Odcinek 9: Trzy Złote Włosy. O zmęczeniu, starości i odnowie

biegnaca z wilkami trzy zlote wlosy

 TRZY ZŁOTE WŁOSY

Było to dawno temu, podczas głębokiej, ciemnej nocy—jednej z tych nocy, kiedy ziemia wydaje się czarna, a drzewa wyglądają jak zaciśnię­te pięści wyciągnięte do nieba. Właśnie w taką noc szedł przez las samotny stary wędrowiec. Choć gałęzie drapały mu twarz, kłuły w oczy, oślepiały, cały czas trzymał przed sobą mały, dogasający kaganek.

Wędrowiec stanowił niesamowity widok — długie żółte włosy, krzywe pożółkłe zęby i zakrzywione paznokcie. Plecy miał przygarbione, jakby niósł worek mąki, a był tak stary i zgrzybiały, że skóra na twarzy, rękach i biodrach zwisała w luźnych fałdach.

Starzec przedzierał się przez las, wlókł się, chwytając gałązek, ledwie dysząc.

Stopy paliły go jak ogniem. Sowy w koronach drzew pohukiwały razem z jego skrzypiącymi stawami, kiedy krok po kroku posuwał się naprzód. W oddali migotało małe światełko; była tam chatka, ogień, przytulne miejsce, do którego zdążał. Kiedy podchodził do drzwi, jego latarenka już dogasała, a był tak wycieńczony, że upadł na progu.

Wewnątrz przed ogniem buzującym na kominku siedziała kobieta. Gdy tylko starzec pojawił się w drzwiach, podbiegła do niego, podniosła, objęła ramionami i przeniosła do ognia. Trzymała go w ramionach, jak matka trzyma dziecko. Siedziała i kołysała się z nim w fotelu na biegunach. Przesiedzieli tak całą noc — biedny, słaby starzec jak worek kości i silna, choć też wiekowa kobieta kołysząca go i powtarzająca, że już wszystko dobrze.

Przed samym świtem starzec zaczął młodnieć; był teraz pięknym młodzieńcem o gęstych, złotych włosach, silnych rękach i nogach. A ona dalej go kołysała.

Czas płynął, a młodzieniec zmieniał się w małego, ślicznego chłopczyka o pszenicznych złotych włosach.

O brzasku stara kobieta wyrwała szybko trzy złote włosy z główki dziecka i rzuciła na drewniane deski. Rozległ się dźwięk: tiiii, tiiii, tiiii.

A dziecko zsunęło się z jej kolan i pobiegło do drzwi. Odwróciło się do niej na chwilę, uśmiechnęło promiennie i wzbiło w niebo, by stać się błyszczącym, porannym słońcem.

——————————————————————————————–

Opowieść o Trzech Złotych Włosach jest zakończeniem tryptyku, w którym wraz z opowieściami o Dziewczynce z Zapałkami i La Lloronie dr E opowiada o obchodzeniu się z własną naturą i atakami na nią. Jest krótka, ale pełna znaczeń. Dzieje się w nocy, kiedy nie musimy zakładać masek, jesteśmy czujniejsi i szczególnie polegamy na zmysłach, to noc odsłania przed nami nasze prawdziwe uczucia, a także pozwala przemówić podświadomości uruchamiając marzenia senne. W mitach noc to świat, którym włada Matka – Noc, stworzycielka świata. To Odwieczna Matka Dni, starucha znająca Życie i Śmierć. Nadejście nocy w baśniach można interpretować jako zstąpienie w nieświadomość. San Juan de la Cruz (Święty Jan od Krzyża) nazywał ten stan ciemną nocą duszy. W opowieści noc oznacza czas, kiedy życiowa energia, wyobrażana przez postać bardzo starego mężczyzny, rozprasza się, staje się coraz słabsza. To czas, kiedy — pod jakimś ważnym dla nas względem — idziemy ostatkiem sił. Powody naszego wyczerpania mogą być różne: czasami wynika ono ze zwyczajnego przemęczenia fizycznego, czasami z tego, że nasze plany są dopiero wdrażane w życie i nie widzimy jeszcze efektów, często dlatego, że podczas gdy my sami rozwijamy się, uczymy i wzrastamy, nasze otoczenie pozostaje na tym samym poziomie. To tak jakbyśmy samotnie, powoli ale bez ustanku, wspinali się we na wielką górę, a nasze otoczenie całą gromadą gnało autostradą u podnóża nie wiedząc nawet dokąd zmierza, jednak ani na chwilę nie myśląc aby zatrzymać się, zastanowić, wysiąść z samochodu i rozejrzeć dookoła. W najlepszym wypadku nasza wspinaczka będzie ignorowana, ale często na tym się nie skończy, bo otoczenie, nie znosząc naszej odwagi alpinisty, będzie usiłowało ściągnąć nas w dół i zrównać do swojego poziomu. Wtedy wchodzenie na szczyt wyczerpuje nas o wiele bardziej. W takiej sytuacji najgorsze, co można zrobić, to usiłować za wszelką cenę pozbierać siły. To nic nie da. Jak pokazuje baśń, właściwą rzeczą jest usiąść w spokoju i się kołysać. Cierpliwość, wyciszenie i delikatne kołysanie odnawiają twórcze myśli. Niejedna kobieta nazwałby taką chwilę luksusem. Dzika Kobieta nazywa to koniecznością.

To normalne, że co jakiś czas wyczerpują się nasze siły i entuzjazm. To normalne, że obserwując to co się dzieje dookoła, tracimy niewinność spojrzenia na świat. Mądrość nie tylko jest niełatwa do zdobycia, ale też boli, nie mówiąc już o tym, że przynosi wewnętrzne poczucie osamotnienia. Jest to faza naturalnego cyklu, nadchodząca, kiedy nasze idee zużywają się, kostnieją albo kiedy to my tracimy świeżość spojrzenia. Jesteśmy stare i zgrzybiałe jak staruszek w baśni Trzy złote włosy. Istnieje wiele teorii wyjaśniających bloka­dy twórcze, w rzeczywistości jednak ich łagodne postacie przycho­dzą i odchodzą jak pory roku, jak zmieniająca się pogoda — z wyjąt­kiem blokad psychicznych, o którym mówiłam wcześniej, takich jak niemożność dotarcia do własnej prawdy, lęk przed odrzuceniem, obawa przed artykulacją własnej wiedzy, obawa przed niekompetencją, zatru­cie głównego nurtu twórczego, nastawienie na przeciętność lub naśla­downictwo. Doskonałość powyższej opowieści polega na tym, że zarysowuje całkowity cykl rozwoju idei twórczej; małe płonące światełko symbolizuje oczywiście samą ideę, która powoli wyczerpuje się i niemal gaśnie, zgodnie z naturalnym cyklem. Jesteśmy tak jak Pustelnik z dziewiątego Wielkiego Arkanu Tarota.

Starzec w baśni kroczy z wielkim trudem, ale wie dokładnie, gdzie zmierza: do chaty, gdzie mieszka ta, która uosabia siły przyrody, starożytna Bogini Matka spotykana we wszystkich kulturach taka jak Gaja, Kobieta – Pająk, Kuan Yin czy Yemanya. Starzec jest jak Wasylisa, zmierzająca nocą mimo wszelkich przeciwności prosto do domu Baby Jagi. W baśni spotykamy znów starą La Que Sabe — kobietę, która ma dwa miliony lat. To Ta, Która Wie. W jej ramionach, przy ogniu, przechodzimy odnowę, odczuwamy przypływ nowych sił. To do tego ognia i do tych ramion wlecze się osłabiony starzec, bez nich musiałby zginąć.

Powiedzmy sobie wprost: żyjemy w kulturze, która brutalnie i bezwzględnie depta i wgniata w ziemię nasze naturalne cykle. Nasi przodkowie, którzy tworzyli baśnie i przekazywali je następnym pokoleniom żyli innym rytmem, byli zsynchronizowani w pierwotny sposób z czasem, zmianą pór roku itd. Był moment pracy, a potem moment żniw i odpoczynku. Połowę roku siano, uprawiano i zbierano plony, a drugą połowę spędzano siedząc przy nikłym świetle świec, przędąc i opowiadając historie. My żyjemy w chwili niewyobrażalnego wręcz przyspieszenia. Otaczają nas samochody, samoloty, metro, telewizyjne i radiowe stacje z całodobowymi wiadomościami, Internet, komórki, itd. Jesteśmy atakowani zewsząd bodźcami. Spieszymy się. Wszystko jest na wczoraj.  Nasze dusze i ciała nie są do tego przystosowane. Nasze dusze i ciała są duszami i ciałami, które ukształtowały się w czasach ludów rolniczych, więc są mocno zdezorientowane w tej burzy impulsów, elektronów i informacji. Nie są w stanie wszystkich przetrawić. Gubimy się i nawet tego nie zauważymy. W pewnym momencie nasze ciała i dusze zaczynają się buntować: lekarze ostrzegają przed epidemią chorób serca wśród trzydziestolatków wywołanych przepracowaniem oraz stresem, przed nadciśnieniem i otyłością obserwowanymi już u dzieci, przed coraz częstszymi zaburzeniami psychicznymi. Dr E ma rację: bez Bogini Matki dosłownie giniemy. Ale to potężna siła i chociaż chętnie obdarza swoją zdolnością regeneracji to rządzi się własnymi prawami, a jej naczelnym przykazaniem jest: WSZYSTKO W SWOIM CZASIE, WSZYSTKO WE WŁASNYM RYTMIE. Tego nie przeskoczysz. Nie oszukasz Baby Jagi. A wiesz co jest najlepsze? Tak zatraciłyśmy zdolności wyczuwania proporcji między pracą a odpoczynkiem, że same sobie dodajemy tej pierwszej. Ile kobiet haruje ponad miarę, pracując w miejscu, gdzie są zatrudnione, w domu wykonując obowiązki domowe, w szkole dziecka, gdy trzeba coś koniecznie zorganizować, opiekując się chorym krewnym, itd. Ale kiedy ktoś zasugeruje, żeby odpoczęły, robią wielkie oczy i gwałtownie protestują. Co? Odpoczynek?! Nie mam na to czasu, przecież zostało tyle rzeczy do zrobienia! Ile kobiet narzeka, że nikt im nie pomaga w obowiązkach domowych, ale kiedy mąż sprzątnie kuchnię, to natychmiast okazuje się, że przecież jeszcze trzeba tu zamieść, tu pościerać, tu poskładać itd. Ile kobiet robi generalne sprzątanie, aby wyładować złość, bo nie są w stanie jej wyartykułować. Ile kobiet zwyczajnie nie potrafi odpoczywać – kiedy mają wolną chwilę i mogłyby po prostu siąść i spokojnie wypić herbatę, zamiast tego rzucają się w wir pracy, bo nie mogą znieść myśli o „nicnierobieniu”. Argument o „nicnierobieniu” to tak naprawdę przykrywka dla lęku przed zatrzymaniem się i spojrzeniem w głąb siebie, moje panie. Obawiacie się tego co mogłybyście zobaczyć. Kilka lat temu oburzyła mnie pewna reklama środka przeciw grypie, który reklamowała „matka czworga dzieci” i twierdziła, że nie może pozwolić sobie na chorobę, bo musi zająć się dziećmi. Ano nie, moja droga. Choroba to działanie zdesperowanego ciała, które ma na celu cię zatrzymać, unieruchomić i pozwolić zregenerować siły. I ma do tego pełne prawo. I MOŻE sobie na to pozwolić.  W końcu kobieta musi odpocząć, pokołysać się w fotelu, odzyskać skupioną uwagę. Musi odmłodnieć, odzyskać energię. Wbrew pozorom jest to możliwe — nie jesteśmy same — w każdym kręgu kobiet, matek, studentek, artystek czy działaczek zawsze jest ktoś, kto zastąpi te, które potrzebują wytchnienia. Kobieta o twórczej osobowości musi zregenerować siły, by potem wrócić do intensywnej pracy. Musi się spotkać w lesie ze starą kobietą, wskrzesicielką, Dziką Kobietą w jednej z jej wielu postaci. Dzika Kobieta jest przygotowana na to, że animus co jakiś czas czuje zmęczenie. Nie jest wstrząśnięta, kiedy pada u progu. I nie jest wstrząśnięta, kiedy my padamy. Jest na to gotowa. Nie podbiegnie do nas w panice. Podniesie nas po prostu i będzie trzymać tak długo, aż odzyskamy naszą moc.

W poprzednim poście pisałam już o codziennej higienie mentalno – duchowej, która stosowana regularnie nie dopuszcza do stanu skrajnego wyczerpania albo pomaga zauważyć braki energii już we wczesnej fazie. Najlepiej, żeby kobieta zdała sobie z tego sprawę już na samym początku przedsięwzięcia, bo często zmęczenie jest dla niej zaskoczeniem. Wtedy załamuje ręce, lamentuje, szepcze o klęsce, swojej niezdatności do niczego, bezwartościowości i tym podobnych. To nie tak. Utrata energii to zwykła kolej rzeczy. Tak działa Natura. Nie ma sensu wpadać w panikę, zmuszać się do czegoś czy forsować. Wystarczy być i obserwować. Tak jak Dzika Kobieta, musimy spokojnie przytulić własne myśli, idee i po prostu z nimi być. Czy zajmujemy się własnym rozwojem, sprawami publicznymi czy związkami z ludźmi, nasz animus musi od czasu do czasu poczuć zmęczenie. Wszystkie poważne przedsięwzięcia, takie jak ukończenie szkoły, rękopisu, dzieła sztuki, opieka nad chorym bliskim, wchodzą w końcu w etap, kiedy energia, niegdyś świeża i młoda, starzeje się, podupada i nie może nic więcej udźwignąć.

Nikt nie jest Supermanem ani Superwoman. Każdy potrzebuje odpoczynku nieważne co na ten temat sądzi twój szef czy rodzina. I trzeba tu powiedzieć, że dotyczy to zarówno mężczyzn jak i kobiet, naprawdę nie ma sensu wykłócać się „kto ma gorzej”. W naszej kulturze mężczyźni są mocniej obciążeni oczekiwaniami i odpowiedzialnością za sprawy materialne, a nie są biegli w bezpiecznych sposobach rozładowania stresu i napięcia. Społeczeństwo nie daje im przyzwolenia na płacz, załamanie i bezradność. W kulturze zachodniej mężczyzna ma być opoką, na której wspiera się kobieta. Błędne jest założenie, że w pierwiastku męskim tkwi wieczna, niepokonana siła. To fałszywe przekonanie wpojone nam przez kulturę, które trzeba wykorzenić z psychiki. Ono sprawia, że zarówno męska energia w psychice, jak i sami mężczyźni w społeczeństwie czują się niepotrzebni i bezwartościowi, kiedy ulegają zmęczeniu i pragną odpocząć. To naturalne, że każdy człowiek potrzebuje przerwy w intensywnej pracy, by odnowić swe siły, odświeżyć się. Funkcjonowanie natury Życia – Smierci – Życia polega na cyklicznym ruchu, który stosuje się do wszystkich istot i rzeczy.

Na koniec kobieta rzuca na podłogę trzy złote włosy, które wydają dźwięk. Złoto to widoczna oznaka bogactwa, włosy są symbolem siły oraz myśli, a kiedy dotykają ziemi – podstawy mającej siłę materializowania zamierzeń zaczynają z nią rezonować. Wyrwij trzy włosy ze swego wysiłku, rzuć je na ziemię. Tam staną się jak sygnał pobudki. Padając na ziemię, wywołają dźwięk w psychice, rozdzwonią się, wzbudzą w duszy pobudzający do działania rezonans. Chłopiec unosi się w górę i zamienia w słońce, starożytny symbol siły sprawczej, przebojowości i męskości. Stara La Que Sabe pielęgnuje element męski, „przycinając zbyteczne gałązki”. Dzięki wycięciu uschniętych gałęzi drzewo staje się silniejsze. Wiele roślin rozkrzewia się bujniej, jeśli przytniemy ich kwiatowe pędy. U Dzikiej Kobiety cykl wzrostu i obumierania animusu jest naturalny. To proces pierwotny, odwieczny. Od niepamiętnych czasów kobiety w ten sposób podchodziły do świata idei i ich zewnętrznej ekspresji. Staruszka w baśni Trzy złote włosy na nowo poucza nas, jak się to robi.

Tyle dr E, ale ja chciałabym dodać coś od siebie. Moim natychmiastowym skojarzeniem po przeczytaniu textu był oczywiście starożytny symbol Uroboros czyli wąż (ewentualnie smok) zjadający swój własny ogon, do którego jestem przywiązana równie mocno jak do ANKH-a, yin&yang czy mojego Soluna.

Uroboros przedstawia wieczny cykl kończenia i rozpoczynania na nowo. Oczywiście i ja, i pewnie wiele innych osób zwykło zwracać uwagę tylko na aspekt początku, bo dla naszego ego łatwiej jest zaakceptować początek niż koniec . Pop kultura stale karmi nas tym mitem wieczności: Nasza miłość będzie trwała na wieki. Możesz być wiecznie młody. Zawsze będę szczęśliwy, itd. Jednak im starsi się stajemy, tym częściej doświadczamy końców, rozstań, ruin i tym mocniej je przeżywamy. Prędzej czy później zdajemy sobie sprawę, że coraz trudniej jest się nam zaangażować na początku, bo już z tyłu głowy świta nam myśl, że ostatecznie i tak się to zakończy, a my będziemy musieli uporać się z kolejną stratą. Zakończenia stają się coraz trudniejsze do wytrzymania, a nadzieja na nowy początek robi się coraz bardziej nikła. Wyobraźmy sobie, że nasze uczucia są pieniędzmi: idziemy do banku, lokujemy je, a bank plajtuje. Trudno, zabieramy to, co pozostało i idziemy do innego banku. Lokujemy je z myślą o dobrym zwrocie, ale i ten bank bankrutuje. Idziemy do trzeciego banku, a on po jakimś czasie również upada. Czy należy się dziwić, że nie mamy ochotę na lokatę w czwartym? Uczucia to nasz duchowy kapitał. Jeżeli go tracimy, to jesteśmy cali wypaleni od środka i pragniemy tylko nie zostać ponownie zranionymi. Ktoś zresztą kiedyś zdefiniował miłość jako włożenie ukochanej osobie sztyletu w dłoń z nadzieją, że nas nim nie ugodzi.

Symbol Uroborosa wywodzi się z dobrej, pogańskiej tradycji starożytnego Egiptu i Hellady, ale jest znany w wielu kulturach na całym świecie. Wąż był utożsamiany z bóstwami ziemskimi: Gają, Demeter czy Korą Persefoną i poprzez zrzucanie skóry symbolizował odnowę oraz mądrość. W czasach nowożytnych Uroboros pojawia się między innymi w karcie Maga, pierwszym Wielkim Arkanie Tarota, jest centralnym motywem Pani Jeziora Andrzeja Sapkowskiego, widać go w odcinku Władca Gór sagi o Thorgalu oraz w serialach Z Archiwum X czy Millenium, a wiele osób na pewno kojarzy go w podwójnej formie jako Auryn z Niekończącej Się Opowieści.

Uroboros ostrzega:

Kiedy zakochujesz się/rozpoczynasz wspólne mieszkanie z partnerem/zawierasz związek małżeński, pamiętaj że faza szczęścia nie będzie trwała wiecznie i prędzej czy później zaczną się kłopoty.

Kiedy rodzi się dziecko, nie zapominaj, że w pewnym momencie opuści ono rodziców, czy to w sposób naturalny rozpoczynając studia lub znajdując pracę, czy też nagle poprzez chorobę lub wypadek.

Kiedy dostajesz fantastyczną pracę, bądź ostrożny przy kupowaniu coraz to nowych rzeczy lub braniu kredytów, bo któregoś dnia możesz ją stracić.

Ale uczy również, że

Jeżeli coś straciłaś, dostałaś w zamian coś innego.

Jeżeli zrobiłaś lub nie zrobiłaś czegoś i teraz żałujesz, to dostaniesz kolejną szansę.

Jeżeli czegoś nie możesz teraz zrobić, poczekaj na lepszy moment.

Urodziłaś się mając tylko siebie i umrzesz mając tylko siebie. Licz na siebie i nie obawiaj się, jesteś częścią Wszechświata. Nie bój się być sama ze sobą. Samotność nie jest zła. Wiele osób nie dba o dobrą relację z własnym wnętrzem, uczuciami, motywami i próbują zagłuszyć ten brak relacjami z innymi ludźmi. Ale jeżeli nie czujesz się komfortowo sama ze sobą to z czym wychodzisz do partnera? Co mu z siebie dasz?

To trochę jak piosenka An End Has A Start zespołu Editors:

You came on your own
That’s how you’ll leave
With hope in your hands
And air to breathe

(Przyszłaś sama

I tak samo odejdziesz

Masz tylko nadzieję w dłoniach

i powietrze do oddychania)

Uroboros przekazuje nam, aby nie tracić wiary, cierpliwości i zaufania do praw Wszechświata, nieważne jak bardzo złamany życiem, zdruzgotany i ubogi się teraz czujesz. Mówi, Życie jest wieczne. Przyjdzie nowa szansa.

A chrześcijaństwo zrobiło z węża symbol pokusy i grzechu… Bez komentarza.

I jeszcze jedna rzecz, nad którą dosyć intensywnie się zastanawiałam. Kultura, w której żyjemy ewidentnie nie lubi starości. Zmarszczki usuwa się Botoxem albo photoshopem, osoby po sześćdziesiątce nie prowadzą wiadomości ani programów śniadaniowych, a pytanie o wiek jest niemal zniewagą. Tak, to śmieszne i smutne. Można by w tym miejscu zacząć narzekać i wyklinać ten proceder. Ale ja jednak będę pełnić rolę adwokata diabła i zapytam inaczej: dlaczego nie chcemy się starzeć? Czym jest starość? W wersji pozytywnej jest tym, o czym dr E pisała w baśni o Czerwonych Pantofelkach: W idealnej postaci stara kobieta symbolizuje godność, duchowego przewodnika, mądrość, samowiedzę, ducha tradycji, dobrze określone granice, doświadczenie przyprawione dla równowagi sporą dozą zrzędliwości, rubasznego humoru, bezpośredniości i przekory. A ja się pytam: ile takich staruszek znacie? Gdzie one są? Jak je spotkać? Bo ja ich jakoś nie widzę w swoim otoczeniu. Widzę schorowane, zmęczone życiem babcie noszące kufajki i chustki na głowie, plotkujące z sąsiadkami, narzekające, czepiające się, wysysające energię, mające obsesję na temat jedzenia, przekonane o własnej racji, słabo wykształcone, zamykające się w gettach z innymi babciami, przepychające się łokciami w autobusie, lecące do kościoła, zawzięte, sączące jad i słuchające pewnego specyficznego radia. Tak ma wyglądać starość? To ja się nie dziwię, że chcemy być młodzi. W Polsce socjologowie urządzają medialne konkursy na kolejne stracone pokolenia i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu zawsze klasyfikują do nich ludzi młodych. Nie lubię uogólniania, nie lubię ujednolicania i bardzo nie lubię wprowadzania kategorii „pokolenia”, ale jeżeli miałabym w Polsce znaleźć stracone pokolenie to jest to pokolenie dorastające w czasach wojny. Nasze babcie i dziadkowie psychicznie nigdy z niej nie wyszli. Czy na pewno poszłabyś do swojej babci po radę?

Proszę mnie źle nie zrozumieć, to nie jest krytyka, to jest obserwacja. Oczywiście w tym momencie ktoś może z przemądrzałą pewnością siebie stwierdzić: Hola, hola, uważaj, bo przecież ty kiedyś też będziesz stara! Otóż, mój drogi, sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana niż ci się wydaje. Zdaję sobie sprawę z tego, że w pewnym momencie mojego życia nadejdą zmarszczki, siwe włosy, menopauza, słabość oraz choroby i akceptuję to, przynajmniej na poziomie rozumowym, bo jak to będzie w praktyce to się dopiero okaże. Nie chcę się zarzekać, że na pewno nigdy się z tego powodu nie zdenerwuję, bo bez sensu jest wydawać sądy na temat przyszłości. Rzecz w tym, że mimo stosunkowo młodego wieku i wręcz nastoletniego wyglądu, wewnątrz jestem cała stareńka. To efekt wieloletniej samotnej wspinaczki na górę zwaną Rozwojem. Kiedy spojrzę w dół, to zdaję sobie sprawę gdzie jestem ja, a gdzie moje otoczenie. I wcale nie wywołuje to we mnie radości czy satysfakcji z tego, że nie stoję w miejscu tylko się wspinam ani żadnego poczucia wyższości, że oglądam świat z góry. Wzbudza to we mnie smutek, że jestem sama i że na dole wszyscy mkną dalej tą autostradą donikąd, a ci teoretycznie najbliżsi mi stoją w dole i rzucają kamieniami, żebym odpadła od ściany i zrównała się z ich poziomem.

Tym co nas najbardziej postarza jest niedojrzałość innych.

Ale kiedy czuję, że już nie wytrzymam, że nie mam sił wspinać się dalej, to spoglądam w górę i wiem, że w odpowiednim czasie zrzucę skórę jak wąż, że znajdę drogę wśród nocnego lasu jak staruszek – Pustelnik z latarenką i że w banku moich uczuć zawsze znajdą się pieniądze, które dobrze zainwestuję.

Some things should be simple
Even an end has a start

9 responses to “Odcinek 9: Trzy Złote Włosy. O zmęczeniu, starości i odnowie

  1. Pingback: Odcinek 12: Kobieta o Złotych Włosach. O samotności i Klanie Blizn | Biegnąca z Wilkami

  2. Pingback: Blog na wakacjach | Biegnąca z Wilkami

  3. Pingback: Odcinek 13: Bezręka Dziewczyna. O wytrwałości, umiejętności rozróżniania i wierności sobie | Biegnąca z Wilkami

  4. Fajny tekst, przynajmniej dowiedziałem się że chyba nie jest ze mną tak źle i że nie jestem dziwakiem.
    Otóż jestem samotnikiem z wyboru, ludzie mnie męczą, a wchodzenie w związki to dla mnie głupota, ja nie mam zamiaru się z kimś użerać całe życie i być takim jaki ten ktoś chcę abym był, będąc jestem jestem w pełni szczęśliwy i taki jaki jestem🙂
    Druga sprawa tylko Bóg kocha doskonale, człowiek nie i dlatego nie wierzę w miłość między ludźmi, wolę miłość Boga😉
    Pozdrawiam, ogólnie fajny blog ale bardziej dla kobiet😉

    • Blog może sprawiać wrażenie, że jest dla kobiet, bo “Biegnąca z Wilkami” jest poświęcona kobiecej naturze, ale im bardziej wgłębiałam się w temat, tym bardziej widzę, że dotyczy również mężczyzn z silną animą. Generalnie jest tak, że osoby odróżniające się od większości są przez nią traktowane podejrzliwie i przez to osamotnione, dlatego przypuszczam, że najlepiej jest żyć w zgodzie ze sobą i odnaleźć się w tym chaosie jakim jest życie. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam🙂

  5. Jedyne z czym się nie zgadzam to z tym że aby ciało było piękne trzeba o nie dbać…proszę mnie źle nie zrozumieć ale są brzydkie i ładne ciała – to widać gołym okiem a co do związków, prawda jest taka że większość ludzi woli “debila” za partnera niż niskiego z poczuciem humoru brzydala.
    Zabrzmiało to bardzo nie ładnie ale ja nie lubię owijać w bawełnę – takiego mnie już stworzono że mówię prosto z mostu😉

  6. P.S.
    “debila” za partnera ale z symetryczną twarzą i kaloryfelem na brzuchu…taka prawda.

  7. Świetny artykuł! “Wzbudza to we mnie smutek, że jestem sama i że na dole wszyscy mkną dalej tą autostradą donikąd, a ci teoretycznie najbliżsi mi stoją w dole i rzucają kamieniami, żebym odpadła od ściany i zrównała się z ich poziomem.” Dokładnie tak się czuję od dłuższego czasu. Szkoda, że przez tych najbliższych, nie potrafię wspiąć się wyżej, utkwiłam gdzieś…sama.

    • Podejrzewam, że jest nas całkiem sporo, tyle że jesteśmy gdzie rozproszeni jak wysepki na morzu i nawet nie wiemy o swoim istnieniu. Dziękuję za komentarz i posyłam dużo dobrej Energii🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s