Koniec z wymówkami. Do roboty!

Przeczytałam ten text na facebookowym profilu dr Estes kilka tygodni temu i na początku pomyślałam, że przetłumaczę go jako suplement do odcinka o La Lloronie. Doszłam jednak do wniosku, że więcej osób przeczyta go jeżeli wydzielę go do osobnego posta, więc oto on. Z dedykacją dla wszystkich, którzy nie mogą wyrobić się z pracą wink3.

Tytuł ode mnie zeby.

—————————————————————————————-

Drogie Dzielne Dusze:  oto cztery błędy, które często popełniają twórcy, w wyniku czego ich dzieła nigdy nie zostają ukończone.

1. Przekonanie, że trzeba mieć wiele wolnego czasu aby to co tworzymy było dobrej jakości.

2. Przekonanie, że należy znajdować się w spokojnym (w puste miejsce wstaw własne określenie) otoczeniu aby to co tworzymy było dobrej jakości.

3. Przekonanie, że należy dokładnie znać każdy niuans przed rozpoczęciem aby to co tworzymy było dobrej jakości.

4. Przekonanie, że można ruszyć bez planu i dotrzeć do miejsca przeznaczenia.

Na każde z tych przekonań da się znaleźć sposób:

1. Ustal jako swój cel pisanie, rzeźbienie, malowanie, uczenie, planowanie, sprzątanie, tworzenie, wykonywanie, opiekowanie się, oglądanie, badanie itd przez x minut/godzin dziennie.

Następnie zrób to.

2. Wiedz, że możesz pisać, rzeźbić, malować, uczyć, planować, sprzątać, tworzyć, wykonywać, opiekować się, oglądać, badać itd w trakcie gdy lata spaghetti, psy ujadają, boli głowa, żołądek się buntuje, rozpraszają cię atrakcyjne osoby lub czynności, kochane dzieci, dobrotliwi starsi, kumple, przyjaciele, gdy nie masz czasu ogarnąć domu, gdy stawiasz czoła wielkim wyzwaniom i gdy przechodzisz przez piekło.

Wykonuj swoją pracę. Codziennie.

3. Na litość boską, wiem, że wiesz, że Duch Twórczy jest istotą, która współtworzy razem z tobą. No to pozwól mu na to.  Zostaw miejsce dla ożywiającego ducha, by pomógł sprowadzić inne światy i inne pomysły. Zostaw bramy otwarte. Albo chociaż szczelinę w nich. Albo śluzę w tamie.

Słuchaj tego co ci mówię.

4. Przygotuj plan, zarys, spis treści, narysuj go, namaluj albo napisz i przyczep do ściany.

Trzymaj się go I/ALE zostaw też otwarte drzwi dla Ducha św. oraz Angelitos y Santitos (aniołków i świętych – przyp. Anna Lawenda), żeby wpadali cię odwiedzić i podpowiadali rozwiązania*.

Oto migawka z mojego dzisiejszego dnia: wstawanie, modlitwa, zwyczajne poranne mycie, ciasto ryżowe z masłem orzechowym, herbata imbirowa. Spoglądam na listę, którą zrobiłam poprzedniego wieczora, od razu widzę, że wszystkiego nie skończę w jeden dzień, więc stawiam czerwone gwiazdki przy sprawach priorytetowych. Dzwonię do sklepu, żeby dowiedzieć się czy dostępne są dwie rzeczy, na których mi zależy. Nie ma ich, więc zaoszczędzę czas na podróż. Wkładam benzynę do ciężarówki. Dodaję kartonowe pudła do recyclingu. Podchodzę do stołu do pisania, spoglądam na zarys najnowszego projektu, który chodzi mi po umyśle. Nie czytałam go od dwóch dni, więc jest świeży. Jestem podexcytowana. To musi wypalić. Spędzam kilka minut na zastanawianiu się: Nie wiem czy mogę zaczynać ten nowy projekt z powodów x, y i z. Ucinam szybko te dywagacje, przypominając sobie ile dusz czeka właśnie na to, żebyśmy ucinali swoje wahania i po prostu wykonywali pracę. Siedzę i piszę ręcznie strona za stroną. Mija godzina. Szacuję, że napisałam jakieś 800 słów. Ręka zaczyna mnie boleć. Całość powinna mieć nie mniej niż 80,000 słów. Spędzam minutę dręcząc się tym czy dam radę napisać aż w 80,000 słowach o tym co jest użyteczne, znaczące oraz piękne tak aby miało to ręce i nogi. Moje anioły mówią, żebym przestała. Idę zjeść trochę owoców jagodowych. Myję zlew i zabieram ubrania do treningu do prania. Ustawiłabym minutnik, ale nie mogę go znaleźć. MUSZĘ uporządkować biurko [znowu]. Biorę cztery pudła. Papiery, ubrania [nawet nie pytaj], przedmioty, książki. Potem odpowiadam na przynajmniej sześć emaili. Następnie dwie rozmowy telefoniczne w sprawach zawodowych. Przez około dwadzieścia minut rozmawiam z rodziną z czego dziesięć zajmuje mi znalezienie śmiesznego zdjęcia, które wysyłam im, żeby się pośmiali. Wracam do biurka. Czuję się zmęczona. Potrzebuję białka. Przygotowuję rybę i sałatkę. Lepiej. Spędzam 20 minut na poszukiwaniach wiadomości o egzotycznych motylach, gdy nagle odzywa się minutnik [który w końcu odnalazłam]. Schodzę na dół, wyciągam jedno pranie i ładuję następne. Z powrotem na górę, odbieram telefon, z radością rozmawiam na tematy nie mające NIC wspólnego z egzotycznymi motylami. Siedzę przy biurku i piszę trzy projekty “na wczoraj” oraz oś czasu dla nich, po raz enty zdaję sobie sprawę, że naprawdę, ale to naprawdę potrzebuję się sklonować i to od razu w kilku kopiach.😀 . Tworzę szkic nowego projektu. Oglądam wideo z informacjami, których potrzebuję, ale kurczę, strasznie nie lubię oglądać widea, kiedy potrzebuję ZAPISANYCH wiadomości, z którymi zapoznanie zajęłoby może 10 minut. Zamiast tego muszę oglądać trwającą 59 minut całość, aby wyłowić je wszystkie. Odpowiadam na trzy emaile dotyczące dochodzenia do siebie po urazie oraz kilkanaście próśb o modlitwę. Około południa zatrzymuję się aby pomodlić. Potem powracam do pracy, oglądam wideo, robię notatki, komentuję je i segreguję. Słychać hałas w głębi domu. Coś spadło. Myślę, że to inwazja na moją siedzibę, ale w rzeczywistości to mała, o wiele zbyt mocno obciążona półka, która nie wytrzymała nadmiaru ładunku. Wypakowuję z niej chyba z dwie tony książek i odkładam na bok, tam gdzie powinny stać. Wracam do stołu, przy którym pracuję. O nie! Znowu minutnik! Schodzę na dół, kolejna tura prania. Czuję się niemal purytańsko…WSZYSTKIE ubrania czyste naraz, hahaha! Otwieram rozdziały dla nowych projektów, tworząc dla każdego plik w komputerze. Zaczynam przepisywać notatki. Zatrzymuję się aby napisać więcej ręcznie. Czas znaleźć narzędzie obrotowe, żeby stępić fragment biurka, który ułamał się i zostawił zadzior. Ha, i dokładnie wiem gdzie znajduje się wiertarka! Używam jej, od razu lepiej. Muszę wnieść na górę biblioteczkę. Demontuję ją i wnoszę po dwóch rzędach schodów. Od razu lepiej. Teraz czas na obiad, a potem trzeba wynieść śmieci. Zauważam, że toalety proszą się o uwagę…ich potrzeb nigdy nie da się zaspokoić. Wymieniam dwie spłuczki, zostaje mi jeszcze jedna. Spoglądam na zegarek, jest już szósta po południu. Nie skończyłam jeszcze roboty ani pisania na dzisiaj, ale mam już gotowych 1600 dobrych, solidnych słów na stronie plus czyste ubrania, kontakt z rodziną, dobre jedzenie, czas na poszukiwania itd.

TO JEST TYPOWY DZIEŃ, a przecież nie dotarłam jeszcze do momentu, gdy kładę się spać. Pamiętaj, że pisałam Biegnącą z Wilkami przez ponad dwadzieścia lat wychowując dziecko, chodząc do szkoły i pracując na cały etat.

Filarami mojego twórczego życia jest modlitwa poranna, południowa i wieczorna, od dziecka zamykam dzień modlitwą do anioła.

Nie sugeruję, żeby każdy pracował tak jak ja ani modlił się tak jak ja, chodzi o to, aby pracować codziennie na swój własny sposób i tworzyć regularnie tyle ile dasz radę. Wiem, że wiesz co teraz powiem, bo zawsze mówię to samo:  ważny jest postęp, a nie perfekcja. Taki cel stawiam sobie i delikatnie radzę tobie zrobić to samo.

Jeżeli wątpisz, to naprawdę sugeruję abyś mnie posłuchał/-a. Wiele przeżyłam i zabliźniło się we mnie wiele ran. Znowu powołując się na Biegnącą z Wilkami, przypomnę ci, że każdego dnia i nocy niesiemy wewnątrz siebie spokojny las. Świat na zewnątrz może z nim współgrać lub nie, ale to jest właśnie wewnętrzny las, la selva subteranea, las podświadomości, w którym rosną i dzikie oraz chaotyczne pomysły, i spokojne planowanie. To dzięki niemu tworzymy.

A teraz wstawaj, jeszcze nie jest zbyt późno, możesz śmiało tworzyć przez następnych pięć czy pięćdziesiąt minut…każda z nich jest cenna. Rób tak jak chcesz i jak ci pasuje, ale nie wymiguj się od pracy. Nie bądź twórczy/-a w wymyślaniu powodów, dla których nie możesz być twórczy/-a.

Z miłością,
dr.e

Oryginał znajduje się tu

* I tu się w pełni podpisuję pod tym o czym mówi dr E. Wprawdzie nie uznaję kultu aniołów i świętych, ale gdy rok temu tłumaczyłam bardzo długi i skomplikowany post o Sofii Boskiej Mądrości na anglojęzyczną wersję mojego bloga o boginiach, to tak naprawdę jedyne co musiałam zrobić to siąść i stukać na komputerze, bo post dosłownie sam się tłumaczył. Słyszałam w umyśle jak ktoś dyktował mi dokładnie zdanie po zdaniu. Naprawdę. Nie ściemniam. Takie osobowości jak Jane Leade czy Władimir Sołowjow doznawały wizji, w których przemawiała do nich Sofia, ale nawet jeżeli mnie objawiła się tylko poprzez przekład textu na angielski to jak najbardziej mi to wystarcza i czuję się zaszczycona.

2 responses to “Koniec z wymówkami. Do roboty!

  1. Pingback: Odcinek 8: La Llorona. O współpracy między animą a animusem oraz regularnym oczyszczaniu się z toksycznych wpływów | Biegnąca z Wilkami

  2. Pingback: Blog na wakacjach | Biegnąca z Wilkami

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s