Odcinek 13: Bezręka Dziewczyna. O wytrwałości, umiejętności rozróżniania i wierności sobie

biegnaca z wilkami bezreka dziewczyna

Bezręka Dziewczyna

Pewnego razu, parę dni temu, człowiek, który mieszka przy końcu drogi, miał wielki młyn i mełł ziarna na mąkę dla wszystkich wieśniaków. Ale w końcu przyszła na niego bieda i nic mu nie zostało oprócz wielkiego młyńskiego kamienia w starej szopie i rozłożystej, kwitnącej jabłoni, która za nią rosła.

Pewnego dnia, kiedy z siekierą o srebrzystym ostrzu szedł do lasu, by narąbać drewna, zza drzewa wyłonił się nieznajomy, który rzekł:

– Nie musisz się już trudzić rąbaniem drewna. Obsypię cię wszelkim bogactwem, jeśli dasz mi to, co stoi za twoim młynem.

Przecież za młynem jest tylko kwitnąca jabłoń — pomyślał młynarz i zgodził się dobić targu.

– Za trzy lata przyjdę zabrać, co do mnie należy — zarechotał niemiłym śmiechem nieznajomy i kulejącym krokiem odszedł, znikając w gąszczu drzew.

Wracając do domu, młynarz spotkał na drodze swą żonę. Biegła od strony domu w powiewającym fartuchu, z rozrzuconymi włosami.

—        Mężu, mężu, coś się dzieje w naszym domu, nowy zegar na ścianie, nasze liche drewniane krzesła zmieniły się w fotele wyściełane aksamitem, półki w spiżarni uginają się od przysmaków, a skrzynie i pudła pełne są wszelakiego dobra. Jak to się mogło stać?

A kiedy to mówiła, na jej palcach pojawiły się złote pierścienie, a we włosach drogocenny diadem.

Ach —rzekł młynarz, patrząc z niedowierzaniem, jak jego stary kubrak zmienia się w oczach w atłasy, a drewniane chodaki o zdartych obcasach w piękne nowe buty.

To ten dziwny nieznajomy — wysapał. — Spotkałem dziś w le­sie niezwykłego człowieka w czarnym surducie. Obiecał mi wielkie bogactwa, jeśli dam mu to, co mam za młynem. Żono moja, przecież możemy zasadzić sobie nową jabłoń.

-— O, nieszczęsny — zapłakała kobieta i spojrzała tak, jakby jej zadano śmiertelny cios. — Człowiek w czarnym surducie to sam Diabeł, a za młynem, oprócz jabłoni, jest teraz nasza córka i miotłą z witek zamiata podwórze.

Pobiegli więc rodzice do domu, lejąc gorzkie łzy na nowe piękne stroje. Ich córka przez następne trzy lata nie wyszła za mąż; a charakter miała słodki jak pierwsze letnie jabłka. W dniu, kiedy Diabeł po nią przyszedł, wykąpała się, założyła czystą białą suknię, a wyrysowawszy kredą krąg, stanęła pośrodku niego. Kiedy Diabeł wyciągnął ręce, by ją pochwycić, niewidzialna siła odepchnęła go przez całe podwórze. Diabeł krzyknął

— Nie wolno jej się kąpać, aż po nią nie wrócę!

Rodzice i córka poczuli wielką trwogę. Dziewczyna nie myła się przez kilka tygodni, aż włosy jej zmatowiały, za paznokciami widniały czarne półksiężyce, skóra poszarzała, a ubranie było ciemne i sztywne od brudu.

Z każdym dniem coraz bardziej przypominała dziką bestię, aż w końcu Diabeł znów się pojawił. Dziewczyna płakała i płakała. Łzy kapały na palce i ramiona, płynęły strumieniem tak, że jej brudne ręce znów stały się czyste i białe. Diabeł się rozgniewał.

— Odrąbać jej ręce, bo inaczej nie mogę się do niej zbliżyć.

Ojciec był wstrząśnięty i przerażony.

—Żądasz, żebym odrąbał ręce własnemu dziecku?

Diabeł zagrzmiał:

— Jeśli tego nie zrobisz, wszystko zginie, wszyst­ko umrze, ty i twoja żona, i pola jak okiem sięgnąć.

Ojciec ze strachu usłuchał i błagając córkę o przebaczenie, zaczął ostrzyć siekierę o srebrnym ostrzu. Córka poddała się jego woli, mówiąc:

— Jestem twoim dzieckiem, rób to, co musisz zrobić.

Odrąbał jej ręce i nie wiadomo, kto bardziej rozpaczał i głośniej wył w udręce, córka czy ojciec. Tak się skończyło życie dziewczyny, jakie dotychczas znała.

Kiedy Diabeł znów po nią przyszedł, dziewczyna dalej płakała; płakała tak mocno, że kikuty pozostałe po jej dłoniach znów były czyste i diabeł jeszcze raz przeleciał przez podwórze, odepchnięty nieznaną siłą. Przeklinając tak siarczyście, że w lesie zapalały się drzewa, zniknął na zawsze, bo stracił już do niej wszelkie prawa.

Po tym wydarzeniu ojciec i matka postarzeli się jakby o sto lat. Ale jako prości ludzie chcieli żyć dalej, najlepiej jak mogli. Stary ojciec chciał zatrzymać córkę w nowym pięknym zamku, pośród wszelkich bogactw, ale ona rzekła, że teraz bardziej jej przystoi zostać żebraczką i żyć z łaski dobrych ludzi. Owinęła kikuty czystymi bandażami i o świcie zostawiła za sobą swoje dotychczasowe życie.

Długo szła przed siebie. W południowym słońcu ociekała potem. Wiatr rozwiewał jej włosy, aż wyglądały jak gniazdo bocianie, splątane i skołtunione. W środku nocy doszła do królewskiego sadu. Promienie księżyca padały na owoce wiszące na drzewach.

Nie mogła jednak tam wejść, bo sad otoczony był fosą. Upadła na kolana, tak była osłabiona głodem. Wtedy pojawił się przed nią duch w bieli, zamknął śluzę i opróżnił fosę z wody.

Dziewczyna weszła między grusze i w niewiadomy sposób wyczuła, że wszystkie gruszki na drzewach są policzone i dobrze pilnowane. Ale jedna z gałęzi pochyliła się nisko, cicho skrzypiąc, tak że dziewczyna mogła dosięgnąć owocu. Przyłożyła wargi do jego złocistej skórki i stojąc w księżycowej poświacie, posilała się z rękami w bandażach, z rozczochranymi włosami — wyglądała jak zjawa.

Widział to wszystko ogrodnik, ale poznał się na czarach ducha, który był z dziewczyną, i nie śmiał im przeszkadzać. Kiedy dziewczyna skończyła jeść, wyszła z ogrodu przez fosę i schroniwszy się w lesie, zasnęła.

Nazajutrz król przybył, by policzyć gruszki. Poznał, że jednej brakowało, i choć szukał wszędzie, nie wypatrzył jej. Ogrodnik opowiedział mu wszystko, co zdarzyło się nocą.

Król postanowił, że tej nocy sam będzie pilnował sadu. Po zmroku przyszedł tam z ogrodnikiem i magiem, który umiał rozmawiać z ducha­mi. Cała trójka usiadła pod drzewem i patrzyła. O północy ujrzeli dziewczynę, która jak zjawa przemknęła przez las, w brudnych łachmanach, z rozczochranymi włosami, z podrapaną twarzą, bez rąk. Towa­rzyszył jej duch w bieli.

Tak jak poprzedniej nocy, weszła do sadu. I znowu drzewo nachyliło gałąź, żeby mogła dosięgnąć owocu ustami.

Mag podszedł bliżej, ale nie za blisko, i zapytał:

— Powiedz, czy jesteś z tego świata czy nie z tego świata?

A dziewczyna odrzekła:

— Kiedyś należałam do świata, ale nie jestem z tego świata.

Król zapytał maga:

— Czy to istota ludzka, czy zjawa?

Czarownik odparł, że dziewczyna jest jednym i drugim. Serce króla zabiło mocniej, podbiegł do niej i rzekł:

— Nie opuszczę cię. Od tej pory będę się tobą opiekował.

W swoim zamku kazał dla niej zrobić parę srebrnych dłoni, które przymocowano jej do rąk. I tak się stało, że król wkrótce poślubił bezręką dziewczynę.

Po jakimś czasie król musiał się udać na wojnę do odległych krain i prosił swą matkę, by dobrze dbała o młodą królową, bo kochał ją całym sercem.

— Jeśli urodzi dziecko, to przyślij niezwłocznie posłańca z wieścią.

Młoda królowa urodziła śliczne maleństwo, a królowa matka wysłała tę dobrą nowinę królowi. Ale po drodze do króla posłaniec poczuł znużenie, a kiedy znalazł się nad rzeką, zaczęła go ogarniać coraz większa senność i wreszcie położył się na brzegu i usnął. Wtedy zza drzew wyszedł Diabeł, odebrał mu list i podłożył inny, który obwiesz­czał, że młoda królowa powiła pół dziecko, pół psa.

Zgroza ogarnęła króla na tę wieść, ale odpisał matce, by w tych ciężkich chwilach dbała o młodą królową i otaczała ją miłością. Kiedy chłopak niosący wiadomość dotarł nad rzekę, znów poczuł nieprzezwy­ciężoną senność i wkrótce zasnął nad wodą. Znów Diabeł wyrósł jak spod ziemi i znów zamienił listy. Tym razem napisał: „Zabić i dziecko, i królową”.

Stara matka przeraziła się rozkazu syna i jeszcze raz wysłała posłań­ca, by król rozkaz potwierdził. Posłaniec biegał tam i z powrotem, ale za każdym razem zapadał w sen nad rzeką, a diabeł podkładał mu coraz to straszniejsze listy. Ostatni z nich nakazywał: „Zatrzymaj język i oczy królowej na dowód, że nie żyje”.

Stara matka nie mogła jednak zabić młodej niewinnej królowej. Kazała więc poświęcić łanię, wyjęła jej oczy i język, po czym je ukryła. Później pomogła młodej matce przywiązać dziecko przy piersi i zarzu­cając na jej twarz zasłonę, kazała uciekać, by ratować życie. Obie kobiety płakały rzęsiście i ucałowały się na pożegnanie.

Młoda królowa tułała się po świecie, aż doszła do największego, najdzikszego lasu, jaki w życiu widziała. Brnęła przez tę puszczę, daremnie próbując znaleźć jakąś ścieżkę. Tuż przed zachodem słońca pojawił się przy niej duch w bieli, ten sam co niegdyś, i poprowadził ją do ubogiej gospody prowadzonej przez dobrych ludzi z lasu. Tam dziewczyna w białej sukni zabrała ją do wnętrza, nazywając po imieniu. Dziecko ułożono do snu.

– Skąd wiesz, że jestem królową? — spytała bezręka dziewczyna.

My, mieszkańcy lasu, wiemy takie rzeczy, moja pani. A teraz proszę odpocząć.

Królowa została tam przez siedem lat i żyła szczęśliwie, wychowując swe dziecko. Jej ręce zaczęły odrastać; najpierw pojawiły się małe, różowe jak perełki niemowlęce rączki, potem ręce małej dziewczynki, wreszcie ręce dojrzałej kobiety.

Tymczasem król wrócił z wojny, a stara matka powitała go z płaczem.

—        Czemuś mi kazał zabić te dwie niewinne istoty? — I pokazała mu oczy i język.

Słysząc tę straszną nowinę, król zadrżał i zapłakał niepocieszony. Matka, ujrzawszy jego żal, powiedziała mu prawdę, że oczy i język należą do łani, a królowa z dzieckiem wyruszyła do puszczy.

Król przysiągł, że nic do ust nie weźmie i pójdzie nawet na kraj świata, byle ich odnaleźć. Szukał przez siedem lat. Jego ręce poczernia­ły, broda pachniała mchem, oczy nabiegły krwią. W tym czasie nic nie jadł i nie pił, ale przy życiu trzymała go moc silniejsza od niego.

Wreszcie przybył do gospody leśnych ludzi. Kobieta w bieli zapro­siła go do środka i tam spoczął wreszcie, wyczerpany. Wtedy gospodyni zasłoniła mu twarz zasłoną i zasnął. Kiedy oddychał we śnie, zasłona falowała i w końcu zsunęła mu się z twarzy. Przebudził się, by zobaczyć nad sobą przyglądającą mu się piękną kobietę i urocze dziecko.

— Jestem twą żoną, a to twoje dziecko.

Król chciał uwierzyć, ale widział, że kobieta ma zdrowe ręce.

— W trudach i radościach życia ręce mi odrosły — powiedziała. A kobieta w bieli przyniosła srebrne dłonie ze skrzyni, gdzie je złożono. Król podniósł się, objął królową i dziecko i w lesie zapanowała wielka radość.

Wszyscy obecni urządzili świetną ucztę. Potem król, królowa i dziecko wrócili do starej królowej matki, wyprawili drugie wesele i mieli więcej dzieci, które opowiedziały tę historie swoim dzieciom, które przekazały ją jeszcze dalej, tak jak ja ci ją opowiadam.

————————————————-

Dr E opowiada tę historię niemal na końcu książki, sugerując, że zawiera się w niej cały cykl życia kobiety, ale dla mnie osobiście Bezręka Dziewczyna stanowi zwieńczenie tryptyku, jaki tworzy wraz z historiami Sedny i Kobiety – Szkieletu (dlatego zachęcam do zapoznania się z nimi, przekaz robi się wtedy wyjątkowo jasny). Dr E w analizie używa wielu odniesień do symboliki i dawnych wierzeń, ale ja patrzę akurat na tę opowieść trochę inaczej, na bardzo praktycznym poziomie kontaktów międzyludzkich. Ponadto jest dla mnie przykładem tego, że dawne mity i legendy tak naprawdę opowiadają o zupełnie współczesnych problemach, używają do tego jedynie ładniejszych wyrażeń czy metafor. Baśń ta wprowadza nas w świat leżący dużo głębiej niż korzenie drzew. Z tej perspektywy widzimy, że Bezręka Dziewczyna zawiera materiał obejmujący pełny proces życia kobiety. Porusza temat prawie wszystkich najważniejszych podróży kobiecej psychiki. W odróżnieniu od innych omawianych w tej książce baśni, które zajmują się określonym zadaniem, wyzwaniem czy zdobywaniem konkretnej wiedzy w cią­gu kilku dni lub tygodni, Bezręka Dziewczyna obejmuje okres wielu lat —   wędrówkę całego życia. Kluczami w tej baśni są wytrwałość, umiejętność rozróżniania  i wierność sobie, a nagrodą trwały sojusz elementu męskiego i kobiecego w psychice.

FAZA PIERWSZA: PAKT Z DIABŁEM

Myślę, że motywu paktu z diabłem nie trzeba specjalnie przybliżać, w końcu od dziecka karmieni byliśmy opowieściami o Mistrzu Twardowskim, który za wszelką cenę usiłował się wymigać od zawartej nieopatrznie umowy. Na gruncie realnym, tak jak o tym pisałam w analizie baśni o Czerwonych Trzewiczkach, chodzi najczęściej o pójście na skróty, chęć łatwego zdobycia tego, za co normalnie trzeba zapłacić o wiele drożej. W baśni o Bezrękiej Dziewczynie ten błąd popełnia Ojciec, archetypowy władca integralności psychiki, który w pozytywnej wersji broni głębszych i delikatniejszych jej warstw przed wewnętrznymi oraz zewnętrznymi drapieżnikami (tak jak ma to miejsce w historii o Manawee). Niestety, Ojciec naszej bohaterki nie dorósł do tej roli. Nie ma rozeznania, jakie powinien już mieć na tym etapie, daje się z łatwością nabrać drapieżcy pojawiającemu się tu tak jak w wielu baśniach w postaci Diabła. Ta bardziej świadoma część naszej psychiki wie, że aby osiągnąć coś ważnego i znaczącego, trzeba się zawsze natrudzić (motyw rąbania drewna), ale ta mniej świadoma, leniwa i idąca na łatwiznę część nas proponuje szybsze i łatwiejsze rozwiązania (motyw diabła). Ojciec w pozytywnej, potrafiącej dokonać rozróżnienia roli, wysłałby Diabła do diabła grin i dalej rąbał drewno, ale tak się nie dzieje. Ten, który powinien nas chronić, daje się skusić. Jeśli porzucimy rąbanie drewna, to psychiczne dłonie zostaną za to odrąbane… bo bez pracy psychicznej psychiczne ręce zanikają. Ale chęć wykorzystania nadarzającej się okazji i porzucenia ciężkiej pracy jest ludzka i tak powszechna, że trudno spotkać żywą osobę, która nie poszłaby na taką ugodę. Jest to wybór tak nagminny, że długo by trzeba wymieniać przykłady kobiet (i mężczyzn), które z ochotą zapłacą utratą rąk za życie wolne od wysiłku, od rąbania drew.

Jeżeli w sklepie zobaczysz coś bardzo ekskluzywnego w bardzo niskiej cenie to a) z radością to kupujesz lub b) od razu nabierasz podejrzeń, że coś tu nie jest w porządku. Ojciec bohaterki wybiera opcję „a”. Co mnie, szczerze powiedziawszy, wcale nie dziwi, bo zbyt wiele takich historii dzieje się nie w baśniach, a w jak najbardziej realnej rzeczywistości. Szczerze powiedziawszy, ogół tych bardziej zaawansowanych wiekowo ludzi z jakimi osobiście mam do czynienia, nie jest ani specjalnie bystry ani rozgarnięty. Zbyt często dorośli są nimi tylko metrykalnie, podczas gdy wewnątrz skrywają niekochane, nieodpowiednio pokierowane dziecko, co często prowadzi do sytuacji, gdzie okaleczone dziecko okalecza potem własne dziecko. I zazwyczaj nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, unika przyznania się do winy i odpowiedzialności jak tylko może. W końcu co to za problem mieć dziecko? Przecież dzieci się po prostu ma, no nie? Jak by to było nie mieć dzieci? Przecież nie ma rodziców idealnych (co, owszem, jest faktem, ale zazwyczaj wykorzystuje się to jako wymówkę aby się nie starać). Aby wykonywać zawód trzeba mieć dyplom. Aby prowadzić samochód trzeba mieć prawo jazdy. A żeby mieć dziecko trzeba jedynie osiągnąć dojrzałość płciową. Każdy emocjonalny ślepiec może sprowadzić na świat nowe życie i zazwyczaj właśnie tak robi, wydając je potem na pożarcie drapieżcom. Baśń zaczyna się więc od nieumyślnej, ale bolesnej zdrady, której doświadcza młoda kobieta, wcielenie niewinności. Można powiedzieć, że ojciec, reprezentujący funkcję psychiczną, która ma prowadzić ją po zewnętrznym świecie, w gruncie rzeczy sam niewiele wie o wspólnym funkcjonowaniu świata wewnętrznego i zewnętrznego. Kiedy ojcowska funkcja w psychice ponosi klęskę i nie potrafi zrozumieć spraw duszy, łatwo ulegamy zdradliwym podszeptom. Ojciec nie rozumie podstawowej prawdy rządzącej światem duszy i światem materialnym — to jest tego, że nic nie jest takie, jakie się wydaje na pierwszy rzut oka. Dr E koncentruje się na psychice, ale w świecie realnym nadal zbyt wiele jest rodziców, którzy zawierają pakt z diabłem. Nadal zbyt wiele dzieci wywodzi się z rodzin, gdzie panował problem z nałogiem, przemoc fizyczna, emocjonalna, werbalna i sexualna, zaniedbanie. Dziecko nie jest winne, że zostało boleśnie skrzywdzone, ale to ono będzie ponosić tego konsekwencje.

Nie na darmo dziewczyna znajduje się przy jabłoni, to drzewo młodości, mądrości oraz nieśmiertelności, związane i z Edenem, i Avalonem, i z Hesperydami, i z Idunn, a zerwanie jabłka ze świętego drzewa przynosiło zawsze poważne konsekwencje, ponieważ owoc symbolizuje wiedzę. Trzeba dorosnąć do tego aby być w stanie tę mądrość skonsumować, podobnie jak jabłek nie ma sensu zrywać zbyt wcześnie, bo są jeszcze kwaśne. Drzewo symbolizuje bujność i bogactwo dzikości i wolnej natury kobiecej psychiki; jednak psychika nie zdaje sobie sprawy z ich wartości. Kwitnąca jabłoń oznacza żywy intelekt i duże siły twórcze pracujące wspólnie i stanowiące o bogatym życiu wewnętrznym. Jeżeli ktoś chce kobietę tego pozbawić tak jak ojciec bohaterki mówiący jej matce: Możemy zasadzić nowe drzewo, to oznacza że nie ma pojęcia o wewnętrznym świecie i nie powinien być do niego wpuszczany. A znowu tłumacząc to na język realiów: dziecko jest nieświadome i chłonne, to co usłyszy i podpatrzy od rodziców traktuje jako normę. Jeżeli rodzic mówi mu, że jest do niczego, to jego podświadomość zakoduje właśnie taki wzór myślenia o sobie. Możecie mu potem jako dorosłemu mówić godzinami, że jest mądre, zdolne i inteligentne, ale podświadomość będzie nadal twierdziła, że jest do niczego, bo ona sama w przeciwieństwie do świadomości nie analizuje, ona tylko rejestruje. A jeżeli widzi rodzica pijanego, wrzeszczącego, wyzywającego, żądającego posłuszeństwa, nie okazującego miłości, nie chwalącego, nie szanującego, żądającego określonych zachowań aby dziecko udowodniło że go kocha etc., to Diabeł ma otwartą drogę i pole do działania.

Młodość przedstawia to co nowe, świeże, piękne, nieskażone i spontaniczne, jest zatem łakomym kąskiem dla wszelkiego rodzaju drapieżców, którzy nie mając w sobie ciepła, życzliwości i miłości, żywią się nimi napadając innych. Niekorzystna transakcja z diabłem nie jest charakterystyczna wyłącznie dla psychiki młodych kobiet; może się zdarzyć w każdym wieku u tych, które nie przeszły inicjacji albo utknęły w połowie drogi. Warto przyjrzeć się temu, jakie jest tło wydarzeń: młynarz wpada w biedę, nie ma zboża aby przerobić go na mąkę, z której piecze się chleb. Jeżeli brakuje nam czegoś co daje nam pasję, radość i satysfakcję, jeżeli nie używamy swojej intuicji i umysłu, jeżeli nie wcielamy pomysłów w życie, to popadamy w marazm, otępienie i nudę, a przez to wystawiamy się prosto w ręce drapieżcy. Nie da się przeżyć życia służąc wszystkim dookoła tylko nie sobie. Przypomina mi się rozkład kart bogiń, który robiłam dla znajomej, na pozycji tego jak działa świadomość pokazała mi się Kuan Yin, bogini współczucia, miłosierdzia i opieki podczas gdy na pozycji podświadomości pojawiła się Baba Jaga. Dziewczyna pokazywała dookoła uśmiechniętą twarz, wyrozumiałe spojrzenie i słodki uśmiech, ale wewnątrz miotała się i aż zgrzytała zębami ze złości i frustracji, bo nie otrzymywała tego samego od otoczenia. Tak już jakoś jest, że im bardziej chcemy pomagać i spełniać marzenia innych, tym bardziej otoczenie zakłada, że my same nie potrzebujemy pomocy i spełniania własnych marzeń. Prześladowca w naszej psychice będzie oferował nam akceptację otoczenia jako złoto w zamian za porzucenie instynktu, który każe stawiać granice. Nasz pakt z diabłem może jak najbardziej polegać na tym, że nikomu nie odmawiamy aby być przez wszystkich kochaną. To ważne i konieczne dawać z siebie to co najlepsze innym, ale nie masz obowiązku być matką Teresą z Kalkuty. Kiedy kobieta traci instynkt podpowiadający, kiedy należy powiedzieć „tak”, a kiedy „nie”, gdy wyrzeka się intuicji, głosu przeczucia, wnikliwości, spostrzegawczości i innych cech danych przez naturę, wówczas znajduje się w typowej sytuacji, kiedy po obiecanym złocie zostaje tylko żal. Niektóre kobiety poświęcają swą sztukę dla grotesko­wych małżeństw dla pieniędzy; inne porzucają największe życiowe marzenia, żeby zostać „przykładną” żoną, córką, dziewczyną, albo rezygnują z prawdziwego powołania, żeby wieść życie, które — jak mają nadzieję — będzie bardziej akceptowane przez otoczenie, da większe spełnienie i, co najważniejsze, będzie bezpieczniejsze (…)Mnóstwo kobiet, na przykład, wychodzi za mąż z niskich pobudek i w ten sposób kończy swoje twórcze życie. Mają jakieś preferencje seksualne, ale zmuszają się do innych. Pragną żyć, być w ruchu, dokonywać wielkich rzeczy, ale siedzą w domu i liczą spinacze. Chcą, by ich życie było autentyczne, ale zachowują tylko jego małe strzępki. Są odrębnymi osobami, ale oddają ręce, nogi, oczy pierwszemu lepszemu kochankowi. Promieniują energią twórczą, ale zapraszają do jej źródeł przyjaciół, którzy wysysają ją jak wampiry. Chcą dalej żyć tak, jak żyły, ale coś w nich mówi: „Nie, w klatce jest bezpieczniej”. To właśnie diabelskie podszepty: „Jeśli oddasz mi to, czego chcę, to dostaniesz coś za to”. To układ zawarty w niewiedzy. Ale właśnie wtedy może nastąpić bolesne przebudzenie.

Córka młynarza jest jak Wasylisa, próbuje zaskarbić sobie miłość wypełniając obowiązki domowe, ale tak jak ona nie może zostawać dłużej w domu, skoro przerasta otoczenie. Trzeba wyruszyć na wyprawę inicjacyjną. Matka bohaterki zauważyła już jaki straszny błąd popełnił Ojciec oddając potencjał dziewczyny za bezcen i podnosi alarm. Ten szczodry nieznajomy nie jest przyjacielem, trzeba mu się przeciwstawić, bo inaczej wyciągnie z nas całe soki życiowe i porzuci szukając kolejnej ofiary.

FAZA II – ROZCZŁONKOWANIE

Kiedy diabeł przychodzi po swą ofiarę ta nie jest już dawnym słodkim, niewinnym dziewczęciem. Bierze kąpiel, zakłada białą szatę i białą kredą rysuje dookoła siebie krąg ochronny. Nie trzeba być wielkim ezoterykiem, żeby zauważyć że to rytuały ochronne przed negatywnym, zachłannym bytem. Mechanizmy obronne działają i drapieżnik nie jest w stanie ot tak, po prostu wziąć tego co, jak mu się wydaje, po prostu do niego należy. Dziewczyna reaguje spokojnie na kolejne wściekłe ataki, podczas gdy jej rodzice płaczą i bezradnie załamują ręce. Postaci matki i ojca można oczywiście rozpatrywać na poziomie psychologicznym jako wewnętrzne konstrukty rodzicielskie, ale i na polu jak najbardziej realnym całkiem często zdarza się sytuacja, gdzie dziecko jest dojrzalsze i wewnętrznie mądrzejsze od rodziców. Bo przecież nie ma rodziców idealnych

Z kolei łzy dziewczyny wypływają z jej głębi, mają charakter oczyszczający tak jak żywioł wody i trzymają od niej z daleka drapieżcę. Diabeł próbuje się zbliżyć do córki młynarza, ale nie może, bo ta wykąpała się i płakała. Przyznaje, że ta „święcona woda” osłabia jego moc, i żąda, żeby dziewczyna przestała się kąpać. To jednak jej nie upokarza, ale odnosi przeciwny skutek. Zaczyna przypominać dzikie zwierzę obdarzone mocami pierwotnej, dzikiej przyrody, które także ją chronią. Na tym etapie może się zdarzyć, że kobieta mniej dba o swój wygląd zewnętrzny. Może chodzić ubrana w byle co, niestarannie ucze­sana. Kiedy kontempluje swoje obecne psychiczne położenie, jej dawniejsze zainteresowania odsuwają się na dalszy plan. — Dobrze — mówi diabeł — jeśli zedrę z ciebie tę cywilizowaną powłokę, to może wówczas na zawsze skradnę z ciebie życie. — Prześladowca pragnie ją poniżyć, upodlić, osłabić swoimi zakazami. Sądzi, że jeśli dziewczyna będzie brudna i niechlujna, to łatwiej pozbawi ją duszy. Ale staje się odwrotnie, bo kobieta brudna od sadzy i błota jest istotą szczególnie ukochaną i chronioną przez Dziką Kobietę. Demon zdaje się nie rozumieć, że jego nakazy tylko zbliżają kobietę do jej potężnej dzikiej natury.

A do tej nie ma dostępu. Wściekły nakazuje Ojcu odciąć jej ręce kończąc dotychczasowe życie w dawnej formie. Znamy ten motyw z mitu o Sednie, ale tu dodatkowo po raz pierwszy pojawia się symbol srebra: Od starych chorwackich „bajarek” usłyszałam, że w dawnych obrzędach stosowano małe rytualne siekierki do odcina­nia pępowiny noworodków — obrzęd ten miał wyzwalać dziecko od władzy zaświatów, aby mogło żyć w tym świecie. Odcięcie rąk w baśni skazuje na bezradność, bo ręce są symbolem działania. Większość rzeczy, jakie robisz w ciągu dnia wykonujesz właśnie dzięki pracy rąk. Wystarczy, że skaleczysz się czy w inny sposób unieruchomisz kciuk i już mnóstwo rzeczy staje się trudne albo wręcz niemożliwe do wykonania. Co więcej, ręce i dotyk to nasze źródło informacji, dotykamy powierzchni i wiemy czy jest gładka, czy chropowata, chłodna czy gorąca. To także szereg gestów, za pomocą których komunikujemy się z innymi: potrząśnięcie ręki na przywitanie, machanie na pożegnanie, poklepanie po ramieniu, publiczne wzięcie za rękę ukochanej osoby, przybicie „piątki” etc. Jednak odcinając dłonie ojciec jednocześnie uwalnia dziewczynę, bo od tej chwili nie należy już do jego rodziny, plemienia, tradycji i wszystkiego co rości sobie do niej prawa. To tak jak Kali trzymająca w dłoni odciętą głowę, symbol ego, które zostaje zwyciężone i wznosząca do góry miecz, jakim to zrobiła. To co w nas nieustannie gada, jęczy, narzeka, chce wszystkiego zaraz, natychmiast, co namawia do ulegania, porównywania się z innymi i nie szukania głębiej, powinno zostać odcięte. Aby jabłoń kwitła trzeba usunąć zeschłe gałęzie.

FAZA III – TUŁACZKA

Dziewczyna po takich przeżyciach nie może pozostawać dłużej w starym miejscu, bo niczego więcej już się nie dowie ani nie rozwinie w sobie zdolności, które pomogłyby jej odzyskać dłonie. Nie mogą jej zatrzymać rodzice tkwiący w starych schematach, wprawdzie oferują jej opiekę, ale nie jest ona warta tego by zrezygnować dla niej z prób odzyskania własnych rąk. Matka i ojciec — zbiorowe egoistyczne aspekty psychiki — nie mają już swojej dawnej władzy nad nami. Zostali ukarani krwią przelaną na skutek ich beztroskiej ignorancji. I choć teraz chcą zapewnić córce wygodę i dostatek, nie mogą już pokierować jej życiem, bo przeznaczenie każe jej rozpocząć życie tułacze. W pewnym sensie matka i ojciec umierają. Nowymi rodzicami zostają droga i wiatr.

To etap, gdzie na płaszczyźnie fizycznej kobieta wycofuje się z życia, czy to wewnętrznie czy wręcz zewnętrznie. Nie ma ochoty wychodzić z przyjaciółkami na zakupy albo ploty przy kawie. Mechanicznie wykonuje czynności w pracy. Rozstaje się z wieloletnim chłopakiem. Wyłącza telefon, TV i radio. Kiedy otoczenie niepokoi się o nią, po prostu wzrusza ramionami. Nie chce się jej tłumaczyć. Jak wytłumaczyć komuś, że widzi się o wiele więcej niż on? Jak powiedzieć komuś, że wyrosło się dwie głowy ponad niego? Jakby zostało to przyjęte przez osobę o przeciętnej kondycji umysłowo – emocjonalnej? Więc milczy się i przygląda z dystansem na szefa wylewającego swoją złość na Bogu ducha winnych pracowników, koleżanki chwalące się dziećmi czy rodzinę gadającą przy grillu o tym, co z głębszego punktu widzenia jest zupełnie zbędne. Oni są w jej krajobrazie, ale nie na jej drodze. Mija ich, ale nie zatrzymuje na nich uwagi większej niż potrzebna do codziennych czynności. Jest osłabiona brakiem rąk, ale wewnątrz zdeterminowana i nieugięta. Nie da się odrąbać jej duszy. Wyruszamy więc w głąb, do innego świata, pod inne niebo, by poczuć nieznany grunt pod stopami. Ale w tej podróży jesteśmy bezradne, bo pozbawiono nas rąk, nie mamy czym chwytać, podeprzeć się, trzymać, wyczuwać drogi przed sobą (…)Bohaterka nie ma wstępu do szczęśliwych rodzin z mijanych wiosek, wędruje w chłodzie, z dala od ciepłych izb. Takie jest teraz jej życie. Jest to żywa metafora kobiety w podróży. Staje się jakby nieczuła, niewrażliwa na życie toczące się wokół niej. Zgiełk świata do niej nie dociera, kupcy i kramarze, cały olśniewający cyrk zewnętrznego świata chwieje się i wali w proch, kiedy schodzi coraz głębiej do świata podziemi. Następuje to, o czym wspominałam już w Czasie Powrotu Słońca: wizyta w krainie ciemności, do której zstąpienie jest czymś naturalnym i potrzebnym.

Taka wędrówka bez odpoczynku i wsparcia wyczerpuje. Dziewczyna znowu jest zaniedbana, brudna i głodna gdy dociera do tajemniczego sadu. Pomaga jej osuszający fosę duch w bieli, istota ze świata niematerialnego, która prowadzi ją tam gdzie może się posilić odpowiednim dla niej pokarmem. Postać przewodnika czy łącznika między światami pojawia się w historiach starożytnych (Hermes, Charon) i średniowiecznych (Beatrycze czy Wergiliusz u Dantego), to on bezpiecznie wprowadza w sfery niedostępne i niebezpieczne dla zwykłych zjadaczy chleba. Sad, do którego prowadzi ją tajemniczy przewodnik, nie jest zwykłym sadem. To sad królewski, a owoce w nim rosnące mają magiczną moc. Do tego miejsca nie można trafić ot tak, po prostu, jest pilnie strzeżone. Dziewczynie udaje się wejść do niego, bo jest przez to miejsce rozpoznana jako swoja istota, która ma prawo tam przebywać. Grusza sama nachyla się do niej i pozwala jeść owoce, symbol żywotności, rozkwitu i płodności (w miąższu jest ukryta pestka, zarodek następnego drzewa, tak jak w kobiecie już w chwili narodzenia znajdują się jajeczka, z których może potem powstać nowe życie). Baśń wskrzesza pamięć o bardzo starej obietnicy, że podczas wędrówki przez podziemną krainę nie zabraknie pożywienia, mimo że panuje mrok, mimo że czujemy się tam zagubione. Pośród niewiedzy, ciemności, nieomal ślepoty, jest przy nas Coś, jakaś nieokreślona obecność dotrzymująca nam kroku. Czy idziemy w prawo czy w lewo, towarzyszy nam, wspiera, toruje drogę.

FAZA IV – MIŁOŚĆ W PODZIEMNYM ŚWIECIE

W sadzie dziewczyna spotyka Ogrodnika, Maga i Króla, wszyscy trzej symbolizują dojrzałe aspekty męskości.

Ogrodnik jest tym, który sprawuje kontrolę nad cyklami twórczymi  psychiki, rozumie je i podąża za nimi, pomagając rozkwitać. To on zasiewa ziarno, nawozi, przycina zeschłe pędy, zbiera plony i przygotowuje do odpoczynku.

Król jest tym, który sprawuje kontrolę nad siłą i wytrwałością, ma umiejętność wcielania w życie tego, co podpowiada mądrość. Nie waha się, działa przemyślanie i stanowczo, chociaż nie przeszedł jeszcze takiej próby jak Bezręka Dziewczyna. To solidny i wytrwały partner, który pójdzie za nią dosłownie na koniec świata.

Mag jest tym, który sprawuje kontrolę nad zdolnością głębokiego wglądu, intuicji i jasnowidzenia. To on wyprowadza tę instynktowną sferę na zewnątrz, pomaga się komunikować i porozumiewać.

Wszyscy trzej są przyjaźnie nastawieni do dziewczyny, nie przerażają ich ani kikuty jej rąk, ani zaniedbana postać, na której odcisnęły się zmęczenie i trudy tułaczki. To mądra, dojrzała strona męskości, która widzi więcej, nie zniechęca się i potrafi stale regenerować. Król zobowiązuje się wziąć dziewczynę pod opiekę, żeni się z nią i wprowadza do domu swojej matki. Stara Królowa stanowi archetyp staruchy, źródła wyższej mądrości, jaki w czasach starożytnych reprezentowały boginie takie jak ochraniająca podróżników i władająca magią Hekate czy pomagająca w narodzinach Ixchel. Wśród bohaterów można symbolicznie wyodrębnić męską triadę (Ogrodnik – Mag – Król) odpowiadającą żeńskiej, składającej się z dziewczyny, matki i staruchy*. Ich wspólne zamieszkiwanie w jednej krainie mówi o zjednoczonej, dobrze działającej psychice. Tak więc w podziemnym ogrodzie czeka zgromadzenie potężnych męskich i żeńskich elementów psychiki. Tworzą one coniunctio. Jest to termin alchemiczny oznaczający wyższy, przeobrażający związek substancji o przeciwnych właściwościach. Kiedy te przeciwieństwa się zespalają, następuje aktywacja pewnych wewnątrzpsychicznych procesów. Spotkanie to działa jak krzemień uderzony o skalę, żeby skrzesać ogień. Coniunctio i nacisk przeciwstawnych elementów zamieszkujących tę samą przestrzeń psychiczną powodują powstanie duchowej energii, intuicji i wiedzy.

Coniunctio, figura geomantyczna służąca do najstarszych wróżb

To że gruszki, symbol nowego życia są strzeżone i policzone, oznacza, że po pierwsze: nie każdy ma wstęp do tej krainy, a po drugie, król sprawdza, czy nie pojawił się w niej ktoś nowy, kto przechodzi transformację. Jako syn starej Królowej władającej mądrością jest połączony z dziką naturą, sprawuje opiekę nad dziewczyną, która przebyła długą drogę, aby zawitać do krainy, gdzie się jej oczekuje i gdzie jest już dla niej przygotowane miejsce. Ciekawe, że jego sadu strzeże kolista fosa, tak jak krąg, który dziewczyna wyrysowała dookoła siebie dla ochrony przed Diabłem. Przekroczenie jej jest jak przekroczenie Rubikonu, zostawieniem dawnego życia czy świadomości i wejściem w nowe; dr E porównuje ją do podziemnych rzek w Hadesie czyli Styxu i Lete. Pytana przez Maga, dziewczyna odpowiada, że istnieje w krainie umarłych choć nadal żyje i mimo że znajduje się w świecie to już do niego nie należy. Kiedy kobiety (albo mężczyźni) znajdują się w stanie „podwójnego obywatelstwa”, czasami sądzą błędnie, że złotym środkiem będzie odsunąć się od świata, zostawić ziemskie sprawy, męczące obowiązki, wszystkie uciążliwości, które nie tylko wciąż wzywają, ale i bezbrzeżnie irytują. Nie jest to najlepsza z dróg, ponieważ zewnętrzny świat w takich chwilach jest jedyną liną ratunkową przywiązaną do nogi osoby, która błąka się zagubiona w swej podziemnej pracy. Jest to czas nadzwyczaj ważny — czas, kiedy ziemski świat ma odegrać swą właściwą rolę w równoważeniu ciśnienia „z innego świata” (…) Kobiety w tym stanie często czują niezwykłe podniecenie, podobne do olśnienia na widok wymarzonego mężczyzny. To niesamowity czas, pełen paradoksów, bo jesteśmy nad ziemią, a zarazem pod ziemią. Tułamy się samotnie, a jednak jesteśmy kochane. Jesteśmy ubogie, ale mamy co jeść. Jung określa ten stan jako „napięcie przeciwieństw”, w którym przeciwne bieguny psychiki konstelują jednocześnie, tworząc nową płaszczyznę.

Król żeni się z bezręką włóczęgą, podobne małżeństwa między skrajnie różnymi postaciami zdarzają się w baśniach często: królewicz i Kopciuszek, Piękna i Bestia, rybak i dziewczyna – foka, Iwan Carewicz i zaklęta w żabę Wasylisa Mądra. Podobnie jak w życiu małżeństwa te są trudne i wymagają pokonywania przeszkód, a trwają albo na wieki, albo dopóki obie strony nie nauczą się czegoś istotnego.

Dziewczyna otrzymuje srebrne protezy, dzięki którym odzyskuje w pewnym stopniu sprawność i może swobodniej działać. Ten motyw również jest znany od starożytnych czasów, najpopularniejszą postacią, która została okaleczona i używała protez jest Hefajstos (łac. Wulkan), bóg kowali i rzemieślników. Zrzucony przez Zeusa z Olimpu kuleje, ale nie poddaje się smutkowi i bezradności. Wykuwa sobie najpierw kule ze złota, a potem dwa posągi w kształcie dziewcząt służebnych będących w stanie samodzielnie się poruszać i podpierających go przy chodzeniu. Hefajstos i dziewczyna ze srebrnymi dłońmi są archetypowym rodzeństwem — oboje mają rodziców, którzy nie rozumieją ich wartości. Takie przykłady znajdziemy nie tylko w starożytności, ilu bogów germańskich jest okaleczonych, a mimo tego całkiem sprawnie funkcjonuje! Chociażby najważniejszy, ojciec bogów, Odyn, który sam wyłupia sobie oko po to by poznać runy, magiczne znaki, czy też Tyr, pozwalający wilkowi Fenrisowi odgryźć dłoń by ratować innych. Tracą część ciała, ale oddają ją bez lęku, bo dzięki temu zyskują coś innego. Na punkcie psychologicznym nie od dziś wiadomo, że tragiczne wydarzenia czy traumatyczne przeżycia pozwalają (choć nie gwarantują) osobie spojrzeć głębiej i rozumieć więcej w kontaktach międzyludzkich. Dzięki temu, że sama przeszła labirynt, pomaga przejść przez niego innym. Nie jest przypadkiem, że ludziom jednookim, kalekim, chromym czy w jakiś inny sposób ułomnym przypisywano od wieków nadprzyrodzoną wiedzę i zdolności. Ich kalectwo lub odmienność wcześnie pozwala im rozbudzić te obszary psychiki, które normalnie są zarezerwowane dla ludzi sędziwych.

Mogę potwierdzić wszystko to co mówi dr E do tego momentu. Moje dłonie nie zostały odcięte nagle, raczej były precyzyjnie odcinane skalpelem przez wiele lat, nerw po nerwie, mięsień po mięśniu, żyła po żyle, tętnica po tętnicy, aż w końcu nie zostały nawet kości. Wykrwawiałam się psychicznie, cierpiałam w milczeniu i płakałam wewnątrz. Byłam zaszczuta i bezradna do tego stopnia, że panicznie bałam się wychodzić z pokoju. Cała ta psychiczna katorga trwała latami, stanowczo zbyt długo, ale w pewnym momencie zaczęłam uczyć się jak sobie radzić, dostrzegać mechanizmy, odnajdywać materiały, ostrożnie je badać, potem przerabiać aż w końcu założyłam swoje własne srebrne protezy. W wielu dziedzinach życia nagle przestałam być bezradna. Chorobliwa nieśmiałość, jąkanie się i paniczna obawa przed wystąpieniami publicznymi ustąpiły niemal całkowicie do tego stopnia, że bez problemów pracuję teraz z ludźmi (prowadzę  ćwiczenia ze studentami). Obawa przed wyśmianiem, uparte dążenie do udowodnienia własnej racji i kłótliwość przeszły dzięki dobrej lekturze (znowu polecam tu m.in. blog Świat Ducha), samoobserwacji oraz obniżeniu roli ego w działaniu. Naturalnie bystry intelekt, łatwość nauki i dobra pamięć pogłębiły się jeszcze kiedy zaczęłam poważnie interesować się psychologią, duchowością i filozofią. Niechęć do ciała i samoocena dorównująca ujemnością Rowowi Mariańskiemu przestały być problemem, kiedy zmieniłam image i nagle okazało się, że moimi atutami są uroda, urok oraz wyjątkowo młody wygląd. Udało się. Stworzyłam siebie od nowa. Jednak dzięki temu wszystkiemu wiem również, że o ile w pewnych dziedzinach życia potrafiłam się odnaleźć, to niektóre pozostają (i chyba raczej pozostaną) dla mnie zamknięte.

Srebrne ręce pomagają manewrować w codziennym życiu, ale to nadal protezy. Można dzięki nim radzić sobie w pracy, w codziennych kontaktach z ludźmi i w tych bardziej powierzchownych relacjach. Natomiast w kontaktach wymagających zaufania i miłości nie wystarczają. Tutaj potrzeba prawdziwych, żywych kończyn, jakie odrastają dzięki zaufaniu oraz sprzyjającemu środowisku. Przyznaję, że dobrze mi z moimi srebrnymi rękami. Na co dzień wystarczają w zupełności, a po takiej ilości rozczarowań emocjonalnych, jakie przeżywałam praktycznie od dzieciństwa czuję się wypalona uczuciowo. Na poziomie praktycznym nie ma problemu: mogę pracować, mam zainteresowania, chętnie pomagam jeżeli tylko mogę, ale myśl o głębszych niż przyjaźń relacjach wywołuje w moim wnętrzu od razu stanowczy sprzeciw, bo w podświadomości mam głęboko zakodowane, że przynoszą one ból i rozczarowanie. Tak jak ktoś kiedyś określił miłość jako włożenie w dłoń ukochanej osoby sztyletu z nadzieją, że nas nim nie ugodzi w serce. Skoro tyle razy zostałam ugodzona to po co ryzykować po raz kolejny? Bo aby dłonie mogły odrosnąć trzeba odłożyć srebrne protezy do skrzyni i wystawić się ponownie na ryzyko bezradności, a do tego nie potrafię dopuścić. Nie twierdzę, że to dobrze i nie zachęcam nikogo aby brać ze mnie przykład. Twierdzę tylko, że to jest właśnie faza w której się znajduję i czuję się bezpiecznie w moim podziemnym sadzie. Może kiedyś wyruszę w dalszą drogę, nie wiem, niczego nie da się przewidzieć. Jednak nawet gdybym miała tu pozostać, to jestem przekonana, że srebrnymi protezami także można zdziałać wiele dobrego. Teraz, kiedy bezręka dziewczyna zbliża się do końca swej czwartej pracy, mogłybyśmy powiedzieć, że jej zadania w podziemnym świecie zostały wypełnione, ponieważ uczyniono ją królową życia i śmierci. Jest księżycową istotą, która wie, co dzieje się w nocy, nawet samo słońce musi przejść przez jej mroki, by o świcie wyłonić się spod ziemi. Ale to jeszcze nie lysis (ostateczne rozwiązanie). Jesteśmy dopiero w połowie transformacji, w miejscu dostąpienia miłości, lecz przed nami wciąż powolny skok w kolejną otchłań. Idźmy więc dalej.

plate1

FAZA PIATA – UDRĘKA DUSZY

Zaślubiny się dokonują i przez chwilę Król, Młoda Królowa oraz Królowa – Matka żyją ze sobą razem tak jak powinny ze sobą współistnieć zintegrowane elementy psychiki. Jednak wkrótce Król wyrusza na wyprawę i pozostawia ciężarną żonę pod opieką matki. Co ciekawe, motyw odejścia bohatera niedługo po rozpoczęciu związku pojawia się w wielu opowieściach (jak chociażby w Sinobrodym), ponadto od czasu do czasu animus ma prawo zmęczyć się i stracić czujność tak jak była o tym mowa w Trzech Złotych Włosach. Młoda Królowa spodziewa się dziecka, a zatem żegna stare życie i rozpoczyna nowe. Dla wielu osób ten symboliczny motyw przejawia się w jak najbardziej realnym życiu, gdy nagle zaczynają interesować się czymś zupełnie nowym, odkrywają dotychczas zaniedbywane aspekty życia, podejmują ważne decyzje, ale również gdy porzucają długotrwałe związki, zapisują się na dawno odkładane studia czy ruszają w podróż, o jakiej zawsze marzyli. Często te pragnienia były tak głęboko spychane do podświadomości, że wytryskują z impetem gejzera i trudno je pohamować. Tego, za czym głęboko tęsknimy, nie zaspokoi żaden partner, praca, pieniądze, nowy kosztowny przedmiot. Tęsknimy wszak za innym światem, za światem, dzięki któremu żyjemy jako kobiety. A dziecko-Jaźń, którego oczekujemy, rodzi się właśnie za sprawą oczekiwania. Podczas gdy żyjemy i pracujemy nad sobą w podziemnym świecie, dziecko rozwija się w naszym łonie i wkrótce przyjdzie na świat. W tym czasie sny kobiet przeważnie zapowiadają narodziny; kobiety w dosłownym sensie śnią o nowym dziecku, nowym domu, nowym życiu.

Kiedy następuje szczęśliwe rozwiązanie, Królowa – Matka wysyła posłańca do Króla, jednak znowu szyki miesza Diabeł, podmieniając wiadomości. Podobnie jest w życiu, nawet jeżeli nasza psychika staje się dobrze uformowana i zintegrowana, przy braku męskiego elementu sprawczego i obronnego, może zapaść w sen i nie dostrzec zagrożenia. Biegnący posłaniec, który ma umożliwić komunikację między dwoma głównymi komponentami nowej psychiki, nie potrafi jeszcze przeciwstawić się destrukcyjnej kuszącej sile w psychice (…) Ten błąd popełniają wszystkie kobiety, nie raz w życiu, ale wielo­krotnie. Zapominamy o istnieniu diabła. Triumfalna nowina: „Królowa urodziła śliczne dziecię” zostaje podle wypaczona: „Królowa urodziła półpsa”. Istnieje podobna wersja baśni, gdzie zmieniona wiadomość brzmi jeszcze bardziej dosadnie: „Królowa urodziła półpsa, ponieważ miała stosunek z dziką bestią w lesie**”. Skąd się wziął ten pies? Oczywiście z Podziemia. Już wspominałam o powiązania tego zwierzęcia z Hekate, boginią podróżnych, rozstai, czarów i ukrytego świata. Jej kult podobnie jak Kory Persefony sięga bardzo odległych czasów, kiedy bóstwa były często przedstawiane jako pół – ludzie, pół – zwierzęta (w mitologii helleńskiej przede wszystkim satyrowie, trytony, centaury etc, nie wspominając nawet o całym panteonie starożytnego Egiptu). Diabeł wie, że jego była ofiara jest teraz związana ze światem podziemnym i przez niego chroniona. Nie potrafi znieść, że nie oddała mu się jako dziewczyna, a teraz jako Młoda Królowa znalazła schronienie, do którego on nie ma dostępu i otoczona jest osobami, które nie słuchają jego rozkazów. Diabeł nie znosi sprzeciwu i nie przestanie nękać skoro pragnie zemsty, więc wykoślawia faktyczny stan rzeczy wysyłając fałszywą wiadomość. Na pewno wszyscy się z tym spotkaliśmy. Możemy mieć jak najlepsze intencje, możemy być pełni dobrych chęci, ale zawsze znajdzie się dookoła nas Diabeł w umysłach, świadomości czy słowach innych osób. Możesz przyjść do pracy w ubraniu, które uważasz po prostu za w miarę eleganckie, ale jakaś współpracownica i tak syknie do ucha innej, że się wystroiłaś. Tak już jest. Od wpływów Diabła nie uciekniemy, będzie się czaił w naszym otoczeniu. O ile mamy szczęście to niektórzy będą nas kochać za to kim jesteśmy, ale znacznie częściej będą nas kochać za to co możemy dla nic zrobić, niektórzy będą nas lubić bez żadnych głębszych uczuć, a niektórzy nigdy nas nie polubią ani nie zaakceptują. Tak już jest. Choćby się było najsłodszym, najbardziej dojrzałym i soczystym jabłkiem to zawsze znajdzie się ktoś komu jabłka nie smakują albo ma na nie alergie. Kobieta, przechodząc proces nauki w podziemnym świecie, staje przed psychicznym faktem, że kiedy rodzi się coś pięknego, jednocześnie rodzi się zło, zazdrość, brak zrozumienia, pogarda, nawet jeśli tylko chwilowo. Nieustępliwi przeciwni­cy obrzucają nowe dziecko kalumniami, potępiają, znieważają. Naro­dziny nowości powodują, że kompleksy negatywnego ojca i negatyw­nej matki oraz inne nieprzychylne istoty wyłaniają się z psychicznych otchłani i w najlepszym razie ostro krytykują nastały porządek, a w naj­gorszym — próbują pozbawić kobietę i jej nowe potomstwo idei, życia i marzeń. I znowu można odnieść się tu do mitologii. O ojcach Sedny i Kobiety – Szkieletu z legend inuickich była już mowa, ale motyw okrutnego ojca pojawia się także w opowieściach helleńskich, czy jest to Uranos zamykający synów w Tartarze, czy Kronos – Saturn pożerający dzieci czy Zeus zrzucający je z Olimpu – to wszystko personifikacje elementu, który nie ma świadomości, ale niestety, ma władzę. Na tej samej zasadzie działa wg Junga komplex – to zespół uczuć i myśli zakodowanych w podświadomości i pomniejszających naszą wartość, które dyktują nam jak się zachowywać. Ego nie ma bladego pojęcia o ich istnieniu, jest przekonane, że wyłącznie ono nami kieruje, potrafi nawet racjonalnie wytłumaczyć dlaczego działa tak a nie inaczej, gdy tymczasem w rzeczywistości wodze powozu trzyma z tylniego siedzenia mały, wredny komplex. Jedynym lekiem na niego jest świadomość. Nie ma innego wyjścia jak samoobserwacja i uważność. Przywołując słynny cytat Carla Gustava: Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem.

Diabeł jest jeszcze bardziej perfidny niż Sinobrody, jako że nie ogarnia go żądza natychmiastowego zabijania. Jego działanie jest przebieglejsze, bo wykrzywiające rzeczywistość tak jak rozbite lustro w Królowej Śniegu. Wydaje się nam że mamy wolną wolę, a tak naprawdę wewnątrz cali jesteśmy skrępowani. Istnieje wiele aspektów kultury i zbiorowych myślokształtów odcinających nas od naszej własnej natury, to przede wszystkim, te które narzucają nadmierne i ścisłe standardy takie jak „to sprawia, że jesteś kobietą”, „to sprawia że jesteś mężczyzną”, „to sprawia, że jesteś Polakiem, etc. Diabeł w kul­turze i wewnątrzpsychiczny prześladowca, tnąc, ćwiartując, zamazując, podcinając korzenie, zasklepiając otwory, sprawia, że całe pokolenia kobiet przejęte strachem błąkają się, nie mając pojęcia, co się z nimi dzieje, nie zdając sobie sprawy z utraty własnej dzikości, która mogłaby przed nimi odsłonić całą prawdę. Demon żąda od Królowej – Matki by zachowała język oraz oczy dziewczyny; najpierw odebrał jej dłonie by nie działała, teraz pragnie jeszcze więcej, chce by nie patrzyła i nie wyrażała się, bo w ten sposób stanie się mu uległa i będzie postępowała według jego zasad.

Diabeł postępuje wyjątkowo przebiegle: skoro nie ma wstępu do podziemnej krainy i nie może sam zabić Młodej Królowej to chce to zrobić rękami osób z jej otoczenia. Jednak bardzo się przeliczy. Król choć zaskoczony reaguje mądrze, ma czułość dla żony i zrozumienie dla sytuacji, jest ostrożny i nie daje się ponieść namiętnościom. Królowa – Matka, personifikacja głębokiej, starej mądrości, zna go dobrze, więc nie daje się nabrać na diabelskie sztuczki, przeczuwa, że coś jest nie tak. Nie „kupuje” tego co Diabeł próbuje jej wmówić, nie daje sobą manipulować. Obydwoje okazują się sprzymierzeńcami Młodej Królowej, pozostają wobec niej lojalni mimo diabelskich intryg. Królowa – Matka zdaje sobie sprawę, że dziewczyna powinna przejść kolejny etap inicjacji i udać się w kolejne miejsce, więc wysyła ją w kolejną podróż, narzucając na twarz zasłonę aby nie została wytropiona i rozpoznana przez Diabła. To jest dla niej czas dojrzewania, nic tak by jej nie przeszkadzało jak głos demona czy byłyby to wściekłe krzyki, czy trujący szept***. Jednak psychika nigdy nie pozostaje w miejscu, więc i Młoda Królowa musi udać się w kolejną wyprawę.

FAZA SZÓSTA – W DZIEDZINIE DZIKIEJ KOBIETY

Trafia do najgłębszej i najdzikszej puszczy, gdzie nie ma wydeptanych żadnych ścieżek i błądzi aż znowu natknie się na białego ducha, który doprowadza ją do gospody. Tam wychowuje się jej dziecko, a jej samej odrastają dłonie. Tak jak sad również i las przedstawia miejsce, do którego dziewczyna, jako personifikacja jabłoni, należy w sposób naturalny. Gospodyni na powitanie oznajmia jej, że dobrze ją zna, podobnymi słowy Baba Jaga przemawia do Wasylisy. Dr E tłumaczy, że dziewczyna nieprzypadkowo spędza tu siedem lat, jest to cykl życiowy kobiety. Metafory, które proponuję, nie są wyczerpujące. Ale na ich podstawie, z tego, co wiemy i przeczuwamy na temat pradawnej wiedzy, może­my zbudować nowe spojrzenie na świat, z jednej strony boskie i ducho­we, z drugiej pożyteczne tu i teraz. Opieram te metafory na empirycznym doświadczeniu i obserwacji, psychologii rozwojowej oraz zjawiskach obecnych w mitach stworzenia, w których znajdujemy najstarsze ślady psychologii człowieka. Fazy te nie są nierozerwalnie związane z wiekiem mierzonym w latach, bo przecież niektóre kobiety w wieku lat osiemdziesięciu wciąż pod względem rozwoju duchowego są młodymi dziewczętami, są czterdziestolatki, które weszły w psychiczny świat istot mgielnych, a dziew­czyny dwudziestoletnie nierzadko mają już tyle blizn po bitwach ile sędziwe staruszki. Przedziały wiekowe nie stanowią układu hierarchicznego, ale po prostu korespondują ze stopniem świadomości kobiety i rozwojem jej życia wewnętrznego. Koniec każdej fazy reprezentuje zmianę postaw, zadań i wartości.

0-7          wiek ciała i marzeń; socjalizacja bez utraty wyobraźni

7-14        wiek rozdzielenia i splatania się rozumu i wyobraźni

14-21        wiek nowego ciała; wiek dziewczęcy; pączkująca, jeszcze skrywana zmysłowość

21-28        wiek nowego świata; nowe życie; poznawanie różnych świa­tów

28-35        wiek macierzyństwa; nauka matkowania sobie i innym

35-42        wiek poszukiwań; matkowanie własnej tożsamości; poszuki­wanie tożsamości

42-49        początek starczej mądrości; odnalezienie swej dalekiej sie­dziby; dodawanie otuchy innym

49-56        wiek podziemnego świata; poznawanie znaczenia słów i ob­rzędów

56-63        wiek wyboru; wybór swojego świata i pracy, jaka została jeszcze do zrobienia

63-70        wiek strażniczki; przewodniczki; przetworzenie całej zdoby­tej wiedzy

70-77        wiek odmłodzenia; pogłębianie wiedzy staruchy

77-84        wiek istoty mgielnej; znajdowanie wielkich rzeczy w małych

84-91        wiek snucia szkarłatnej nici; zrozumienie splotów życia

91-98        wiek eteryczności; mniej słów, więcej istnienia

98-105      wiek pneumy — oddechu, ducha, tchnienia życia, powiewu

105+         wiek nieskończoności

 

Wspomniałam już kiedyś o wieku duszy, mam wrażenie, że podobnie jest tutaj: na początku uczymy się rzeczy podstawowych: jeść, chodzić, wyrażać się etc., potem stopniowo kształcimy się, działamy, pracujemy, przynosimy na świat nowe życie, uczymy je rzeczy podstawowych…Przez pierwszą część życia, podczas tych „ciężkich” cykli, koncentrujemy się na materii oraz ciele, potem te mocne, grube warstwy opadają i coraz bardziej przebijają przez nie dusza i subtelniejsze wymiary osobowości.

Bezręka Dziewczyna uczy się w trakcie pobytu w lesie, a namacalnym tego dowodem jest fakt, że powoli, faza po fazie, odrastają jej dłonie: najpierw to dłonie niemowlęcia, gdy potrafi jedynie imitować innych, potem dziecka, które się uczy, a w końcu dłonie kobiety wcielającej w życie to co już potrafi. Dla mnie osobiście ta faza to ów odległy etap w relacjach z ludźmi (szczególnie w związkach), do którego dochodzą (lub nie) wszystkie osoby, jakie doświadczyły fizycznej, psychicznej czy sexualnej przemocy ze strony otoczenia. Kiedy otworzyło się i zostało zranionym, trudno jest otworzyć się po raz kolejny, a im więcej złych czy wręcz traumatycznych doświadczeń tym bardziej staje się to trudniejsze…czasem wręcz karkołomne i heroiczne. Tak jak to ostatnio obrazowo tłumaczyłam: problem w tym, że po kolejnym zawodzie zaufanie przychodzi coraz trudniej tak jak z dzbankiem – jeżeli rozbije się raz to można poskładać kawałki, posklejać je jakoś i używać dalej, ale potem upadnie drugi raz, trzeci, czwarty…w końcu nie ma co zbierać. A jeżeli zbierało się baty praktycznie od dzieciństwa to, o ile nie miało się szczęścia natrafić na mądrego i dobrego partnera, zawsze nadchodzi ta ostatnia faza. Osoby po ciężkich przejściach czasem nie radzą sobie same z sobą, więc znalezienie partnera/partnerki tak mądrego/mądrej, że byłby/byłaby w stanie pozbierać odłamki, skleić je i używać z taką ostrożnością, aby dzban już nigdy nie pękł graniczy z cudem. Nie twierdzę, że to niemożliwe, ale do takiego procesu potrzeba nie tylko woli ofiary, ale i sprzyjających warunków zewnętrznych. Cytując Allies in Healing Laury Davis: W odpowiednich warunkach 100% osób, które przeżyły traumę jest w stanie całkowicie wyzdrowieć. Są jak nasiona: przy sprzyjających czynnikach takich jak światło, powietrze, ciepło, nawożenie i nawadnianie, wyrastają z nich rośliny. Tak samo jest z ofiarami przemocy, jeżeli tylko ich pragnienie wyleczenia ran trafi na sprzyjający grunt w postaci informacji, biegłych w udzielaniu pomocy osób i bezpiecznego otoczenia, zaczynają rosnąć w taki sposób, o jakim nigdy nawet nie marzyli. Jednak przy braku chociaż jednego z tych warunków, wyrastanie staje się trudne, o ile wręcz niemożliwe.

Do tego trzeba dodać fakt, że osobom, które przeżyły traumę jest naprawdę o wiele trudniej radzić sobie niż przeciętnemu człowiekowi (dobrze o tym wiedzą ci, którzy przeszli przez zaawansowany etap depresji, kiedy nawet ruszenie ręką, wstanie z łóżka czy wyjście z domu są poważnymi wyzwaniami). Napiszę o tym jeszcze, kiedy powrócę do tematu PTSD, teraz ograniczę się tylko do stwierdzenia, że po wyczerpujących emocjonalnie przeżyciach, kiedy ciało zużywało mnóstwo energii na radzenie sobie z sytuacją, bardzo trudno jest odzyskać taki jej poziom, który pozwala na bezproblemowe działanie w codziennym życiu. Biorąc to wszystko pod uwagę, uważam że trzeba nie lada odwagi i mocnych cojones/ovarios, aby odłożyć swoje srebrne ręce do skrzyni i ponownie zaufać. Odrastanie rąk rozumiem jako stan, w którym przeżyta trauma nie przesłania nam już sposobu patrzenia na miłość, związki, rodzinę czy wszystkie te obszary, gdzie zostaliśmy okaleczeni. To stan zaufania do życia i wszystkiego co ze sobą niesie, wiara że nawet jeżeli zdarzy się coś co nas zrani, to uda nam się z tym uporać. Jest to stan nie ignorancji, kiedy nie zdajemy sobie sprawy z zagrożenia, a niewinności, gdy wiemy, że w rzece życia mogą czyhać na nas niebezpieczeństwa, mimo tego nie zostajemy na brzegu i nie boimy się w niej zanurzyć. Ogromną odwagą jest włożyć ponownie nóż do ręki osoby, którą kochamy, ale zapewne jeżeli nas jednak nim nie ugodzi, to radość i spełnienie są ogromne. Niestety, tak jak już powiedziałam, do tego etapu nie doszłam, więc nie mogę wam służyć swoim własnym doświadczeniem. Musimy zrewidować zakorzenione mocno przekonanie, że skoro raz zostałyśmy pozbawione mocy (rąk), to będzie tak już zawsze. Po wszystkich stratach i cierpieniach przekonujemy się, że jeśli wyciągniemy ra­miona, to zostaniemy za to nagrodzone i uda się nam pochwycić najdroższe nam dziecko.

plate2

FAZA SIÓDMA – DZIKA OBLUBIENICA I OBLUBIENIEC

Król powraca z wyprawy. Odkrywa knowania diabła, wpada w rozpacz i przysięga odszukać Królową. Szuka długo i wytrwale, koncentrując się tylko na tym celu, przechodzi przemianę, staje się zaniedbany i upodabnia fizycznie do dziewczyny, gdy ta tułała się po świecie. Tak już jest w psychice, że kiedy przeobraża się jeden jej element, inne nie mogą pozostać takie jak dawniej. Tej osłabionej, poszukującej, odrzuconej przez wszystkich dziewczyny którą poślubił, już nie ma, więc i on musi przejść transformację. Król, by się rozwijać, musi przejść przez cierpienia. Pod pewnymi względami jest częścią podziemnego świata, ale jako wyobrażenie animusu symbolizuje przystosowanie kobiety do życia w zbiorowości — to on przenosi do zewnętrznego świata lub społeczeństwa wszystkie idee, które zgłębiła w podróży. Jednak, by mógł przenieść do zewnętrz­nego świata wszystko to, czym jest i co wie dziewczyna, musi doświad­czyć tego, co ona (…)Jest to jego inicjacja w dziką jaźń, siedem lat zwierzęcego życia na łonie przyrody odziera go ze wszystkich cywilizowanych warstw osobowości. Animus dokonuje autentycznego wysiłku, który przygotowuje go do zamanifestowania duszy-Jaźni kobiety w codziennym życiu.. Dopiero gdy oboje, animus i anima, przejdą swoją inicjację, będą mądrze służyć psychice.

Przykładem najprostszym, jaki przychodzi mi do głowy, są postacie Różyczki i Lulejki z Pierścienia i Róży: oboje są królewskimi dziećmi, którym matka chrzestna Czarna Wróżka (odpowiednik Królowej – Matki) jako prezent urodzinowy nie może ofiarować nic ponad odrobinę cierpienia, wywołując tym oburzenie dworu. Jednak w miarę upływu czasu okazuje się to wielkim darem: ich rodzice tracą trony, oni sami zostają zepchnięci z piedestału do roli służącej i ubogiego krewnego, w tym czasie obserwują i uczą się, aż w końcu każde wyrusza w podróż, która ostatecznie przyniesie im małżeństwo i połączone trony dwóch krajów. Kontrastem jest ich kuzynka księżniczka Angelica, uwielbiana i wychwalana od dziecka, która nie przechodzi próby tak jak oni i wyrasta na próżną egoistkę. Podobnie w Bezrękiej Dziewczynie koniec – początek stanowi ponowny ślub Króla i Młodej Królowej.

 

Traktaty alchemiczne opisują trzy stadia konieczne do transformacji: nigredo — czarne, mroczne stadium rozpadu, rubedo — stadium czerwieni lub ofiary oraz albedo — stadium bieli lub odrodzenia. Pakt z diabłem to nigredo — zaciemnie­nie; odrąbanie rąk stanowi fazę rubedo — krwawej ofiary, natomiast opuszczenie domu w bieli to albedo — narodziny nowego życia. Pod­czas tułaczki bohaterka powraca do nigredo. Ale teraz jej dawne ja należy już do przeszłości, a naga, najgłębsza jaźń staje się potężnym wędrowcem (…)Dziewczyna w baśni kilkakrotnie zstępuje w podziemny świat. Po opanowaniu jednego etapu zstąpienia i transformacji zagłębia się w na­stępny. Te alchemiczne szczeble stanowią pełne cykle, a w każdym z nich następują po sobie nigredo (zagubienie), rubedo (ofiara) i albedo (nadejście światła). Całe to zstąpienie do podziemnego świata, zagubienie, odnalezienie siebie i umocnienie sił obrazuje toczący się przez całe życie proces wtajemniczenia kobiety w odrodzenie dzikości.

 

Wrażliwa dziewczyna o stwardniałych dłoniach
Kręci korbą młyńską
Blada panienka o kruchym wyglądzie
Niesie ból w świat

 Młyn miele smutek
Wyrabia ciasto udręki
Młyn miele smutek
Wytwarza katastrofy

Skoncentrowany tłuszcz niesprawiedliwości
Czy olej z bólu
Mąka z nasion bólu
Zebranych ze żmijowych pól

Czerwona Krew będzie mlekiem
Przyprawami – łzy dziewczyny
Czarne drożdże sprawią, że ciasto wyrośnie
Mroczny duch – że będzie pulchne

Młyn miele smutek
Wyrabia ciasto udręki
Młyn miele smutek
Wytwarza katastrofy

Kiedy ból będzie gotowy
Gdy narodzą się cierpienie i nagłe żale
Młyn będzie nadal mielił
Kolejny raz wywołując zniszczenie

Młyn miele smutek
Wyrabia ciasto udręki
Młyn miele smutek
Wytwarza katastrofy

Korpiklaani Kipumylly (‘Młyn Bólu’)

(tłumaczenie z angielskiego, które jest tłumaczeniem z fińskiego z tej strony)

Anna Srebrnoręka

* Jest to odniesienie do wiary w Wielką Boginię przejawiającą się w trzech aspektach: Dziewczyny, Matki i Staruchy.  Symbolicznie w historii ukazane są wszystkie te fazy: bohaterka jest Dziewczyną w momencie zawarcia paktu z Diabłem, potem Matką gdy rodzi dziecko, a towarzyszy jest stara Królowa jako Starucha.

** Przypomina to mit o Pazyfae, żonie króla Minosa z Krety, którą dotknęła klątwa Posejdona rozgniewanego na jej męża, że nie złożył mu w ofierze pięknego byka. Ogarnęła ją nienaturalna żądza do tego zwierzęcia, zbliżyła się do niego wchodząc do drewnianej krowy przygotowanej przez Dedala i po dziewięciu miesiącach urodziła pół – człowieka, pół – byka Minotaura, który został potem zamknięty w Labiryncie.

*** Dr E sugeruje tu, że zasłona pomaga w osiągnięciu dorosłości: Pod przykryciem, w cieple, pewne procesy zachodzą szybciej i intensywniej. Wiedzą to kobiety na całym świecie. Moja babcia, przykrywając ciasto chlebowe do wyrośnięcia, mawiała, że okrywa je welonem. Sciereczka na drożdżowym cieście i zasłona spowijająca psychikę służą temu samemu celowi. Kobieta, która zstąpiła w głąb siebie, rośnie i dojrzewa. Wszystko w niej potężnie fermentuje. Za zasłoną zwiększa się mistyczne poznanie, wgląd w głąb rzeczy. Zza zasłony wszystkie ludzkie istoty wydają się jak utkane z mgły, a wszystkie wydarzenia, przedmioty stają się nierzeczywiste, jak o brzasku, jak we śnie (…)Na Środkowym Wschodzie znany jest taniec z zasło­nami, a i współczesne muzułmanki zasłaniają twarze. Chusta wiązana pod brodą tradycyjnie noszona we wschodniej Europie oraz trajes w Ameryce Środkowej i Południowej są również formą zasłony. Hinduski noszą zasłony na co dzień, podobnie jak kobiety afrykańskie. Kiedy zastanawiam się nad światem, zaczynam żałować współczesnych kobiet, które nie mają czym zasłonić twarzy. Bo wolna kobieta, używająca zasłony według własnej woli, posiada moc Tajemniczej Ko­biecości. Patrzenie na taką kobietę w zasłonie jest wielkim przeżyciem.

Powiem szczerze, że mam poważne wątpliwości wobec tego założenia. Po pierwsze: w baśni element chusty nie jest związany wyłącznie z pierwiastkiem kobiecym, również król ma na twarzy zasłonę, gdy zasypia w leśnym domu tuż przed zobaczeniem żony i dziecka. Po drugie: z całym szacunkiem, ale jakoś nie widzę, żeby babcie w kufajkach i chustach wiązanych pod brodą dojrzewały do czegokolwiek i żeby miały mistyczne poznanie, wgląd w głąb rzeczy. Również muzułmanki w bardzo zróżnicowany sposób wypowiadają się na temat chust, niektóre noszą je chętnie, ale inne zrzucają je, kiedy tylko mogą. Myślę natomiast, że słowa dr E mają sens tylko wtedy kiedy kobieta narzuca chustę z własnej nieprzymuszonej woli, wolna od nakazów i zakazów kultury. I mówię to jako ktoś kto uwielbia nosić bandanę albo kaptur, aczkolwiek pierwotną przyczyną jest zawsze chęć osłonięcia głowy od słońca i uszu od wiatru wink3. Dlatego odchodzę trochę od pierwotnej interpretacji dr E i traktuję chustę w baśni jako element ochronny na niepewny czas wędrówki i snu.

Zapisz

3 responses to “Odcinek 13: Bezręka Dziewczyna. O wytrwałości, umiejętności rozróżniania i wierności sobie

  1. Pingback: SEDNA | Kraina Blogini

  2. bardzo ciekawy blog🙂 myślę, że pomoże wielu ludziom zrozumieć ich własne postępowanie, podyktowane nierzadko podświadomością.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s