i smutnym, to nie udawaj, że wszystko jest dobrze tylko pozwól sobie przeżywać te emocje. Nie cenzuruj swoich uczuć.

Masz prawo tak się czuć.

Życie nie polega jedynie na szczęściu, radości, sukcesie i wdzięczności, życie to często strach, ból, frustracje i cierpienie, niezależnie od tego jak bardzo współczesna kultura próbuje je wykorzenić z naszej świadomości. To, że pozwolisz sobie nie przyklejać wymuszonego uśmiechu, gdy czujesz się źle, nie oznacza, że jesteś nieudacznikiem, oznacza tylko tyle, że jesteś w kontakcie ze swoimi emocjami i nie cenzurujesz ich. Nie chodzi o to, żeby być zawsze szczęśliwym i zadowolonym, chodzi o to, by być całością jako człowiek.

Bo, wracając do tego od czego wyszłam w tych rozważaniach, jeżeli uznajesz te uczucia we własnym wnętrzu, to uznasz je także u innej osoby. Twoje ego nie będzie już na tyle dominujące, by strofować i pouczać. Druga osoba łatwiej odnajdzie się w twoim towarzystwie, może nawet dojdzie do tego momentu, gdy poczuje się na tyle bezpiecznie, że ośmieli się zwierzyć właśnie tobie z trudnych, skomplikowanych i bolesnych przeżyć.

Nie bój się wtedy, nie pozwalaj tylko ego rządzić twoimi krokami, a na pewno cię to nie przerośnie.

Nie musisz rozumieć.

Nie musisz dokładnie wiedzieć na czym polega problem.

Nie musisz mieć fachowej wiedzy.

Nie musisz dawać rad.

Wystarczy, że zrobisz herbaty i usiądziesz z pokaleczoną psychicznie osobą.

Wystarczy, że posłuchasz.

Albo pomilczysz.

Wystarczy, że nie będziesz wątpić.

Wystarczy, że przytulisz.

Wystarczy, że wyjdziesz poza granice ego i otworzysz się na wrażliwość.

To już będzie bardzo dużo.

Ty też poczujesz się przy tym lepiej, bo jakaś delikatna i wrażliwa, ale zazwyczaj stłamszona część ciebie, której może na co dzień nie dajesz dojść do głosu, zostanie usłyszana i uznana.

Możliwe, że zauważysz podobne reakcje do tych, które widziałeś/-aś już u kogoś w otoczeniu, a dotychczas nie rozumiałeś/-aś. Dzięki temu, kto zdobył się na odwagę by ci się zwierzyć, będziesz w stanie zrozumieć ich powody.

Możliwe nawet, że zauważysz je u kogoś, kogo nie znosisz i uważasz za wroga. I wiesz co? Całkiem możliwe, że znielubisz tą osobę trochę mniej… Oj, ego bardzo tego nie lubi, przecież musi mieć rzeczy podane prosto na tacy: ja to samo dobro – przeciwnik to samo zło, zero – jeden, czarne – białe. Wpływ  ego na twoje działanie osłabnie jeżeli spojrzysz z innej perspektywy i więcej zrozumiesz, dlatego broni się przed tym gwałtownie i nakazuje ci oceniać czy uważać, że to ty na pewno masz rację.

Tak jak już napisałam, nie chcę nikogo pouczać ani radzić jak żyć, ale naprawdę, naprawdę mam już dosyć życia wśród ludzi, którzy chowają się za maskami, cenzurują swoje uczucia i projektują swoje nieprzerobione Cienie na innych ludzi. Jestem cierpliwa, ale ile można to wytrzymywać? Podstawową zasadą psychiczną w relacjach międzyludzkich powinny być zrozumienie, nie ocenianie i nie krytykowanie, o ile zachowanie drugiej osoby nie rani innych. Krytykujesz mnie, strofujesz i pouczasz, chociaż nie rozumiesz mnie, nie znasz i nie chcesz poznać moich motywacji? To ja nie chcę z tobą przebywać, niezależnie od tego czy należysz do grona mojej rodziny, współpracowników czy znajomych. I koniec. Krótka piłka. Nie będziesz wyładowywał na mnie swoich własnych problemów. Zdecydowanie powinniśmy stosować takie same zasady dla higieny psychicznej jak fizycznej. Podałbyś/podałabyś rękę komuś kto wyciąga do ciebie ubłoconą dłoń?

Dla tych, którzy tego potrzebują linkuję jeszcze raz rady dr Estes co do PTSD, jakie przetłumaczyłam.

A dla lepszego zrozumienia tematu obchodzenia się z sobą i z innymi podaję kilka linków:

http://pastuh.blog.pl/2015/09/26/sens-cierpienia-szansa-dla-neurotykow/

http://psychologiazdrowia.pl/czego-nie-mowic-osobie-chorujacej-na-depresje/

https://kerimfilo.wordpress.com/2015/09/27/o-pozytkach-z-depresji/

http://zwierciadlo.pl/2015/psychologia/empatia-pomaga-zjednac-sobie-ludzi-%E2%80%93-5-porad

http://zwierciadlo.pl/psychologia/rozwoj/jak-nauczyc-sie-sluchac

http://kobieta.wp.pl/kat,49400,title,5-mitow-na-temat-pozytywnego-myslenia,wid,17779347,wiadomosc.html?ticaid=115ac2

A na koniec:

Jestem jak najdalej od polityki, ale postanowiłam zalinkować dwa artykuły na wypadek, gdyby ktokolwiek z czytających wątpił, że to jak traktuje inne osoby nie ma większego i szerszego wpływu na innych:

http://natemat.pl/156037,to-uksztaltowalo-jaroslawa-kaczynskiego-jakim-znamy-go-dzisiaj-5-cytatow-z-nowej-biografii-prezesa-pis?fb

http://natemat.pl/155981,ojciec-nie-akceptowal-jaroslawa-kaczynskiego-dlaczego-bo-prezes-ma-charakter-po-nim-czesto-sie-spierali

I to tyle, jedyne co mogę dodać na koniec jest zdumiewające w swojej prostocie, ale szalenie trudne do wykonania w życiu codziennym. Jednak mimo wszystko chciałabym o to zaapelować:

Odważ się być autentycznym.

Bycie ze sobą szczerym to ciężki kawałek chleba.

Potrzeba wiele siły, żeby być silnym, ale jeszcze więcej, żeby być wrażliwym.

Pozdrawiam wszystkich czytających

Anna ‘Lawenda’ Solun